Wake-Up: Celtics są więksi i znowu są na prowadzeniu w Finałach. Kontuzja Curry’ego

13
fot. NBA League Pass

Finały NBA wróciły do Bostonu po 12 latach przerwy i kibice w TD Garden znowu mieli co świętować.

Boston Celtics jak zwykle odpowiedzieli, wygrywając już siódmy mecz w tych playoffach po wcześniejszej porażce. Teraz od początku przejęli inicjatywę i grali z większą intensywnością, a przede wszystkim przypomnieli sobie, że są więksi od rywali. Wykorzystali swoją przewagę wzrostu. Przetrwali też kolejną trzecią kwartę Golden State Warriors i podobnie jak w meczu otwarcia, przejęli ostatni fragment gry.

Golden State @ Boston 100:116 (1-2)

1) Rozmiar ma znaczenie. Gospodarze zdominowali strefę podkoszową po obu stronach parkietu.

Zdobyli aż dwa razy więcej punktów w pomalowanym (52-26). Wygrali walkę na tablicach 47-31, z czego 15 piłek zebrali na atakowanej tablicy, co dało im 22 punkty drugiej szansy (dwa razy więcej niż goście).

Kluczową rolę odegrał Robert Williams, który po poprzednim kiepskim występie, teraz wyglądał na dużo zdrowszego i robił różnicę. Miał 8 punktów, 10 zbiórek, 3 przechwyty, 4 bloki i najlepszy w meczu wskaźnik +21.

2) Jaylen Brown poprowadził Celtics na starcie, rozgrywając rewelacyjną pierwszą kwartę.

Niemal samodzielnie ogrywał Warriors. Trafił 3 z 4 rzutów za trzy i dostawał się do obręczy w drodze do 17 punktów. Do tego rozdał 3 asysty, mając swój bezpośredni udział przy 24 punktach Celtics, podczas gdy cała drużyna gości uzbierała 22. Zanotował też 5 zbiórek.

Cały mecz zakończył z dorobkiem 27 punktów, 9 zbiórek i 5 asyst.

3) Po zanotowaniu swojej najniższej zdobyczy tych playoffach w Game 2, teraz Celtics mieli świetną pierwszą połowę, w której rzucili aż 68 punktów przy skuteczności 57.4%.

4) Po przerwie dowodzenie przejął Jayson Tatum, który szukał i wymuszał switche Stephena Curry’ego, przebijał się przez obronę kolejnymi penetracjami, a też dobrze znajdował kolegów. Razem z Marcusem Smartem odpowiedzieli na comeback Warriors i dobili ich potem w czwartej kwarcie. To właśnie trójka Smarta po podaniu Tatuma przywróciła prowadzenie Celtics pod koniec trzeciej kwarty. Tego już nie oddali.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułMyles Turner raczej pozostanie zawodnikiem Indiana Pacers 
Następny artykułFlesz: Powinniśmy dziękować

13 KOMENTARZE

  1. Większy był tez Antoine Walker, wyglądał jakby pandemia go naprawdę dopadła lodówką. Pierce tez nie wyglada w szczycie formy fizycznej. Tym bardziej można docenić KD, ze on mimo bycia poza NBA utrzymuje swoją sulwetkę. Komentuję to co poza boiskiem, bo na nim było lekko nudno i śmierdziało blowoutem cały mecz, o dziwo Q3 zadziałała, ale nawet wtedy nie wierzyłem ze GSW to ma. Dzisiaj Boston naprawdę był większy, fizyczniejszy i w piątek wróżę 3:1.

    Lubię to: 21
    • Nawet podoba mi się twoja predykcja ale nawet jeżeli w piątek GSW zwycięży, a potem dalej pójdzie wg znanego schematu obecnych playoffs tzn „Celtics nie przegrywają kolejnego meczu po porażce” to choćby doszło do game 7 to Boston i tak wygra tę serię – kluczowe okaże się tu zwycięstwo w pierwszym spotkaniu :)

      Tylko jakaś dogrywka by się w końcu przydała bo w tegorocznych playoffach nie mieliśmy jeszcze ani jednej…

      Lubię to: 24
      • Masz racje, brakuje dogrywek i crunchu. Ciagle ktoś jest +10-15 pkt i jednak pewnego rodzaju emocji z tego powodu brakuje. Wolałbym aby GSW wygrało ale konsekwentnie przez całe PO stawiam na Boston, bo maja fantastyczną obronę.

        Lubię to: 12
  2. Perfekcyjny mecz Bostonu. Gwałcili GSW w pomalowanym. Różni zawodnicy, różne zespoły różne dekady a i tak kluczem do wygrania jest rzucanie nad Currym. Grający na jednym kolanie Robert Williams nadal jest spektakularny w obronie.

    GSW mimo bardzo dobrego meczu od Curry’ego i Thompsona oberwali blowoutem, to może budzić trochę niepewności w szeregach złotych chłopców.

    Tatum ani Brown nie zagrali jeszcze żadnego wybitnego punktowo meczu, a ich zespół prowadzi w serii.

    Dobrze się ogląda te finały.

    Lubię to: 14
  3. X-faktorem tego meczu był Rob Williams jego wejście gdy Warriors przejęli prowadzenie i granie wyżej na pickach zatrzymało trójki Stepha i Klaya. Do tego hustle zbiórki i wsady- wow. Trudno uwierzyć, że tak dominuje grając na jednym kolanie.

    Lubię to: 15
  4. Mam takie wrażenie, że właściwie w połowie pierwszej kwarty każdego meczu wiadomo już po sposobie sędziowania która drużyna „ma” wygrać dany mecz. Niestety.
    I tak raz w jedną raz w drugą stronę. Nie zdziwię się jak w następnym meczu Smart będzie miał 3 faule w pierwszej kwarcie, a Tatum 3 ofensy bo 2-2 lepiej wygląda niż 3-1.
    Także Houston – szykuj się na mecz nr 7 :)

    Lubię to: 15