Timberwolves nie przegrywają tablic i tym razem przetrwali

9
fot. apnews.com

Trwa chaos i nieporządek. Wszystko co najlepsze wydaje się być dopiero przed nami. Nie tyle nawet, że jeszcze w tym sezonie, co po prostu przed nami.

Desmond Bane trafił równo z syreną za trzy, ale Memphis Grizzlies przegrywali przed tym rzutem już czterema punktami. Na 9 sek. przed końcem, przy stanie 112-115, Ja Morant znalazł w kontrze za linią za trzy raz jeszcze w sobotę zupełnie niepilnowanego gracza Memphis, tym razem Tyusa Jonesa. Król wszech czasów NBA w ratio asyst-do-strat – wygrał je piąty sezon z rzędu – był na swojej klepce na lewym skrzydle, niekryty, z szansą na doprowadzenie do remisu, ale nie trafił i przed nami mecz nr 5 w tej młodej, kapryśnej, pełnej błędów (37 strat, 56 fauli), ale tą młodością wyróżniającej się serii. Serii wyróżniającej się młodością i znikomą ilością zmian krycia.

To nie jest typowa playoffowa gra o tron. Obie drużyny są dopiero na początku swoich historii.

MINNESOTA 119, MEMPHIS 118 (2-2)

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułMitchell wreszcie podał do Goberta i Jazz wygrali, jest 2-2
Następny artykułO takie ucieczki przed sweepem dokładnie nam chodzi

9 KOMENTARZE

  1. Ciekawi mnie takie frywolne traktowanie Minnesoty. Wiem, że przez tyle lat zasłużyli sobie na to, ale gdyby dali radę w 3 meczu to teraz mielibyśmy 3:1 i ciekawe „co” w portkach Moranta.

    Lubię to: 4