Dirk, West i Miller odpowiadają na pytania związane z Currym

1

Stephen Curry w starciu z Denver Nuggets rzucił zjawiskowe 53 punkty, dzięki czemu stał się graczem z największą liczbą punktów w historii Golden State Warriors. Bez dwóch zdań – jest to zawodnik, który wyznaczył nowe trendy w koszykówce. Rozgrywający ma dość specjalną relację z klubem i całym regionem San Francisco/Oakland. Trzech zawodników z różnych czasów – Jerry West, Reggie Miller i Dirk Nowitzki – odpowiedziało na kilka pytań, m.in. na to, jakie znaczenie ma bycie twarzą klubu przez całą karierę.

Pod jakim względem Steph najbardziej zmienił koszykówkę?

To pierwszy gość, który zaczął rzucać z naprawdę daleka, pokazał, że jest to cool. Był niezwykle konsekwentny w tym, co robił. Teraz wszyscy chcą go naśladować, ale to Steph jest pionierem, szczególnie jeśli chodzi o rzuty po koźle z niebotycznych odległości. To jeden z moich ulubionych graczy do oglądania – były play-offy, on tylko przekroczył linię środkową, a ja krzyczałem przed telewizorem: “Na co czekasz? Rzucaj!” – Nowitzki.

Mogę wrócić pamięcią do momentu, kiedy wprowadzili linię za trzy, ale my i tak nie rzucaliśmy. Ile trójek oddawano? 200? Może nawet nie. Steph doszedł do perfekcji dzięki samozaparciu i ciężkiej pracy. Właśnie tym kimś jest. Wiem jak mocno pracuje, bo spędziłem z nim trochę czasu. Kreatywność jest dla niego kluczowa. Wydaje mi się, że on się nie starzeje, bo polega na finezji, nie na sile czy wyskoku – West.

Jest jak Shaq, Wilt i Jordan. Zmienił postrzeganie tej gry – Miller.

Czy zatem Steph to najlepszy strzelec w historii?

Tak. Do niedawna myślałem, że był nim Drazen Petrović, bo widziałem go z bliska, grał na tej samej pozycji, co ja. Jednak Steph wyniósł to na zupełnie inny poziom. Każdy z wybitnych strzelców powie ci, że szedłby ze Stephem łeb w łeb, to nas charakteryzuje, ta pewność siebie – Miller.

W historii ligi było wielu specjalistów, ale Steph szybko wypuszcza piłkę z rąk, potrafi trafić z bardzo daleka. Może robić to od razu po złapaniu piłki, ale również po koźle, w tym jest zabójczy. Jeśli nie jest według ciebie najlepszy, to z pewnością jest w ścisłym topie. Myślę, że ogólnie na to patrząc, musisz umieścić go na pierwszym miejscu – Nowitzki.

Do tego punktu w historii na pewno, ale musimy pamiętać, że tworzy się grupa, która postara się być lepsza. Czy będą wystarczająco ciężko na to pracować? Czy będą tak kreatywni? Czy będą potrafili kończyć w okolicach obręczy? We mnie największy podziw budzi jego umiejętność trafiania z każdego miejsca na parkiecie – West.

Curry stał się symbolem Bay Arena. Co dla Ciebie znaczyła gra dla jednej organizacji przez całą karierę?

Oglądanie jak dzieci, które jeszcze za twojej kariery nie były na świecie, noszą koszulki z nazwiskiem Miller, to coś niesamowitego. Dowiadują się wszystkiego od rodziców, którzy jako dzieci przychodzili na moje mecze. Dzieliliśmy razem wszystke emocje. To relacja, która wiele dla mnie znaczy. Czy boli mnie, że nigdy nie wygrałem dla nich mistrzostwa? Oczywiście. Jednak bardziej cenię miłość tych wszystkich ludzi – dla mnie znaczy to więcej niż pierścienie – Miller.

Teraz wszyscy w Dallas mówią: “Dirk? A kto to? Mamy Lukę Doncicia”. Żartuję, to świetne uczucie. Wiąże się z nim odpowiedzialność i presja. W końcówce meczu każde wie, do kogo trafi piłka i jest to spore wyzwanie. Z mojej perspektywy – chcieliśmy bardzo wygrać mistrzostwo dla tego miasta, bo jeszcze nigdy go nie miało. Steph już to zrobił, wygrał kilka razy. To spora presja i wydaje mi się, że w 2006 nie dałem rady. Pamiętałem o tym, to mnie napędzało. Świetne uczucie, ale również duża odpowiedzialność – Nowitzki.

Dla mnie to było wszystko, ale żałuję, że nie mogłem sprawdzić, ile tak naprawdę jestem warty dla klubu. Dzisiaj to bardzo unikatowe zjawisko, aby gracz spędził w jednej drużynie całą karierę. Kiedy grasz w małym rynku i jesteś naprawdę dobry, twój agent zrobi wszystko, aby cię stamtąd wyciągnąć. Klucz to takie zarządzanie klubem, aby był on atrakcyjny dla graczy, wtedy możesz liczyć, że ktoś zagra tutaj całą karierę – West.

Czy kiedykolwiek rozważałeś odejście? Ktoś namawiał do połączenia sił?

Nie, i nawet jeśli proponowałby to sam Jordan, to i tak bym się nie zgodził. Tak naprawdę to nigdy nie byłem nawet bliski odejścia. Mówiło się o zainteresowaniu New York Knicks, ale jak mógłbym tam pójść? To niedorzeczne. Jeśli cokolwiek miałoby mnie ruszyć z Indianapolis, to tylko gra w rodzinnych stronach, dla Los Angeles Lakers. Nie było dla mnie zbyt wielu opcji – Miller.

Byłem wolnym agentem tak naprawdę dopiero w 2010, rok przed wygraniem mistrzostwa. Pamiętam, że poszedłem wtedy do domu Marka Cubana, byliśmy ze sobą bardzo blisko, szczerze porozmawialiśmy. Zgodziliśmy się na cztery kolejne lata prób. Szczęśliwie złożyło się, że już w pierwszym roku kontraktu zdobyliśmy tytuł. Jednak wtedy po raz pierwszy tak naprawdę negocjowałem kontrakt. Raczej nikt nie chciał mnie zwerbować, wszyscy wiedzieli, jak bardzo kocham Dallas. Pamiętam, że kiedyś próbował to zrobić Kobe Bryant. Pisaliśmy, rozmawialiśmy na ten temat, aż w końcu odpowiedziałem mu: “Przepraszam, ale wiesz jak jest. Dallas to moje miasto i dziwnie bym się czuł w koszulce innego klubu”. Myślę, że całkowicie mnie zrozumiał – Nowitzki.

Był taki jeden moment, gdy chciałem odejść. Właściciel próbował wcisnąć mi kit, co bardzo mnie zabolało. Nie chciałem grać dla tej drużyny z powodu właściciela, było to tak proste. Kochałem Los Angeles za wiele aspektów życia. Gdybym miał taką możliwość, to na pewno bym odszedł. Dzisiaj masz agentów, którzy dbają o twoje prawa. W moich czasach nic takiego nie miało miejsca – West.

Curry jest w jednym klubie już 12 lat – drugi najdłuższy wynik aktualnie w lidze, po Udonisie Haslemie z Miami Heat. Czy gra dla jednego miasta to w dzisiejszej NBA przeżytek?

Byłem przygotowany na to, że nie wygram mistrzostwa. Jeden z moich największych idoli – Charles Barkley – grał z numerem 14 w trakcie Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie i ja właśnie dlatego z takim samym grałem w Europie. Nigdy nie patrzyłem na niego gorzej tylko dlatego, że nie miał tytułu. Nie jego wina, że na drodze stawał Jordan. Oczywiście, że zawsze mogą pojawiać się pytania “Co by było gdyby?”. Dlatego cieszę się, że sprawy w Dallas potoczyły się w odpowiednim kierunku – Nowitzki.

Wygrywanie z grupą tych samych ludzi to z pewnością coś, co uważam za zjawisko pozytywne. Kiedy zbudujesz zawodnika, on osiągnie pułap wielkiej gwiazdy i nagle odejdzie, to w klubie tworzy się straszna pustka. To straszny cios, ale nie tylko dla drużyny, co dla samych kibiców – West.

Nowitzki i West są w lepszym położeniu, bo nie tylko zdobyli wieczny szacunek kibiców w swoich miastach, ale ponadto zapewnili im mistrzostwo. Mnie się nie udało. To strasznie boli, bo bardzo chciałem wynagrodzić Indianę. Dlatego tak dużo o tym mówimy – ludzie bardziej cenią biżuterię od lojalności – Miller.

Wypowiedzi pochodzą z artykułu “‘He’s Mr. Warrior’: What three all-time greats are saying about Steph Curry’s latest feat”, autorstwa Nicka Friedella.

32

KOMENTARZE