Kajzerek: Jimmy Butler na swoim

5
fot. League Pass

Dla niektórych tułaczka trwa przez całą karierę, patrz Vince Carter. Inni odnaleźli sukces, bo znaleźli się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Pozostali zdecydowali się sami wykuć swój los ciężką pracą. Jimmy Butler odnalazł w kulturze Miami Heat samego siebie i to sprawia, że w końcu przestał być wrzodem na tyłku. Odkąd opuścił Chicago, żadna drużyna nie dała mu takiego komfortu psychicznego jak Miami.

W trakcie pierwszego sezonu Butlera z Heat, ani razu nie czytaliśmy alarmujących doniesień o otwartych konfliktach w szatni, o rzucaniu gumami do żucia w trenerów, o bojkotowaniu treningów, czy stawianiu ultimatum zarządowi. Butler dojrzał? I czy na pewno właśnie o to w tym wszystkim chodziło? Niektórzy zwracają uwagę na jego nieprzejednaną naturę, z której wychodzić ma bezkompromisowość w kontaktach z najbliższym otoczeniem. Dlaczego w Minnesocie stał się tak toksyczną postacią? Prawdopodobnie dlatego, że Wolves na pewnym etapie przestali odpowiadać jego własnym standardom.

Już w Chicago oglądaliśmy Jimmy’ego w takiej formie, gdy wypominał klusce Fredowi Hoibergowi, że nie przykłada się wystarczająco do swojej pracy. Miał czelność, bo widział, jak upada kultura, którą tak skrupulatnie budował jego mentor Tom Thibodeau. Poniekąd wcielał się w rolę protektora jego spuścizny. Bulls uzależnieni od bylejakości Gara Formana i Johna Paxsona zamiast spróbować słów Butlera wysłuchać, stwierdzili bezwiednie, że to czas, by wszyscy poszli w swoją stronę. Fanów Bulls przechodzą ciarki na samą myśl. Ciekawie wspomina Butlera James Johnson, uderzając w samo sedno jego osobowości.

– Uwielbiałem go. Jego etyka pracy, jego spojrzenie na świat, czasami to wszystko może być mylące. Dla mnie – jeden z najlepszych kolegów z drużyny, z jakimi kiedykolwiek grałem – mówi Johnson. – Nie będzie wszystkim odpowiadał. Ale to czyni go znakomitym liderem w obecnej sytuacji. Ta drużyna doskonale do niego pasuje. Kiedy go poznałem, był zupełnie inny niż wszystko, co na jego temat przeczytałem – dodał Johnson.

Jeszcze rok temu był “obrażoną gwiazdą”, która buntem wymuszała kolejne decyzje. Jego wizerunek mocno cierpiał i tylko on się tym nie przejmował. W tym wszystkim interesującym wątkiem było to, jak odnosili się do Butlera jego koledzy z drużyny. Ci jako jedyni zdawali się rozumieć z jakiej ten gość jest ulepiony gliny. Fakt, że był PR-owo niereformowalny w ogóle go nie interesował; nie interesowało go to, by stworzyć jakikolwiek fałszywy obraz własnej tożsamości, a właśnie tego zaczęła domagać się NBA.

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułZapowiedź finału Wschodu (2) Boston Celtics vs. (5) Miami Heat
Następny artykułNick Nurse na dłużej w Toronto Raptors

5 KOMENTARZE

  1. Znakomity artykuł.
    Ten sezon Jimmiego i Heat przypomina mi nieco Kawhiego i Toronto rok temu – piękna narracja zakończona happy endem. To co zrobił Leonard później, to już inna historia.

    Lubię to: 6