Flesz: Nie robimy nic w ataku

4
fot. newspix.pl

Wróćmy może do frazy “Adam Silver jest najlepszym komisarzem w historii historii” i zauważmy to, że pod jego rządami sama gra staje się gorsza, a ratingi spadają.

Kiedy NBA wróci w Orlando, wrócimy do tego właśnie punktu.

Bill Russell napisał kiedyś:

“W koszykówce nie ma czasu na myślenie typu ‘To się stało, więc teraz ja muszę zrobić to i to”. W czasie, który potrzebny jest na to by pojawiła się myśl, zwykle jest już za późno”

Najlepsza wersja NBA to synonim drużyn Spurs, teamów LeBrona w Miami i pierwszego mistrzostwa Golden State Warriors. Był to czas, gdy klub NBA oddawał 22 rzuty za trzy, czyli o 12 mniej niż obecnie.

Szokująco pięknie na tle innych er wyglądają dziś właśnie mecze z tamtych lat, tym bardziej gdy dodatkowo ogląda się je w trakcie przerwanego sezonu, w którym najlepszy team w NBA oddaje rzuty za trzy z ośmiu metrów już w siódmej sekundzie akcji i robi to po to, by obrońcy nawet nie pomyśleli, że można podwajać najlepszego gracza.

I to działa, tylko piłka zbyt często odbija się od obręczy na aut albo nie dotyka jej wcale i wpada w fotoreporterów. To działa, choć Eric Bledsoe trafia tylko 26% rzutów za trzy w play-offach, a Brook Lopez 30% w tym sezonie.

To niestety działa.

Ale myślę  przy tym, że jednak wciąż ta wersja gry jest lepsza od lat tej z przełomu milleniów i także od lat 90-tych. Nie wiem czy jest lepsza od lat 80-tych, ale nie jest zła. Wiem, że wielu z nas, którzy zorientowali się już, że nie chcą jak Homer Simpson ze swojego ogródka pokrzykiwać na chmury, myśli po prostu, że gra dziś “nie jest zła”.

Jak tu dotarliśmy?

W ostatnim czasie pojawił się bodajże ósmy już, coroczny tekst Kevina Arnovitza o asystentach trenerów, którzy są kandydatami na głównych szkoleniowców. Steve Kerr, David Fizdale i David Joerger wymieniani byli w 2013 roku. Wtedy jeszcze Arnovitz nie pisał, że:

Playcalling nigdy nie miał mniejszego znaczenia.

To gracz, a nie zagrywka, określi przyszłość trenera. Od kiedy bycie trenerem NBA ewoluowało z pracy u podstaw w sztukę, mniej posiadań stanowi ścisłą interpretację trenerskiego playbooka. Zagrywki, które kiedyś krzyczane były z autu, dziś są prostymi akcjami, które promują playmaking ‘in a free-flowing system’.”

Kenny Atkinson to przykład kogoś, kto ucierpiał przez to, że to gracz, a nie zagrywka, określi przyszłość trenera.

Michael Pina jeszcze w kwietniu opublikował dogłębny i wnikliwy tekst o problemie chemii we współczesnej NBA. Znalazło się w nim mnóstwo wypowiedzi, które od środka przybliżają to, o czym my czasem rozmawiamy na zewnątrz. Mówi Steve Clifford, dziś trener Magic, kiedyś Hornets, wcześniej trener akademicki, następnie asystent z drzewa Jeffa Van Gundy’ego:

“Gra jest taka jaką chcieli, żeby była, gdy zmieniono reguły. Poziom egzekucji jest cały czas wysoki, oczywiście. Poziom gameplanningu nie jest jednak nawet blisko tego jaki był 7 czy 8 lat temu.”

Siedem, czy osiem lat temu w 2012 czy 2013 roku.

“Dziś już tak naprawdę nie ma miejsca na treningi…

Kiedy pierwszy raz dostałem się do ligi (2000 rok), wszyscy mieli milion zagrywek i musiałeś znać te zagrywki. Teraz, gdy masz zagrywki, jest to Twoją przewagą, ale ludzie już nie patrzą na to w ten sposób.”

Brad Stevens żartuje:

“Mieliśmy trzy tygodnie na to żeby przygotować się do sezonu, później już nie trenowaliśmy”

Wracający do NBA po siedmiu-latach-w-tybecie Tom Thibodeau jako jedną z pobranych nauk wskazuje to, że treningi, jeśli są, muszą być dostosowane nie do ogółu, ale do poszczególnych graczy, w zależności od ich zmęczenia.

Zostawię dalej trenerów, bo mówią o problemie dyscypliny. James Borrego, trener Charlotte:

“Teraz, gdy tak często zmienia się skład, twój playbook i twoje diagramy muszą być na amatorskim poziomie, bo uczysz więcej. W wielu kwestiach zaczynasz co roku od zera, podczas gdy drużyny, które odnosiły sukcesy rok po roku, mogły budować na poprzednim sezonie”

Austin Rivers, syn trenera, mówi o samych meczach:

“Większość drużyn nie robi w ataku nic.

Naprawdę. Biorą piłkę do obręczy, albo w pick-and-rollu i tyle. Trenerzy są teraz naprawdę po to, żeby wytyczać nam kierunek. To szalone. Zagrywki w trakcie meczów wchodzą do gry dopiero w akcjach po time-outach, po autach czy w ostatnich sekundach akcji, w czwartej kwarcie. To właśnie przerabiamy na porannych rzutówkach.

Większość tego nad czym pracujemy to obrona, bo nasz atak jest zupełnie szalony, człowieku. Nie robimy nic w ataku.”

To fakt, my mamy trzy zagrywki, czyli o jedną więcej niż uchodzące za pionierskie, a na pewno co najmniej intrygujące Houston.

Każdy wie jak wejść we flow. Każdy wie też co robić, gdy treningów jest mało, playbook krótki, sekund do końca akcji osiem i nie wiadomo co zrobić: rzucać. Więc rzucają. Niedbałość o detale we współczesnej NBA jest po tej stronie ekranu od dwóch-trzech lat frustrująca. Na szczęście nadal to dbałość o detale towarzyszy drużynom, które wygrywają mistrzostwa.

Muszą moim zdaniem nastąpić zmiany. Pisałem już o tym, ale jedyną osobą, która powie, że Luka Doncić i Dallas Mavericks 2019/20 mają nr 1 atak w historii NBA jest statystyka. Nikt tego nie powie, nawet jeśli analitycznie to fakt. Tu jest problem.

Przeczytałem jeszcze w kwietniu trzy książki Jamesa Naismitha, żeby lepiej zrozumieć w jaki sposób on myślał. Twórca koszykówki stał za amatorstwem i nie miał za złe ludziom, którzy majstrowali przy regułach gry po to, by uczynić ją lepszą. Naismith walczył o utrzymanie ducha amatorskiego współzawodnictwa i martwił się o wpływ pieniędzy i zmonetaryzowaną wersję gry.

Ale może jeśli zmonetaryzowana wersja koszykówki przestanie działać – a najprawdopodobniej przestanie działać – wróci dyskusja o tym jak poprawić samą grę, nie tylko próbować uatrakcyjnić ją pod wielkość szybki w telefonie. Zmniejszenie trumny to jeden z pomysłów na same zmiany w przepisach. Ograniczenie liczby meczów w sezonie regularnym po to, aby dodać kilka jednostek treningowych, to inny pomysł.

Wrócimy do tego. Nie wiadomo tylko kiedy.

26

KOMENTARZE

  1. W temacie zmian a la zmniejszenie trumny, otwiera sie wieczko dla wszelkiego rodzaju heheszkow. Artykul na poziomie, wiec sobie wyjatkowo daruje.

    Ale wciaz bardziej lubie Macieja podroznika niz filozofa…

    Lubię to: 6
  2. Wait what? Czyli co – wszystkie teksty Piotrka Sitarza to byly halucynacje jego umyslu + chytry fotomontaz???

    Czy juz nie ma znaczenia czy GSW prowadzi Mark Jackson, Kerr czy moj pan od wfu?

    Lubię to: 4
  3. W kwestii przepisów to jak czytałem książkę Kirka Goldsberry’ego to proponował różne rozwiązania, aby zatrzymać rewolucję trójek, zmniejszenie pomalowanego, aby odzyskać graczy post-up też się tam pojawiło:

    https://www.amazon.com/SprawlBall-Visual-Tour-New-Era/dp/1328767515

    Generalnie jest złota zasada, że przeciętna akcja NBA powinna przynosić 1 punkt, a więc skuteczność ligi za trzy powinna wynosić 33%, wtedy jest równowaga. Z tego co pamiętam obecnie liga trafia jakoś 36%, stąd ten przechył w jeszcze więcej rzutów.

    Jak dla mnie to trzy zmiany, które mi się podobały:
    1. Zmniejszenie pomalowanego #BigAl wróć
    2. Odsunięcie trójki.
    3. Zlikwidowanie trójek z rogu – odzyska to mistrzów midrange, zabierze najskuteczniejszy rzut z gry i sprawi, że nie będzie “martwych” graczy w ataku, których jedynym zadaniem w całej akcji ofensywnej jest stać i czekać na podanie.

    DYWERSYFIKACJA

    Lubię to: 0