Wielka noc Brandona Roy’a

5
fot. AP Photo

Jeszcze nieco ponad miesiąc temu patrząc na kalendarz zastanawiałem się jak bardzo będę musiał kombinować, żeby pogodzić Święta z pracą. Najgorzej jest kiedy Wielkanoc wypada w czasie playoffów, ale w tym roku też zapowiadało się spore wyzwanie, bo to miał być ostatni weekend sezonu zasadniczego, więc nie można było planować wolnych dni, gdy potencjalnie mogło być nadal jeszcze kilka bardzo ciekawych historii i ważnych rozstrzygnięć… Chciałbym teraz mieć ten problem.

Już nie pamiętam kiedy ostatnio nie oglądałem żadnego meczu przed wielkanocnym śniadaniem. Pamiętam natomiast bardzo dobrze jeden mecz, który od razu przychodzi mi na myśl, kiedy mówimy o Wielkanocy i NBA. Mecz pierwszej rundy playoffów 2011, rozegrany w nocy z sobotę na niedzielę, więc oglądałem go w świąteczny poranek i idealnie pasował właśnie do tego czasu, ponieważ to było jak koszykarskie zmartwychwstanie.


Brandon Roy nie krył frustracji tuż po zakończeniu drugiego meczu w Dallas. Portland Trail Blazers ponownie przegrali, a on nawet nie dostał szansy, żeby pomóc drużynie, ponieważ trener Nate McMillan dał mu zaledwie osiem minut gry. Rozżalony Roy powiedział dziennikarzom, że czuje się zraniony i rozczarowany, a siedząc na ławce musiał powstrzymać łzy. Myślał, że będzie lepiej traktowany…

Przecież jeszcze przed chwilą był nie tylko gwiazdą, ale twarzą drużyny. Jeszcze rok wcześniej był jednym z najlepszych zawodników całej NBA, po raz drugi wyróżniony wyborem do All-NBA Teams. Jeszcze rok wcześniej heroicznie próbował pomóc Blazers w playoffach, wracając do gry ledwie osiem dni po operacji zerwanej łąkotki.

Teraz jednak nie czuł się już częścią drużyny. W środku sezonu znowu miał poważne problemy z kolanami i poddał się operacji obu, przez co stracił w sumie 30 meczów. Blazers w tym czasie nauczyli się żyć bez niego i całkiem dobrze sobie radzili. LaMarcus Aldridge przejął rolę pierwszej opcji w ataku, podpisany przed sezonem Wesley Matthews zastąpił Roy’a w wyjściowej piątce, a ważną rolę szybko zaczął odgrywać też pozyskany przed trade deadline Gerald Wallace. Kiedy po wyleczeniu się, pod koniec lutego Roy dołączył ponownie do zespołu, w szatni czuł się obco. Brakowało mu więzi z kolegami, bo nawet wtedy większość czasu spędzał z trenerami pomagającymi mu wrócić do formy. Nie wiedział jak wkomponuje się do zespołu i jaka ma być jego rola. Z gwiazdy drużyny stał się rezerwowym, który dostawał średnio po 20 minut i zupełnie nie przypominał zawodnika, będącego wcześniej jednym z najlepszych strzelców NBA. W ostatnich 24 występach sezonu tylko raz przekroczył poziom 20 punktów.

Problemy zdrowotne mocno odbiły się na jego dyspozycji, ponieważ w tamtym momencie Roy był już „zawodnikiem bez kolan”. Przez pięć lat w Portland przeszedł w sumie cztery operacje, po dwie na każdym kolanie, a każde z nich miał operowane po raz pierwszy jeszcze zanim trafił do NBA. W efekcie, jego stawy kolanowe były tak zniszczone, że kości ocierały się o siebie. Środki przeciwzapalne zażywał jak witaminy, regularnie przechodził różne zabiegi, a i tak każdego poranka z dużym trudem podnosił się z łóżka.

Wiedział, że nie zostało mu wiele gry w koszykówkę, bo jego kolana długo nie wytrzymają, tym bardziej nie chciał tracić tego czasu i walczył o każdą szansę gry. Dlatego wrócił na czwarty mecz pierwszej rundy w 2010, mimo że na samym finiszu sezonu zasadniczego doznał kontuzji, która miała wykluczyć go z playoffów. Dlatego też w styczniu 2011 zdecydował się od razu przejść operacje obu kolan, żeby nie okazało się, że jak wyleczy jedno, zaraz odezwie się drugie i będzie jeszcze dłużej pauzował. I dlatego był tak rozżalony, że nie dostaje okazji, żeby bardziej pomóc drużynie w serii z Mavericks. Pogodził się z rolą rezerwowego, ale już w trakcie sezonu nie był zadowolony ze sposobu w jaki McMillan z niego korzysta. Czuł, że jest w stanie dać więcej drużynie i odgrywać większą rolę. Liczył na wyrozumiałość trenera, bo potrzebował czasu, żeby wejść w mecz i powoli się rozkręcał, ale brakowało mu minut w pierwszej połowie, które pozwoliłby mu lepiej grać po przerwie.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

43

KOMENTARZE

  1. Pamiętam ten mecz, jakby był wczoraj. Stopniowy comeback Portland, ale kiedy Terry trafił trójkę chyba na 80-70 sądziłem, że jest już definitywnie pozamiatane. Myliłem się, oj myliłem.. Niezapomniana, magiczna końcówka. Dzięki za przypomnienie!

    Lubię to: 0
  2. Ilekrcć wracam do tego momentu uświadamiam sobie, że pośród moich nielicznych koszykarskich życzeń niewiele było więcej niż zdrowe kolana dla tego człowieka. Umiejętności i charakter, przede wszystkim charakter, już miał…

    Lubię to: 5