Cage vs. Oakley, Oakley vs. Cage, czyli jak walczono o każdą piłkę

1
youtube.com

W kolejnej odsłonie przeglądania archiwów NBA przy weekendowej kawce, przyjrzymy się bliżej jedynej w swoim rodzaju batalii o tytuł lidera zebranych piłek. Historia ta, choć miała miejsce już ponad 30 lat temu, jest zapewne znacznie bardziej ekscytująca niż te wszystkie pojedynki strzeleckie “na ostatniej prostej” Davida Thompsona z “Icemanem” czy Davida Robinsona z Shaqiem, o których zapewne większość juz kiedyś słyszała. Tutaj o zwycięstwie w końcowej klasyfikacji zadecydowało niecałe… 0,03 zbiórki.

No dobrze, historia rywalizacji George’a Gervina i Thompsona jest akurat też całkiem ciekawa. W końcu na długo przed przeklinanym przez nas wielu “load managementem” obaj wyszli do swoich ostatnich meczów w sezonie z nastawieniem zrobienia niezłego zamieszania i żaden nie bawił się w jakiekolwiek kalkulacje. Gdyby ktoś z nas kupił wtedy bilety na jedno z tych spotkań, miałby dzisiaj co wspominać. Czasem warto więc docenić to, że gracze – wbrew swoim kurtuazyjnym wypowiedziom – dbają również o swoje indywidualne statystyki. Często to przecież tymi liczbami podniecamy się najbardziej, czytając poranne relacje z meczów.

Ostatecznie jak często zdarza się, aby w ostatnim dniu sezonu regularnego dwóch strzelców (w tej sytuacji może lepiej rewolwerowców) ustanawiało swoje życiowe rekordy i do ostatniej chwili wyrywało sobie z rąk trofeum lidera w klasyfikacji punktowej? Przypomnijmy – ostatecznie to Gervin był górą w ’78, po tym jak w Nowym Orleanie rzucił 63 punkty, podczas gdy ledwie kilka godzin wcześniej David Thompson zaliczył ich aż 73. Całkiem niczego sobie anegdota, której warto posłuchać.

Był też finał sezonu 1993/94 i popis Davida Robinsona przeciwko Clippers, który widziała zaledwie garstka osób w ponurej Los Angeles Memorial Sports Arena plus jakiś zabłąkany kamerzysta siedzący za koszem. Skończyło się na 71 punktach (26/41 z gry, w tym 1/2 za trzy), choć do pokonania Shaqa Robinsonowi wystarczyłaby wtedy tak naprawdę połowa tej zdobyczy.

Można jednak zadać zasadnicze pytanie, na ile tak naprawdę wartościowe są tego typu występy, w momencie gdy po prostu wszyscy dogrywają ci piłkę przez cały wieczór? Wystarczy tylko rzucać i mieć nadzieję, że będzie wpadało. Po fakcie część z nas ekscytuje się takimi meczami (patrz Kobe Bryant i jego pożegnalne 60 punktów), ale są też tacy, którzy nie przykładają w sumie do nich większej wagi lub nawet otwarcie krytykują takie zjawiska. Każdy ma prawo do własnej opinii.

Co innego, gdy końcowa średnia w danej kategorii statystycznej jest uzależniona właściwie wyłącznie od występu samego zainteresowanego. Obok takich historii już dużo trudniej jest przejść obojętnie.

Wydarzenia o których mowa, miały miejsce wiosną 1988 r. W rolach głównych dwóch niekwestionowanych twardzieli z nazwiskami godnymi bohaterów kina akcji, którzy w wolnym czasie od koszykówki najchętniej robili zapewne kolejne serie martwych ciągów lub zamawiali w knajpach gigantyczne steki. W przypadku Michaela Cage’a jest też spora szansa, że po prostu stał przed lustrem, układając swoją “Soul Glow” fryzurę, która musiała być nieskazitelna bez względu na to, która kwarta była akurat rozgrywana. W końcu na pseudonim “John Shaft” trzeba było sobie zasłużyć.

Charles Oakley to z kolei postać, której nie trzeba nikomu szerzej przedstawiać. Dość często wspominany na “Szóstym Graczu”, z reguły przy okazji nostalgicznych wycieczek do czasów, kiedy Knicks byli jeszcze poważnym i powszechnie szanowanym klubem (Kevin Durant najwyraźniej nie pamięta tego okresu. Zostawmy go i wszystkiego jego fałszywe konta na Twitterze w spokoju).

cbssports.com

Gdyby “Oakowi” przytrafił się podobny incydent jak Embiidowi i Townsowi, nie brałby jeńców i nie bawiłby się w social media. Najprawdopodobniej czekałby po prostu pod halą na wyrównanie rachunków – o ile w ogóle byłoby jeszcze cokolwiek do wyrównywania.

Oakley nie miał respektu przed byle kim – nawet przed swoim bardziej znanym imiennikiem. Wielu do dziś pamięta jak uderzył “z liścia” Barkleya podczas spotkania zawodników w czasie Lockoutu ’98, ale i wcześniej między Charlesami dochodziło w końcu do ostrych spięć. Czas i miejsce nie grały roli. Na dobrą drakę nadawał się nawet mecz przedsezonowy.

Jest spora szansa na to, że w drugiej połowie lat 80. Oakley był najtwardszym człowiekiem w Chicago zaraz po Stevenie Seagalu, który w tamtym czasie regularnie latał po mieście ze swoim imponującym kucykiem. Na pewno niejeden z nas trzyma gdzieś jeszcze w piwnicy lub na strychu kasety VHS z “Nico” (z wciąż wtedy jeszcze “świeżą w kroku” Sharon Stone) czy “Wybrańcem śmierci”, z niewielką rólką naszej “Dżoanny” Pacuły.

Michael Jerome Cage to z kolei oaza spokoju. Absolwent San Diego State, leworęczny i nieco niskawy w swoich czasach center, dziś kojarzony głównie jako lokalny komentator meczów OKC Thunder. Choć ma prawie 60 wiosen na karku wciąż imponuje świetną formą. Wystarczy obejrzeć w internecie jego prywatne zdjęcia. Kiedyś, pod względem postury mało kto mógł się z nim równać. Imponująca muskulatura na czele z potężną obręczą barkową to był jego znak rozpoznawczy. Był też pewnie najlepszym graczem Sixers w NBA Live 97. Tak, Cage był naprawdę przyzwoity.

ballislife.com

Jeżeli więc jakiś trener szukał w latach 80. kogoś, kto zrobi porządek pod tablicami, wyżej wymieniona dwójka była ucieleśnieniem marzeń. Nieistotne było jakieś rozciąganie obrony rywala, więc 0/25 w rzutach za 3 punkty w karierze Cage’a nie miało większego znaczenia. Mało ważne jest również to, że średnia bloków z całej kariery Oakleya to zaledwie 0,3 w meczu. Wynik ten byłby być może jeszcze niższy, gdyby nie fakt, że w wieku 37 lat Charlesowi nagle zachciało się stawać na palcach nieco wyżej niż zwykle, przez co ku zaskoczeniu wszystkich zaliczył rekordowe w karierze 6 bloków przeciwko śp. Seattle Supersonics. Nie zmienia to jednak faktu, że “Oak” to jeden z lepszych defensorów swoich czasów (All-Defensive 1st team w ’94 i 2nd Team w ’98).

Oakley lubił zresztą sprawiać niespodzianki w pomeczowych protokołach. Kiedyś, na krótko przed Sylwestrem ’87 postanowił rozdać przeciwko Pacers aż 15 asyst, zaliczyć 13 zbiórek i z nie do końca znanych przyczyn rzucić tylko 2 punkty (1/2 z gry) w ciągu 37 minut. Być może być to efekt jakiegoś zakładu. Bo Oakley lubił zakłady i karciane gierki na pieniądze. Jeżeli przegrałeś z nim partyjkę, lepiej żebyś szybko oddał zaległą kasę. Wszelkie opóźnienia były, delikatnie mówiąc, niemile widziane. Prawie tak samo jak “dawanie ciumka” księdzu.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

30

KOMENTARZE