Flesz: Czy kontuzje znowu rozstrzygną serię Warriors Rockets?

1
fot. NBA League Pass

Co za dzień, żeby żyć! Co za weekend dla fanów, moich przyjaciół i znajomych, którzy kibicują Golden State Warriors! Obserwuję od rana ich udane soboty, którym towarzyszą niemal same tylko wykrzykniki, i zazdroszczę. #GoCats.  Dobrze dla nich. Kevin Durant rzucił 50 punktów, Clippers zostali zmieceni z parkietu soczystym 4-2 i ziemia znów jest okrągła.

Durant rzucił 95 punktów w dwóch ostatnich meczach. Rzucił też 75 punktów w dwóch pierwszych meczach finałów Zachodu z Houston przed rokiem. Miał wtedy jednak tylko jedną asystę, było 1-1 i dziennikarze po drugim z rzędu dominującym występie pytali go o tę jedna asystę, chyba żeby podsycić atmosferę, bo mam nadzieję, że ci dziennikarze coverujący serię widzieli, że brak asyst wynikał ze switchowania Rockets i faktu, że Durant po prostu trafiał swoje rzuty, w izolacjach, nad ludźmi, tak jak tylko on w tej dekadzie potrafi. Robił swoje. Oto jak rozpoczynałem swój recap po tamtym meczu:

Jedyne post-upy to te Kevina Duranta.

Pal licho post-upy: z uwagi na zmiany krycia bity jest w finałach Konferencji Zachodniej rekord najmniejszej ilości pick-and-rolli od dekad. 3, 2, 1 do dramatycznego tekstu o tym, gdzie zmierza koszykówka.

Don Nelson mówił piętnaście-dwadzieścia lat temu że switchowanie wszystkiego to Święty Graal NBA. Że wprowadzanie na parkiet, jak on lubił to robić, pięciu graczy wzrostu 203 cm i zmienianie krycia w każdym picku to gra końcowa profesjonalnej koszykówki w USA.

W 2013 roku mówiliśmy już, że gra post-up w NBA może wcale nie zginąć właśnie dlatego. Tylko zamiast otrzymywać ją od graczy podkoszowych, dostaniemy ją od wingmanów.

Jeśli tak, to wciąż czekamy na to w tej serii. Poza KD, który nie musi nawet ruszyć barkiem czy zwieść głową, żeby mieć okej rzut, za nami 96 minut izolacji twarzą do obręczy.

Seria zakończyła się powrotem Warriors z 2-3 do 4-3. Jej historią na samym końcu było 29 spudłowanych z ostatnich 30 rzutów za trzy oddanych przez Rockets. Prawdziwą historią był brak kontuzjowanego Chrisa Paula w dwóch ostatnich meczach (po meczu nr 6: “Poza powrotem do gry CP3 i Iguodali nie ma już pola do usprawnień. Wszystko rozstrzygnie to, który zespół zagra lepiej w meczu nr 7”) a wcześniej niezupełnie doceniony brak od meczu nr 4 kontuzjowanego Andre Iguodali, spoiwa rezerwowych rotacji Warriors. Warriors przegrali oba mecze nr 4 i nr 5 – te w których Iguodala nie grał, a w których grał Paul. Oto co pisałem po meczu nr 4:

Ale podobnie, jak stało się to w drugiej kwarcie, od początku czwartej Warriors brakowało na boisku uspokajającej prezencji Andre Iguodali.

Nie tylko Iguodala jest obrońcą. Jest także doskonałym menedżerem gry. Co dokładnie znaczy to, że kiedy na zegarze pozostaje 11 sekund do rozegrania akcji i Andre Iguodala ma piłkę, Andre Iguodala widzi, jak wygląda geometria obrony, przewiduje gdzie zaraz otworzy się najlepsze pole do ataku, zna wachlarz rozwiązań Warriors i wie, w którym kierunku piłkę odrzucić. To człowiek, którego Houston Rockets chcieli w lipcu wykraść Warriors, gdy Iguodala był wolnym agentem.

A to – ewidentnie już podirytowany faktem niedoceniania braku Iguodali – po meczu nr 5:

Posłuchaj, brak Andre Iguodali jest ogromnie ważny dla Warriors. Nie można tak przejść obok tego. Jeśli oglądasz Warriors teraz na początku drugich i czwartych kwart – oglądasz ich przez pierwsze sześć minut tych kwart, czy na końcu drugich kwart, albo na końcu meczu – trudno jest traktować to do końca poważnie.

Nie mogą przejść do swojego Lineupu Śmierci, bo tego lineupu nie mogą wystawić..

Przed rokiem Rockets byli lepszą drużyną niż są dziś, ale lepszą drużyną niż dziś byli też Warriors. Młodszą i bardziej atletyczną (byli JaVale McGee i Patrick McCaw; Jordan Bell był w rotacji). Ale w tym roku przystępujemy nagle do tej serii trochę tam gdzie skończyliśmy, bo:

1) Stephen Curry ostatniej nocy podkręcił prawą kostkę. Zrobił to już trzeci raz w ciągu tego miesiąca i podkręcił ją – żeby znaleźć właściwe słowo… – łatwo:

Wrócił do gry, ale nie był eksplozywny w tej serii. Po pierwszym meczu, w którym rzucił 38 punktów, grając potem co dzień, co dwa, brakowało mu prądu i błysku. Brakowało mu tych nie zawsze dla nas łatwych do zauważenia 5-10 procent, które potrafią decydować o dodatkowych pięciu centymetrach separacji Russella Westbrooka przy penetracji na Al-Farouqu Aminu. Curry ma znaną z play-offów i Finałów 2016 historię grania bez tego błysku na skutek urazu kolana. Bez tego pstryk-w-palce przyspieszenia przy składaniu się do rzutu i mijaniu ludzi.

9 kwietnia w meczu z Pelicans Curry “skręcił prawą stopę” i opuścił ostatni mecz sezonu regularnego. Popatrz jak to wyglądało:

Jeśli przyjrzeć się bliżej, trafiał tylko 42% rzutów z gry w lutym, 43% w marcu i tylko dwa razy w ciągu ostatnich dwunastu spotkań przekroczył poziom 30 punktów. Jest to też ta sama kostka, na której w 2011 i 2012 roku przechodził operację.

Może to być nic, ale może to być coś. Może to być coś zwłaszcza w serii, w której Rockets powinni znów zmieniać krycie i zmuszać go do uzyskiwania separacji w grze 1-na-1 oraz – co obu drużynom wychodziło coraz lepiej wraz z biegiem tej brzydkiej, izolacyjnej serii rok temu – ograniczyć przy atakowaniu close-outów po rozrzutach piłki. Pomyśl o tym tak: otrzymujesz piłkę i masz wykonać szybki energiczny ruch, zwód, wszystko na dużej szybkości.

Curry nie grał w serii z Clippers na dużej szybkości. Nie musiał, ale zaraz już może musieć.

2) Przez dwa ostatnie miesiące sezonu regularnego James Harden borykał się z bólem prawego nadgarstka. Tymczasem w piątek rano basebalista Cleveland Indians Carlos Carrasco wrzucił do sieci zdjęcie swojej córki z Hardenem.

Na zdjęciu widać oczywiście piękne uśmiechy z przodu, za tło robi stylowy butik w oszklonym pomieszczeniu, ale rzuca się w oczy spory, ochładzany, opatrunek na lewym nadgarstku Hardena:

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

42

KOMENTARZE