Dniówka: Miało być odbicie, ale Suns znowu są w tym samym miejscu na samym dnie ligi

0
fot. Brian Rothmuller / Newspix.pl

Do końca sezonu regularnego pozostał już tylko nieco ponad miesiąc, dlatego czas powoli zacząć żegnać się z najsłabszymi drużynami, które w kwietniu zakończą swoje występy. Zaczniemy od gorących obecnie Phoenix Suns, którzy dopiero co ‘przegrali’ pojedynek na samym szczycie odwróconej tabeli, ale nadal są pewniakami, żeby pozostać w najgorszej trójce ligi, gwarantującej największe szanse na zdobycie jedynki w loterii draftu.

Znowu są w tym samym miejscu co rok temu, a przecież jeszcze podczas zeszłorocznych wakacji wydawało się, że wreszcie perspektywy wyglądają lepiej i nadchodzi w Phoenix czas odbicia. Rok temu wygrali loterię, dodając kolejnego obiecującego zawodnika do swojego składu, do tego podpisali przedłużenie z tym, który ma być ich franchise playerem, pozyskali też weteranów, mających pomóc młodzieży wygrywać i zatrudnili trenera, który miał wreszcie poukładać ten zespół. Teoretycznie mieli potencjał, żeby stać się historią jaką w tym sezonie piszą Sacramento Kings. Drużyną, która na tym trudnym Zachodzie sprawi niespodziankę i wejdzie do wyścigu o playoffy. Zaczęło się od pierwszego od czterech lat zwycięstwa w meczu otwarcia, ale zaraz po tym zaliczyli siedem porażek z rzędu i bardzo szybko wszystko wrócili do tankowania.

To będzie już ich czwarty z rzędu sezon, w którym nie wygrają więcej niż 24 meczów. Są jedyną drużyną w całej lidze, która łącznie przez ostatnie cztery lata nie uzbierała przynajmniej 100 zwycięstw. Obecnie mają ich tylko 83.

Wcześniej te porażki aż tak nie przeszkadzały, bo było to typowe tankowanie, ale teraz oczekiwania były inne, miało być lepiej, dlatego dużo większe jest poczucie rozczarowania. I dlatego też trudniej z takimi nadziejami patrzeć w przyszłość drużyny, jak jeszcze rok temu. Bo niby wszystko mają, czego potrzebuje drużyna będącą w trakcie przebudowy – młodego lidera, bardzo dużą grupę młodzieży, picki w drafcie i sporo finansowej elastyczności – ale jednak cały czas czegoś im brakuje, żeby zacząć odbijać się od dna. A może to być jeszcze bardziej frustrujące, kiedy patrzy się na to jak zaskakująco dobrze radzą sobie Atlanta Hawks pod wodzą Trae Younga, którzy przecież mieli być najgorszą drużyną ligi, czy jak dużo zamieszania w Dallas zrobił Luka Doncić. To przecież Suns wybierali jako pierwsi w drafcie, mogli wziąć każdego i to oni powinni mieć faworyta do tytułu Rookie of the Year. Postawili na Deandre Aytona i obecnie można mieć duże wątpliwości, czy to była najlepsza decyzja. Ayton nie zrobił takiej różnicy jak Doncić czy Young, nie wygląda aż tak obiecująco jak Jaren Jackson Jr, co pozostawia niedosyt, choć nie można mu zarzucić, że rozgrywa zły sezon. Jest wyróżniającym się debiutantem, także w historycznym kontekście, potwierdzając swój potencjał i może wyrośnie na gwiazdę, ale póki co, nie jest jedną z tych największych gwiazd draftu 2018.

Tymczasem wybór z czwórką Josha Jacksona w 2017 wygląda jeszcze gorzej, zwłaszcza, że za nim znaleźli się tacy gracze jak De’Aaron Fox czy Lauri Markkanen. Jackson pozostaje dużą zagadką, bo nie poczynił znaczących postępów w swojej grze, nadal nie dysponuje rzutem i nie widać w nim materiału na gwiazdora. A przypomnijmy, że wcześniej Suns bardzo mocno przestrzelili z Draganem Benderem (#4), który zaraz będzie wolnym agentem, bo Suns nie podjęli opcji na czwarty rok jego kontraktu i Marquese’m Chrissem (#8), którego przehandlowali w zeszłe wakacje.

Na szczęście udało im się z Devinem Bookerem. On jest ich gwiazdorem i rozgrywa dobry sezon zdobywając średnio 24.6 punktów (choć stracił skuteczność na dystansie, tylko 32% za trzy), co daje mu 14. miejsce na liście najlepszych strzelców NBA, a pierwsze wśród zawodników, którzy nie skończyli jeszcze 24 lat. Do tego wziął na siebie większy ciężar prowadzenia gry, pokazując, że potrafi też kreować innych i zalicza najlepsze w karierze 6.7 asyst. Jest zdecydowanie najlepszym zawodnikiem Suns, ale czy jest liderem, który poprowadzi ich do zwycięstw? Na razie jeszcze tego nie udowodnił. Na razie pozostaje tylko zawodnikiem z ładnymi cyferkami w tankującej drużynie. Choć nie można zapominać, że ma dopiero 22 lata.

Może byłoby mu łatwiej, gdyby miał do pomocy wartościowego rozgrywającego, jakiego Suns przez cały sezon nie potrafili pozyskać. W wakacje zamiast wydać pieniądze na point guarda zatrudnili Trevora Arizę, po czym jeszcze bardziej powiększyli dziurę na jedynce oddając Brandona Knighta za Ryana Andersona. Podobno próbowali zrobić jakąś wymianę, za Terry’ego Roziera proponowali zastrzeżony pick w pierwszej rundzie, ale udało się to dopiero przed trade deadline, kiedy ściągnęli Tylera Johnsona z Miami. To nadal nie jest typowy playmaker, ale combo guard, który przynajmniej w jakieś części może odciążyć Bookera od prowadzenia gry drużyny.

Ten brak rozgrywającego miał ostatecznie przesądzić o zwolnieniu generalnego managera Ryana McDonough tuż przed startem sezonu. Choć pojawiały się doniesienia, że w drafcie chciał on zrobić wymianę, żeby wybrać Shaia Gilgeousa-Alexandera, ale właściciel Suns wolał trade z Sixers i Mikala Bridgesa. I tu dochodzimy do źródła wszystkich problemów drużyny, jakim jest Robert Sarver. Jeden z najgorszych właścicieli w NBA, który od lat nie potrafi poukładać swojego klubu, bo też trudno funkcjonować jego ludziom, kiedy szef co chwilę ingeruje w ich pracę, mówiąc GM’owi czy trenerowi co mają robić, bo w końcu on jest szefem, więc wie lepiej. Kilka dni temu na ESPN pojawił się tekst Kevina Arnovitza o tym jak dysfunkcyjna jest organizacja pod dowództwem Sarvera. Warto przeczytać. Pisał tam też o trwających poszukiwaniach nowego managera i o tym, że pełniący tymczasowo tę rolę James Jones, mimo swojego doświadczenia na parkietach i szacunku wśród graczy, niekoniecznie nadaje się do tej pracy. Między innymi dlatego, że sprawy skautingu czy opracowywania strategii oddaje Trevorowi Buksteinowi, który dzieli z nim rolę tymczasowego GMa, a też nie wydaje się być gotowy, żeby przejąć rolę lidera. Wybór nowego GM’a jest teraz kluczową kwestią dla przyszłości Suns, ale obojętnie na kogo postawi Sarver, na końcu i tak pozostaną wątpliwości, czy pozwoli mu swobodnie pracować i realizować swój plan? Czy pozwoli komuś przejąć pałeczkę lidera? Przy okazji warto przypomnieć, że w Sacramento Kings, którzy jeszcze niedawno byli uważani za najgorszą organizację ligi, sytuacja zaczęła się poprawić właśnie gdy Vivek Randive wycofał się nieco, pozwalając dziłać Vlade Divacovi. Czy Sarver byłby skłonny zrobić to samo? Niestety nic na to nie wskazuje.

To nowy GM będzie już wybierał zawodnika w drafcie, a jedna z jego pierwszych decyzji będzie dotyczyła także przyszłości trenera Igora Kokoszkowa. Kiedy go zatrudniano, oczekiwania były bardzo duże i wydawało się, że wreszcie znaleźli coacha, który będzie w stanie zrobić tu coś dobrego. Na razie zawodzi, ale jest uznanym i doświadczonym specjalistą, więc może powinni dać mu jeszcze szasnę, więcej czasu i drużynę z rozgrywającym, zanim się go przekreśli? Mogliby spróbować postawić na kontynuację, której dotychczas bardzo brakowało w Suns. Ale nowy GM może chcieć swojego człowieka na tym stanowisku, a może nawet nie mieć okazji zatrzymać Kokoszkowa jeśli wcześniej sam Sarver zdecyduje się go zwolnić, co też wydaje się całkiem możliwe.

W offseason Suns nie będą mieli środków na max-kontrakt, bo wchodzi w życie nowa umowa Bookera, a Tyler Johnson na pewno podejmie opcję za $19mln na kolejny sezon, ale nadal powinni być w stanie zwolnić co najmniej $15mln, żeby poszukać rozgrywajacego, o ile nie zdobędą go w drafcie. Ich najważniejszym wolnym agentem będzie zastrzeżony Kelly Oubre, który od czasu transferu zdobywa średnio 16 punktów i chciałby zostać w Phoenix.


(42-23) Indiana @ (48-16) Milwaukee 2:00

Bucks wracają do domu po tym jak zakończyli trasę wyjazdową swoją pierwszą w tym sezonie serią porażek. Po raz pierwszy nie udało im się odpowiedzieć po przegranej, a do tego oberwali w Phoenix, w obu tych meczach oddając dwucyfrowe prowadzenie w czwartej kwarcie. Te dwie porażki to tyle samo, ile zanotowali łącznie we wcześniejszych 21 meczach. Ich największy dołek w sezonie, ale każdy chciałby mieć takie dołki. Dzisiaj przed nimi starcie na szczycie Wschodu z trzecimi Pacers, których dwa razy pokonali w trzech pierwszych spotkaniach.

Pau Gasol nie miał dobrego timingu na debiut, bo zagrał po raz pierwszy w Bucks akurat kiedy przegrali drugi mecz z rzędu. Na razie dostał 5 minut, ale nie ma gwarancji, że będzie grał więcej niż w San Antonio i że będzie w stałej rotacji. Mike Budenholzer dopiero będzie szukał odpowiedniego miejsca dla niego. Mim to Gasol zdecydował się na przeprowadzkę, a w tej decyzji pomógł mu Nikola Mirotić, z którym bardzo dobrze znajdą się z czasów wspólnej gry w Chicago i w reprezentacji Hiszpanii. Jak tylko pojawiła się opcja kontraktu z Bucks, Gasol od razu odezwał się do Mirotica, żeby poznać jego opinię o klubie. Niko też jest tu dopiero od niedawna, ale bardzo chwalił Bucks.

Poznaliśmy szczegóły nowego kontraktu Erica Blesdoe i teraz to przedłużenie wygląda jeszcze bardziej sensownie dla Bucks, ponieważ ostatni, czwarty rok jest tylko w części gwarantowany. Ma w nim zapisane $19.4mln, ale tylko $3.9mln to gwarantowane pieniądze, jeśli zostanie zwolniony przed końcem czerwca 2022 roku. To daje Bucks elastyczność i zabezpieczenie na wypadek gdyby 32-letni Bledsoe nie był już wart takich pieniędzy, albo gdyby musieli wejść w przebudowę po ewentualnym odejściu Giannisa Antetokounmpo. Natomiast w przyszłym roku zarobi $15.6mln, czyli niewiele więcej niż obecnie ($15mln), co pozostawia spore pole manewru przy podpisywaniu pozostałych kontraktów w wakacje.

(39-25) Oklahoma City @ (39-25) Portland 4:30

Ostatnia odsłona tej ciekawej rywalizacji, która ma też kluczowe znacznie w walce o przewagę własnego parkietu na Zachodzie. W tym momencie oni i Rockets mają identyczny bilans, co zapowiada bardzo ciekawy, trójstronny wyścig na finiszu sezonu. Thunder mają najlepszy bilans 5-1 w bezpośredniej rywalizacji między tą trójką, ale to Rockets (2-4) są obecnie na trzecim miejscu, ponieważ są liderami swojej dywizji. Thunder i Blazers pod tym względem są w gorszej pozycji, ponieważ raczej nie będą już w stanie dogonić Nuggets w swojej dywizji Northwest. Dlatego ostatecznie to może rozstrzygnąć się między nimi, kto spadnie na piąte miejsce. Thunder mają tie-breaker, ponieważ wygrali już trzy pierwsze starcia. Blazers walczą dzisiaj o uniknięcie sweepu.

Kiedy spotkali się niespełna miesiąc temu w Oklahomie, obaj liderzy gospodarzy zaliczyli triple-double, a Paul George rzucił aż 47 punktów. Ale teraz Thunder są w dołku i nawet powrót PG nie uchronił ich od piątej porażki w sześciu meczach. Blazers natomiast wracają z udanej trasy, podczas której zanotowali bilans 5-2.

19