Flesz: Kandydaci do „Comeback Player of the Year”

4
fot. newspix.pl

Garść statystyk Bernarda Kinga z jego jedynego sezonu w Utah Jazz: 19 meczów, 5 zarzutów o napaści seksualne, 3 zarzuty za sodomię (definicja nie Mariusza Błaszczaka), 1 wyrok. Po kolejnym sezonie King otrzymał nagrodę „Comeback Player of the Year”. Następnej już nigdy nie przyznano.

W zeszłym tygodniu Gordon Hayward i Mike Conley wznowili treningi pięciu na pięciu. Jako więc, że jestem „tylko synem lekarza” postanowiłem przyjrzeć się gwiazdom, które wracają do gry po poważnych kontuzjach. I oczywiście, uszeregowałem te gwiazdy w listę. Im wyżej, tym lepiej im wróżę.

1. Gordon Hayward (1 mecz w sezonie 2017/18; Boston Celtics)

Cztery lata po złamaniu kości strzałkowej i piszczelowej nie rozmawiamy już o kontuzji, która mogła zakończyć karierę Paula George’a. Przez trzy ostatnie sezony opuścił tylko 11 spotkań. Hayward już w szóstej minucie pierwszego meczu po podpisaniu maksymalnego kontraktu z Boston Celtics złamał kość strzałkową i kostkę. Był trzy lata starszy od George’a, kiedy to się stało. Nie miał jednak wcześniej poważnych kłopotów ze zdrowiem, więc z uwagi na rozwój medycyny, klasę tego składu Celtics i log-jam na pozycjach skrzydłowych o spokojny powrót Haywarda do formy się nie martwię. Powinien bez kłopotów wkomponować się w system Brada Stevensa, a nawet stać się jeszcze lepszym graczem, niż był przed kontuzją.

Jedyne moje wątpliwości dotyczą zabiegu, który przeprowadzono na jego lewej nodze już 30. maja. Usunięto wtedy z kostki Haywarda śruby i drut, które podrażniały ścięgna i spowalniały proces rehabilitacji. „Nie jest to coś, co planowaliśmy” – pisał w czerwcu na swoim blogu. Jako, że jestem „tylko synem lekarza” nie mam pewności, ani nie mam też informacji o tym, że te śruby i drut planowo miały zostać usunięte. Być może miały tam zostać i z czasem Hayward się posypie… Między nogami Haywarda i Kyrie’ego Irvinga można by otworzyć małą Castoramę.

2. Kawhi Leonard (9 meczów; Toronto Raptors)

I na Haywardzie kończy się mój względny brak poważniejszych obaw… We florenckim tornado, które kręciło się nad głową Kawhi’a Leonarda, przysypane zostało jedno słowo, znajdujące się w definicji naszego SŁOWA ROKU na Szóstym Graczu. Tendinopatia mięśnia czworogłowego, która stała za jego konfliktem z San Antonio Spurs, ma przecież charakter chroniczny, czyli degeneracyjny.

Zwłaszcza w procesie informowania i omawiania jego transferu do Raptors przez inne media niż my (oczywiście), tak sobie to jakoś po cichu bokiem przeszło.

Cztery kwestie stawiają jednak Leonarda tak wysoko w gronie kandydatów do najbardziej udanego powrotu. Pierwsza to fakt, że przed kontuzją był Top-5 graczem NBA. Druga to fakt, że jest w roku kontraktowym. Trzecia to fakt, że pracujący w Raptors fizjoterapeuta Alex McKechnie uznawany jest za najlepszego w lidze (to ten sam, którego Jim Buss sławetnie wypuścił z Lakers w 2011 roku, czyli na rok przed tym zanim Steve Nash, Dwight, Pau, Kobe i Metta World Peace zdołali zagrać razem tylko w 19 meczach i być +12). Czwarta to natomiast nie fakt, tylko brak stuprocentowej pewności czy faktycznie chodzi o tendinopatię.

3. Mike Conley (12 meczów; Memphis Grizzlies)

Mike Conley w zupełnie nowym dla siebie systemie gry był jeszcze przed rokiem moim najpoważniejszym kandydatem do pierwszej w karierze nominacji do Meczu Gwiazd. Kłopoty z lewym Achillesem z wiosny 2017 roku okazały się jednak znacznie poważniejsze, niż myślałem i Mighty Mike w styczniu tego roku przeszedł tzw protruzję lewej pięty. Mamy więc już tutaj do czynienia z jego lewą stopą, bo Achilles jak rak przenosić się może na inne części ciała i z powodów przeciążeniowych nawet te odległe.

Nie wróżę, że 30-letni Mike radził sobie będzie ze swoją lewą stopą tak dobrze jak Christy Brown, ląduje jednak na tej liście tak wysoko, bo nadal może być bardzo dobrym rozgrywającym. W dotychczasowej karierze syn gościa, który wsadzał grubo sprzed linii osobistych, korzystał znacznie częściej ze skillu, ze znakomicie rozwiniętej oburęczności, niż z dynamiki pierwszego kroku i kończenia przy obręczy. To właśnie brak tych ostatnich sprawiał i sprawia dziś, że chwilę temu zastanawiałeś się czy doczytać ten akapit do końca.

Plus otwarty system gry wciąż będzie mu sprzyjał. Także rzucający za trzy Marc Gasol i teraz też Jaren Jackson Junior. A przynajmniej mam nadzieję, bo kibicuję mu.

4. Kristaps Porzingis (48 meczów; New York Knicks)

Nisko. Ale z innych powodów. Dziś dla 22-latka zerwany ACL to nie jest koniec świata. W dodatku Dr David Altchek, który operował Zingoda, wyznał, że było to zerwanie relatywnie błahe (RBACL). „Nie doszło do utraty chrząstki, czy innego uszkodzenia więzadła. To bardzo dobrze”. Pizangas, który do gry wrócić ma najwcześniej w grudniu, ląduje nisko, bo do końca listopada 14 z pierwszych 23 meczów ten zupełnie pozbawiony playmakerów skład Knicks rozegra na wyjeździe. W tym będą to mecze w Bostonie, Toronto i Philly. Operację Six God przeszedł 13. lutego. Może nie być więc sensu, żeby wracał do gry w tym sezonie, gdy szybko okaże się, że jest to sezon stracony. A okaże się szybko bardzo.

5. DeMarcus Cousins (48 meczów, Golden State Warriors)

Głównie hejting. Nie. To kombinacja jest przeklęta. W przypadku Cousinsa to miks jego wątpliwej etyki pracy, tendencji do łapania wagi, zerwanego ścięgna Achillesa i nowej roli, która obetnie jego dotychczasowe minuty i rzuty o pół. Oczywiście to Cousins wspólnie z Jonasem Jerebko mogą w czerwcu tryumfować jako mistrzowie NBA, ale swoje pieniądze postawiłbym też na to, że jego podpisanie zapamiętamy jako początek końca Golden State Warriors. Steve Kerr i Bob Myers w dniu otrzymania telefonu od zainteresowanego Cousinsa potrzebowali tylko ośmiu godzin, żeby przejść się obok tego, że Boogie niedawno prawie pobił się z Kevinem Durantem. A ten, tak się przypadkowo dla Warriors złożyło, w lipcu będzie wolnym agentem i jest już łączony z Knicks i Lakers.


Paul Millsap (tylko nadgarstek) i Isaiah Thomas (aż biodro) rozegrali w poprzednim sezonie wspólnie 70 spotkań, ale w innych klubach. Mój typ, że rozegrają w najbliższym sezonie 70 spotkań w jednym klubie i to właśnie będzie miało decydujący wpływ na asencję Nuggets, której nie zatrzyma nawet ich trener. Z drugiej strony, Danilo Gallinari (21 meczów; dłoń), który błysnął w półziewanym NBA Africa Game, ale robi sobie właśnie wolne i nie gra w kwalifikacjach do MŚ, dalej będzie okradał kluby NBA.

Pamiętamy Haywarda, nie pamiętamy za to, że Jeremy Lin swoje więzadło rzepkowe zerwał też w pierwszym meczu sezonu 2017/18. Nie pamiętamy dlatego, że sezon wcześniej zagrał tylko w 36 spotkaniach. Lin pracował latem nawet nad zmianą położenia lewej stopy przy bieganiu i majstrował przy technice rzutu. To kochany charakter i profesjonalista. Atletycznie na dwóch latach kontuzji na pewno jednak straci, a bez tego może być cieniem samego siebie w drużynie, która zresztą będzie grać w cieniu prawdziwych rozgrywek (pytanie sprawdzające: W jakim klubie grał będzie Jeremy Lin?)

Patrick Beverley (11 meczów) nie podda się nigdy, ale chociaż operacja mikrozłamań (prawe kolano) w tych czasach nie kończy już karier, to wystarczy spojrzeć na to co stało się po niej z Chandlerem Parsonsem. Beverley bez swojego atletycznego wigoru to niestety żaden gracz. Lepiej poradzić sobie powinien z powrotem Avery Bradley (46 meczów), którego sezon 2017/18 już w Detroit, a potem w Clippers storpedowany został przez kłopoty z mięśniami prostymi brzucha. Tuż po transferze do Clippers przestał grać i w marcu poddał się operacji.

Nie chcę pisać długo o Dionie Waitersie (30 meczów), bo na pewno o kimś ważniejszym zapomniałem, ale Pat Riley zdaje sobie sprawę, że przed rokiem w lipcu zaoferował mu czteroletni kontrakt za 50 mln dolarów wiedząc, że Dion potrzebuje operacji kostki. Ostatecznie po 30 meczach sezonu 2017/18 złamał w tej samej stopie kość łódeczkowatą i nadal nie jest jeszcze gotowy do gry 5-na-5. Podpisanie Waitersa jest najbardziej nieroztropną i beztroską decyzją w karierze Riley’a, zupełnie nieprzystająca do jego wizerunku. Mniej więcej tak jakbyś menedżerowanie swoim składem fantasy oddał swojej dziewczynie.

A Markelle Fultz (14 meczów)? Dziś już w zasadzie wiemy, że najpierw jego były już trener osobisty zaczął zmieniać mu rzut, a dopiero potem doszło do kłopotów z barkiem. Całe lato pracował nr 1 Draftu 2017 z prawdziwym wygranym mijającego lata, czyli Drew Hanlenem, niby na boisku bronił go będzie atletyzm, ale ten najczęściej blokowany gracz NBA poprzedniego sezonu pewność swojego meczowego rzutu stracił i może już jej nie odzyskać. Zwłaszcza, że współczesne – że tak powiem – „media” na pewno sprawią, że my obejrzymy każdy jego airball, a niektórzy z nas miks niecelnych rzutów. Markelle może sobie z tym wszystkim nie poradzić.

Poprzedni artykułPrzed sezonem 2018/19: Czy Rockets znowu zaskoczą?
Następny artykułPatrick Beverley na celowniku Phoenix Suns

4 KOMENTARZE