Sitarz: Najgorsi (2): Izolacje

2
fot. USA TODAY Sports

Transition

Oklahoma City Thunder i Dallas Mavericks to oprócz New York Knicks dwa najgorsze zespoły poprzedniego sezonu w izolacjach. Ci pierwsi stracili niedawno najlepszego gracza w pojedynkach 1-na-1, którego efektywność w ujęciu całej ligi była zaledwie bliska dobrej (tyko 0.89 PPP Carmelo Anthony’ego). Ci drudzy wybrali w drafcie zawodnika, dla którego izolacje pary Dennis Smith Jr – Harrison Barnes będą dobrą okazją do szlifowania gry bez piłki obok jednego lub dwóch ball-handlerów, bo Rick Carlisle znany jest z podejścia “im więcej kozłujących tym lepiej”. Oba zespoły nie zmieniły trenerów, najważniejsze koncepcje pozostaną bez zmian. Sprawdźmy co może, a co nie, wydarzyć się pod kątem koszykówki 1-na-1 w obu miastach.

Oklahoma City Thunder – 0.82 PPP

Fakt, że z trójki Anthony-Westbrook-George żaden nie wyróżnił się w izolacjach dużo mówi o tym jak słaby był to sezon w Oklahomie, i że budowa zespołu opartego o silne osobowości to zwykle robota na długie miesiące. W drugim sezonie gry dwóch najlepszych graczy powinno czuć się dużo lepiej obok siebie i znając oczekiwania Billy’ego Donovana co do stylu gry zespołu równie swobodnie łamać zagrywki. Szkoda tylko, że wspomniane miesiące współpracy Westbrooka z Georgem będą najmniej widoczne w akcjach 1-na-1, aczkolwiek można wyobrazić sobie, że przeciwko zmieniającym krycie zespołom obydwaj spróbują dostarczyć piłkę do kolegi z lepszym mismatchem.

Posiadania Anthony’ego w izolacjach najpierw przejmie któryś z wyżej wymienionej dwójki, a na końcu zmiennik Westbrooka Dennis Schroder – resztki mogą przypaść Jeramiemu Grantowi, który pracuje nad rzutami spot-up oraz po koźle, i Stevenowi Adamsowi. W poprzednim sezonie Niemiec grał w najsłabszej Atlancie od lat i zdobywał bardzo dobre 1.09 PPP w ponad trzech izolacyjnych posiadaniach na mecz. To co powinno ucieszyć fanów Thunder, to przyzwolenie Mike’a Budenholzera na takie akcje. To co martwić, to fakt, że Schroder wpisuje się w fetysz Sama Prestiego – atletyczny i szybki koszykarz z przeciętnym rzutem.

Jako, że obecnie jedynym zawodnikiem Thunder, który łączy atletyzm i rzut na najwyższym poziomie jest Paul George, to w kwestii gry 1-na-1 naturalnie oczekuje się po nim najwięcej – mimo że Thunder pozostaną zespołem Russella Westbrooka. George to kandydat na lidera Thunder w izolacjach, lidera w punktach na mecz, czasami wyraźną pierwszą opcję. To wszystko oznacza przejęcie posiadań w crunch-time. Liczby są na nie, logika jest na nie, bo ile to już lat szukamy jej w ostatnich akcjach Thunder, ale lepszy Paul George z nastawieniem “closera” to namiastka powrotu do czasów Kevina Duranta, kiedy mieliśmy w Oklahomie dwóch liderów, częsty bałagan w końcówkach meczów, tak zwany” kontrolowany chaos” Westbrooka (który za często wymykał się spod kontroli), ale też awans do drugiej rundy playoffów i dalej.

Natomiast żeby izolacje w tym mieście były efektywne, to oprócz dodania zagrożenia z dystansu (źródła domyślają się, że Andre Roberson trenuje rzut) i sprawienia, że w obu przypadkach – iso Westbrooka i iso George’a – zgodzi się liczba strzelców wokół, musi dojść do poprawy tego, co na początku poprzedniego sezonu robił Westbrook – usuwał się w cień i oddawał posiadania George’owi i Anthony’emu.

Chodzi o poprawę koszykarskiej inteligencji. O to aby oddanie piłki przestało być ukłonem w stronę kolegi, a skutkiem decyzji podjętej w oparciu o np. ustawienie obrony, z czym im bardziej zacięty mecz tym Westbrook i Thunder mają większy problem. Chodzi o znalezienie balansu między swoją grą, a grą możliwie efektywną dla zespołu. Na przykład zamiast dwóch rzutów z ósmego metra po sobie bądź szybkich jumperów po ofensywnej zbiórce Adamsa, cierpliwość i rozeznanie ustawienia dziewięciu graczy zwieńczone dobrą decyzją. To niewiele dla jednego z 10 najlepszych graczy ligi.

Ostatnia rzecz, która powtórzy się w kolejnym sezonie i jest powiązana z grą 1-na-1, a dokładnie ze wzrostem lub spadkiem takich posiadań, to dodatkowe akcje po nieskutecznych rzutach – a więc zbiórki w ataku.

W ubiegłym roku Steven Adams zbierał ponad 14% piłek dostępnych na ofensywnej tablicy. Efektywność w izolacjach nie mówi całej historii. Nie mówi o tym, że sporo złych/niecelnych rzutów dawało Thunder kolejną akcję. Fakt, wiele z nich kończyło się podobnie, ale w niskiej lidze, przy 10. efektywności ofensywnej (107.6 punktów na 100 posiadań) i 15 punktach drugiej szansy (najlepszy wynik) jest to przewaga, która przy lepszej postawie gwiazd będzie stanowić kolosalną różnicę.

Dallas Mavericks – 0.83 PPP

Już po drafcie narastał niepokój związany z „odebraniem” piłki Dennisowi Smithowi Jr. przez Luke Doncića. Rick Carlisle nie tracił czasu i oznajmił, że jego zespół takiego problemu mieć nie będzie, a poniższy cytat zapowiada więcej koszykówki bez podziału na pozycje i role:

„Myślę, że Luka zostanie starterem obok Harrisona Barnesa i Dennisa. Ta trójką będzie się dobrze uzupełniać w kwestii pozycji. Luka może grać na jedynce, dwójce, trójce albo czwórce. Harrison pod koniec sezonu prawdopodobnie też będzie mógł grać na tych pozycjach. Dennis jest rozgrywającym, ale grał już co nieco poza piłką.”

A więc do duetu, który zaliczył w sumie 562 posiadania 1-na-1 dołączy zawodnik, który przejmie część obowiązków i pewnie już w pierwszym meczu wyróżni się przeglądem pola i inteligencją. Oczywiście każdy z nich zrezygnuje z kilku posiadań w iso na rzecz akcji pick-and-roll z DeAndre Jordanem – to analogiczna sytuacja jak w przypadku Oklahomy; wysoka wartość dwójkowych akcji nie pozwoli na szybkie przejście do izolacji bez próby ponowienia pick-and-rolla (to oznacza powrót do nominalnego krycia, ale zespoły stosują wyszukane metody na ustawienie nie jednego, a dwóch najsłabszych obrońców na dwóch najgroźniejszych graczach) i w obu przypadkach niscy zawodnicy powinni zdecydowanie mądrzej korzystać z mismatchy.

W poprzednim sezonie Barnes zdobywał w izolacjach dobre 0.96 PPP, Smith słabe 0.80 PPP. Ten pierwszy grał na całej szerokości parkietu. Spory udział w jego grze miały akcje post-up na bloku i face-up na półdystansie. Zaliczył także progres w liczbie trójek po koźle – z 26 do 78 w sezonie. Ten drugi starał się pokonać rywala na szczycie po zmianie krycia w pick-and-popach z Dirkiem Nowitzkim i pick-and-rollach z centrem, zaatakować obręcz bądź uzyskać separację dla trójki po koźle. Obydwaj nie mieli oporów, nie prokurowali kontr stratami, a wysoki udział izolacji w ofensywach obu (22% u Barnesa, 19% u Smitha) wskazuje na to, że w takich sytuacjach częściej oddawali rzut niż kreowali partnerów.

Mavs zakończyli poprzedni sezon na 11 miejscu pod względem asyst na 100 posiadań i tradycyjnie dbali o piłkę (zaledwie 12.5 straty na 100 posiadań; najlepszy wynik w NBA). Duże minuty Doncića podwyższą oba wskaźniki. To dobrze i źle.

Izolacje pomagają nie gubić piłki, a Słoweniec przynajmniej w pierwszym sezonie nie powinien grać ich więcej niż w Eurolidze lub hiszpańskiej ACB – stanowiły około 13% ofensywnych posiadań; według Synergy w pierwszych rozgrywkach był lepszy zaledwie od 44% graczy; do końca stycznia zdobywał w izolacjach słabe 0.78 PPP. To oznacza, że Dońcić na piłce będzie operował w pick-and-rollu i mówimy tutaj o rozgrywaniu pełną parą – prowadzenie zespołu, kontrola tempa, szukanie pozostałych graczy, a więc asysty i straty.

W ten sposób wejdzie w drogę Smithowi i Barnesowi. W oczy rzuci się niebanalny przegląd pola i sytuacji, przez które Doncić w izolacjach przywoła zasłonę wysokiego lub wykreuje miejsce potrzebne do penetracji, a później spróbuje rozbić obronę i odegrać na dystans. Smith i Barnes pozostaną bezpośredni w izolacjach, a Dońcić w ramach uzupełnienia będzie graczem wymagającym szczególnej uwagi od strzelców, którzy w poprzednim sezonie oddawali średnio 24 catch-and-shoot rzuty za trzy na mecz.

Nowi gracze i pewne zmiany nie powinny przeszkodzić Smithowi i Barnesowi w postępie. Smith spędził lato z personalnym trenerem Stephena Curry’ego Brandonem Paynem. Oto co trener miał do powiedzenia:

„W dzisiejszej NBA wiele zespołów zmienia krycie. Musisz potrafić zrobić coś w akcjach 1-na-1. Oglądałem Smitha z ubiegłego roku i wiele rzutów jakie trafił poprzedził jednym bądź dwoma kozłami, co jest dobre kiedy zespoły nie zmieniają krycia. Natomiast kiedy to robią musisz być w stanie zrobić coś niekonwencjonalnego – coś z niczego. Podczas treningów Dennis całkiem dobrze przyswoił sobie ten koncept.”

W debiutanckim roku Smith Jr. oddał 318 rzutów poprzedzonych minimum trzema i maksymalnie sześcioma kozłami oraz 278 rzutów po przynajmniej siedmiu kozłach (trafił dobre jak na pierwszoroczniaka 43%). Stanowiły one ponad 64% wszystkich prób – wiele z nich to penetracje – a własnoręczna kreacja zdecydowanie górowała nad rzutami po podaniach innych. Gdyby nie końcówka sezonu i eksperyment trenera, który polegał na odsunięciu Smitha od gry na piłce, wspólna gra z Doncićem (i z J.J’em Bareą obok nich) budziłaby wątpliwości. Dzisiaj ekscytuje.

W cieniu fenomenu Doncića Smitha czeka sezon, w którym musi poprawić nie tylko efektywność w izolacjach, ale też skuteczność w penetracjach (trafił tylko 40% rzutów) oraz liczbę rzutów wolnych. Na to ostatnie gracz ma najmniejszy wpływ, ale nastawienie polegające na nieustannym ataku obręczy (miał mecz, w którym z 23 rzutów tylko 2 pochodziły z dystansu) w końcu przyniesie efekty. Przez dodanie kozłującego spadnie mu dominujący USAGE%, który przez cały sezon utrzymywał się na poziomie 29%. A to oznacza przywiązanie większej uwagi do selekcji rzutowej, co niekoniecznie odbije się dobrze na izolacjach, ponieważ Smith może trafić na okazję do gry 1-na-1 dopiero w ostatnich sekundach akcji. Taki „minus” posiadania na parkiecie gracza potrafiącego kontrolować grę i zrobić coś z niczego np. w pick-and-rollu. Z drugiej strony test dorosłości dla Smitha – wymusić rzut czy jednak oddać piłkę do kreatora – i ewentualna zapowiedź czegoś większego.

Poprzedni artykułSitarz: Najgorsi (1): Transition offense
Następny artykułRookie Power Ranking Tier 4 + Honorable Mentions

2 KOMENTARZE