Szósty Gracz zapowiada półfinały konferencji: (1) Toronto Raptors – (4) Cleveland Cavaliers

8
fot. AP Photo
fot. AP Photo

Już dziś rusza trzeci w ostatnich czterech latach pojedynek Toronto Raptors i Cleveland Cavaliers. Do trzech razy sztuka? Raptors są faworytami bookmacherów i faworytami wg Was. 

Mecz nr 1 o godz. 2 dziś w nocy z wtorku na środę.


Adam: Do trzech razy sztuka? Dwa lata temu w Finale Wschodu Raptors wywalczyli z Cavs sześć meczów, ale ta seria była dużo bardziej jednostronna. W poprzednich playoffach LeBron James wraz z kolegami odesłał Raptors na wakacje już po czterech spotkaniach. Teraz znowu spotkają się w drugiej rundzie, ale teraz wydaje się, że Raptors wreszcie mają realną szansę wziąć rewanż. W końcu, Cavs ledwie co prześlizgnęli się przez pierwszą rundę. LeBron ciągnął ich zaliczając średnio 34-10-8, trzy razy zdobył ponad 40 punktów, a mimo to dopiero na finiszu Game 7 zapewnili sobie awans. Na koniec w całej serii byli minus-40 przeciwko Pacers. Drugim najlepszym strzelcem Cavs i zarazem jedynym poza Jamesem z dwucyfrowym dorobkiem punktów jest Kevin Love, który notuje tylko 11.4 punktów ze skutecznością 33% z gry. LeBron już dawno nie miał tak mało wsparcia.

Raptors natomiast są lepszą drużyną niż Pacers. DeMar DeRozan (26.7) w pierwszej rundzie był wyżej na liście strzelców niż Victor Oladipo, Kyle Lowry jest piątym najlepiej podającym playoffów (8.3), a do tego  Raptors mają też swoją świetną ławkę i ich rezerwowi zdobyli do tej pory w sumie o 32 punkty więcej niż zmiennicy Cavs, rozgrywjąc jeden mecz mniej. I co jeszcze niezwykle istotne – Raptors mają przewagę własnego parkietu.

Teoretycznie Raptors mają więc warunki, żeby ponownie w tych playoffach przezwyciężyć swoje demony. LeBron jest największym z nich, a jego Cavs są słabi jak nigdy. Ale przecież już w zeszłym roku Raptors mieli nadzieję, że są dobrze przygotowani po dodaniu Serge’a Ibaki i PJ Tuckera, żeby podjąć walkę… Skończyło się sweepem. James jak zwykle ich zdominował. Natomiast także niedawno po raz kolejny przypominał o tym, że nie mają na niego odpowiedzi. Na finiszu fazy zasadniczej Raptors dwa razy przegrali w Cleveland, gdzie mają już serię sześciu porażek, do której trzeba jeszcze doliczyć pięć kolejnych w dwóch ostatnich playoffach.

Czy teraz Raptors wykorzystają sytuację i wreszcie będą potrafili mu się przeciwstawić? Są silniejszą drużyną i powinni być zdecydowanym faworytem tej serii, ale w pierwszej rundzie też mieli swoje problemy i nadal trudno w nich uwierzyć. Nadal nie udowodnili, że w playoffach mogą rozbłysnąć. A jeśli znowu za bardzo przestraszą się LeBrona? On lubi i potrafi grać z Raptors. Wystarczy, że dostanie większe wsparcie od kolegów i znowu mogą być w tarapatach.

Maciek: Raptors ewoluowali. Pokazali to w sezonie regularnym i przede wszystkim w serii z Washington Wizards. Kiedy wracają się do gry jeden na jeden, to robią to dopiero wtedy, kiedy 90% NBA wraca się do gry jeden na jeden, czyli w końcówkach spotkań. Od jesieni obserwujemy ewidentną i zarazem banalną różnicę w podejściu do gry DeMara DeRozana i Kyle’a Lowry’ego – to podanie, odrzut i trójka. Największe usprawnienie stało się w samym DeRozanie, bo w charakter Lowry’ego wpisuje się bycie menedżerem gry i trzecią-drugą opcją. Kiedy sytuacja znajduje DeRozana na 10-12 sekund przed końcem akcji, na prawym skrzydle, na 45 stopniach, 6-8 metrów od kosza, zaczyna grać jeden na jeden. Tylko, że kiedy teraz zrobi krok obok obrońcy – patrzy. DeRozan patrzy w lewo na całe skrzydło, patrzy pod i nad kosz. Kiedy poda, powstają dobre pozycje do rzutu od razu lub poprzez dodatkowe podanie. DeRozan nauczył się patrzeć i Raptors ewoluowali w prawdziwą drużyną koszykówki.

I powinni pokonać Cleveland. Tam gdzie Victor Oladipo miał problemy w znajdowaniu ludzi po pułapkach w pick-and-rollu, DeRozan i Lowry widzą ten schemat przez caaaałą swoją play-offową karierę. Spędzili jednak cały sezon regularny na uczeniu się, jak radzić sobie właśnie z tym. Podaniem. A kiedy piłka już znajduje się w rękach ludzi, którzy po otrzymaniu podania od DeRozana, grają nagle 4-na3: trafi ona dziś w ręce ludzi wytresowanych przez cały sezon regularny, jak sobie z kartoflem radzić.

To system. To kandydatura Dwane’a Casey’a na „Coach of the Year”. Dwa to głębia składu. Casey ma 7 zawodników na ławce rezerwowych. W play-offach gra rotacją 10/11 osób w pierwszej połowie, wybierając kto zasługuje na to, żeby wejść na boisko pod koniec trzeciej kwarty. Tu następuje drugie sito, bo ci którzy grają dobrze na przełomie trzeciej/czwartej kwarty, kończą mecze – czy jest to Delon Wright, Bebe, czy Fred VanVleet, czy CJ Miles, czy Pascal Siakam, Poeltl albo Norman Powell. To siedmiu ludzi. Dwóch-trzech z nich może kończyć mecze z Lowry’m i DeRozanem. Zaufanie w tych graczy przez sztab szkoleniowym było kolejnym etapem budowy drużyny.

I to właśnie powinno pokonać Cleveland, jeśli Raptors – jak robili to Pacers – zostawią Jamesa na wyspie z OG’m Anunobym oraz zmieniającymi krycie Ibaką i Siakamem. Za Raptors stoi system, stoją świeżość, szybkość, energia i zdrowie. Cavaliers są poobijani po siedmiu meczach i polegają tylko na jednym graczu. To nie ten rok, Cleveland. To nawet nie ten moment tego roku – Love jest kontuzjowany, George Hill też. To dwóch najlepszych graczy za Jamesem.

To będzie jednak długa seria, pełna trupów wyjmowanych z szaf. Bo Raptors dopiero muszą udowodnić to w starciu ze swoim nemesis. Nie jakimiś tam Wizards. James będzie potrzebował pomocy i może tę pomoc dostać od spodziewam-się-że-lepszych w tej serii Jordana Clarksona i Tristana Thompsona.

Miałem jednak wrażenie, że w serii Indiany z Cleveland grały dwie najgorsze drużyny play-offów na Wschodzie. To sezon Toronto.

Piotr Sitarz: Podwajani w pick-and-rollu Pacers potrafili wygenerować zaledwie 0.71 PPP z rąk kozłujących graczy. I byłaby to historia oraz pozytywna rzecz, której powinna chwycić się obrona Cavaliers gdyby nie druga strona. Gdyby nie aż 1.37 PPP od rolujących i fakt, że Toronto Raptors rozjechali Wizards efektywnością wysokich graczy.

Tylko Serge Ibaka, najbardziej odsunięty od obręczy z czwórki on, Valanciunas, Siakam i Poeltl, trafił w pierwszej rundzie mniej niż 56% rzutów. Ta grupa robiła wszystko czego dzisiaj wymagają trenerzy od wysokich w akcjach na szczycie. A że dwóch najlepszych zawodników lubi je grać i w tym sezonie Raptors dołożyli z 7 metra mnóstwo podań i asyst do wysokich, to ci właśnie gracze z pozycji 4 i 5 mają być kluczowi dla losów serii. I niech gwiazdy grają przeciwko sobie, zadaniowcy zrobią różnicę – klucz dla obu zespołów.

I w gruncie rzeczy tak mógłby wyglądać ten pojedynek gdyby Cavaliers wcześniej spisali sezon na straty. Stało się inaczej. Trudno pisać o zespole, o którym nie wiadomo czego chce i jak wysoki poziom ambicji tkwi w ciałach zrezygnowanych graczy podczas utraty kilkunastu punktów przewagi w parę minut. Stąd wydaje się, że następujący scenariusz: „Po przerwie rozpędzeni Raptors dogonią Cavaliers i w połowie trzeciej kwarty skończą mecz”, jest jak najbardziej słuszny. Problem w tym, że w drugiej rundzie playoffów spotkają się zespoły, które po pierwszej połowie podobnie wychodzą z szatni na parkiet.

NetRatingi w trzecich kwartach na poziomie minus-17.8 punktów na 100 posiadań (Cavs) i minus-20.2 (Raptors) powinny być impulsem do motywacji. Przy czym najpierw przeczą one jakiejkolwiek przewadze psychologicznej Toronto, a po drugie polecają zastanowić się nad tym, komu bardziej sprzyja doprowadzenie spotkania do crunch-time. Zespołowi z LeBronem Jamesem, który wygrał 5 ostatnich meczów numer 7, czy drużynie lepszej od Wizards w ostatnich 12 minutach meczu aż o 21.3 punktu na 100 posiadań? Mimo wszystko im dłużej trwa mecz tym większe szanse na zwycięstwo mają Cavs. Więc schemat „przewaga Cleveland” -> „przerwa” -> „powrót Toronto” jest wielce prawdopodobny. LeBron odpoczywa w trzecich kwartach.

Natomiast prawdą jest, że w tym momencie najlepsza wersja Raptors to zespół o klasę lepszy. Z ławką, która od października ratuje starterów, z coraz lepszym trenerem i powoli wracającym do rytmy meczowego Fredem VanVleetem. Ten zespół na przynajmniej bardziej zdyscyplinowanej obronie trafił 47% rzutów z gry, 40% rzutów za 3 punkty i nieznacznie wygrał pojedynek na tablicach. Dokładnie o 1 zbiórkę w obronie i o 2 w ataku. To nic. To szansa dla Cavaliers, którzy przy kolosalnym upadku elitarnej ofensywy potrzebują kolejnych posiadań. Potrzebują wysokiej koszykówki, ustawień LeBron-Thompson-Love z ostatniego meczu.

Ale z drugiej strony – przy aż 12 zbiórkach w ataku w pierwszej połowie Game 7 z Pacers i przy aż 17 rzutach więcej prowadzili tylko 11 punktami. Dla tych Raptors to, zgadza się, nic. W sześciu meczach zdobyli 9 punktów mniej. Szybko przechodzili do transition, Kyle Lowry miał dla siebie quick-hitters typowe pod strzelca (wybiega po wysoki down-screenie centra), i co najważniejsze tylko jeden zespół zdobywa w playoffach więcej punktów na posiadanie w akcjach spot-up niż oni. Są to Houston Rockets i ich 1.31 PPP wobec 1.29 PPP Toronto. A Cleveland? Ostatnie miejsce. Usprawnienie typu “trafianie rzutów” po siedmiu meczach i pierwszej rundzie, nie wróży dobrze obu zespołom. Takiej rezerwy nie można zlekceważyć

Odpowiednie krycie, matchupy, strategie mogą szybko przestać mieć znaczenie, bo wszystko sprowadzi się do pojedynku Raptors vs LeBron James. A jeśli Cavs stawią się w dowolnym momencie serii, to dopiero wtedy ruszy fala usprawnień innych niż “zatrzymać LeBrona”. Wcześniej powinniśmy zobaczyć blowouty tych pierwszych – zwłaszcza w Toronto – ale też paskudne mecze i powolne, ponieważ Cavaliers muszą grać wysoko i nigdy już nie ustawić Jeffa Greena i Kevina Love’a na pozycjach 4-5. Nie przy tej dyspozycji Lowry’ego i DeRozana oraz faktu, że jednego z nich będzie bronił J.R. Smith – czasami dobry obrońca. Tym samym im mniej szybkich posiadań wybieganych Raptors; w każdym ustawieniu Kevin Love będzie najwolniejszym graczem na parkiecie, i im mniej podróży Siakama i Poeltla do obręczy, dla których musi odrodzić się Larry Nance, tym lepiej dla grających w ataku pozycyjnym Cavs. Bo Raptors nie bronią aż tak dobrze. Na pewno nie na poziomie 103 traconych punktów na 100 posiadań z sezonu regularnego – Top5 ligi.

Ciężko wyobrazić sobie Finał Konferencji Wschodniej bez LeBrona Jamesa. Trudno uwierzyć w to, że żaden gracz Cavaliers nie poprawi się względem pierwszej rundy. Typ na siedem meczów, a w tym ostatnim rozstrzygnięcie zapadnie na płaszczyźnie doświadczenia, geniuszu i obycia. Przy czym nie ujmując nic Raptors, którzy są za dobrzy, żeby odpaść w drugiej rundzie, ale bywa. Nawet jeśli przed, w trakcie, i długo długo po serii będą lepszym zespołem i organizacją niż Cleveland Cavaliers.


Adam: Raptors w 6.

Maciek: Raptors w 7.

Piotr: Cavaliers w 7.

Cząstkowe wyniki Typera: 55% na wygraną Raptors.

Wasze typy zostawiajcie tutaj.

Poprzedni artykułDniówka: Co dalej z Thunder? Game 2 w Oakland
Następny artykułKajzerek: Iloraz inteligencji

8 KOMENTARZE

  1. Przyjedzie LeBron i ułoży te obesrane po kolana Dinozaurki z Kanady do snu zimowego. :)
    Jesli Raptors nie przejda w tym roku to już nigdy nic nie osiągną tym zespołem.

    Lubię to: 26
  2. No to przejdą te „obsrane” dinozaury LeBrona czy nie przejdą? I jaki wstyd będzie gdy te „obsrane” dinozaury nie daj Panie Boże „wysrają” Cavs na tron Króla (bez Króla co oczywiste, król pozostanie na tronie, obsranym, ale tronie). ?

    Lubię to: 6
  3. Jak teraz pampersiaki przegrają z Królem to będzie ich największą porazka bo świta Króla nigdy nie była tak słaba.zostanie im jedynie ubranie za rok pieluchomajtek.?

    Lubię to: 1