Wake-Up: Szalona noc. Dwie dogrywki w Bostonie. Wpadki Bucks i Heat

12
fot. League Pass
fot. League Pass

Tylko cztery mecze, bardzo długa lista nieobecności, Kevon Looney i Guerschon Yabusele w pierwszych piątkach swoich drużyn, ale też dużo emocji w łącznie aż trzech dogrywkach i dwie niespodziewane wygrane drużyn z dołu tabeli przeciwko ekipom playoffowym. To była szalona noc.

Milwaukee @ Orlando 117:126 (Antetokounmpo 38 – Simmons 35)
Washington @ Boston 125:124 2OT (Beal 34 – Morris 31)
Miami @ Sacramento 119:123 OT (Dragić 33 – Hield 24)
LA Lakers @ Golden State 106:117 (Randle 22 – Durant 26)

* Celtics zagrali w mocno przetrzebionym składzie bez Kyrie’go Irvinga, Ala Horforda, Jaylena Browna, Marcusa Smarta i Daniela Theisa, ale rozpoczęli mecz od mocnego uderzenia przeciwko będącym w back-to-back Wizards. W pierwszej kwarcie rzucili 37 punktów i w drugiej prowadzili już +20. Goście dogonili ich po przerwie, prowadzeni przez Bradley’a Beala, który w trzeciej kwarcie zdobył 16 punktów i potem oglądaliśmy już bardzo wyrównaną walkę.

Na finiszu czwartej kwarty Beal zdobywał punkty dostając się do kosza kolejnymi penetracjami, ale spudłował rzut zza łuku na remis. Na szczęście dla Wizards przy walce o zbiórkę piłka wypadła na aut i na 5.5 sekundy przed końcem mieli jeszcze jedną szansę na rozegranie akcji.

Otto Porter miał otwartą drogę do kosza, ale wiedział, że potrzebują trójki, dlatego zamiast kończyć wsadem odegrał na dystans do zostawionego w rogu Jodie’go Meeksa, który doprowadził do dogrywki.

Na 19.6 sekundy przed końcem doliczonego czasu gry Porter wykorzystał wolne dając gościom prowadzenie. W kolejnych posiadaniach obie drużyny straciły piłkę przy wprowadzaniu jej do gry. Celtics mieli 8.8 sekundy na doprowadzenie do remisu i Jayson Tatum świetnie dostał się do kosza, kończąc akcje z faulem Marcina Gortata. Mógł na linii zapewnić zwycięstwo swojej drużynie, ale chyba nie chciał, żeby ten mecz się kończył i spudłował.

W drugiej dogrywce Wizards uzyskali najwyższe w meczu 6-punktowe prowadzenie, ale Celtics jeszcze odpowiedzieli i trójka Terry’ego Roziera w transition przybliżyła ich na -1 na 46 sekund. Na koniec mieli też ostatnią akcję i szansę na wygranie, ale znowu Tatum tego nie wykorzystał. Tym razem spudłował zza łuku.

It’s the 24th 20-point comeback in the NBA this season. The Wizards are the 6th team with multiple 20-point comebacks this season (27-point comeback vs Knicks on Feb. 14 – largest comeback in NBA season).

Beal zanotował 34 punkty, 7 zbiórek i 9 asyst. Porter dołożył 18 punktów i 11 zbiórek. W rodzinnym pojedynku Morrisów lepszy był Marcus, który zdobył najwięcej w sezonie 31 punktów. Markieff miał ich 20. Terry Rozier ponownie dobrze zaprezentował się w roli startera zaliczając 21 punktów i 9 asyst. Tatum uzbierał 19 punktów.

* W Sacramento Heat zrobili comeback odrabiając 16 punktów straty z początku czwartej kwarty. Wyane Ellington trafiał za trzy, Goran Dragić zdobył 11 kolejnych punktów, a na dwie minuty przed końcem dał gościom prowadzenie. Na samym finiszu Kelly Olynyk spudłował jeden z dwóch wolnych, pozwalając Kings doprowadzić do remisu bez potrzeby szukania trójki i De’Aaron Fox to wykorzystał, trafiając trudny rzut z pomalowanego tuż przed końcową syreną. Po raz kolejny udowodnił, że potrafi być clutch.

De’Aaron Fox is 3-3 on game-tying or go-ahead FG in the final 5 seconds this season.

All other rookies are 2-20 on such shots (Tatum tonight and Justin Jackson on Feb. 22).

W dogrywce Zach Randolph dał prowadzenie gospodarzom, później miał ważny blok na Justisie Winslowie, a zaraz po tym Bogdan Bogdanović trafił daleką trójkę i na minutę przed końcem było +4. Dragić jeszcze miał okazję doprowadzić do remisu, jednak spudłował i Kings mogli cieszyć się z wygranej.

Kings po raz pierwszy od 2001/02 dwa razy pokonali Heat. Buddy Hield zdobył 24 punkty, Fox 20, a Z-Bo miał 22 punkty i 9 zbiórek. Najlepszym strzelcem gości był Dragić z 33 punktami, co jest jego wyrównanym rekordem sezonu. Ellington trafił 6 trójek na 22 punkty.

To bolesna wpadka dla Heat, tym bardziej, że mieli szansę wyprzedzić siódmych Bucks, którzy niespodziewanie przegrali zakończony wcześniej mecz w Orlando.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułDniówka: Co dalej z Suns? Szpital w Bostonie. Znowu niepewna kostka Stepha
Następny artykułPikle do Kawówki (34): Turniej NCAA dla zdezorientowanych

12 KOMENTARZE

  1. Tankowanie, tia…i nagłe Magic i Kings zapragneli wygrać mecze. Wyolbrzymiacie na 6G tankowanie, a widać po prostu, że niektóre zespoły jak zepna poslady, to jadą lepsze ekipy i nie ma odpuszczania. Kwestia motywacji bywa decydującą kwestią i to jest true story.

    Lubię to: 4
    • To GM który odejmuje talent i trener który manipuluje lineup’ami w trakcie meczu tankują nie gracze.Zawodnicy mogą być po prostu słabi lub nieefektywni ale grają normalnie.

      Lubię to: 13
      • Skoro Magic i Kings tankuja, to dlaczego w spotkaniach minionej nocy trenerzy tych zespołów grali o zwycięstwo? Bo granie Z-Bo, Bogdanem i Foxem w końcowej fazie meczu, to raczej nie wygląda na tankowanie.

        Lubię to: 3
        • Grali u siebie,Miami było w słabej formie bez trzech graczy rotacji.Tak się mecz ułożył a gracze i trener też mają jakieś ambicje nawet w takich zespołach.W następnym meczu przegrają 130-80 i wszystko wróci do normy.Napisałem że trener manipuluje składem ale wiadomo że nie każdy i nie zawsze.Budenholzer ostatnio trzymał m. in Szredera czwartą kwartę na ławce.Tankowanie jest różne,można gracza posadzić do końca sezonu z kontuzją,grać nim co drugi mecz mimo że jest top 3 graczem zespołu lub nie wystawiać w czwartych kwartach.Na koniec i tak to może nie wystarczyć bo żaden z tych zespołów nie ma game changera bez którego zespół traci znacząco na wartości.Zobacz ilu no name’ów gra teraz w zespołów z dołu.

          Lubię to: 2