Kajzerek: Zapomniany Jack McCloskey

3
AP Photo
AP Photo

Jako 19 latek walczył na Pacyfiku w drugiej wojnie światowej, był trenerem Penn, Wake Forest i Portland Trail Blazers. Kilkanaście lat później dał Detroit słynnych “Bad Boys”. Jack McCloskey zawsze powtarzał, że NBA miała problem z dwoma mistrzostwami jego Pistons. Zespół nie pasował do show-time w LA i koszykarskich intelektualistów z Bostonu. Byli groźni, agresywni i bezkompromisowi, ale przez dwa lata bezlitośnie trzęśli ligą zdobywając dwa mistrzostwa. McCloskey miał znakomity instynkt jako generalny menadżer tej ekipy. Zmarł na początku czerwca 2017.

W tej drużynie było tyle skrajnych osobowości, że postać McCloskeya przechodzi kompletnie bez echa. Urodził się w 1925 w Pensylwanii i jako nastolatek brał udział w drugiej wojnie światowej walcząc na Pacyfiku. Był porucznikiem, a po śmierci przełożonego został mianowany kapitanem statku Marines. Statek przewoził czołgi. Prawdopodobnie był najmłodszym kapitanem w całej marynarce. Miał pod sobą grupę 24 żołnierzy podczas walki na wyspie Okinawa. Zaraz po zakończeniu wojny wrócił na Uniwersytet w Pittsburghu, gdzie uprawiał trzy różne dyscypliny. Ojciec Jacka był górnikiem i ostatnią rzeczą jakiej chciał, to by syn poszedł w jego ślady.

– Pewnego dnia zabrał mnie do kopalni… Żałował nawet tego, że byłem tam przez ten jeden dzień.

Po 10 minutach zaczęło mu brakować powietrza. Co chwilę przecierał oczy od nadmiaru pyłu. W tamtym czasie Jack miał poważne problemy w nauce. Ojciec wykorzystał to doświadczenie, by syna zmotywować i zapewnić, że praca w kopalni nie jest żadną z alternatyw.

 

Zaraz po wojnie Philadelphia Athletics podpisała z Jackiem kontrakt, jako praworęcznym miotaczem. Spędził dziesięć dni w MLB, nigdy nie wchodząc na boisko. Po przeszło dwóch latach jego karierę zakończyła kontuzja ramienia. Jako 23 latek przejął koszykarską drużynę szkoły średniej w New Jersey. Wtedy już nie było odwrotu. Zaczął dojrzewać jako szkoleniowiec szybko budując swoją pozycję. Po meczu z Atlantic City – kilku świadków zobaczyło scenę, w której ubrany mężczyzna szarpie się pod prysznicem z nagim sędzią dopiero zakończonego spotkania. McCloskey nie był zadowolony z kilku jego decyzji.

Temperament z jednej strony był problemem, a z drugiej pomógł Jackowi wypracować metodę. Pasja jaką przejawiał budowała jego wiarygodność. Poza tym miał dobry warsztat i po prostu znał się na koszykówce. To wystarczyło, by wspinać się coraz wyżej. Jerry West, który poznał McCloskeya przed jego pracą w NBA twierdzi, że nigdy w życiu nie zgodziłby się zagrać z Jackiem w tenisa.

– Byłby gotów mnie zabić żeby wygrać – mówi West. – Faktycznie wiele razy słyszałem od moich znajomych, że podchodzę do tego za bardzo emocjonalnie – dodaje McCloskey.

W jednej z rozmów z New York Timesem, McCloskey stwierdził, że z jego perspektywy druga wojna światowa była “dobrą zabawą”. Spadł na niego grad oskarżeń, ale starał się tłumaczyć, że chodziło mu wyłącznie o przygodę, jaką była walka ramię w ramię ze swoimi kompanami. Nie widział sensu prowadzenia działań wojennych, ale nie mógł ukrywać swojego podekscytowania akcją. Potem przeniósł do to szatni, traktując przedmeczową odprawę jak oczekiwanie na inwazję. Nie twierdził, że przesadza. Traktował to jako analogię, która pozwalała mu zbudować odpowiednie napięcie. Zatem jeśli chcecie znać genezę Bad Boys – oto ona. Miała architekta, który nie stronił od kontrowersji. Jednak w czasie zwycięstw Detroit, nigdy nie wychylał się przed reputację legendarnego Chucka Daly’ego.

Zrobił magisterkę na Penn z wychowania fizycznego. W międzyczasie występował w Eastern Basketball League, gdzie prezentował się na tyle dobrze, że pewnego słonecznego dnia 1953, zgłosił się do niego przedstawiciel Philadephii Warriors – drużyny NBA. McCloskey dostał powołanie na jeden mecz, w którym wyszedł jako zawodnik pierwszej piątki i zdobył sześć punktów. Trzy lata później prowadził zespół akademicki Uniwersytetu Pensylwanii. To był początek jego prawie 20-letniej przygody z ławką. Po Penn było Wake Forest, a po Wake Forest dwa lata pracy z Portland Trail Blazers. Nieszczególnie wyróżniający się okres jego życia. Potem dołączył do Los Angeles Lakers, gdzie przez trzy lata był asystentem Jerry’ego Westa. To co miało uczynić go legendą, przyszło w Mo-Town.

“Trader Jack”

Zostawił Westa i przez dwanaście lat pełnił rolę generalnego menadżera Pistons. Miał ogromny talent do oceny przydatności gracza i podejmowania odpowiednich decyzji dla drużyny. W sezonach 1988/1990 zrobił z Detroit dwukrotnych mistrzów, będąc główną postacią stojąca za jedną z najciekawszych historii koszykówki – drużyną Bad-Boys. Chuck Daly to również jego pomysł. W drafcie natomiast wybierał takich graczy jak Isiah Thomas, Dennis Rodman, John Salley czy Joe Dumars. Jedną z najbardziej charakterystycznych postaci tamtych czasów – Billa Laimbeera pozyskał w zamian za Phila Hubbarda, Paula Mokeski i dwa picki w drugiej rundzie draftu. Podobnie jak Golden State Warriors kilka dekad później – dokonywał dobrych wyborów w drafcie, a w wymianach pozyskiwał graczy, którzy po prostu pasowali.

McCloskey zawsze odrabiał zadanie. Niektóre z jego decyzji tylko pozornie wydawały się nieprzemyślane. Jeśli zaskakiwał i zostawiał kibiców drapiących się po głowach, to znaczy, że dostrzegł wartość, której nie dostrzegli inni. Dlatego tak skutecznie wykonywał swoją pracę. Osoby z jego kręgu były zakochane w postrzeganiu koszykówki przez Jacka. Przewaga jego intelektu zapewniała właścicielowi – Billowi Davidsonowi spokój. Ten został wynagrodzony dwoma tytułami.

– Jednym z elementów, który odgrywał dla mnie kluczową rolę, była chęć rywalizacji – mówi McCloskey tłumacząc zalety, jakich szukał w zawodnikach. – Chciałem mieć w swoim zespole zawodników, którzy po prostu nigdy nie składają broni – dodał.

W 1986 wybrał w drafcie Dennisa Rodmana, bo dostrzegł w nim właśnie tę cechę. Po latach nazywał go najlepszym defensorem w historii ligi. McCloskey był szczególnie dumny z tej decyzji. Rodman przed draftem zagrał w trzech turniejach. W pierwszym w Północnej Karolinie został wyróżniony MVP. Obserwowały go niemal wszystkie drużyny. Potem Dennis pokazał się jeszcze na Hawajach i w Chicago, ale tam grał koszmarnie. McCloskey dostrzegł, że coś się zmieniło i nie wynikało to z braku talentu czy umiejętności, lecz z przyczyn bliżej niewyjaśnionych. Poprosił jednego ze swoich skautów, by ten zszedł do szatni i sprawdził o co chodzi. Okazało się, że Rodman miał problemy z alergią. Jack miał 11 pick w pierwszej rundzie i drugi pick w drugiej. Oprócz Rodmana, obserwował również Johna Salleya. Chciał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Poprosił więc swoich skautów, by zrobili gruntowny rekonesans i podpytali znajomych o to, kogo pozostałe ekipy mają zamiar wyselekcjonować. Nazwisko Rodmana nie padło w żadnej z rozmów. Wtedy McCloskey zdecydował, że podejmie wykalkulowane ryzyko. Ściągnął Salleya, a chwilę później miał Dennisa. Gdy w 2011 Pistons zastrzegli numer jednego z najlepszych zbierających w historii, ten w rozmowie z GM-em, który na niego postawił stwierdził:

– Jack, byłem lepszy od Salleya…

Liga nie znosiła tych Pistons. Każdy mecz przeciwko drużynie Daly’ego wiązał się z poświęceniem swojego zdrowia. Rywale przystępowali do tej rywalizacji spodziewając się morderczej walki i łokci w żebrach przy każdym kolejnym posiadaniu. Siłą rzeczy Pistons byli kontrowersyjnym zespołem. Ale trudno znaleźć w historii NBA kolektyw, który oparłby sukces na podobnej formule. Wygrywali w obronie, a w ataku mieli specjalistów, których Chuck Daly nie musiał szczególnie instruować, zwłaszcza że znakomicie z prowadzeniem gry radził sobie Thomas.

– Wielu trenerów i generalnych menadżerów zrzucało winę na mnie – za to, że zbudowałem tak twardą drużynę naprawdę złych gości – mówi McCloskey. – Oni po prostu walczyli i byli przy tym bardzo surowi. Sędziowie mieli wykonywać swoją robotę – dodał.

Nie ma mowy o jakichkolwiek rozterkach. McCloskey był dumny z Daly’ego i Bad-Boys. Nie może mimo wszystko przeboleć, że tak niewiele brakło, by stworzyć z tymi Pistons dynastię i wygrać cztery tytuły z rzędu. Na drodze stanęły dwa najbardziej utytułowane zespoły w historii – Lakers i Celtics. Mimo to Pistons dziewięć lat z rzędu awansowali do play-offów. Liga miała poważny problem z uznaniem ich dominacji. W trzech zespołach All-NBA po pierwszym mistrzostwie Tłoków z 1989 – nie znalazł się ani jeden zawodnik z Detroit. Jack był wściekły. Widział ten posępnie wiszący na Pistons wzrok całej ligi, niezadowolonej ze sposobu na wygrywanie drużyny.

McCloskey mówił po latach o “anti-Pistons sentiment”, który rozciągał się od biur Nowego Jorku, po wybrzeża Los Angeles, gdzie rządził Magic Johnson; od sędziów, po trenerów, generalnych menadżerów i zawodników. Mimo dwóch mistrzostw, nigdy się z tym nie pogodził. W maju tego roku pojawiła się informacja o jego walce z  Alzheimerem. Zmarł na początku czerwca w wieku 91 lat.

43

KOMENTARZE

  1. Świetny tekst, Michu. Szczerze mówiąc to zapomniałem już, że McCloskey zmarł w tym roku. Nie wiem czy sam miał polskie korzenie (fonetycznie brzmi nawet trochę swojsko), ale podobno ten fakt odegrał swoją rólkę właśnie w pozyskaniu Laimbeera, bo Ted Stepien miał się zgodzić na Mokeskiego głównie ze względu na sentyment na jego polskie pochodzenie.

    Lubię to: 3