Wake-Up: Comeback Mavs w wygranej z Jazz. Game-winner McConnella. Porażka Cavs w OKC

42
fot. League Pass
fot. League Pass

Bardzo zła wiadomość napłynęła wczoraj wieczorem z Milwaukee… Jabari Parker ponownie zerwał ACL w tym samym, lewym kolanie. Nie pomogło zaklinanie rzeczywistości po meczu z Heat, że ten uraz to nic poważnego. To ogromny cios dla Bucks, ale przede wszytkom ogromny cios dla Jabariego i duży znak zapytania jak to wpłynie na jego dalszą, zapowiadającą się bardzo obiecująco karierę.

Dzisiaj rozegrano pięć spotkań. Cavaliers znowu przegrali w back-to-back, Isaiah Thomas był w back-to-back, Jazz zostali zatrzymani w Dallas, a T.J. McConnell zapewnił zwycięstwo Sixers.

Nie ustają też echa środowej akcji w Madison Square Garden z udziałem Charlesa Oakley’a.

Houston @ Charlotte 107:95 (Harden 30)
Philadelphia @ Orlando 112:111 (Saric 24 – Fournier 24)
Cleveland @ Oklahoma City 109:118 (Irving 28 – Westbrook 29)
Utah @ Dallas 105:112 OT (Hayward 36 – Barnes 31)
Boston @ Portland 120:111 (Thomas 34 – Lillard 28)

* Tyronn Lue ostatecznie nie zdecydował się dać wolnego swoim gwiazdom, ale to nie uchroniło Cavaliers przed kolejną wyjazdową porażką w back-to-back. W tym sezonie mają już bilans 0-7 w meczu rozgrywanym dzień po dniu poza własną halą.

Thunder zrewanżowali się za porażkę z Cleveland i zapewnili sobie zwycięstwo zaliczając run 12-2 w czwartej kwarcie, po tym jak jeszcze na niespełna sześć minut przed końcem spotkania na tablicy wyników był remis. Od tego momentu Russell Westbrook trafił cztery kolejne jumpery, po czym zaliczył dwie asysty i Victor Oladipo kończąc 360-layup w kontrze zapewnił mu triple-double.

Potem jeszcze Westbrook odegrał do Oladipo, który ze szczytu trafił dagger-trójkę i na minutę przed końcem było po wszystkim.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

28

KOMENTARZE

          • Wygrał, ba zmiażdżył wręcz. Ale o ile pamiętam, to chyba już był Kevin cojonesless i jego ziomki z Oakland ?

            Lubię to: 3
          • O ile pamiętam mógł “dość znacznie” wygrać z LBJem dopiero po dołączeniu do drużyny, która sezon wcześniej miała bilans 73-9

            Lubię to: 5
          • Zapomniałem, że są lata 90-te, my jesteśmy dziećmi i obowiązują osiedlowe reguły :)

            Lubię to: 1
          • Nie lubisz osiedlowych tematów z lat 90-tych? Kevin lubi. Przecież z płaczem poszedł po przysłowiowego “starszego brata” ?

            Lubię to: 1
          • Pasuje jak ulał. Do Jamesa i jego dwóch przydupasów też. Niedawno zamienił chłoptasiów na młodszych, ale i tak nigdzie nie chodzi sam.

            Lubię to: 5
          • Buahaha casus Lebron vs Durant. Karuzela znów się kręci. You made my day Lucek. Miałbym dużo do napisana, ale naprodukowałem się ostatnio, odsyłam do lektury. Widzisz Kevin miał już ziomków w 2012 i skiepścił, w zeszłym roku miał walkę o tytuł na wyciągnięcie ręki, ale znów skiepścił i poszedł do chłopców, którzy upokorzyli, bo byli najsilniejsi w okolicy. Toś porównał. Ale jedź dalej, jest calkiem zabawnie ?

            Lubię to: 8
          • A gdzie Lucek napisał nieprawdę?James zamienił jednych All Starow na drugich, tylko teraz zamiast robić dramę zrobił to w oparciu o resentymenty i granie na tanich emocjach.Wracam bo Cleveland zawsze było dla mnie najważniejsze, chcę uczynić to miast wielki itd.A wrócił tylko dlatego, że Cavs z miejsca byli w stanie się włączyć do walki o tytuł a z Heat w tamtej formule nic by już nie ugrał.Do tego pisanie, że w 2012 coś “skiepścił” jest zakłamywaniem rzeczywistości.Durant grał wówczas fantastyczne Finały ale brak doświadczenia plus fatalnie grający Harden były głównym powodem porażki a nie dyspozycja Duranta.Trzeba mieć naprawdę wiele złej woli żeby pisać takie głupoty.Oprócz Westbrooka, Durant w tamtej serii nie mógł liczyć na nikogo a mimo to Ty obwiniasz go za porażkę a jak LeBron przegrał ze Spurs to jakoś nie brakowało tłumaczeń, że król nie miał z kim grać.

            Lubię to: 4
          • Skoro sam Król zwiał z domu w poszukiwaniu pierścionków, do lepszych ziomków niż miał u siebie na dzielni, to nie wiem czemu gość, który od Króla jest gorszy miałby trwać w trudzie i znoju, z Russellem (a odpierdole sobie cegłę za 3 w ostatniej akcji, bo czemu nie) Westbrookiem i właścicielem, który odpuszcza 3 opcje zespołu, bo szkoda hajsu… Czas leci a ziomek Russ i właściciel się nie zmienią. Kev chciał iść do przodu i szanuję to, choć wolałbym, żeby poszedł do Bostonu, wtedy mielibyśmy 3 super teamy, a tak mamy cały czas te same dwa.

            Lubię to: 1
          • @Grasshooper

            Jak Bron dostawał cięgi od Spurs to była mowa, że Wade i Bosh to roleplayerzy i Król nie ma wsparcia. Na szczęście tego wsparcia udzielono mu w domu, więc z chęcią tam wrócił.

            Lubię to: 1
          • @grasshooper
            Lebron poszedł do teamu, który w 4 poprzednich latach przed jego powrotem był najgorszy w lidze. Nie słaby – wg liczb NAJGORSZY i pobił rekord ligi w ilości porażek z rzędu (26 – NIE WYGRALI MECZU PRZEZ 1/3 SEZONU…). Takie PHI albo SAC.

            Durant poszedł do teamu, który rok wcześniej pobił rekord wygranych w jednym sezonie i był co-faworytem do wygrania ligi przez najbliższe 5 lat.

            Spoko, udane porównanie.

            James nie zamienił jednych all-starów na drugich, tylko poszedł do teamu z jednym all-starem i ściągnął za pick stat-hoga, w którym niektórzy widzieli allstara. A ci 2 “allstarzy” przed przyjściem Jamesa nawet w PO nie grali.

            Lubię to: 4
          • @dwinch

            Ty to chyba dla TVN-u pracujesz, takiej manipulacji tylko pozazdrościć.

            Niech będzie, że LBJ to samotny rycerz czystości, a Durant to szubrawiec, malwersant i zdrajca.

            Miłego wieczoru wszystkim.

            Lubię to: 1
          • @dwinch porównywanie Cavaliers po przyjściu Jamesa i zestawianie ich z drużyną z poprzedniego sezonu ma taki sam, absurdalny sens jak porównywanie właśnie Warriors 2016 i 2017 a mimo to Ty to uczyniłeś, brawo!
            Drużyny po tych upgrade’ach znacząco się zmieniły to nie jest tak, że przyszedł James do tej samej drużyny, która rok wcześniej wygrała 33 mecze (hej, jak widać wcale nie byli tak fatalni) bo oprócz tego do teamu dołączył Love (patrz ten stat-hog znów jest All Starem!) J.R Smith, Mozgov i Shumpert.Według mnie to konkretne wzmocnienia, zwłaszcza, że Cavs w głównej mierze kosztowało to busty i odległe picki.
            Warriors tymczasem oprócz pozyskania Duranta głównie stracili zawodników zamiast ich pozyskiwać.Odszedł Barbosa, Speights, Barnes, Bogut i Ezeli.Przekonywanie więc, że jest to ten sam team który wygrał 73 mecze a którego znaczącą siłą było zarówno ławka jak i oparta o Boguta defensywa jest bezsensu.

            Lubię to: 2
          • Panowie Grasshooper i Lucek – piękne żniwa. Dziękuję.

            Lubię to: 1
          • @grasshooper
            Co niby absurdalnego jest w porównywaniu CLE przed i po przyjściu Jamesa? Przecież tam nie było nic. Gdyby James nie przyszedł to obaj wiemy, że CLE dalej by ssało. I Love też by tam nie przyszedł, co nawet powiedział oficjalnie przy okazji trade rumors jakie miały miejsce przed Decision 2.

            A trade Smith/Shamp to był czysty fart, który zdarza się naprawdę rzadko. I miał miejsce już w trakcie sezonu, czego nikt nie mógł przewidzieć w chwili, gdy James tam przychodził w lecie.

            Durant zaś nie przychodził na spaloną ziemię tylko do super teamu. Nawet jeśli to był super team po rewolucji to wciąż był to SUPER TEAMEM. Samo BIG4 to była taka skala talentu, że wielu już rozdało im pierścienie przed startem sezonu. Nie da się nawet porównać ile więcej talentu pojawiło się tamtego lata w Oakland w porównaniu do lata ’14 w Ohio czy wcześniej lata ’10w Miami.

            Nawet jeśli powstał nad Zatoką zupełnie inny team to na pewno nie można powiedzieć, że był to team wiele gorszy niż 73-9 GSW (potencjalnie nawet lepszy) a już na pewno był dużo lepszy niż CLE’14 na starcie sezonu.

            GSW stracili Boguta, więc nie ma nagle kto bronić… Ok, może mają dziurę pod koszem, ale bez przesady z tym dramatyzowaniem, wciąż jest mają ze 3 lock-down defenderów a i Durant nie jest minusowym obrońcą podczas, gdy James zastał w CLE 2 allstarów, który nie tylko nie potrafili w ogóle bronić, ale jeszcze mieli potężną listę kontuzji i były obawy czy to całe BIG3 w ogóle wypali zdrowotnie. I przypadkowo czy nie obaj jego allstarzy buddies się połamali już w 1 roku i James finały musiał grać sam.

            Lubię to: 6
          • I żeby nie było – zgadzam się z grasshooperem w tym, że James robi sobie bardzo dobry PR w ostatnich latach, jako rycerz na biały koniu, zwycięzca, przyszły goat itp…. i równocześnie przemilcza się przy tym fakt, że od 7 sezonów ma co roku top3 pakę w lidze. I wiele jego rekordów, jak te 7 finałów z rzędu to to tak jego zasługa jak i zwykły fart, że gra akurat w EC.

            I jak o tym pamiętam. Po prostu daję mu kredyt zaufania, bo widzę, że jest dobrym grajkiem i sam jest kowalem swojego losu. Nie czeka, co wymyśli GM tylko sam kieruje swoją karierą tak by móc wygrać jak najwięcej. Czy to źle? Można go za to nie lubić, ale chyba ma to do tego prawo, nie? Pograł kiedyś parę lat CLE, chciał to zrobić old way, nie wyszło. Więc teraz robi tylko wszystko by wygrywać. I nie robi tego aż tak wulgarnie jak KD rok temu, więc ja to kupuję.

            Lubię to: 6
          • W porównywaniu czy to Cleveland czy GSW po zmianach absurdalne jest to, że zestawia się te drużyny z ich osiągnięciami z zeszłego sezonu i na tym jacy byli buduje narrację na zasadzie od zera do bohatera.Ty w domyśle starasz się udowodnić, że cała zmiana w Cleveland to zasługa gry Jamesa podczas gdy wcale tak nie było.Owszem był katalizatorem zmian, to dzięki jego przejściu ściągnięto Love’a i resztę graczy ale o sukcesie dzisiejszych Cavs zadecydowało wiele osób.Przecież LeBron nigdy by nie przeszedł do Cavs gdyby miał grać wyłącznie z Irvingiem i z teamem w kształcie tego z 2014.Co z tego, że przechodził do słabego teamu skoro by go ściągnąć w drużynie przemodelowano prawie cały skład, dokonano rewolucji?To tak jakby porównywać Celtics z sezonu 2007 z tymi 2008 i powiedzieć “Byli jedną z najsłabszych drużyn ale przyszedł Kevin Garnett i zrobił z nich mistrzów” przecież to bzdura.

            Lubię to: 1
          • Jeśli mimochodem wytworzyła się taka narracja w mojej wypowiedzi to przepraszam, bo nie taki był mój zamiar.

            Puntem zapalnym dla mnie było Twoje stwierdzenie: “zamienił jednych All Starow na drugich”, co po prostu wydało mi się sporym nadużyciem. Nawet nie dlatego, że w CLE nie było wtedy jeszcze żadnych allstarów (co najwyżej jeden) tylko dlatego, że dla mnie Drew i Love to nie byli wtedy żadni uznani allstarzy. Raczej tacy wanna-be. Taka druga liga allstarów. Byli młodsi niż ci z MIA, mieli potencjał… ale póki co było tu więcej znaków zapytania niż plusów. I nie nazwałbym tego pójściem na jakąś totalną łatwiznę, bo to nie byli aż tak dobrzy gracze. I poza nimi zresztą nic więcej tam nie było.

            W GSW zaś Durant spotkał aktualnego b2b MVP i 2 chłopaków z przynajmniej top15. Nie było żadnych wątpliwości czy te ziomki potrafią grać. Pokazali to. I nie byli to jednowymiarowi strzelcy jak Ci z CLE. I byli też Iggy, Livingston czy Kerr a nie Waiters jako 4 opcja a po za nim tylko kilku bustów i oldboyów i trener debiutant…

            Ciężko mi po prostu zrozumieć jak można bez skrępowania porównywać obie te sytuację i mówić – poszli wygrywać. Wygrywać to poszedł Durant. Do zespołu, który nawet po swojej wewnętrznej rewolucji był faworytem ligi. Lebron zaś poszedł dopiero spróbować zbudować zespół, który jak się uda zbudować to będzie faworytem ligi. I tak, nie on sam to wszystko w CLE zbudował, słuszna uwaga. Tu się zgodzę.

            Lubię to: 5
          • Ok rozumiem tylko, że mówienie że Durant poszedł do drużyny która jest faworytem też jest nadużyciem.Przypominam, że w zeszłym sezonie ten team tytułu nie zdobył mimo najlepszego bilansu w historii więc Durant nie przeszedł do mistrzów NBA.I wcale nie jest pewnym, że tytuł zdobędą.A jeśli o ocenie sytuacji ma stanowić jakość i sukcesy All Starów to porównać sytuację Duranta można do przejścia LeBrona do Heat.Nie powiesz, że Bosh i Wade to byli niesprawdzeni gracze więc w praktyce James zrobił to samo co Durant.Kevinowi dostaje się wyłącznie za to, że przyszedł już do uformowanej grupy podczas gdy Lebron z kolegami ją sami uformowali.Ale koniec końców efekt dążył do tego samego, tymi samymi środkami.Obaj przeszli do lepszych drużyn?Przeszli.Obaj zmienili pomocników na bardziej utalentowanych?Zamienili.Jeśli więc poszli na łatwiznę to zrobili to obaj.
            A ludzie oceniają te sytuacje na podstawie jakichś niuansów, które nie mają znaczenia.Co ma do rzeczy czy jedni już ze sobą grali czy nie skoro nie przesądza to o końcowym sukcesie drużyny i tym jak gracze będą ze sobą współpracować?Przecież ten eksperyment może się zakończyć podobnym fiaskiem jak w Lakers 2004 albo zatrzymać na 1 tytule jak Celtics.

            Lubię to: 0
          • No to krok po kroku:

            @grasshooper

            „A gdzie Lucek napisał nieprawdę?”

            A ja coś takiego napisałem, że Lucek z jakąś nieprawdą wyskoczył? Napisałem, że jak dla mnie porównując „pójście na łatwiznę” Duranta i Lebrona, ten drugi poszedł dalej i ustanowił na razie niepodważalny rekord w sprawie ewentualnego naśmiewania się z tego, co niniejszym czynię. Znasz to przecież, skoro James jest Twoim prywatnym „numerem 1” od 2012, to dlaczego inni nie mogą tego samego uważać o Kevinie – jakaś zasada specjalna?
            „Trzeba mieć naprawdę wiele złej woli żeby pisać takie głupoty. Oprócz Westbrooka, Durant w tamtej serii nie mógł liczyć na nikogo a mimo to Ty obwiniasz go za porażkę a jak LeBron przegrał ze Spurs to jakoś nie brakowało tłumaczeń, że król nie miał z kim grać.”
            Durant nie mógł liczyć na nikogo oprócz Westbrooka? A co Harden i potwór w obronie Ibaka nie dojechali na mecze? Kto tu kogo tłumaczy, że nie było kim grać?
            Ty piszesz do mnie, czy rozmawiasz z kimś kogo tu nie widzę? Czy ja usprawiedliwiałem Jamesa po Finałach 2014? Słowa nie powiedziałem. Co mówili inni, to mnie nie obchodzi, ale jak sam poruszyłeś taki temat, to ja pamiętam jak Bronisław i tak zbierał od wielu ludzi za Finały 2014, w których zagrał tak:

            57,1% FG 51,9%3PT 28.2/7.8/4.0/2.0/0.4

            Wtedy jakoś pewnie nie przyszło Tobie do głowy wspomnieć nic o ludziach „złej woli”, że być może Wade po raz kolejny skończył się w nogach, a Bosh już odczuwał przyszłoroczne zakrzepy, bo skończył się po tym sezonie (tak się droczę, ale skoro niby nie wypada bronić Bronisława, to nie wyjeżdżaj, że Kevin nie miał wsparcia) i James który Bogu ducha winny grał świetne finały – z radością przyjąłby wtedy choćby Westbrooka, którego miał Durant, ale nie babrajmy się w tym. Ustalmy, że tylko biedny Durant nie miał kim grać, a Heat nie zagrali tego co powinni, bo byli zwykłymi cieniasami. James niech słucha, Kevina nie tykać! :)

            „Warriors tymczasem oprócz pozyskania Duranta głównie stracili zawodników zamiast ich pozyskiwać. Odszedł Barbosa, Speights, Barnes, Bogut i Ezeli.”

            Głównie stracili? Przyszli: Durant (!), Pachulia, West, McGee i czy się z tych nazwisk śmiejesz czy nie, chłopaki swoje robią. A już w ogóle nie róbmy dramatu bo zostali:
            Curry, Thompson, Green, Livingston, Iggy, Clark gra ciut więcej i całkiem mu to służy. Nadal też prowadzi ich Kerr, który jest podobno dobrym trenerem.
            Wielka czwórka gra między 33 a 34.5 minuty, w rotacji na stałe jest 10-11 graczy i sieją dalej zniszczenie, więc proszę Ciebie nie pisz, że poza zyskaniem Duranta, głównie stracili zawodników i ławy już nie ma w ogóle.

            “Przekonywanie więc, że jest to ten sam team który wygrał 73 mecze a którego znaczącą siłą było zarówno ławka jak i oparta o Boguta defensywa jest bezsensu.”

            Mit Boguta jako człowieka, o którego oparta była defensywa Warriors, jedynego obrońcę na obręczy walczącego na tablicach poruszasz od początku sezonu i nie wiem dlaczego.
            W sezonie z Bogutem (i Ezelim) przeciwnicy Warriors wyglądali następująco:

            FG 43,5%
            ofensywne zbiórki – 24%
            Punkty zdobyte w pomalowanym – 45,1
            DefRating Warriors – 100,9

            W tym sezonie, czyli jako typowe „drewno w pomalowanym” wyśmiewani Pachulia i McGee plus Looney:

            FG 43,5%
            ofensywne zbiórki – 24,1%
            Punty zdobyte w pomalowanym – 44,6
            DefRating Warriors – 101,3

            Poszli dwaj „świetni” centrzy, na których wg Ciebie oparty był schemat defensywy Warriors, a tu nic nie drgnęło w dół, ani troszeczkę… Bloków nawet więcej się zrobiło niż w zeszłym sezonie i liderują w lidze w tej chwili.

            „Ok rozumiem tylko, że mówienie że Durant poszedł do drużyny która jest faworytem też jest nadużyciem. Przypominam, że w zeszłym sezonie ten team tytułu nie zdobył mimo najlepszego bilansu w historii więc Durant nie przeszedł do mistrzów NBA. I wcale nie jest pewnym, że tytuł zdobędą.”

            Owszem przeszedł do drużyny, która jest faworytem, to żadne nadużycie, znasz jakiegoś większego?
            A to że faworyt nie zawsze wygrywa, to piękno sportu. Gdyby było inaczej, można by zamykać wiele sezonów w zasadzie przed otwarciem. Zawsze może wydarzyć się PlayOffowy brain stupor lub kontuzje/zawieszenia etc., ale są to raczej zagadnienia poza tematem rozpatrywania siły drużyn i całkowicie niezależne od tego, nieprawdaż?

            „Co ma do rzeczy czy jedni już ze sobą grali czy nie skoro nie przesądza to o końcowym sukcesie drużyny i tym jak gracze będą ze sobą współpracować? Przecież ten eksperyment może się zakończyć podobnym fiaskiem jak w Lakers 2004 albo zatrzymać na 1 tytule jak Celtics.”

            I właśnie tu masz całkowitą rację.
            Co z tego Lakers, że Lakers zebrali BIG4, która niby na papierze niby była super?
            Karl miał 41 lat(!) i mimo tego, że zawsze był IronManem, to był już w takiej formie, że – po przesiedzeniu połowy sezonu na ławce – swój ostatni rzut na tytuł zakończył zdobywając w Finałąch po 5 punktów i jak w meczu czwartym usiadł na ławę, to już tam został na wieki. Payton młodzieniaszek miał 35 wiosen i do ofensywy trójkątów Phila pasował jak pięść do nosa, ale powinienieś to wiedzieć.
            A Celtis to nie ma wiele do pisania. Jak składasz Big 3, która w momencie powstania ma 30+ lat, to cóż – shit can happen z jakąś kontuzją, a potem Bronek przyprowadził im swoje Big3 na ostatnie dwa lata i piękny sen się skończył. Jak w życiu :)
            James też tu zaryzykował i w pewnym sensie wtopił. Spiknął się z Wadem, który miał sezony w których kręcił MVP numerki, ale wiadomo było, że był problem z nogami. No i Finały 2011 miał Wade świetne, ale przebimbali, bo wspólna gra nie była jednak do końca ułożona i Bronisław umarł z niezdecydowania, co ma robić, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce, tak jak robił to później. Potem był 2012, gdzie jeszcze było cool, mimo że pół kroku wolniej, a potem już coraz większa czkawka.
            I tu wracamy do Duranta. Idzie do drużyny, która zdobyła już tytuł, gra razem od lat i w jej składzie pozostał rdzeń w postaci MVP, dwóch graczy na miarę któregoś All NBA i dwóch podstawowych „pomocników”. Co tu miało się źle ułożyć, skoro do takiej paki dołącza Durant, będący grajkiem MVP-like na pozycję 3-5, który broni, podaje, zbiera i zdobywa punkty z każdego miejsca na parkiecie? Właśnie to przesądzi – jak mówisz- o ostatecznym sukcesie i dlatego mówię, że Kevin nie poszedł na eksperyment, który może się nie udać, ale na gotowe.

            @Lucek
            „Czas leci a ziomek Russ i właściciel się nie zmienią. Kev chciał iść do przodu i szanuję to”

            Popraw mnie jeśli się mylę, ale koncepcja Bronisława organizującego BIG3, bo chciał iść do przodu nie była chyba czymś co specjalnie szanowałeś – jak zaznaczam, o ile dobrze pamiętam – a skoro Kevin był tak „sponiewierany” przez organizację i jest OK, to co powiemy o 7 latach Jamesa w Cavs?

            „Jeśli więc poszli na łatwiznę to zrobili to obaj. A ludzie oceniają te sytuacje na podstawie jakichś niuansów, które nie mają znaczenia.”

            Co do pierwszego zdania – nigdy nie twierdziłem inaczej, więc o co chodzi? A co do drugiego – Ja uważam, że można popełnić mniejsze albo większe faux pas, można zrobić z siebie mniejszego lub większego idiotę i można mniej lub bardziej na łatwiznę, wręcz jest to chyba zrozumiałe. I w kwestii pójścia na łatwiznę i zrobienia czegoś czym się gardziło i zaprzeczenia własnym słowom, Durant ustalił nowy rekord. I chyba akurat kolego grasshopper nie wiem, czy Ty powinieneś pisać o niuansach bez znaczenia i „złej woli” innych, bo usprawiedliwiasz tego Duranta jak się da, wyjeżdżając oczywiście z Bronkiem, a jak jeździłeś po nim sporo od sformowania pierwszej BIG3. A gdzie jazda po Kevinie, skoro nawet wg Ciebie postąpili tak samo?
            Ktoś nie lubi Kevina za to co zrobił, ktoś nie lubi Jamesa, trzeba to zrozumieć i z tym żyć. Są tacy, co nie lubią obu, pewnie głupio im się finały ogląda ;)

            I kilka słów podsumowania, bo jeszcze za kilka dni po moim stwierdzeniu, że Durant jest bezjajeczny dokopiemy się – bez związku – czasów show time lakers, albo i dalej :)

            Spora część koszykarskiego świata wkurzała się na Jamesa za zmontowanie BIG3, mówiła że poszedł na łatwiznę itd. Do tego doszło Decision, konferencja powitalna (fakt, że obie rzeczy słabe i bez sensu) i się zaczęło. I spoko, co kto lubi.
            Teraz Durant, który obśmiewał w mediach praktyki przechodzenia do silnych zespołów, jechał po kolegach odchodzących z teamu i twierdził, że on i Russ kochają się w zasadzie jak bracia – choć nigdy w sumie nie byli kolegami jak się ostatnio dowiedzieliśmy :) – będąc w swoim absolutnym primie, idzie do z pewnością najmocniejszej, zgranej i doświadczonej drużyny ligi. I jako ktoś z niego ma uciechę, to rozlega się a Lebron to, a Lebron tamto. Fenomenalne. Normalnie jakbym widział obecnie rządzących w TV, którzy do granic absurdu wcielają metodę, „to nie nasza wina, my sprzątamy po poprzednikach” lub „nie można na nas złego słowa powiedzieć, bo za „tamtych” to dopiero było” ;)

            Miłej drugiej połowy Bobcats-Clippers, a przede wszystkim soczystego meczu OKC-Thunder wszystkim życzę.
            Dobrej nocy!

            Lubię to: 3
  1. Jakby nie patrzeć, IT4 punktował, ale to Marcus Smart wygrał C’s mecz, obrona, wymuszenia ofensywnych fauli i dobry w ataku ;)
    To dziwne że Steven Adams w klapkach? Patrząc na niego zdziwiłbym się gdyby ubrał garnitur :D

    Lubię to: 2
    • Ostatnio co niektórzy bardzo krytykowali Smarta, a jak widać nie trzeba być wyśmienitym w ataku żeby wygrywać mecze. A jak już mu sie trafi mecz, w którym trafia to każdy wtedy chciałby mieć takiego dzika w drużynie.

      Lubię to: 4
  2. Pomijając, że dunka to akurat nie powinien spudłować tak czy siak, to na tej pierwszej powtórce, gdzie widać nogi, nie zakładałbym się, czy Oladipo nie podgiął mu trochę stopy, a wtedy to na ryj można spokojnie plasnąć ?
    Ten Bronisław to niech idzie do Timberwolves. Bilans może nie gorszy wykręci i pod Thibsem zagra mniej niż pod Lue ?
    Kurde, fajnie nie być w Gorącym Ekspresie. Można w “przestrzeni publicznej” emotikony dawać bez strachu o minusowe wykluczenie i ostracyzm (pytanie jak długo ?)

    Lubię to: 29
    • Pechowe to jest wiele ekip akurat, co tylko potwierdza teorię Maćka o styczniu/ ilości meczy w sezonie. NOL, UTA, DAL, jest długa lista ekip, które cały czas mają kogoś na DNP.
      Smutne jest to, że kontuzje niejednokrotnie wypaczają wyniki sezonie regularnym czy w PO. Kto jest zdrowy wygrywa, kto jest chory ma pecha..

      Lubię to: 0