Rio 2016: Zapowiedź 3. kolejki grupy “A”. Najważniejszy dzień w historii australijskiej koszykówki

5
fot. AP Photo
fot. AP Photo

W cieniu naszego szybko dojrzewającego beefu z Iranem jeszcze słabszym żartem wydaje się być to, że Australijczycy mogą dziś pokonać USA w koszykówkę. Pod irańską ambasadą, która znajduje się dosłownie przecznicę obok mojej kawalerki panuje relatywny spokój i nawet zwyczajowy smród kociego moczu, towarzyszący codziennemu przejściu obok ogrodzenia, tłumiony jest przez jesienny deszcz. Jesienna atmosfera także w Rio, bo dwie z pierwszych pięciu kolejek grupowych już za nami i czas na tę najtrudniejszą, trzecią, środkową, która jeszcze nic nie znaczy, nic nie rozstrzyga do końca, tylko wprowadza znużenie turniejem. Domyślam się, że inne nastroje panują dziś w Australii, ale o tym zaraz. Po skondensowanym wiadrze pomyj na turniej w Rio czas na plusy.

Są plusy!

Plus nr 1: FIBA dba o europejskich kibiców, bo o 19 nie wrzuciła nam jeszcze meczu outsiderów z Wenezueli, Nigerii czy Chin (o których kilka ciepłych słów za chwilę). Zamiast tego dostajemy naprawdę niezłe mecze, jak np ten Australii z Francją pierwszego dnia turnieju, Australii z Serbią w poniedziałek, pościg Brazylii za Litwą w niedzielę, czy wczorajszy dramatyczny pojedynek gospodarzy z Hiszpanią.

Plus nr 2: TVP Sport regularnie już przed szóstą rano daje na swojej stronie on-demand mecz rozegrany o 24-tej, a niedługo potem wchodzi mecz z 3.30, które można oglądać w znakomitej jakości. To akurat sprzyja nam tu o tym piszącym, bo raczej wątpię, aby ktokolwiek budził się wcześniej, ale jeśli TVP Sport zachowa tę regularność, to przyda się ona w fazie pucharowej turnieju. Do tego komentujący niektóre mecze Piotr Sobczyński – z którym pewnego razu w Zakopanem stworzyliśmy duet stretch-4/rolling-5 – jest bardzo dobry w tym co robi.

Plus nr 3:

https://twitter.com/mackwiatkowski/status/763239668850843649

Australia, startująca mecze dwoma fizycznymi bruzerami, jest rewelacją turnieju. Serbowie ostatni mecz zaczęli masywnie duetem Macvan/Raduljica. A Brazylijczycy wczoraj fizycznie i wysoko, grając osiłkiem Limą na czwórce obok Nene poradzili sobie z nagle soft na ich tle Hiszpanią (albo nie tak nagle…). Drab Felicio wchodził z ławki (i wracał na deptak sprawdzać czy masz buty nadające się by wejść do środka). Dodając do tego pierwszego z brzegu Rudy’ego Goberta, który w poniedziałek prawie sam wywołał wojnę Francji z Chinami, czy potencjalnie DeMarcusa Cousinsa, robi się z tego powoli turniej dużych. Turniej na łokcie i całkiem poważnie. Sędziowie puszczają sporo rzeczy, choć nie wszyscy, ale pozwala się na całkiem sporo. O powodach dlaczego wysocy rządzą! może być jeszcze czas napisać więcej. I mam nadzieję, że będzie, bo jest to odświeżenie w porównaniu z NBA. Póki co, dobre. Zobaczymy na jak długo.

(zabrzmiało na koniec jak minus, ale turniej jest to-watch i napisałbym, gdybym uważał, że nie. Sory Pau za niewymienienie).


19:15 (1-1) Serbia – (1-1) Francja

Dziś (bez kolorów) mecz pierwszych dwóch ofiar Australii, w którym co ciekawe 3,5pktowym faworytem są Serbowie. Jeśli Australijczycy przegrają z USA, a wygrają jeszcze z Chinami i Wenezuelą, to zajmą 2. miejsce. Starcie Serbów z Francuzami może więc być praktycznie meczem o 3. miejsce. Jeśli wierzyć w to, że po dwóch porażkach łącznie różnicą trzech punktów, Hiszpanie w grupie “B” są w stanie zacząć trafiać za trzy (16/51) i zacząć grać (cliche) lepiej – w co wierzę – to paradoksalnie Australijczycy mogą średnio wyjść na tym, że będą tuż za USA, bo mogą w ćwierćfinale wpaść właśnie na mistrzów Europy.

(weszliśmy właśnie w ten moment, gdy egzaminując potencjalne rozwiązania w ostatnich rundach grupowych, na Eurobasketach kręcę się, stoję nad głową i przeszkadzam w pracy redaktorom Kajzerkowi i Wojczyńskiemu. Tak więc ostrożnie póki co z braniem jako pewnik tego co piszę. Mogę tylko obiecać, że w czwartej i piątej kolejce może być jeszcze gorzej. To mogę w gruncie rzeczy obiecać na pewno).

Sasza Djordjević użył w poniedziałek przeciwko brazylijskim bykom duetu Nikola Jokić/Miro Raduljica, którym nie grał w pierwszym meczu z Wenezuelą. Najlepszą rzeczą, która działała dla Milosa Teodosica była jednak obecność Jokica jako samotnego centra – ich pick-and-roll to oczywiście najlepsza ofensywna broń Serbów. Milos póki co wchodzi z ławki i jak to rezerwowi gra bardzo w kratkę. Kłopot z Milosem największy polega na tym, że podobnie jak Steve’a Nasha trzeba chować go w obronie. A w ataku bez kontuzjowanego Nemanji Bjelicy jest mało rozwiązań w składzie – poza grą Jokicem – które mają dla niego sens. Dlatego dosyć sceptycznie podchodzę do szans Serbii na tym turnieju (kibicując im najbardziej). Jedną rzecz, którą muszą poprawić w starciu z Francją, to po prostu 1-on-1 obrona na obwodzie, bo Patty Mills rozjeżdżał wszystkich ludzi nie nazywających się Bogdan Bogdanović (zaczynam mieć koszykarski man-crush). Drugą rzeczą była zbyt mała kohezywność (the fuck?) Serbów, zbyt dużo indywidualnej gry. 95:80 dla Australii oczywiście kłamie, bo na 90 sek. przed końcem było jeszcze +6, ale patrząc na Serbów wciąż mam wrażenie, że Sasza Djordjević jest jeszcze na etapie eksperymentowania z rotacją (podejście optymistyczne). Na koniec Teodosić i Jokić – którzy obaj weszli z ławki w meczu nr 1 – muszą grać w tej drużynie po minimum 30 minut. Ten drugi jest póki co zupełnie bez rytmu i niewpojony w to co grają Serbowie (podejście pesymisty). Są niby na 4. miejscu w asystach – czyli tylko trochę niżej, niż tam gdzie zwykle (czepianie się) – ale to nie jest drużyna, w której się co turniej zakochuję na nowo (rzeczywistość).

Trzy rzeczy do oglądania:

1) Francuzi oddali tylko 13 trójek z Chinami i są na ostatnim miejscu w próbach za trzy (27 w turnieju). Dla porównania Argentyna oddała już 66, Chorwaci 55, a czwarci od końca Serbowie 39. Powtórzę to raz jeszcze – TYLKO TRÓJKI FRANCUZÓW MOGĄ DAĆ IM JAKIEKOLWIEK SZANSE GRY Z USA, BO TRZY PUNKTY > DWA PUNKTY. Do tego popełnili 23 straty z Chinami – które przy +25 zaskoczyły ich w drugiej połowie pressingiem na 2/3 parkietu – i choć wyszli na ten mecz skoncentrowani, bronili lepiej od startu, to tak naprawdę ogień był po stronie ich rywali (o czym zaraz). Ze strony Francji to było przechodzenie thru-the-motions w pierwszej połowie. Gdzie jest Francja?

2) Czy Jokić wyjdzie w piątce na Diawa? Czy za krycie Parkera odpowiadał będzie 2Bogd, a Stefan Marković będzie krył DeColo? To teoretycznie dwie wyrównane drużyny, które wciąż mam wrażenie, że są jeszcze w preseason turnieju w Rio.

3) Nie wiem gdzie jest Iran, ale ma kłopoty.


0:00 (2-0) Australia – (2-0) USA

Trzy rzeczy do oglądania:

1) Australijczycy są rewelacją, Matthew Dellavedova wygląda jak mój-mójci Top-10 gracz ever jakim był pozując na Steve’a Nasha w St. Mary’s (jeśli rozpakujesz same loby z tych 23 asyst Delly’ego w dwóch meczach, to dwóch Dellych będzie w klasyfikacji Top-10 asyst), Truck Baynes to australijski Gortat, bo rozwija się późno (wiesz, że nadciąga ‘ALE’), Patty Mills znów, po dwóch latach, wygląda jak Stephen Curry San Antonio Spurs (zbliża się…), Psychofanka Kobiego zakochuje się w Joe Inglesie, ale ani Vincent Collet, ani Sasza Djordjević, ani ich sztaby, nie widziały jak trzeba (przekleństwo) kryć Andrew Boguta w NBA, gdy stoi 7-8 metrów od kosza. Pisałem już o tym przed meczem z Serbami i było to samo. Oczywiście trójka Boguta była jak manna z nieba dla krytyków tego co piszę w myśl zasady “Jeśli odpuścisz Rondo na dwa metry, to zwiększasz mu zasięg widoku i ryzykujesz więcej asyst”, ale come on! Niech rzuca. Zobaczymy czy Amerykanie też traktować będą Boguta jakby był Arvydasem Sabonisem czy Vlade Divacem.

2) Zobaczymy czy Baynes ociosa Carmelo, czy też Carmelo wyrzuci Baynesa z meczu. Wiesz, że kocham Delly’ego, więc po cichu kibicuję Australii, ale jest to dla mnie niesamowite, że Australijczycy zdobyli średnio 91,5 punktów grając tyle minut duetami dwóch wysokich non-shooterów Baynes/Bogut, Bairstow/Baynes, Bairstow/Bogut (tu wielka zasługa coacha Andreja Lemanisa, który pod kątem używania zasłon bez piłki stworzył  z Australii Warriors Antypodów. Grają nawet elevator-doors dla Delly’ego i Millsa). Jedyny w ich podkoszowym kwartecie, który faktycznie grozi rzutem, to David Andersen. Dziś coś będzie musiało wygrać. Jeżeli small-ball Amerykanów wyjmie z meczu grę Australijczyków na dwie wieże, bo ani Baynes, ani Bairstow nie będą potrafili nadążyć za Melo/Durant/George, to po prostu to zrobi. I myślę, że to zrobi.

3) Oczywiście Kyrie vs Delly


3.30 (0-2) Wenezuela – (0-2) Chiny

To mecz o 5. miejsce w grupie “A”. Obejrzenie go to wyzwanie dla każdego koszykarskiego nerda. Który kraj wygra ten mecz będzie mógł jutro napisać w swojej gazecie o szansie jaka jest jeszcze na ćwierćfinał.

Choć w moim obejściu zwykłem od czasów Yao (<3) krytykować chińskich koszykarzy, ich atletyzm i sny federacji o potędze (zdarzyło mi się podczas panelu 6G zapytać Rafała Jucia bezceremonialnie “Co z Chinami?”, tak jakby było dla wszystkich zupełnie jasne o co pytam i jaki mam w życiu problem…), to Chiny!  Chiny, Chiny, Chiny! Pokazaliście mi coś Chiny w ostatnim meczu! Trzecia kwarta poniedziałkowego meczu Chin z Francją była najbardziej competitive/feisty kwartą w historii koszykówki graną przy 25 punktach przewagi, w której – to ważne – nikt nie dostał faulu technicznego. Nagle chiński Maciej Lampe czyli Yi Jianlian znalazł w sobie smoka, po tym jak Gobzilla zdjął go przy obręczy,  i w odpowiedzi 10 sek. później zmasakrował go razem z kolegą (ledwo ich odróżniam) przy swojej obręczy. I wtedy zaczęła się jatka – celebrowanie ręcznikami każdych punktów, klepanie się w piersi po wymuszonej stracie, presja na 3/4 przy -20 punktach straty na kwadrans przed końcem i generalny ogień, serce i charakter. To było zdecydowanie najlepsze 10 minut w historii chińskiej koszykówki i w tym wszystkim było zero tauntingu, zero niesportowych fauli, zero jakiś pretensji do Francuzów w piątkach po meczu. Czysty sport. Brawo dla Chińczyków za ten sport. Zaniosę do ambasady wyłożone po chińsku jak kryć Boguta przed ich meczem z Australią.

0

KOMENTARZE

  1. Chciałem napisać, że nie rozumiem hejtu na komentatorów TVP Sport, bo całkiem nieźle jest, ale właśnie usłyszałem jak p. Marek Rudziński stwierdza, że USA się gubi z Australią, “bo w NBA nie ma za wiele taktyki”… :P
    Natomiast Piotra Sobczyńskiego chyba będę bronił. Jeszcze takiej wtopy nie ma, a przynajmniej ja nie usłyszałem, a i sentyment z czasów nocnego łyżwiarstwa figurowego na TVP2 pozostał :)

    Lubię to: 0