5-na-5: Co zapamiętamy z 2015 roku?

2
Darren Abate /Associated Press
Darren Abate /Associated Press

Z okazji Nowego Roku życzymy wszystkim czytelnikom kolejnych koszykarskich wrażeń w najlepszej lidze świata! A co zapamiętamy z kończącego się roku?

1. Jedna rzecz, którą na pewno zapamiętam z 2015 roku w NBA to…

Maciej Kwiatkowski: Przywództwo LeBrona Jamesa. Warriors, kokainistyczna wersja mistrzowskich Spurs ’14, to oczywiście wielka historia roku 2015, ale myślę, że zawładnie też 2016 rokiem. Póki co – wątpliwości, które dotyczyły cech przywódczych i liderowania LeBrona Jamesa zostały zgniecione jak sardynki w trakcie playoffów na Wschodzie.

Piotr Sitarz: Finały. Mecz życia Matthew Dellavedovy (Game 3, 20 punktów) i to jak potrafił się przykleić do Stepha Curry’ego. Niespodziewanego MVP Finałów, fantastyczną serię LeBrona i taktyczne decyzje dwóch trenerów. Trapowanie pick-and-rolli, wolne tempo, grę w post-up od Cavs Davida Blatta. Wprowadzenie Andre Iguodali do pierwszej piątki, obronę i brak podwojeń na Jamesie od Warriors Steve’a Kerra.

Adam Szczepański: Dominacja Golden State Warriors. Ten rok zdecydowanie należał do nich. Mistrzostwo i fantastyczny cały poprzedni sezon, a teraz też ten imponujący start. Do tego Stephen Curry wchodzący na jeszcze wyższy poziom, będący MVP tego roku i Draymond Green, który wyrósł na modelowy przykład silnego skrzydłowego small-ballowej generacji.

Michał Kajzerek: Zwycięstwo jump-shooting team. Golden State Warriors zaprzeczyli temu, co wielu ekspertów uważało za niemożliwe. Zespoły oparte na strzelcach zaczynają wygrywać w rywalizacji o mistrzostwo NBA i ekipa Steve’a Kerra w stylu nie pozostawiającym żadnych wątpliwości podbiła ten argument. To z kolei zapoczątkowało zmiany w całej lidze i odnoszę wrażenie, że trend się będzie pogłębiał biorąc pod uwagę to, że do ligi trafia coraz więcej graczy gotowych rzucać z każdej pozycji.

Przemek Kujawiński: Zwycięstwo „nowego” stylu koszykówki. Próbował Don Nelson, próbował Mike D’Antonio, ale dopiero Steve Kerr znalazł idealne proporcje grania small ballem i nagle świat oszalał. Niby analitycy całego świata wiedzieli wcześniej, że gdzieś tu kryje się klucz do wygrywania, ale wciąż nie było na to dowodu. Rok 2015 udowodnił, że można wygrać mistrzostwo, grając nisko. Dlatego to ten rok będziemy pamiętać jako „początek” nowej ery koszykówki. Bo już praktycznie wszystkie walczące o coś drużyny NBA szukają swoich small ballowych ustawień. Na pewno też zapamiętam dzień, w którym DeAndre Jordan „zmienić decyzję”.

2. Najważniejszy ruch personalny (wymiany, zmiany trenerów i menadżerów) w lidze w 2015 roku to…

Kajzerek: Zaryzykuję tutaj – przechwycenie przez San Antonio Spurs LaMarcusa Aldridge’a. Obejrzałem już kilkanaście meczów Spurs w bieżących rozgrywkach i z każdym kolejnym widziałem, jak Spurs wkładają do swojego systemu coraz więcej gry, w jakiej Aldridge czuje się komfortowo. Brakuje tutaj jeszcze konsekwencji, ale w play-offach to obok formy Kawhiego Leonarda będzie dla Spurs być albo nie być w rywalizacji.

Szczepański: LaMarcus Aldridge w Spurs. To był największych ruch transferowy biorąc pod uwagę status zawodnika, który zmienił barwy klubowe, ale to był też najważniejszy ruch, ponieważ w ten sposób najlepsza drużyna ostatnich 20 lat pozyskała drugą gwiazdę. Mając Aldridge’a i Kawhi’ego Leonarda mogą myśleć o dalszych sukcesach i utrzymaniu się na szczycie przez kolejne lata.

Sitarz: LaMarcus Aldridge w San Antonio. Kolejne mistrzostwo managementu Spurs. Idealny ruch, który rozpoczął i w kilkanaście dni zakończył przebudowę zespołu. Spurs przygotowali się na emeryturę Tima Duncana, zarazem dodali drugiego All-Stara do Kawhia Leonarda i na kolejne 4 lata zatrzymali Gregga Popovicha. Tym samym od razu zwiększyli swoją szansę na mistrzostwo w tym, i w następnym, sezonie.

Kujawiński: Aldridge w Spurs. San Antonio Spurs nie skończą się nigdy. Nikt nigdy nie dokonał tak spektakularnej „przebudowy” od czasów dynastii Boston Celtics w latach 60. Być może za rok Tim Duncan i Manu Ginobili odwieszą buty na kołek, a Spurs wciąż będą jednym z faworytów do wygrania tytułu.

Kwiatkowski: LaMarcus Aldridge do Spurs. Podejrzewam jak nie do końca komfortowe było dla Gregga Popovicha dwukrotne spotykanie się z Aldridgem w Los Angeles i sprzedawanie mu swojego kościoła. Ale i na tym polu Spurs odnieśli sukces i właśnie w ten sposób zapewnili sobie przedłużenie dynastii o kilka kolejnych lat.

3. Drużyna, która najbardziej zaskoczyła Cię w 2015 roku to…

Sitarz: Atlanta Hawks. Skończyli grudzień 2014 z 14 wygranymi w 16 meczach, a nowy rok rozpoczęli od 17 zwycięstw z rzędu. Zaskakująco zajęli pierwsze miejsce w Konferencji Wschodniej, po tym jak odnieśli 60 zwycięstw. Momentami do granic możliwości rozciągali i grę zespołową i ustawienie na parkiecie. Mieli 4 zawodników w meczu gwiazd i awansowali do Finału Konferencji. Powoli wypadali z rytmu, ale zatrzymali się dopiero na LeBronie Jamesie. Sezon, prawie, marzenie.

Kajzerek: Boston Celtics z pierwszych dwóch miesięcy nowego sezonu. Jestem wielkim fanem pracy Brada Stevensa w Bean-City. Świetne schematy gry po obu stronach parkietu. Uporządkowana defensywna z czytaniem zachowania rywala, dobrymi reakcjami. Najważniejsze jednak – dyscyplina jego graczy. Zaufali trenerowi i skrupulatnie odbijają w swojej grze jego założenia. To świetna rzecz dla przyszłości tej organizacji.

Kujawiński: Dallas Mavericks. Najwyraźniej z Dirkiem Nowitzkim i Rickiem Carlisle’em na pokładzie są niezatapialni. Pamiętajmy, że grają na tym „okrutnym” zachodzie. Koniec poprzedniego sezonu popsuł im Rajon Rondo, ale poza tym Carlisle był w stanie budować efektywne drużyny z dowolnych podesłanych mu przez Marka Cubana klocków. Wydawało mi się, że wraz ze starzeniem się Dirka, to wreszcie się skończy. Tymczasem kończymy rok, a Mavs wciąż są w czołówce swojej konferencji.

Szczepański: Boston Celtics. Zaczynali ten rok wyglądając jak drużyna zamierzająca tankować, kończą będąc na drodze do drugiego z rzędu występu w playoffach. Warto przypomnieć, że jeszcze w połowie stycznia byli dopiero na 13. miejscu Wschodu z 11 meczami na minusie i właśnie wytransferowali swojego najlepszego strzelca. Nawet na słabym Wschodzie to była duża niespodzianka, że mimo wszystko udało im się dostać do ósemki. Nadal są w fazie przebudowy, ale nie spodziewałem się, że tak szybko odbiją się od dna.

Kwiatkowski: Milwaukee Bucks 2014/15. Dziś to brzmi jak zapomniana historia, ale Jason Kidd – po odejściu Larry’ego Sandersa – stworzył 2. obronę NBA i w oparciu o ruchy managementu grupę, która stała się drużyną przez duże D. Przykład Bucks 14/15 pokazał, że zespołu nie buduje się na papierze. Przykład Bucks 15/16 pokazuje, że nie buduje się go papierem.

4. Zawodnik, który najbardziej zaskoczył Cię w 2015 roku to…

Kwiatkowski: Paul George. To, że po tak wydawało się traumatycznym złamaniu nogi Paul George znów potrafi – po chwilowym powstrzymaniu przez obrońcę – nie przerwać kozła, tylko zaatakować go po raz drugi, minąć, albo zrobić stepback i trafić za trzy – jakby to co miało miejsce w sierpniu 2014 nigdy się nie wydarzyło – jest wielką historią pod kątem psychologicznym. Za tym rozmytym spojrzeniem czai się instynkt mordercy.

Kujawiński: Kawhi Leonard. Przyznaję się bez bicia – byłem sceptykiem. Nie to, że nie wierzyłem, że może być top 20 graczy ligi. Wątpiłem jednak, czy kiedykolwiek będzie w top 5, bo wydawało mi się, że ofensywnie ma stosunkowo niski sufit. Tymczasem ten rok sprawił, że nie boję się już widzieć jakieś nagrody dla MVP sezonu regularnego w przyszłości. Nie tylko z gracją wszedł w buty pierwszej opcji drużyny w ataku, ale też pozostał w tym samym czasie najlepszym obwodowym obrońcą w lidze.

Sitarz: Hassan Whiteside. Pojawił się znikąd. Łapał minuty w pojedynczych meczach i czekał. W styczniu zagrał pierwszy super mecz na +20/15 i kontynuował serię bardzo dobrych spotkań do i po Meczu Gwiazd. Zaatakował pierwsza piątkę Heat i jest w niej do dzisiaj, a w przyszłym roku dostanie kilkadziesiąt milionów dolarów za kilka lat gry.

Kajzerek: Pau Gasol. Nie byłem pewny na jakim poziomie Gasol będzie grał dla Chicago Bulls. Po sezonach w Los Angeles, przychodził do Wietrznego Miasta jako zawodnik, który potrzebował mieć kawałek miejsca dla siebie. Tom Thibodeau dał mu tę swobodę, Fred Hoiberg odrobinę ograniczył, ale Gasol nadal znakomicie dopasowuje się do systemów drużyny z Windy City. Jestem pełen podziwu dla jego formy i wynika to pewnie w dużej mierze z faktu, że mogłem oglądać go na żywo! Coś, czego nie zapomnę do końca życia.

Szczepański: Hassan Whiteside. Największe odkrycie tego mijającego roku. Dwa lata był poza ligą, przed startem poprzedniego sezonu dwukrotnie był zwalniany przez Grizzlies, wylądował w D-League, skąd wyciągnęli go Heat i początkowo jeszcze siedział na końcu ich ławki. Dopiero w ostatnich dniach grudnia zaczął dostawać większe minuty, a w styczniu okazało się, że zdobyli wyjątkowo wartościowego centra. Natomiast teraz potwierdza, że nie był tylko chwilową sensacją, ale naprawdę jest dla niego miejsce w NBA.

5. Czego spodziewasz się w NBA w 2016 roku?

Kujawiński: Rewolucyjnych zmian w kilku dobrych drużynach. Dominacja Warriors, Spurs i Cavaliers sprawia, że zespoły z drugiego szeregu pretendentów do tytułu muszą wziąć się do pracy. Pewne jest, że minimum  3 (a prawdopodobnie 4) drużyny z grupy Thunder, Clippers, Bulls i Rockets będą rozczarowane obecnym sezonem. To doprowadzi do rewolucji w ich szeregach. Czy przez decyzje personalne graczy (Durant, Howard), czy zarządów.

Szczepański: Dalszej dominacji Warriors, lepszych Cavs grających wreszcie w pełnym składzie i na miarę swoich możliwości, ponownego spotkania tych dwóch drużyn w Finale, nowego kontraktu Duranta z Thunder, odejścia DeRozana z Toronto, transferu z udziałem Rose’a, powrotu Thibodeau na ławkę, zmiany trenerskiej w Waszyngtonie, zwolnienia George’a Karla i dalszego zamieszania w Sacramento.

Sitarz: Jeszcze lepszej koszykówki. A ma ją kto grać. Mnóstwo bardzo dobrych koszykarzy, inteligentni trenerzy i fantastyczne zespoły. Na każdym polu czuć rywalizację. Nawet jeśli Golden State wydają się dzisiaj być poza zasięgiem innych zespołów i głównym kandydatem do mistrzostwa, to i tak nie postawiłbym pieniędzy, że wiosną wygrają cztery mecze z Spurs, Thunder czy nawet Clippers albo pokonają Cavaliers w Finałach. Jest kogo oglądać, jest czym żyć. Fantastyczne czasy.

Kwiatkowski: Drugiego tytułu Warriors. San Antonio Spurs i nawet może bardziej Cleveland Cavaliers nie wydają się być daleko w tyle za Warriors, ale jest to tylko różnica między teamami na 60 zwycięstw, a drużynami na 70+ wygranych. Nie widzę sposobu w jaki można powstrzymać playmaking i shotmaking pick-and-rolla Stephen Curry/Draymond Green otoczonego liczbą tak dobrych strzelców. Kawhi Leonard i LeBron James musieliby grać w jednym teamie.

Kajzerek: Znacznie bardziej interesującej walki na wschodzie. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku wschód będzie ciekawszą konferencją w kontekście przetasowań tuż przed fazą posezonową. Za nami dwa miesiące sezonu, więc to żaden fluke. Mogą decydować małe rzeczy.

0
Poprzedni artykułFlesz: Kobe pożegnał Boston zwycięstwem, 'słaby lider’ Jimmy Butler wygrał z Indianą, nowi 76ers są 'for real’
Następny artykułDniówka: Ostatni dzień roku. Najważniejsze wydarzenia w 2015 cz.2

2 KOMENTARZE