Summer League w Orlando, dzień 2: No-Dunk Pope

2
fot. nba.com
fot. nba.comtavi

Mamy lidera, lalala, mamy lidera! Po dwóch dniach ligi letniej w Orlando, zawodnik Detroit Pistons o dźwięcznym imieniu i nazwisku (nazwiskach) – Kentavious Caldwell-Pope – wydaje się być najlepszym graczem turnieju w Orlando. Popularny KCP, któremu Isiah Thomas i Rick Kamla nadali zupełnie nowe przezwisko, notuje średnio 28 punktów, 8 zbiórek, 2 asysty i 4 przechwyty na mecz.

Przed rozpoczęciem Summer League skrzydłowy Tłoków zapowiedział, że będzie pracował nad podstawami i tak też się dzieje. Już wczoraj mogliśmy zobaczyć zalążek takiej gry. Wybieganie do piłki, pozycja potrójnego zagrożenia, minięcie, rzut. W szybkich atakach lay-up’y na prawą i lewą rękę. Wszystko bez wsadów i innych efektownych zagrań, dlatego właśnie KCP otrzymał nowy nickname – No-Dunk Pope.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułBoris Diaw zostaje w San Antonio
Następny artykułMiędzy Rondem a Palmą (116): Mokotów bez kłopotów

2 KOMENTARZE

  1. Stokes z szeroką ramą ma niezłą pracę stóp. Stóp, które pomagają mu znacznie w walce podkoszowej – rozmiar 54,5. Dzieciak był świetny w Tennessee. Progres z każdym sezonem… Akademicka mieszanka DeJuana Blaira i Jareda Sullingera. Trzymam za niego kciuki, oby z ławki przydał się jako role player.

    Lubię to: 0
  2. Napier ciekawie się zaprezentował, wiadomo, że to liga letnia ale od czegoś trzeba zacząć. Nie miałem okazji widzieć go w akcji w NCAA i pierwsze spostrzeżenie to takie, że w stylu poruszania się, sylwetki przypomina Stepha Curry’ego z być może mniejszą smykałką i potrzebą zdobywania punktów. Ciężko stwierdzić po highlighcie ale określenie komentatorów „pure point-guard” napawa optymizmem. Może to być brakujący element Miami już od startu zawodowej kariery? Oglądając finały miałem wrażenie, że znów LeBron za dużo kozłować musiał a za mało dostawał piłek na lewy post skąd jest najgroźniejszy moim zdaniem, vide finały 2012 vs OKC.

    Lubię to: 0