Brak wsparcia dla LeBrona

76
fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

Po długiej i zaciętej rywalizacji w zeszłorocznych Finałach, równie interesującego pojedynku oczekiwaliśmy w tegorocznym rewanżu, ale byliśmy świadkami jednostronnego widowiska. Spurs byli fantastyczny i zmietli Heat, którzy chyba rzeczywiście byli już zmęczeni czwartą z rzędu wizytą na tym etapie sezonu. W żadnym wypadku nie chce odbierać nic mistrzom, ale u ich rywali ewidentnie brakowało energii, wyglądali jak stara, zmęczona drużyna, która nawet mentalnie nie potrafiła wykrzesać w sobie ognia walki, sportowej złości – była tylko bezradność.

LeBron James mówił przed Game 5, że podejmą walkę, spróbują przełamać historię i wrócić z 1-3, ale to były tylko marzenia. On jeszcze próbował coś zrobić, ale w końcu musiał pogodzić się z tym, że sam nic nie zdziała, bo nie tylko w tym ostatnim spotkaniu, ale w całej serii właściwie nie dostał wsparcia od swoich kolegów.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułManu Ginobili dodał swój wykrzyknik do „Redemption!”
Następny artykułPięć tytułów Tima Duncana

76 KOMENTARZE

  1. Rozumiem, że tytuł prowokujący.
    Pytanie: czy gdyby na miejscu LeBrona był Kobe to byśmy mówili o braku wsparcia, czy o braku umiejętności czynienia kolegów lepszymi? Pytanie retoryczne.

    Lubię to: 0
  2. to co, robimy The Decision 2?

    serio nie wiem juz co napisac, kiedy czytam, ze Lebron ma slaby support, za kazdym razem jak legendarnie i spektakularnie przegrywa finaly. nie wiem, dajcie mu Duranta, Melo, CP3, moze to jest support odpowiedni dla najlepszego zawodnika tego sportu

    Lubię to: 0
    • Za każdym razem? Trzy razy przegrał. Chcesz mi wmówić,że w 2007 miał wsparcie? Może mentalnie nie był wtedy jeszcze tym Jamesem jakiego znamy dziś,ale nawet jakby grał tak jak teraz to SAS byli za mocni. W 2011 faktycznie miał wsparcie,ale sam zawiódł. Ktoś wtedy pisał,że nie ma odpowiedniego wsparcia? Raczej był tylko hejting i szydera z wielkiej BIG 3. A dziś? Naprawdę według Ciebie wszyscy dawali z siebie tyle ile trzeba? Ciężko uczynić zawodników jeszcze lepszymi kiedy sam trafiasz na 60% skuteczności, skupiasz na sobie obronę rywali, podajesz,a Twoi ziomkowie nie trafiają.

      Lubię to: 0
        • @Majki ta cała szopka była żałosna, ale mam wrażenie,że LBJ teraz dorósł i jest trochę innym mentalnie graczem. Zresztą co to znaczy czynić ogracza lepszym? Rozgrywający może czynić gracza lepszym umiejętnie kreując grę i znajdując dobre pozycje. W innych przypadkach to zasługa Popovicha :) Tacy Shaq czy James skupiają na sobie uwagę obrony i przez to reszta ma trochę łatwiej,ale jak nie będą trafiać to nikt im nie pomoże.

          A co do supportu Lebrona to w Cleveland był fatalny, w Miami znakomity,ale to nie zmienia faktu,że z niewiadomych mi przyczyn cała drużyna psychicznie(?) siadła na finały. Oni nie wyglądali jakby walczyli o threepeat tylko jak drużyna, która już 3 raz w finale z rzędu przegrywa i ma dość. Nie wiem co się z nimi stało. Wade też do finałów nie wyglądał jak gość, któremu braknie paliwa w gazie,a w serii z SAS nie trafiał spod obręczy.

          Lubię to: 0
  3. Czyni ich dużo lepszym co za idiotyzmy wypisuejcie. Bez niego to większość z nich mogła by grać w D-League. Ale to oczywiste. Inna sprawą jest to, że Wade i Bosh oraz Rio w finałach zgineli. Wyglądali słabo, bez energii i zaangażowania. To do nich miejcie pretensje.

    Lubię to: 0
    • Bosh, Wade, Allen, Chalmers, Lewis, Battier, Haslem, Andersen, Cole, że na tym poprzestanę w D-League?!

      Ja postawię inną tezę, dużo bardziej prawdziwą niż Twoja. Bez niego taki np. Chris Bosh byłby pierwsza opcją ze spokojnym 20/10 w sezonie. Bez niego byłby lepszy.

      Lubię to: 0
      • Miałby inną rolę, a nie byłby lepszy. Kto powiedział że przekwalifikowanie się z powrotem w scorera i odpadanie w pierwszej rundzie jako lider jest czymś lepszym? Czy Pippen byłby lepszy, gdyby nie Michael? Co za brednie…

        Lubię to: 0
        • Statystycznie byłby lepszy, to oczywiste.
          Największa brednią jest: „Brak wsparcie dla LeBrona”.
          Jeszcze raz pytam, jeśli czyni ich lepszymi czemu zawiedli w najważniejszym momencie?

          Lubię to: 0
          • Ja wierzę ludziom mądrzejszym od siebie i za takich mam np. GMów w NBA. Kilka lat Bosh był zawodnikiem na maxa i pierwszą opcję w drużynie walczącej o PO. Sorry, ale teraz to nikt mu takiego kontraktu nie da ani nikt nie wpadnie na pomysł, żeby budować skład wkoło Krzysia, który przy fenomalnym LBJu zaszufladkował się w roli supportu. Więc wracając do pytania: tak, byłby lepszy i byłby lepiej oceniany przez swoich potencjalnych pracodawców.

            Lubię to: 0
  4. Lol. Nie czyni kolegów lepszymi? Czy wy siebie słyszycie?

    Od 10 lat to robi i po jednych finałach, w których tylko on zaprezentował jakąkolwiek próbę nawiązania walki piszecie że on nie czyni kolegów lepszymi?

    Trochę się wam w dupach poprzewracało. Widzę że bardzo tęskniliście przez te dwa lata żeby wjechać na Jamesa, jak wreszcie coś przegra. To były trudne dwa lata, prawda?

    Lubię to: 0
    • Nie odwracaj kota ogonem ;) Zarzutem jest, że jak James przegra to ZAWSZE pojawia się temat braku wsparcie od kolegów. Choćby miał aktualnych 2 all starów, przyszłych HOF i najlepszego w historii strzelca z dystansu jakiego ta liga posiadała. Plus całej zgrai zadaniowców do obrony, faulowania, biegania i rzucania.
      btw: jeśli czyni kolegów lepszymi to zarzut braku wsparcia od nich tym bardziej jest fałszywy.

      Lubię to: 0
      • Widzę,że hejterzy Lebrona są tak staży,że dopadła ich skleroza. W 2007 roku tak pisano i były spostrzeżenia słuszne. W 2011 nie pamiętam żeby ktokolwiek tak pisał bo wtedy to James ewidentnie zawiódł. Finały 2012, 2013 sobie darujmy,a teraz w 2014 ma ktoś odwagę napisać,że James zawiódł? No nie, nawet pojawiały się ciche głosy,że może drugi raz zostać MVP finałów zawodnik przegranej drużyny,ale jak nie można jeździć po Jamesie to zawsze można ponarzekać,że James nie czyni kolegów lepszymi i miał idealne warunki do misia,ale jego egoistyczna gra odebrała Miami tytuł :)

        Lubię to: 0
        • Ale co to znaczy, że Heat nie mieli kolektywu, wsparcia?Jeszcze 5 meczy temu przekonywano, że ławka Spurs wcale nie jest lepsza niż rok temu, będzie brakować im Neala, Green został rozszyfrowany a Heat są wypoczęci i oszczędzanie Wade’a się opłaciło.Lewis miał być x-factorem, Bosh ciągle niedoceniany, Wade zdrowszy niż rok temu a teraz nagle okazuje się, że nic.Gdy Heat lali Brooklyn czy Indianę to nikt nie kwestionował supportu Jamesa, teraz okazuje się że to była banda nic nie wartych zadaniowców z którymi nikt inny nie wyszedłby poza 1 rundę playoffs.Taki Bosh w tych finałach rzucał więcej punktów niż rok temu a cała drużyna grała na lepszej skuteczności niż w poprzednich finałach.Tyle, że na grających mistrzowską koszykówkę Spurs to zbyt mało.
          Dallas które pokonało Heat w 2011 też nie miało drugiej gwiazdy a jednak rozbili Miami grając na Dirka, który pudłował w tej serii niemiłosiernie z Terrym i Marionem, którzy jako druga i trzecia opcja grali jeszcze gorzej od Bosha i Wade’a.Kto więcej tam się wyróżniał?Barea czy Kidd, którzy rzucali poniżej 40%fg?To była ta fantastyczna głębia?
          Powiedzmy po prostu raz jeszcze głośno, Spurs zaprezentowali fantastyczną koszykówkę i nawet wobec lepszej dyspozycji Wade’a czy obecności Mike Millera, Heat by tego nie wygrali.105 punktów na mecz, tyle nikt nie rzucał Heat w żadnej serii, nie wiem nawet czy kiedykolwiek jakaś drużyna rzucała tyle w Finałach, w dodatku na takiej skuteczności.

          Lubię to: 0
          • Przynajmniej moje dywagacje o braku wsparcia dla Jamesa w samych finałach dotyczą tematu braku nawiązania walki, bo Spurs wgnietli Heat w parkiet. Przy takiej postawie Spurs chyba nikt nie miałby z nimi szans,ale może seria byłaby nieco dłuższa i bardziej zacięta gdyby ktoś z Heat oprócz LeBrona na finały dojechał. Te ostatnie 3 mecze to jakiś kosmos i chyba najlepszy basket jaki miałem możliwość oglądać. Kwintesencja zespołowej koszykówki z wykrzesaniem 110% możliwości z zawodników i niezwykłą wolą walki. Mimo blowoutów oglądało się San Antonio niesamowicie!

            Lubię to: 0
      • Oczywiście można się kłócić czy w samej serii finałowej postawa tych wszystkich graczy była ekwiwalentna w stosunku do wypracowanej przez lat apozycji w lidze. Nie ważnie kim jesteś, możesz jedynie wziąć ściągnąć obrońców na siebie i oddać do niepilnowanego kolegi, ale od momentu kiedy piłka traci kontakt z twoimi dłońmi reszta w ich rękach.

        LeBron robił co mógł by oni oddawali swoje rzuty, prawdopodobnie powinien częściej kończyć samemu i obejrzeć jak grał Wade w finałach w 2006 r. Co prawda krew by go zalewała widząc to co robił na parkiecie w tym roku, ale być może to był dobry przykład. Jeżeli twoja drużyna wymaga od ciebie 40-50 punktów w meczu, cóż nie zmienisz tego podając wiecznie piłkę.

        Inna sprawa, że dobre pierwsze kwarty James’a wyglądały jak element strategii defensywnej Spurs. Być może o to własnie chodziło by tylko on wchodził w mecz, a potem rozrzucał piłki do zwapniałych partnerów. Może chodziło o wyciąganie energii od pierwszych minut. Kto wie

        Lubię to: 0
  5. Heat ratowała gra na Wschodzie. Tego nie dowiemy się nigdy, ale na moje, gdyby grali na Zachodzie, to nie byłoby 4 Finałów z rzędu.

    Gratulacje Spurs, gratulacje Timmy. Not one, not two, not three, not four, FIVE!

    Lubię to: 0
    • Dokładnie! Przez ostatnie lata mieli na Wschodzie po jednym godnym przeciwniku w konferencji, a w tym roku żadnego. Do finału doszli spacerkiem, by u celu dostać 4 razy obuchem w łeb. LeBron grał praktycznie sam w tej serii.

      Gratulacje dla Spurs.

      Lubię to: 0
    • Ta dysproporcja w obu konferencjach była doskonale widoczna w finałach. Miami grało w podobny sposób przez całe play offy, ale w finałach trafili na DRUŻYNĘ, która gra naprawdę niesamowicie. SAS eliminowali Dallas, Portland i Oklahomę, a MH Charlotte, Brooklyn i Indianę – było doskonale widać tę różnicę w finałach.
      PS: Dawno nie miałem takiej przyjemności w oglądaniu koszykówki jak podczas tegorocznej gry San Antonio.

      Lubię to: 0
  6. Sięgając pamięcią wstecz, aż po ostatnie tytułu Jordana włącznie, nie znajduję ani jednej drużyny, która nie posiadałaby w składzie dwóch dominujących zawodników lub alternatywnie całego kolektywu bardzo dobrych graczy w serii finałowej.

    LBJ został sam tam gdzie miał mieć swojego Robina w postaci Wade’a – cały sezon harował na to by ten zjawił się w tym miejscu i czasie. Ten nie zjawił się.

    Spod krytyki supportu wyłączyłbym tylko Allena, Cole’a i Birdmana.

    Ten pierwszy w zasadzie robił to co miał robić, nikt chyba nie oczekiwał po nim 15 punktów w meczu.

    Cole ledwie przegrał pierwsze finały w karierze, a tak poważnie to jako jeden z dwóch zawodników z ławki, przynajmniej starał się i wnosił jakąś energię na parkiet. Poza tym skazał się prawdopodobnie na minimalny kontrakt, co dla Heat może okazać się ostatecznie dobrą rzeczą.

    Birdman również wnosił odrobinę energii z ławki, nie tyle co Cole, ale coś wnosił. Nawet jeżeli nie były to punkty, zbiórki czy bloki, wnosił zaangażowanie. Być może to mało, ale na tle Wade’a i The Chilla mogło robić wrażenie i pogrążać ową dwójkę liderów.

    Lubię to: 0
    • Ale co to znaczy, że Heat nie mieli kolektywu, wsparcia?Jeszcze 5 meczy temu przekonywano, że ławka Spurs wcale nie jest lepsza niż rok temu, będzie brakować im Neala, Green został rozszyfrowany a Heat są wypoczęci i oszczędzanie Wade’a się opłaciło.Lewis miał być x-factorem, Bosh ciągle niedoceniany, Wade zdrowszy niż rok temu a teraz nagle okazuje się, że nic.Gdy Heat lali Brooklyn czy Indianę to nikt nie kwestionował supportu Jamesa, teraz okazuje się że to była banda nic nie wartych zadaniowców z którymi nikt inny nie wyszedłby poza 1 rundę playoffs.Taki Bosh w tych finałach rzucał więcej punktów niż rok temu a cała drużyna grała na lepszej skuteczności niż w poprzednich finałach.Tyle, że na grających mistrzowską koszykówkę Spurs to zbyt mało.
      Dallas które pokonało Heat w 2011 też nie miało drugiej gwiazdy a jednak rozbili Miami grając na Dirka, który pudłował w tej serii niemiłosiernie z Terrym i Marionem, którzy jako druga i trzecia opcja grali jeszcze gorzej od Bosha i Wade’a.Kto więcej tam się wyróżniał?Barea czy Kidd, którzy rzucali poniżej 40%fg?To była ta fantastyczna głębia?
      Powiedzmy po prostu raz jeszcze głośno, Spurs zaprezentowali fantastyczną koszykówkę i nawet wobec lepszej dyspozycji Wade’a czy obecności Mike Millera, Heat by tego nie wygrali.105 punktów na mecz, tyle nikt nie rzucał Heat w żadnej serii, nie wiem nawet czy kiedykolwiek jakaś drużyna rzucała tyle w Finałach, w dodatku na takiej skuteczności.

      Lubię to: 0
  7. wydaje mi się że to norma że zespół po 3-4 finałach siada patrz
    -L.A. 87-88, w 1989r., padli przed Pistons,
    -pistons 89-90, w 91r., padli przed Bulls, itd

    Bez głębokich zmian w składzie lub spadków formy 0-4 w pierwszej rundzie MEN-S.A. nie da się wiele lat rządzić, nie zapominając o kontuzjach

    Lubię to: 0
  8. Ale pieprzenie. Zastanawiałem się nie napisać tego już po g4, ale jednak się wstrzymałem. Może niepotrzebnie.

    Spurs rozegrali KAPITALNA serię i słusznie zdobyli mistrzostwo. Zdobyli je, bo CAŁY TEAM grał świetnie – BIG3 zrobiło swoje, ale TEŻ support – Kałaj został MVP, Diaw cichym MVP, Green, Mills, Splitter.

    W Miami zaś poza Jamesem zawiódł praktycznie cały team. Co z tego, że Bosh czy Wade to all-starsi jak grali jak cioty? Co z tego, że Cole i Birdman mieli świetną poprzednią rundę? Miami zagrało słabo i jako zespół, i każdy z osobną. Co niby James mógł z tym zrobić? Miał w 1 bronić cały atak Spurs? Miał 40 ppg notować? 50?

    James zagrał świetną serię, najlepszą swoją w finałach. Zaliczył kilka KAPITALNYCH kwart – jak q3 w game2, q1 w g3, gdy chociaż chwilę „trzymał” jeszcze MIA w meczu, q3 w game 4 (7/7 i 19 punktów!). Gdyby to MIA wygrali – James dopisałby kawał świetnej historii, ale akurat tym razem to SAS byli lepsi. Nie jestem psychofanem chcącym MVP dla Jamesa, ale dajcie spokój. Nie ma lepszego team leadera w NBA poza C-Paulem od niego. Zrobił co mógł. I nawet jeśli to kapitan powinien iść na dół ze statkiem to LBJ jest ostatnim z MIA, który powinien się wstydzić za te finały.

    I podkreślę to po raz kolejny – SAS zagrali mega serię. Powinniśmy ich docenić a nie skupiać się na tym, że Heat zagrali słabo.

    Lubię to: 0
  9. Typowy hejterowski tekst pod hejterowskie komentarze.
    Bo przecież dla jednych zawsze LBJ będzie uosobieniem miękkości dla innych boskości i taka to dyskusja jest bez sensu.
    Staty mówią jedno – LBJ wykręcił najlepsze linijki w tych finałach. Heat przegrali 1:4. Reszta jest do dopowiedzenia przez kibiców ale w myślach :))))

    Lubię to: 0
    • majki, co Ty, za przeproszeniem, pierdolisz, to się w głowie nie mieści, serio.

      Wielkie brawa dla Spurs. Choć typowałem w tej serii Heat w 6, to jestem w stanie posypać głowę popiołem i zwrócić honor tym, których wyśmiewałem, gdy typowali Spurs w pięciu/sześciu grach.

      Co do Heat: drużyna w obecnej formule wyczerpała swój potencjał (szybciej, niż przypuszczałem) i czas na zmiany. Koszykówka jest sportem skrajnie zespołowym, więc wspólnie święci się triumfy, ale i kolektywnie ponosi się odpowiedzialność w obliczu porażek. I LeBron zapewne także jest tu współwinny, z tym że zdecydowanie najmniej. Każdy, kto pisze, że nie uczynił/nie próbował uczynić kolegów lepszymi i ułatwić im grę, chyba naprawdę powinien zweryfikować to, na czym koncentruje uwagę w trakcie oglądania meczów koszykówki. Heat, przegrali w pełni zasłużenie, byli gorsi i w zasadzie nie wiem – że się tak wyrażę – na chuj drążyć. W sensie, warto rozmawiać na ten temat, ale nijak nie rozumiem w tym wszystkim bełkotu o LeBronie, podczas gdy on jeden po stronie Heat wyszedł z tej serii z twarzą.

      Mógłbym tu pisać godzinami, ale celowo odcinam się od tych dyskusji (to mój pierwszy i ostatni wpis na ten temat), bo niestety, ale z niektórymi troglodytami nie sposób się tutaj dogadać. Zaraz zaczną sobie wycierać gębę LeBronem, gloryfikując Kobego; przypominać lato 2010; porównywać LBJ-a do Jordana; mówić o tym, że LeBron nie ułatwiał gry Wade’owi (w sensie, że nie wracał za niego do obrony, nie łatał po nim dziur w rotacjach defensywnych i nie był w stanie za niego ogrywać obrońców w izolacjach, tak?) etc. Walka z wiatrakami, przerabiałem to na ZP1 parę lat temu, rokrocznie, gdy LeBron grał jeszcze w Cleveland. Nie, dziękuję, ja postoję.

      PS. O ile LeBron totalnie zawalił Finały 2011 (czemu wtedy nie budowano narracji, że to wina Wade’a, że go nie zaktywizował…?), o tyle później nie sposób mu czegokolwiek zarzucić. Ale co ja tam wiem, ja tylko oglądam koszykówkę i typuję Heat w 6.

      Lubię to: 0
      • Dziękuję za miłe słowa. Zastanawia mnie, że tak często bluzgacie na adwersarzy i jeszcze to ich nazywacie małolatami. Podajcie mi jeden powód dla którego nie można krytykować LeBrona. Jeden. I dlaczego nie. Tylko racjonalnie proszę.
        Generalnie wydaje mi się, że w tej dyskusji loverboye Miami i LeBrona są najmniej obiektywni. Wyjmujecie zdania i słowa z kontekstu i permanentnie odwracacie kota ogonem. W pytaniu o pogodę znajdujecie hejt na Jamesa. Wyluzujcie.
        Ja się tylko pytam po raz enty: czemu, jeśli Lebron czyni kolegów lepszymi, w tym finale zawiedli WSZYSCY zawodnicy (oprócz niego). Wszyscy. Co do jednego. Jak to jest możliwe? I nie odpisujcie mi tu, że : „tak a Kobe to i tamto” czy już legendarnego kłamstwa „bo lebron nie miał suportu”. Spróbujcie się wysilić i odpowiedzieć na pytanie czemu w najważniejszym momencie sezonu żadnego z kolegów z drużyny nie wyciągnął chociaż na swój średni poziom. Tylko tyle. Żaden hejt, czysta retoryka.
        I przypominam, NIE PYTAM o to czy LeBon zagrał statystycznie dobrą serię czy nie. TO wiemy wszyscy, żadna tajemnica.
        I tak macie łatwiejsze zadanie, bo gdyby Heat grali na zachodzie to pewnie I runda byłaby everestem ich możliwości. I wtedy trudniej byłoby tłumaczyć. Ale gdybanie na bok. To była sromotna porażka i mam wrażenie, najłatwiejsza seria SAS w tych PO.
        Pozdrawiam Was, NIE-debile, NIE-gówniarze, NIE-ukryte_trole. Z poważnymi opiniami chętnie podyskutuję i może nawet przyznam im rację.
        Ale, jak ktoś kiedyś powiedział, koszykówka jest grą dla ludzi inteligentnych. Fajnie by było aby w dyskusji też, choć częściowo, potwierdzać tą teorię.

        Lubię to: 0
        • Boże, widzisz, a nie grzmisz…

          Piszesz o tym, że ludzie (w tym zapewne pijąc do mnie) powtarzają pewne frazesy i banały na temat LeBrona, po czym sam wyciągasz z kapelusza tezę, że na Zachodzie Heat odpadliby w pierwszej rundzie lub – o zgrozo – w ogóle nie dostali się do fazy playoff. Hmmm… I to jest właśnie kwintesencja tego, o czym pisałem wyżej i parę dni temu. Zaczynacie budować jakieś niestworzone teorie i powtarzacie je tak często, że po jakimś czasie uważacie je za prawdy obiektywne. Kto, oprócz Spurs i – być może – zdrowych Warriors, miałby stanowić dla Heat tak wielką zaporę na Zachodzie? Nie róbmy sobie jaj, naprawdę.

          I krótko: obejrzyj wszystkie pięć spotkań raz jeszcze (o ile widziałeś je do tej pory – mam wątpliwości), zerknij, jak wiele nieprzemyślanych decyzji podejmowali poszczególni zawodnicy Heat, z jakim animuszem Wade rotował w defensywie, jak nie w tempo w walce o niemal każdą zbiórkę skakał Birdman (to tylko pojedyncze z oznak „niemocy” zawodników Heat), i odpowiedz sobie na pytanie: czy naprawdę winny temu jest LeBron? Ja wszystko rozumiem, można było gościa opluwać w 2011 roku i nawet wcześniej, za czasów gry dla Cavs (choć do dzisiaj twierdzę, że o jakimkolwiek wsparciu dla niego można mówić tam bodaj od sezonu 2008/2009), ale teraz? Serio? Jeśli tak, to sorry, jest to ponad moje siły i cierpliwość.

          Nie dam się wciągnąć w dyskusję, która ma na celu sprowadzenie wszystkiego do stwierdzenia: LeBron nigdy nie będzie Jordanem.

          Lubię to: 0
          • Tradycyjnie konfabulujesz.

            1. Nigdzie nie napisałem, że Heat na zachodzie nie dostaliby się do PO. Tylko, to że najpewniej odpadliby w II rundzie. Do zespołów które wskazałeś dodam LAC, OKC i, a co mi tam, DAL. Każda z tych drużyn mogłaby wyeliminować tegorocznych Heat. Czy to tez herezja? Wnioskowanie to obarczone jest dużym marginesem błędu ale podkreślam, finał był chyba najłatwiejszą serią dla SAS w tych PO. Sądzę, że teza iż Heat zawdzięczają granie w tym roku w finale dlatego, że grają na wschodzie jest akceptowalna dla każdego trzeźwego obserwatora tej ligi.

            2. Nie pytaj po raz enty, czy ja uważam, że winnym porażki jest LeBron. BO NIE, NIE UWAŻAM TAK, NAPISAŁEM TO JUŻ KILKANAŚCIE RAZY. Przeczytaj dokładnie pytanie, które zadałem i spróbuj udzielić odpowiedzi na to pytanie. Tam nie ma żadnych ukrytych treści. Sorry ale z takim brakiem rozumienia tekstu pisanego jak w tym wątku dawno się nie spotkałem.

            Mecze 2-5 obejrzałem w całości na żywo, mecz 1 z odtworzenia. Wiesz, mając league pass i C+ to żadne wyzwanie. Dodatkowo mecze 4 i 5 obejrzałem raz jeszcze tak mi się podobały. I gdybym się chciał znęcać to pisałbym, że odpalenie Leonarda w ofensywie to tez efekt słabej obrony na nim. Lub to, że Bosh jak miał piłkę dostarczoną w dobre miejsce (tylko nie za trzy!) to trafiał całkiem dobrze. Problem, że nikt go nie karmił tak jak lubi najbardziej. Itd., itp. Ale nie można tak napisać bo jest się heretykiem, który nic nie rozumie.
            btw: uznajecie, że LeBron zagrał świetnie i nie można go winić za porażkę podaczas gdy: „Obviously, I didn’t do enough,” James said. I komu tu wierzyć?

            Do Jordana nie mam zamiaru go porównywać, bo nie ma tematu moim zdaniem.

            Lubię to: 0
        • Doktorze Ćma podasz swój e-mail? Albo lepiej, napisz do mnie na jwill@op.pl, już od jakiegoś czasu obserwuję, że rozsądnie ogarniasz NBA i fajnie byłoby co jakiś czas porozmawiać o tym co dzieje się w ulubionej lidze na „N”. Nie chce mi się już zwracać uwagi na takie opinie, że LeBron nie czynił innych lepszymi albo że miał HOF cast. Kto rozumie grę ten wie i przegrana seria z taką Drużyną przez duże „D” przez Miami nie zmienia nic w jego Legacy.

          Lubię to: 0
          • Czyli nie bo nie. A legacy lebrona nikt nie wzruszy. I choćby cały team, i każdy z osobna, zagrał najgorsze playoffy w karierze to dyskusja, że James czyni kolegów wyłącznie lepszymi nie ma prawa się pojawić. Bo jest z gruntu fałszywa.
            Macie racje, pora zakończyć tę dyskusję. Choć przyznam, że zaczynałem wierzyć, że spróbujecie mnie przekonać inaczej niż tupiąc nogami i obrażając.
            Pozdrawiam!

            Lubię to: 0
        • Nie rozumiem Twojego podejścia – oczekujesz że Lebron za każdego z nich będzie rzucał , biegał i podawał ?
          Nie oszukujmy się – Wade zagrał totalne dno , Bosh grał mega pasywnie , reszta też bardzo kiepsko . Sam James ciągnął drużynę przez cały sezon i większość Playoffów a w Finałach był jedynym który się stawił , wygrać samemu to i Jordan nie potrafił ;-)

          No dla mnie jasne że czyni lepszymi – przecież gdyby nie on to by było 4-0 dla Sas i blowuty po 20 pkt w każdym meczu :)

          Lubię to: 0
          • A nie mam prawa oczekiwać, że skoro czyni ich lepszymi to w tej najważniejszej serii choć jednego lub dwóch wyciągnie na średni poziom. Nie wszystkich graczy z rotacji, nawet nie wszystkich z s5. Nawet nikogo na swój możliwy maksymalny poziom. Tylko dwóch na poziom na jakim grali np. rok temu w PO. Tylko tyle.

            Ha, a skończyło się 4-1 i 3 blowoutami. Ale mi różnica ;)

            Lubię to: 0
          • No jeśli dla Ciebie nie ma różnicy pomiędzy 3 blowoutami na 5 gier a 4 na 4 to trudno z Tobą dyskutować :)

            Zdajesz sobie sprawę że Heat przegrali finały defensywą a nie brakiem ofensywy? Widziałeś filmiki z obroną Wejda ? :D

            Lubię to: 0
        • „Lub to, że Bosh jak miał piłkę dostarczoną w dobre miejsce (tylko nie za trzy!) to trafiał całkiem dobrze. Problem, że nikt go nie karmił tak jak lubi najbardziej. Itd., itp. Ale nie można tak napisać bo jest się heretykiem, który nic nie rozumie.”

          Masz trafne wnioski kolego tylko dla Ciebie to wina Jamesa,a dla mnie playmakera, którego obowiązkiem jest rozgrywanie. Kto będzie z Tobą tutaj dyskutował jak dla Ciebie wszystko co złe w Miami to wina Jamesa. Spurs zagrali genialnie i obnażyli wszystkie słabości Miami czyli brak rozgrywającego i słabszą intensywność w obronie. Najbardziej zagubiony w defensywie wydawał się Wade i zaryzykowałbym stwierdzenie,że być może jest to wina „little fat ass” jakby to ujął Pop. LeBron sam zapewnił wygraną w game 2 i trzymał Heat w game 1. Chłop punktował na dobrej skuteczności, starał się rozgrywać co mu może genialnie nie wychodziło,ale on nie jest przecież rozgrywającym, wracał się do defensywy, co według Ciebie powinien zrobić jeszcze James żeby pociągnąć ten zespół? Sklonować się?

          Lubię to: 0
          • Pablo!
            Umówmy się, odpowiem Ci na pytania jak pokażesz gdzie pisałem, ŻE TO WSZYSTKO WINA JAMESA.

            btw: a kto jest ROZGRYWJĄCYM w Heat? Pytam z ciekawości.

            Lubię to: 0
          • Moim zdaniem James zagrał dobrze,ale do pomocy miał tylko Lewisa, Allena i Bosha. Reszta rotacji wcale na finały nie dotarła. Rozumiem,że Ty jesteś zdania,że reszta nie dotarła z powodu Jamesa bo nie uczynił ich lepszymi. Nie zapominaj,że mówimy wyłącznie o finale.
            Rozgrywającymi w Heat są Rio i Cole. James często ma piłkę,ale zawsze jest nominalny rozgrywający na boisku z, którym często rozgrywają na przemian. Moim zdaniem problemem było to,że w finale musiał rozgrywać wyłącznie sam i nie miał komu oddać piłki. Reszta stała po rogach i na piłkę czekała,a jedyny, który wchodził pod kosz Wade niemiłosiernie ceglił. Z tak świetną ekipą w obronie jak SAS taka gra to samobójstwo. Jeśli do tego dodamy nie nadążanie w obronie to mamy odpowiedź na pytanie czemu SAS tak zmasakrowali Heat. Jedyną odpowiedźią na genialną grę SAS było „niech Lebron rzuca jak mu wszystko będzie wpadało to wygramy”. To wystarczyło na jedną wygraną.

            Lubię to: 0
  10. majki, naprawdę mam wątpliwości, czy jesteś trzeźwy logując się na 6G.

    Najpierw piszesz: „…bo gdyby Heat grali na zachodzie to pewnie I runda byłaby everestem ich możliwości”, po czym kilka postów niżej odwracasz kota ogonem, pisząc to: „Nigdzie nie napisałem, że Heat na zachodzie nie dostaliby się do PO. Tylko, to że najpewniej odpadliby w II rundzie”.

    Aha.

    Lubię to: 0
    • Tak dokładnie. Stawiam, że na zachodzie zajęli by miejsca 4-8 w RS i albo odpadli w I albo w II rundzie. Nic tu się nie wyklucza. Może tylko precyzyjniej by było: „przejście I rundy byłoby everestem ich możliwości”. Mój błąd, pardon.

      Kończę bo teraz muszę tłumaczyć czy porażka 4-1 czy 4-0 i 3 czy 4 blowouty to jest znaczące czy nie dla postrzegania tej serii oraz odpowiadać na wyjęte z kontekstu zdania, które nie mają nic wspólnego z moim podstawowym pytaniem.

      Reasumując:
      Dwóch franchise players (Wade i Bosh w Miami i Toronto), przyszłych HOF, maksymalnych graczy będących w swoim prime, po 4 latach wspólnej gry z Jamesem zostało sprowadzonych do pozycji zawodzących role players.
      LeBron czyni swoich kolegów lepszymi. WHOA!

      Dziękuję. Do widzenia.

      Lubię to: 0
      • Nie „zostało sprowadzonych do pozycji role players”, tylko „sprowadzili się do pozycji role players” – sami, poprzez swoją grę W TYCH FINAŁACH. Wade to jeden z moich ulubionych graczy, odkąd pojawił się w NBA, ale na dzień dzisiejszy jego gra to setki pump fake’ów, a kwintesencją tej serii w jego wykonaniu był blok Splittera na nim w Game 5. Co do Bosha, śmiem wątpić, żeby kiedykolwiek trafił do Hall of Fame, ale to nie wyklucza się ze stwierdzeniem, że to świetny zawodnik, idealna druga/trzecia opcja w zespole z tzw. aspiracjami. W jego przypadku można mówić o zmęczeniu sezonem i świetnej kolektywnej defensywie Spurs, która wyeliminowała jego atuty. Nie wiem, jak inni, ale JA deprecjonuję rolę Wade’a i Bosha w tych Finałach, a nie ogółem, a to spora różnica. Nie rozmawiamy o sezonie w skali makro czy seriach z Nets czy Pacers. Mówimy o serii ze Spurs Anno Domini 2014. Co nie zmienia faktu, że Wade lepszy już nie będzie; brzydko się starzeje, nie wprowadza do swojej gry elementów, które mogłyby zastąpić dotychczasową eksplozywność i z roku na rok jego statystyki będą notować konsekwentny regres, a my coraz rzadziej będziemy mówić o nim w superlatywach. Co więcej, jeśli według Ciebie obecny Wade jest w swoim „prime”… Ehhh, naprawdę nie mam siły. Wracam do swoich obowiązków.

        Lubię to: 0
          • Sorry bardzo, ale z tego co napisałeś („Dwóch franchise players (Wade i Bosh w Miami i Toronto), przyszłych HOF, maksymalnych graczy będących w swoim prime, po 4 latach wspólnej gry z Jamesem zostało sprowadzonych do pozycji zawodzących role players”) nijak nie wynika, że Wade był w swoim prime cztery lata temu, a raczej to, iż po czterech latach gry w prime u boku LeBrona, nagle został sprowadzony do roli zadaniowca. To nie ja mam problemy z czytaniem, a Ty z pisaniem. ;)

            Lubię to: 0
          • Co więcej, Wade już przed rokiem w Finałach przeciwko Spurs grał padlinę, więc to nie jest tak, że cokolwiek wydarzyło się tu nagle i niespodziewanie. Prime Wade’a przeminął bezpowrotnie najpóźniej po pierwszym mistrzostwie, gdy Heat pokonywali Thunder. W tym roku wszyscy mieliśmy nadzieję, że jego słaba dyspozycja w serii ze Spurs przed rokiem to efekt przemęczenia, jednak teraz, gdy jesteśmy bogatsi o wiedzę na temat tego, jak był oszczędzany w RS, możemy pokusić się o stwierdzenie, że to nie jest kwestia przemęczenia (a przynajmniej nie doraźnego przemęczenia, bo w skali kariery – jak najbardziej), a raczej starzejącego się ciała i braku rozwoju w elementach, które mogłyby stanowić alternatywę dla tego, co do tej pory było jego atutami.

            Lubię to: 0
          • Nie pozwolisz odejść ;)

            1. Wade i Bosh byli maksymalnymi graczami w prime i potem grali 4 lata z LeBronem. Dla mnie gra.

            2. Już od roku Wade gra piach? No to trzeba tam wyżej poprawić: …po 3 latach wspólnej gry z LeBronem został sprowadzony do role player (przypominam, że nazywanie Wadea i Bosha role players to absolutnie nie mój wymysł tych co bronią Jamesa!).

            Lubię to: 0
  11. majki, nie obraź się, ale kim Ty jesteś, żebym musiał Cię do czegokolwiek przekonywać? Masz swoje zdanie (którego totalnie nie rozumiem, ale ok), ja mam swoje i może gdybym czuł, że dyskusja z Tobą ma jakikolwiek sens (a nie ma, czuję to, bo odbyłem takich dziesiątki), to pofatygowałbym się, żeby rozłożyć Ci moją opinię na części pierwsze. Niestety, czuję inaczej i nie chce mi się z Tobą szarpać.

    Kończąc: słowa LeBrona są adekwatne do okoliczności. Zapewne faktycznie indywidualnie mógł zrobić więcej i chwała mu za to, że nie szuka winy w kolegach i nie obsmarowuje ich w mediach (pozdro, Kobe). To też świadczy o klasie zawodnika. Czego się po nim spodziewałeś? Że na konferencji prasowej głośno powie o tym, że Wade grał piach, że role players zagrali poniżej oczekiwań? To nie w jego stylu, sorry. A Ty jesteś wyjątkowo mało spostrzegawczy i równie niedomyślny (czytaj między wierszami).

    Lubię to: 0
    • Ja się w ogóle nie obrażam. Do tej pory NIKT nie spróbował mi rzetelnie odpowiedzieć na pytanie, tylko w kółko te frazesy o braku wsparcia dla LeBrona i wszyscy wkoło niego grali piach. Ale oczywiście czyni kolegów lepszymi to nie ulega wątpliwości. I żadnej dyskusji.

      Oczywiście Kobe musiał się pojawić. Jego wolno jechać. LeBrona nie. Idę na piwo, Wasze zdrowie!

      Lubię to: 0
      • Powtarzam: z pustego i Salomon nie naleje. Nie wchodząc w szczegóły: przy obecnej dyspozycji Wade’a/Chalmersa etc. nie sposób uczynić ich wyraźnie lepszymi. Gdzieś kończą się granice możliwości pojedynczego człowieka (w tym przypadku LeBrona). Tak jak napisałem, zapewne indywidualnie mógł zrobić więcej, natomiast w praktyce, żeby zaktywizować wyżej wymienionych jegomości i sprawić, żeby grali na wyższym poziomie, musiałby chyba wyjść z siebie i stanąć obok. Koszykówka to nie piłka nożna, tu pojedynczy przebłysk geniuszu jednego zawodnika nie jest w stanie zapewnić zwycięstwa. Gra się 48 minut, po obu stronach parkietu. W zasadzie nie ma o czym rozmawiać, naprawdę, bo mówimy o dyspozycji poszczególnych zawodników Heat, wycinając ich z kontekstu. A kontekst jest taki, że Spurs zarówno w ofensywie, jak i defensywie zagrali REWELACYJNIE i jedynym, który optycznie był w stanie postawić im jakiekolwiek warunki, był LeBron James. I ten test oka znajduje odzwierciedlenie w statystykach. A to, czy pozostali gracze Miami Heat nie podołali presji/niedomagali zdrowotnie/byli zmęczeni sezonem, to już odrębna rzecz, temat rzeka.

        Lubię to: 0
        • „nie sposób uczynić ich wyraźnie lepszymi” – serio? Przecież tylko debil, z którym nie warto rozmawiać może twierdzić, że LeBron nie czyni swoich kolegów lepszymi.

          Zaczynamy zbliżać stanowiska.

          Lubię to: 0
          • Mylisz pojęcia. Albo inaczej: błędnie rozumujesz, zakładając, że skrzynia z napisem „UCZYNIĘ CIĘ LEPSZYM” nie ma dna. Ustalmy jedną rzecz: jak zawodnik NBA (odejdźmy od konkretnych nazwisk) może sprawić, by jego koledzy grali lepiej? Do głowy przychodzą mi następujące warianty:

            a) może punktować, tym samym w kolejnych akcjach absorbując uwagę obrońców, i w odpowiednim momencie podawać do lepiej ustawionych kolegów (LeBron to robił),

            b) może punktować seryjnie, dając kolegom z drużyny impuls do ataku, stanowiąc, nazwijmy to roboczo, inspirację, która zaszczepi u partnerów myśl, że zwycięstwo jest w zasięgu ręki (LeBron to robił i kwart, gdzie w tych Finałach toczył niemalże samodzielne pojedynki ze Spurs, było co najmniej kilka),

            c) może brać na siebie odpowiedzialność za wyniki drużyny, ściągając presję mediów z kolegów (LeBron to robił),

            d) może motywować, wspierać, zachęcać, rozmawiać etc. (zakładam, że to robił, bo dał się już nam poznać z tej strony).

            Cóż więcej zawodnik NBA może zrobić, by jego koledzy grali lepiej i bardziej im się chciało? Myśleć za nich, rzucać za nich? Błagam Cię…

            Lubię to: 0
          • Namaluję Ci obrazki:

            1) Mijam obrońcę w pierwszej linii, Twój obrońca, który krył Cię w narożniku boiska, udziela na mnie pomocy; odgrywam Ci piłkę do rogu; rzucasz z czystej pozycji; nie trafiasz,

            2) Wracam do obrony; Ty regularnie człapiesz do obrony; raz, drugi, trzeci staram się załatać dziurę w defensywie, jaką wygenerowałeś poprzez swoją opieszałość; za czwartym, piątym i kolejnym razem tracimy trójkę w transition,

            3) Podaję Ci piłkę; cała drużyna zapewnia spacing pod Twoją izolację; robisz pump fake, następnie kolejny; oddajesz mi piłkę.

            Próbowałem? Owszem. Czy skutecznie? Bynajmniej.

            Lubię to: 0
          • Dr Ćma, próbował i zrobił co mógł. Owszem. (nawet chyba więcej).
            Czy uczynił ich lepszymi? Bynajmniej.

            Lubię to: 0
        • Ale bez sensu ta dyskusja skoro faktom nie da sie zaprzeczyć. DW i CB byli dużo lepszymi statystycznie graczami przed powstaniem Big3. Pograli 4 lata z Lebronem i z Franchise Playerow zrobili się niedołężnymi role-playerami a niektórzy tu piszą, że Lebron czyni innych lepszymi. Ma fajne statystyki ale inni przez to mają gorsze. Jeśli Bosh nie dotyka piłki przez połowę meczu to jak ma grać lepiej? Rzucał w tych finałach powyżej 50% z gry a zdobywał średnio poniżej 15pkt. W jednym meczu miał 4/4 z gry. 4 rzuty przez 35minut! Wade zawsze sam wykreuje sobie rzut bo gra z piłką w ręku ale Bosha już trzeba obsłużyć podaniem.
          Jeśli jakiś gracz czyni swoich kolegów lepszymi to dlaczego grają gorzej niż w czasach gdy grali osobno. Jeśli taki Melo zdobywa 27pkt na mecz i Lebron „uczyni go lepszym” to założę się, że nie wyjdzie powyżej 20pkt.
          Nie twierdze, że się nie stara, nie jest samolubnym graczem i robi wszystko aby wygrać ale róbmy z niego boga.

          PS. Nie zrozumcie mnie źle, można uczynić lepszymi średniej klasy grajków i LBJ robił to w Cleveland ale ciężko jest to robić z ukształtowanymi graczami jak DW czy CB. Wade zawsze grał z piłką, jeśli mu to zabierzesz, jego gra będzie mniej efektywna. To samo z Chrisem – to do niego szła większość podań a teraz wącha piłkę w co dwudziestej akcji.

          Lubię to: 0
          • W tych Finałach gra z piłką Wade’a była chyba najmniej efektywnym – przynajmniej optycznie – pomysłem na ofensywę Heat. Ale tutaj musiałby się wypowiedzieć specjalista od zaawansowanych statystyk.

            Lubię to: 0
          • Za to w tym roku Wade miał statystycznie najlepszy midrange. Widać, że to ćwiczył. Szkoda, że nie grali więcej dla niego po zasłonie, a nawet catch and shoot.

            Lubię to: 0
          • Jak myślisz ile zespołów miało więcej niż dwóch graczy ze średnią 20pkt na mecz w ubiegłym sezonie? Jedna, Sacramento Kings. Najzwyczajniej w świecie nie da się żeby 3 graczy rzucało po 30 pkt na mecz nawet jak nie wiadomo byliby dobrzy. Jak przychodziło do zespołu 3 all-starów to liczyli się z tym,że lider może być tylko jeden, a reszcie zespołu statsy spadną. Jakby złożyć piątkę James, Jordan, Magic Johnson, Shaq i Malone to siłą rzeczy ktoś musiałby mieć mniejszą ofensywnie rolę i ciężko byłoby winić Jordana za to,że nie czyni kolegów lepszym.

            Lubię to: 0
  12. Dziękuję ToTylkoJa. W zasadzie oczekiwałem, że ktokolwiek z poprzedników napisze coś podobnego aby zakończyć dyskusję. Ale nie, wszystkich czyni lepszymi, zawsze, w każdych okolicznościach, tylko oni nie trafiają ;) Ale są lepsi tylko statystycznie gorsi. Generalnie jednak lepsi.

    Lubię to: 0
    • Chyba zaczynam łapać, według Ciebie James czyniłby graczy lepszymi jakby Wade i Bosh rzucali po 30 pkt na mecz? Dobrze wiedzieć, tylko wtedy dyskusja byłaby nie o tym jak zajebiście James czyni resztę drużyny lepszym tylko czemu daje dupy, nie bierze na siebie odpowiedzialności i zdobywa po 10 pkt na mecz.

      Lubię to: 0
      • He, to ciekawe. A tak na poważnie sądzisz, że dałby radę wyciągnąć z Wade’a i Bosha 30 PPG? Chyba jednak nie.

        Ja bardziej się pytam czy Allen, Andersen, Cole, Chalmers i kto tam jeszcze byli w finałach lepsi niż byliby gdziekolwiek indziej?

        Tak na poważnie założyłem się z jednym z redaktorów, że dobiję tu do 70 komentarzy. Dziękuję Panowie!

        Lubię to: 0
        • Jasne,że nie dałoby radę, podałem 30 dla podkreślenia abstrakcyjności takiego myślenia. Andersen to koleś wiekowy wcześniej już w NBA skreślony, wątpię żeby gdziekolwiek grał lepiej. Allen też ma swój prime dawno za sobą, oprócz trafiania trójek i dostarczania koło 10pkt na mecz chyba nikt od niego więcej nie oczekiwał. Cole? Chłopak wnosił energię z ławki,ale gra niezbyt mu się kleiła. Rio najbardziej zawiódł z wymienionych przez Ciebie graczy,ale on już zniknął wcześniej w tych PO, nie wiem skąd ta obniżka formy i zdziwię się jeśli nie grał z jakąś kontuzją. Chalmers chyba nie byłby w s5 w żadnym innym klubie NBA, więc trudno oczekiwać,że gdzieś indziej grałby lepiej. No może u Popovicha Ci gracze wykrzesaliby więcej. Tylko co to ma do Jamesa i czynienia kogoś lepszym?
          P.S.
          Rozumiem,że ten zakład ma tłumaczyć to trollowanie :P ?

          Lubię to: 0
  13. Na koniec dla uporządkowania bo nie chce mi się więcej pisać w tym wątku, moim zdaniem:
    1. James zagrał bardzo dobrze i nie widzę rzeczy poza ewentualnym zwiększeniem indywidualnych statystyk, które mógłby zrobić lepiej żeby pomóć drużynie.
    2. Reszta zespołu (prócz Lewisa, który zagrał nadspodziewanie dobrze, Allena od którego nikt więcej nie wymagał i Bosha, który nie zagrał źle,ale w game 4 i 5 mu jedynie trójki mu nie wpadały) zagrała poniżej swoich możliwości i tego co grali w sezonie zasadniczym i nie widzę w tej sytuacji winy Jamesa.

    Lubię to: 0
    • Ad.1
      James miał tylko jeden mecz z większą liczbą asyst niż strat.
      Gość grający na nim zrobił punktowy career-high i zdobył MVP.
      Tak, mógł zrobić więcej skoro mianuje się królem i do tego jest uważany za najlepszego gracza na planecie. Sorry, ale jeśli jesteś twarzą zespołu, ba ligi nawet to zbierasz laury jak wszystko gra i dostajesz po głowie jak nie gra. Taka „ciężka” dola gwiazdy.

      Lubię to: 0