Tlen i azot ósmego tygodnia PO

1
fot. Bill Ingram / Newspix.pl
fot. Bill Ingram / Newspix.pl

To już prawdopodobnie ostatnia odsłona play-offowego cyklu. Za nami kilka tygodni interesującej koszykówki, w tym pierwszej rundy, która niewątpliwie przejdzie do historii ligi. Kolejne etapy były typową w NBA grą przewag. Najwięcej sukcesów odnoszą w niej najlepsi stratedzy posiadający graczy potrafiących funkcjonować w kolektywie. Gregg Popovich dysponuje idealną grupą, aby dokonać rzeczy absolutnie wyjątkowych. Każdy schemat gry San Antonio Spurs moglibyśmy rozłożyć na części pierwsze i nadal się dziwić, jak oni to robią z tak ogromną precyzją.

Tegorocznej formie Spurs towarzyszy jednak nieodparty smutek, gdyż zdajemy sobie sprawę, że to schyłek tej dynastii. Nawet jeśli Manu Ginobili i Tim Duncan powrócą na kolejne rozgrywki, pytania o koniec ich przygody pozostaną. To samo spotka wkrótce Gregga Popovicha, który już w trakcie rozmowy z mediami przed meczem nr 5 musiał określić swoje stanowisko wobec kolejnego sezonu. Jasne, Pop nic nie musi, ale w przypadku swojego stanowiska czuje się na tyle pewnie, że nie potrzebuje niczego stawiać w wątpliwość

Za plecami ich wszystkich, nie zwracający uwagi na otoczenie, Kawhi Leonard zastanawia się jak być lepszym koszykarzem. Umiejętność odnajdywania takich graczy przez R.C. Buforda pozwala wszystkim sympatykom zespołu spokojnie myśleć  o nowych Spurs.

No PG line-up

Wiele osób zastanawiało się czy Erik Spoelstra nie powinien częściej korzystać z ustawienia bez rozgrywającego. Na tym etapie walki to byłoby bardzo ryzykowne. Miami Heat są elastycznym zespołem, ale przeciwko San Antonio Spurs potrzebowali korzystać z rozwiązań, które utrwalali przez poprzednich kilka miesięcy. Mario Chalmers i Norris Cole spełniali określoną rolę w rotacji. Mają przenieść piłkę za linię połowy i zainicjować zagrywkę. To pozwala LeBronowi Jamesowi i Dwyane’owi Wade’owi na ustawianie gry po obu stronach parkietu. Taka imitacja play-makerów zdejmuje z barków liderów jeden obowiązek.

Spo spróbował rotacji bez rozgrywającego bo był skrajnie zawiedziony postawą zarówno Chalmersa, jak i Cole’a. Ten pierwszy przez problemy z faulami znacznie ograniczył swój udział w grze, natomiast rezerwowy przeciwko lepiej poukładanemu w defensywie rywalowi – nie do końca wie jak ma pomóc. Mimo to brak jednego czy drugiego na parkiecie stawia Heat w zupełnie nowej sytuacji. Spurs uwielbiają, gdy ich rywal zaczyna eksperymentować w trakcie serii. Ustawienie Allen, Wade, James, Lewis, Bosh zagrało we wszystkich czterech meczach, łącznie 9 minut. Statystyki są przerażające.

Untitled 3Okienka

Jednym z największych problemów Miami Heat w całej serii była spóźniona rotacja, zwłaszcza w trakcie meczów nr 3 i 4. Ofensywna San Antonio Spurs w wielu akcjach pozycyjnych opiera się na grze act-and-react. Gdy widzą spóźnionego gracza w rotacji, wprawiają piłkę w ruch, korzystając z okienek, jakie pojawią się przy zmianach krycia bądź próbie podwojenia kozłującego. Narzekał na to zwłaszcza LeBron James. Zawodnik Heat jest jednym z lepszych studentów gry. Z perspektywy parkietu widzi wiele rzeczy i potrafi rozpoznać problem. W tym wypadku rozwiązał zagadkę dobrego ball-movement Spurs. Defensywna Heat bladnie, gdy musi zareagować na zasłonę czy penetracje. Tony Parker jest absolutnym mistrzem w znajdowaniu wspomnianych okienek. Stąd ten oto moment:

Swobody nigdy za wiele

Ponad połowa rzutów San Antonio Spurs w meczu nr 4 była uncontested. Tutaj kontynuuje wątek z poprzedniego akapitu, jak i tekstu sprzed dwóch dni, gdy zwróciłem uwagę na kilka problemów Miami Heat z utrzymywaniem swojej linii obrony. 36 rzutów z wszystkich 70 Spurs było bez obrońcy na twarzy. W przypadku Miami Heat proporcje wyniosły 26 do 71 rzutów. Dzięki nowym zaawansowanym statystykom liczb potwierdzających defensywne kłopoty Heat jest znacznie więcej.

„Nienawidzę trójek”

Nie jestem pewny czy ktoś przytaczał tę wypowiedź Gregga Popovicha, ale pojawiła się ona po meczu nr 1 finałów i była jednym z wielu przykładów nietuzinkowości head-coacha. Otóż Spurs bardzo dużo zagrywek opierają na rzutach za trzy, bo mają w rotacji odpowiednich graczy i dobrze zbalansowaną ofensywę. Linia za trzy zrewolucjonizowała podejście do taktyki i wykorzystania parkietu, ale trener ekipy z Teksasu nie sądzi na ten temat to co ty czy ja. Twierdzi za to, że jest to element koszykówki nie do końca zgodny z duchem gry.

– Nienawidzę tego – oznajmia. – To dla mnie nie ma nic wspólnego z koszykówką, ale musisz to wykorzystać, jeśli nie – będziesz w ogromnych tarapatach. Czasami jednak odnoszę wrażenie, że to oszukiwanie. Dwa punkty – tyle dostajesz za rzut do kosza. Teraz masz trzy i musisz sobie z tym radzić. Nie sądzę, aby ktoś się temu sprzeciwiał – dodał.

To brzmi jak wypowiedź z 1979. Spurs korzystają z dystansu w miarę rozsądnie podczas play-offów. Oddają średnio 21,4 rzutu za trzy przy czym osiągają najlepszą skuteczność – 40,6 3PT%. Na drugim miejscu w tym zestawieniu są Miami Heat – 23,4 rzutu i 40,2 3PT%. Zatem w finałach spotkały się dwie drużyny najlepiej wykorzystujące to, co zapewnia dystans blisko 7 metrów od kosza.

– Nie jesteśmy w defensywie tak dobrzy jak kiedyś – kontynuuje Pop. – Zatem po drugiej stronie parkietu musimy nadrobić stratę. Zmieniliśmy nasze nastawienie do ataku, aby naszą ofensywną przewagą przykryć defensywne braki – kończy.

Ghost cuts

Mierz siły na zamiary – mówią. Jeden bardzo słaby mecz Dwyane’a Wade’a w tych play-offach przywrócił rozmowy o tym, że zawodnik Miami Heat jest niedołężnym 32-latkiem o wątłych kolanach i psychice zmęczonej ciągłą walką. Niesprawiedliwie jest patrzeć na tę kwestię tylko i wyłącznie przez pryzmat jednego czy dwóch meczów. W serii z San Antonio Spurs jest wyraźnie słabszy. Jego -11 w przeliczniku +/- to w głównej mierze wynik dwóch blow-outów w AAA, choć nie da się ukryć, że w serii ze Spurs trenerowi brakuje Wade’a z pierwszych trzech rund.

Gdy lider Heat był na szczycie swojej gry, stworzył ofensywny element, którzy trenerzy nazwali ghost-cut. Wade jeszcze w skórze flasha funkcjonował w NBA jako najlepiej ścinający gracz. Doskonale odwracał uwagę przeciwnika i nauczył swoich kolegów dostarczać mu piłkę w odpowiednim momencie. Nie zawsze korzystał z szybkości, równie często używał do tego głowy. Uprawiając małą retrospekcję, warto spojrzeć jak wyglądała oryginalna wersja jeszcze z sezonu 2010/2011. Stosowanie tej części swojej gry w ataku podczas play-offów 2014 pomagało Wade’owi przekonać otoczenie, że koszykówka nadal mu sprzyja.

Trójka w kontrataku

Trenerom nie zawsze się podoba, gdy jego podopieczni łatwe punkty z kontrataku zamieniają na próbę z dystansu. W ostatnich latach zespoły rzucały znacznie więcej trójek w kontrze niż podczas poprzedniej dekady. Cały mechanizm jest bardzo prosty, ale znalezienie odpowiedniego rytmu często wymaga poświecenia dodatkowej energii, co przekłada się na jakość rzutu. Spurs podczas sezonu regularnego byli jednak fenomenalni w konwertowaniu kontr na trzy dodatkowe punkty. Gra transition to 13% ofensywy SAS z rozgrywek zasadniczych. Ich skuteczność za trzy zatrzymała się na poziomie 44,2%! Przypomnijcie sobie teraz słowa Popovicha.

Heat podczas sezonu regularnego na kontrach oparli 14% swojego ataku, ale rzucali za trzy na zdecydowanie gorszej skuteczności – 36 3PT%.

0
Poprzedni artykułDniówka: Tego jeszcze nie było
Następny artykułFinały NBA: San Antonio Spurs pokonali Miami Heat 4-1 i zdobyli mistrzostwo NBA, bezapelacyjnie

1 KOMENTARZ