Półfinały Wschodu: Robinson i Bulls zaskoczyli Miami w G1

17
fot. AP Photo

To jest ten moment sezonu, gdy pojawia się anualna dyskusja o długim odpoczynku i jego wpływie na rytm gry. Miami Heat nie grali od poprzedniej niedzieli i w dwóch pierwszych kwartach w poniedziałek ustanowili dwa negatywne rekordy punktowe, w dwóch ostatnich pierwsze zmęczenie zabrało im szybkość w obronie half-court sprzed przerwy. Do tego doszła zła egzekucja w dwóch ostatnich minutach meczu i możnaby tak szukać usprawiedliwień, gdyby nie fakt, że hasło „brak usprawiedliwień” stało się mottem przewodnim playoffowej wycieczki tej niesamowitej paczki Toma Thibodeau.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułSzósty Gracz zapowiada Półfinał Zachodu: San Antonio Spurs – Golden State Warriors
Następny artykułManu Ginobili trafił gamewinnera na długie dzień dobry z Warriors

17 KOMENTARZE

  1. Ciężko wygrać mecz jeśli nie trafia się rzutów za 3, a Heat przynajmniej 10 czystych rzutów za 3 spudłowali i to w pierwszej połowie.
    Dodatkowo brak Bosha, off to pal licho, ale na deskach w ogóle go nie było. To jest chyba taka seria, gdzie Anderson musi grać troszkę więcej niż te 15 min. bo 32 do 46 na tablicach to zbyt duża różnica oraz Battier kosztem Allena.
    No i Mario Chalmers który zapatrzył się w LBJ i wyrzuca te extrapassy na obwód, będąc pod obręczą.
    Bulls po siódemce z Nets z kontuzjowanym Noah i Gibsonem oraz bez Denga i backupu dla Nate nie mają szans na długą serię, bo zarówno Cook jak i Teague to jakiś żart, a Butlerowi ciężko będzie utrzymać ten poziom jeśli nadal będzie katowany 48 min przez Thibsa, pomimo, że wygląda jak młodsza wersja Igiego.
    Na sam koniec, czy tylko mnie dziwiło czemu LBJ nie przeszedł na Butlera?
    Heat zapewne wygrają serię ale czy nadal Mack dajesz 90% na back to back dla Miami?

    Lubię to: 0
      • Dobry, bo po pierwszych spotkaniach II rundy.
        Gdzie Indiana z Hibbertem i Georgem zagrała bardzo dobry mecz a wejście Grizz do finału wydaję się prawdopodobne jak nigdy wcześniej.
        A obydwa zespoły mają dobre match-upy na Heat i wygrywały z Miami w regular season robiąc to przekonywająco.
        Tak, też uważam, że Heat są obecnie nr 1, ale 90%? c’mon!
        A co ze Stefanem et consortes?:)
        Ps. Korzystając z Twojej uprzejmości, że odpisałeś mam pytanie, co z wersją mobilną??
        pzdr

        Lubię to: 0
        • MEM i IND mają ciężki matchup na PF dla Miami, najcięzszy w lidze, co było widać w pierwszej części regular-season, ale pamiętaj, że było razem +21 dla Miami w dwóch ostatnich meczach z IND i MEM w tym sezonie. I to był ten czas, gdy Heat grali najlepszą koszykówkę w sezonie.

          Pytanie – jak szybko Heat są w stanie wrócić do rytmu gry z lutego/marca. Nie jestem pewien czy Spurs i Knicks z możliwością wystrzelenia na 12 trójek w meczu nie są trudniejszym matchupem. To jest w zasadzie ta dyskusja która toczy się od dawna – czy pounding-the-ball MEM i IND, czy three-pt shooting SAS i NYK. Stawiam, że najlepszą kombinacją byłoby połączyć jedno i drugie. Chyba Spurs są tego najbliżej, ale z drugiej strony – Spurs nie reagują dobrze na agresywny pick-and-roll defense i atletyzm. Ok, 89% :)

          Lubię to: 0
          • Najlepszą kombinacją obu jest Miami

            Lubię to: 0
          • Tylko SAS. Najlepszy matchup na LeBrona, dwoch konkretnych duzych, sporo dobrych shooterow i koniecznie zdrowy Ginobili. Problem w tym ze SAS moze nie przejsc MEM, a Grizzlies niestety nie rzuca tylu punktow Miami zeby wygrac serie.

            Nowy Jork i Indiana to raczej zdecydowanie nizsza polka (szczegolnie Ci pierwsi).

            Lubię to: 0
          • Ciekawe jest to co napisaliście, bo osobiście mam wrażenie, że nie Spurs ale silny frontcourt taki jaki ma Indiana i Memphis jest odpowiedzią na basket Miami.
            Co do Spurs 22.3% grają p&r oraz 21,5% spot up.
            Zarówno z jednym jak i drugim Miami radzi sobie nieźle, bo p&r to numer 2 w lidze (kurczę, nie mogłem znaleźć kto jest nr 1 w RG, jakby ktoś miał dokładny ten stat – to będę wdzięczny) z kolei bronią na dystansie jako 11 team w NBA, ale już w PO są 7(Alert: cztery Bucks i jeden mecz z Bulls).
            Chciałem przeanalizować mecze MIA-SAS w sezonie zasadniczym, po czym sobie przypomniałem, że te 2 spotkania to był żart, gdzie w at&t center, Chris Bosh przypomniał sobie czasy grania w Raptors.
            Co do gry z Pacers lub Grizzles, LBJ nie może robić to co najbardziej lubi czyli rozrzucać na skrzydła po penetracji, bo mając Gasola lub Hibberta, obwodowi obrońcy doskonale wiedzą, że mogą się skupić bardziej na shoterach Miami.
            Ponadto LBJ nie będzie miał wiele okazji go gry post, bo jasne, przepchnie Anthonego, Leonarda czy Duranta ale Zboo czy West?
            To już nie ten poziom.
            W defensywie LBJ będzie musiał mocniej pracować niż zwykle, bo Battier broniący 1-1 to nie jest dobry match-up na wysokich Grizz czy Pacers, może więcej minut będzie grał wtedy Anderson, ale wtedy siada spacing Heat.
            Dalej, Indiana (2) i Memphis (12) są dosyć zdyscyplinowane jeśli chodzi o transition defens, a to wyłączy łatwe punkty które stanowiły w RG 13% wszystkich pkt zdobywanych przez Heat.
            Wracając do serii CHI-MIA, nawet powrót Rose i Denga, nie pomoże, z mojego dość bezczelnego typu 4:0, pewnie skończy się to 4:2, a who knowes, może nawet w 7 – choć wątpię.

            Lubię to: 0
          • @zawszepodrugie (bo oczywiscie nie ma opcji „odpowiedz” wiec pisze tutaj)

            Serie z Indiana i z Memphis (o ile do takich dojdzie) Miami zwyczajnie wygra wedlug mnie suma umiejetnosci swoich zawodnikow. Nie jestem pewien czy tegoroczni Pacers sa lepsi niz rok temu (rozwoj Stephensona/George’a vs brak Grangera i czegokolwiek z lawki). I rok temu mniej efektywni ofensywnie Heat wygrali (a raczej wyszarpali) ta serie TALENTEM. Teraz maja jeszcze lepsza ofensywe, fakt sa niewygodni Hibbert i West, ale ja nie widze Indiany wygrywajacej serie grajac przez Westa na wyspie (LeBron zamknie George’a).

            Podobnie Memphis. Obie te druzyny nie sa w stanie rzucic tyle punktow Miami zeby wygrac serie. No i co ciekawe, obie nie maja tez go-to-guya w 4q.

            SAS z kolei ma na tyle zdywersyfikowana ofensywe, ze sa grozni w potencjalniej serii, chyba najgrozniejsi. Ciekaw jestem, jak ma sie statystycznie defensywa p&r Heat do gry p&r Spurs, bo to nie jest zwyczajny p&r tylko wiesz, dziabanie, dziabanie, misdirection, dziabanie i nagle o Gary Neal wolny w rogu/Duncan ma dobra pozycje w post/Ginobili mi scina/zeswitchowali i zostalem z Boshem (niepotrzebne skresl). Takze nie wiem jak bardzo ta statystyka jest miarodajna porownujac do p&r offense innych druzyn.

            „Ponadto LBJ nie będzie miał wiele okazji go gry post, bo jasne, przepchnie Anthonego, Leonarda czy Duranta ale Zboo czy West?”

            Nikt przy zdrowych zmyslach nie bedzie kazal Z-Bo czy Westowi kryc Jamesa.

            O Nowym jorku nie pisze, bo po tym co pokazuja ciezko im bedzie o final konfy.

            Lubię to: 0
          • Co do pierwszego akapitu Twojej wypowiedzi, to co do zasady się zgadzam. Miami to nr 1 i pewnie back to back ale jeśli widzę jakiś problem to jest to pounding the ball do środka wielkoludów takich jak West, Randpolh, Hibbert oraz Gasol oraz znakomita defensywa tych zespołów.
            Sumą talentów Miami miało wygrać z Dallas, a SAS 2 lata temu z Grizz w I rundzie.

            Ale czy ten bezpośredni stats z tego roku będzie bardziej wiarygodny? Przecież w g1 nie grał Parker, Duncan i Ginobili a w g2 Wade, James i Chalmers.

            W poprzedniej serii z Indianą były mismatche LBJ na Westa, więc nihil novi sub sole. Chyba wtedy już na dobre urodził się LBJ, jako 4, jeśli się mylę, popraw mnie.
            Tak jak wcześniej napisałem, Miami pewnie będą musieli grać z dwoma naturalnymi wysokimi (czyt. Bosh i kto? Anderson lub Haslem) lub jednym wysoki i LBJ. Pierwsza opcja zablokuje spacing, doskonale wiesz, że LBJ i Wade jako pierwsze opcje na obwodzie to droga do klęski, stąd też sądzę, że często będziemy widzieli LBJ jako PF.

            pozdro

            Lubię to: 0
  2. Nie szukam usprawiedliwień dla Miami, bo ostatnie dwie minuty spartaczyli jak talala, ale nie może być tak że sędziowie puszczają ewidentne faule Noah (conajmniej 2x taka sytuacja jeszcze kiedy miał na swoim koncie 4 a nie 5 fauli). Rozumiem, że bez niego prawdopodobnie zobaczylibyśmy pogrom, ale heloł.
    Wojna się rozpoczęła Bulls wyprowadzili pierwszy cios, ale Miami jeszcze nie jest na deskach. Tak jak to pisał wczoraj na twitterze Damian Lillard: „Boję się o Bulls gdy Miami zaczną trafiać te otwarte rzuty”

    Ze sweepa zmieniam typ na 4-1 dla Miami, mimo wygryzienia przewagi parkietu przez Chicago

    Lubię to: 0
  3. W sumie to mnie nawet cieszy że sędziowie puszczają faule. Wiadomo że zawsze będzie miał ktoś jakieś „ale” , no właśnie ale to męska gra i sytuacją ciągłego flopowania mnie denerwuje już od jakiś 3 lat. Rozumiem że kontakt to faul ale nie dajmy się zwariować… gwizdków jak najmniej.

    Lubię to: 0
  4. Chicago podobno nie miało mieć szans.Właśnie taką walecznością mogą wygrać tą serię.Już wygrali mecz na wyjeździe z Miami a to jest coś.Może Rose wróci i zwycięża całą serię ? Napewno bedzie to bardzo ciekawy półfinał,wyrównany(trudno w to uwierzyć,ale jednak)

    Lubię to: 0
  5. No i Chicago wyrwało sobie już jeden mecz. Jeszcze jeden na pewno wyrwą u siebie. Dokładnie mówiąc wyszarpią siłą woli – to będzie ciekawa seria :) Naprawdę jestem pełen podziwu dla nich. Ale to dopiero pierwszy mecz, musieliby zagrać jeszcze kilka podobnych i wykorzystać w nich wszystkie ewentualne słabości Miami licząc przy okazji na ich słabą skuteczność za 3… Ciężko będzie na dłuższą metę, a Miami będzie z meczu na mecz lepsze…

    Lubię to: 0