zNYKajacy: Pamięci Dwayne’a Schintziusa (1968-2012)

7
fot. Yahoo! Sports

Bycie zawodnikiem NBA jest jak wejście do wielkiej rodziny. Ekskluzywnej grupy wybrańców. Ludzi, którzy dotykają gwiazd… Dlatego każde odejście do niebieskich boisk jest w tej społeczności zauważane, czasem większym, czasem mniejszym akapitem. Długość tej ostatniej notki jest na ogół pochodną boiskowych wyników. Pewnie niesprawiedliwie. Bo wielu z wielkich na boisku okazało się małymi poza nim…

W tym roku odeszli do wieczności – Dan Roundfield (ciekawe ilu z Was o nim słyszało – kariera porównywalna do Shareefa Abdura-Rahima czy Clifforda Robinsona), który utonął bohatersko ratując swoją żonę na Arubie (głupia, niepotrzebna śmierć), Orlando Woolridge, który prostował ścieżki M. Jordanowi w Bulls… przegrał walkę z sercem…

Pewnie było tych odejść w tym roku więcej…

Ja w ramach refleksji minionych świąt, chciałbym napisać słowo wspomnienia o kimś, kto nie egzystuje w szerszej świadomości. A jednak w latach 90… śledziłem od pewnego momentu jego występy z wypiekami na twarzy…

Z pewnością Wielu z Was gdyby bawić się w dopowiadanki po słowie – Dwayne – odpowiedziałoby Wade… Dla mnie pierwszym “Dwyane’m” w NBA był … Dwayne… Schintzius.

________________________

To tylko fragment tekstu. Aby uzyskać dostęp do całości, należy wykupić abonament. Kliknij w przycisk Kup teraz, jeśli chcesz kupić dostęp do SzóstyGracz.pl na miesiąc (cena: 15 zł).

Możesz też kupić 3-miesięczny abonament w promocyjnej cenie 27 zł, albo abonament roczny (4 miesiące gratis) za 120 zł.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł

1

KOMENTARZE

  1. Z “deszczem tam na gorze” czytałem identyczną anegdotę, tylko głównym bohaterem był Wilt Chamberlain, a poszkodowanym jakis kibic na nowojorskiej ulicy. Prawda pewnie leży pośrodku: plujacym okazał sie Kwame Brown, a deszcz – kawałkami. nieprzezutego hamburgera.

    Tak czy inaczej – świetna lektura.

    Lubię to: 0