zNYKajacy: Pamięci Dwayne’a Schintziusa (1968-2012)

7
fot. Yahoo! Sports

Bycie zawodnikiem NBA jest jak wejście do wielkiej rodziny. Ekskluzywnej grupy wybrańców. Ludzi, którzy dotykają gwiazd… Dlatego każde odejście do niebieskich boisk jest w tej społeczności zauważane, czasem większym, czasem mniejszym akapitem. Długość tej ostatniej notki jest na ogół pochodną boiskowych wyników. Pewnie niesprawiedliwie. Bo wielu z wielkich na boisku okazało się małymi poza nim…

W tym roku odeszli do wieczności – Dan Roundfield (ciekawe ilu z Was o nim słyszało – kariera porównywalna do Shareefa Abdura-Rahima czy Clifforda Robinsona), który utonął bohatersko ratując swoją żonę na Arubie (głupia, niepotrzebna śmierć), Orlando Woolridge, który prostował ścieżki M. Jordanowi w Bulls… przegrał walkę z sercem…

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułPierwsza ratunkowa: LeBron – Allen i ich pierwszy gamewinner
Następny artykułKujawiński: Kobe trafia rzuty, Dwight prosi o cukierki

7 KOMENTARZE

  1. Z „deszczem tam na gorze” czytałem identyczną anegdotę, tylko głównym bohaterem był Wilt Chamberlain, a poszkodowanym jakis kibic na nowojorskiej ulicy. Prawda pewnie leży pośrodku: plujacym okazał sie Kwame Brown, a deszcz – kawałkami. nieprzezutego hamburgera.

    Tak czy inaczej – świetna lektura.

    Lubię to: 0