Rzutówka: Spurs muszą wygrać, Wemby się nie martwi. Brunson nie chce patrzeć na puchar

4
fot. NBA League Pass

San Antonio Spurs po raz pierwszy w historii klubu przegrali mecz otwarcia finałów. Ale ten zespół był już wcześniej w sytuacji, w której musiał szybko odpowiedzieć po porażce w pierwszym meczu, gdy w drugiej rundzie dali się zaskoczyć Minnesocie Timberwolves. Odpowiedzieli fantastycznie, zaliczając w drugim meczu swoje najwyższe zwycięstwo tych playoffów. Teraz ponownie znajdują się w sytuacji must-win, ale też mają już doświadczenie wygrania dwóch kolejnych spotkań z nożem na gardle przeciwko Oklahomie City Thunder. Udowodnili, że potrafią sobie radzić z presją.

Victor Wembanyama uspokaja, że nie potrzebują nawet specjalnych usprawnień, po prostu muszą wrócić do swojej gry. Bo w Game 1 zagrali słabo, on zwłaszcza, a mimo to dopiero w samej końcówce pozwolili sobie wyrwać zwycięstwo.

„Właściwie nie mam tu niczego szczególnego do rozgryzania. To raczej kwestia tego, żeby po prostu grać normalnie, nawet niekoniecznie świetnie. Wystarczy robienie właściwych rzeczy. Kiedy gramy słabo, kiedy ja gram słabo, wtedy sami strzelamy sobie w stopę.

Dlatego się nie martwię. Będziemy o wiele lepsi. Ja będę o wiele lepszy”.

To powinna być największa różnica – dużo agresywniejszy i lepszy Wemby. Pod względem skuteczności z gry (28.6%) to był jego drugi najgorszy występ playoffów. To był także dopiero jego drugi pełny mecz zakończony z ujemnym wskaźnikiem plus-minus. Bardziej pudłował i był minusowy tylko w Game 5 poprzedniej rundy. Zaraz potem odbił się dwoma świetnymi występami, którymi wprowadził Spurs do finału.

1) W środę Wembanyama przegrał nawet bezpośredni pojedynek z Karlem-Anthony’m Townsem. Większość meczu spędzili pilnując siebie nawzajem. Wemby nie może w tym starciu kryć na radar, musi wychodzić na dystans, żeby nie pozwolić KATowi rozstrzelać się zza łuku, ale ostatecznie to Wemby więcej próbował rzucać za trzy, podczas gdy Towns atakował do kosza. Kilka razy mijał środkowego Spurs w penetracjach. KAT był zdecydowanie agresywniejszy i zaskakująco dobry w obronie. Według danych z NBA.com, Victor zanotował ledwie 2/11 z gry i aż 5 strat mając go przeciwko sobie.

Statystyki może tego nie oddają – 18 punktów, 12 zbiórek i 4 asysty – ale to był jeden z najlepszych występów Townsa w jego playoffowej karierze.

2) Wembanyama robił swoje w obronie, strasząc rywali samą swoją obecnością i dobrze kontestując rzuty, ale Knicks udawało się go wyciągać nieco dalej od kosza i wykorzystać to, że kontestował również sporo rzutów na dystansie. To otwierało miejsce na zbiórki i ponowienia. Jak chociażby pod koniec trzeciej kwarty, gdy pilnował Josha Harta. Wemby dobrze wybronił pick-and-rolla, ale nie chciał oddać Hartowi otwartej trójki (choć Josh nic w tym meczu zza łuku nie trafił), więc popędził, żeby kontestować jego próbę. Dzięki temu Towns miał dużo miejsca pod koszem. Mógł wykorzystać przewagę fizyczną nad Keldonem Johnsonem, zebrał piłkę i zdobył punkty z faulem

Chcesz czytać dalej?

Wybierz jedną z opcji abonamentu, w ramach którego otrzymasz pełen dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my jesteśmy w stanie całkowicie poświęcić się relacjonowaniu dla Ciebie wydarzeń z NBA.

Subskrypcja

Wykup dostęp lub skorzystaj z darmowego okresu próbnego.
Poprzedni artykułPlayoffowy Typer 6G 2026: Wyniki po III rundzie
Następny artykuł6G TV: Przed meczem nr 2 Finałów

4 KOMENTARZE

  1. Ciekawe, że liga pozwala na takie gówno jakie odwalili Spurs podczas prezentacji Knicksów w game 1
    https://youtu.be/jhPp5N42wRg?si=pTcbHXhzAIug7aN2

    Ja rozumiem jeszcze coś takiego podczas sezonu ale w finałach który ogląda cały świat??
    Sam lubię trolololo ale tutaj SA troche przegieli

    W pierwszym meczu odbiło im się to czkawką, jak to powtórzą przed drugim, mam nadzieję, że Nowy Jork pokaże wtedy bąbelkom gdzie ich miejsce

    12