Flesz: Comeback Anthony’ego Davisa może być nr 1 historią sezonu

6
fot. youtube.com/lakers lakers.com

Na półmetku offseason myśl o tym jak wstrząsające było oglądać słabą drużynę wokół LeBrona i Anthony’ego Davisa nie potrzebuje re-introdukcji. Ale im więcej czasu mija od zakończenia sezonu 33-49 Lakers, tym perspektywa daje temu wyraz tak bezlitosny, że akurat w tym offseason Michael nie potrzebowałby re-introdukcji w „The Last Dance”.

Przez lata mówiliśmy o tym, jak to LeBron byłby w stanie wziąć dwóch mo williamsów, dwóch chłopców od podawania piłek (i koniecznie Tristana Thompsona) i poprowadzić ich na długi playoffowy run. Ale sezon regularny, ze swoimi przelotami po północy, z meczami dzień po dniu, to inna historia. Trzy lata temu mówiło się, że król ustąpi z czasem miejsca nowemu „królowi”.

Część z tego, to była typowa Lakersowa fanfaronada – dopasowywanie nowych bohaterów do już wcześniej odegranych ról.

Na dziś dzień Anthony Davis, w tylko 2 z 10 swoich sezonów awansowywał dalej za pierwszą rundę playoffów, ale w ostatnim już częściej mówiło się o tym, czy jest w stanie awansować dalej niż za pierwszą kwartę meczu.

Dziś obwiniony za poprzedni sezon Lakers został zwolniony już Frank Vogel, obwiniany i handlowany dalej jest Russell Westbrook, tymczasem to nieumiejętność Anthony’ego Davisa bycia w fizycznej formie jako center – dlatego dodał tych kilka kilo przed poprzednim sezonem – i to że nie mógł regularnie utrzymywać się na boisku, destabilizowały wszystkie plany, włącznie z ewentualnością uczynienia z Westbrooka strzelca, już od samego początku sezonu.

Zaczęło się wcześnie dodaną wagą. Davis historycznie, od lat już, wzbraniał się przed grą na pozycji centra. Nie chciał się bić z biyombami tej ligi, wolał grać z niższymi przeważnie od niego czwórkami. W Finałach 2020 szczególnie było widoczne, jak rozbrajająco wszechstronna potrafi być jego gra przodem do kosza – gdy działa pull-up jumper. Patrząc na wcześniejsze jego potyczki ze zdrowiem, to wzbranianie się 28-letniego Davisa ma dla niego samego strategicznie oczywiście mnóstwo sensu i indywidualnie patrząc było po prostu mądrą decyzją biznesową.

Potem jesienią już w październiku natychmiast przyszły skręcenia kostki, następnie skręcenie kciuka, a już pod koniec listopada pierwsze bóle lewego kolana, które zamieniły się w grudniu w pierwsze przesiedziane mecze. 17 grudnia w Minnesocie Davis wreszcie podkręcił kolano poważnie, co okazało się skręceniem więzadła MCL. Wrócił do gry dopiero 25 stycznia. I już w drugim meczu po powrocie dostał mecz wolnego z bólem nadgarstka. Wrócił Davis po tym na osiem spotkań, żeby w ostatnim meczu przed Weekendem Gwiazdem przeciwko Jazz doznać skręcenia prawej stopy i nie grać później od połowy lutego aż do początku kwietnia – by wtedy po kolejnych trzech meczach zakończyć sezon. Co za ciężki sezon.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułHouston Rockets sprawdzą co zostało z Williego Cauleya-Steina
Następny artykułPoznaliśmy świąteczny grafik meczów

6 KOMENTARZE

  1. Ale czy przed którymś sezonem było inaczej? Nawet w sezonie mistrzowskim było wiadomo, że LeBron sam już tego nie uciągnie (vide wcześniejszy sezon). Od początku było wiadomo, że aby był sukces to Davis i LeBron muszą być zdrowi. Był to ryzykowny bet, ale się opłacił mistrzostwem. Długofalowo nie da się ciągle wchodzić All in i wygrywać rozgrywkę.

    Lubię to: 2