Dniówka: Tucker odnalazł drugą młodość w Miami. Gra o Play-In na Zachodzie

1
fot. AP Photo

Za nieco ponad dwa tygodnie minie rok od wymiany PJ Tuckera do Milwaukee. Najważniejszego transferu poprzedniego trade deadline, w którym Bucks pozyskali ostatni element swojej mistrzowskiej układanki. Tucker świetnie wtedy wkomponował się do zespołu, wzmocnił obronę, pomagał też swoim doświadczeniem w szatni i odegrał niezwykle ważną rolę w ich drodze na sam szczyt ligi. Ale jak się okazało, pobyt w Milwaukee był dla niego tylko krótką przygodą. Od momentu tamtego transferu, więcej czasu spędził już w Miami.

Bucks w offseason nie zdecydowali się go zatrzymać. Pewnie jednym z powodów tej decyzji była spadająca boiskowa wartość starzejącego się Tuckera. Obawiali się inwestować w 36-letniego zawodnika, który miał za sobą problemy zdrowotne i pod względem indywidualnym najgorszy sezon kariery. W playoffach mimo to bardzo się przydawał, ale przypomnijmy, że w ostatnich trzech finałowych meczach zdobył łącznie ledwie 3 punkty. W ataku prawie nic dawał, bo nawet jego trójki z rogu przestały wpadać.

Ale obawy o końcu Tuckera były zdecydowanie przedwczesne.

Teraz wcale nie oglądamy spranego weterana, odcinającego tylko kupony po mistrzowskim sezonie. Oglądamy mistrza, który odnalazł swoją drugą młodość i jest starterem najlepszej drużyny Wschodu. Najwidoczniej ten tytuł pomógł mu odzyskać energię. Dodatkową motywacją mogła być również decyzja Bucks, którą był mocno rozczarowany, a też pewnie pomaga sam pobyt w gorącym Miami i bycie częścią kultury Heat, do której wydaje się idealnie pasować.

PJ rozgrywa bardzo dobry sezon. Nie tylko lepszy niż ten poprzedni, ale jeden z najlepszych w swojej karierze.

W poprzednim sezonie stracił skuteczność na dystansie, obecnie jest gorący jak nigdy wcześniej. Trafia najlepsze w całej lidze 45.1% trójek. Ale też nie ogranicza się tak bardzo jak w minionych latach do prób zza łuku i po raz pierwszy od bardzo dawna stanowią one nieco mniej niż połowę wszystkich jego rzutów z gry. Ma już więcej celnych rzutów za dwa niż w sumie w dwóch poprzednich sezonach i też rekordową w karierze skuteczność 49.9% z gry.

Średnio zdobywa 8.3 punktów, najwięcej od 2015 i prawie dwa razy więcej niż w zeszłorocznych playoffach. W całym poprzednim sezonie ani razu nie rzucił więcej niż 15 punktów, podczas gdy w Miami jego rekord wynosi 23, co jest jego drugim najlepszym osiągnięciem kariery. A to nie wszystko, bo poprawiona wartość ofensywna Tuckera to także lepsze kreowanie kolegów. Rozdaje zdecydowanie najwięcej w karierze 3.7 asyst na sto posiadań. Dużo lepiej też niż ostatnio walczy na tablicach, zbierając 5.4 piłek. I co jeszcze bardzo istotne, nie ma problemów zdrowotnych. Jak na razie w Miami tylko Duncan Robinson opuścił mniej meczów.

Dzisiaj PJ po raz drugi w tym sezonie wróci do Milwaukee, na ostatni pojedynek w fazie zasadniczej ze swoją byłą drużyną.

(41-21) Miami @ (37-25) Milwaukee 2:00

Liderzy Wschodu wygrali dwa z trzech spotkań z obrońcami tytułu, ale tylko w pierwszym z nich – kiedy na otwarcie sezonu zrobili ogromny blowout na własnym parkiecie – zagrali Jimmy Butler i Bam Adebayo. Dzisiaj też nie wystąpią w pełnym składzie, ponieważ Kyle Lowry opuści drugi z rzędu mecz z powodów osobistych.

Giannis Antetokounmpo w dwóch występach przeciwko Heat uzbierał łącznie tylko 30 punktów przy 33% z gry i był minus-36.

Dla Heat to pierwsza część trudnego back-to-backu. Już jutro będą na Brooklynie, gdzie ma wrócić Kevin Durant.

(23-40) Sacramento @ (25-36) New Orleans 2:00

New Orleans Pelicans przegrali cztery z pierwszych pięciu meczów z CJ’em McCollumem, ale wykorzystali przerwę na All-Star Weekend, żeby przygotować się na dalszą część sezonu w zmienionym składzie i lepiej się poznać. McCollum, Brandon Ingram i Willie Green nie tylko byli razem na sali treningowej, ale również zjedli wspólny obiad, podczas którego CJ przekonywał młodszego kolegę, żeby był agresywniejszy w swojej grze i nie przejmował się jego obecnością. Ingram wziął te rady do siebie i w pierwszym meczu po przerwie rzucił 28 punktów, po tym jak średnio miał tylko 15.4 w pięciu poprzednich.

Nowy duet liderów coraz lepiej funkcjonuje (w dwóch meczach po ASW generowali atak na poziomie aż 127 punktów na sto posiadań) i to przekłada się na postawę całej drużyny. Dzięki temu Pelicans świetnie weszli w drugą część sezonu, zaliczając dwa niezwykle ważne zwycięstwa. Najpierw pokonali liderów NBA na parkiecie w Phoenix, co nawet pod nieobecność Chrisa Paula jest dużym osiągnięciem, a potem pojechali do Los Angeles i przeszli się po Lakers.

Pomogła też zmiana w pierwszej piątce, którą Green wprowadził już w ostatnim meczu przed przerwą. Podwyższył skład, przesuwając na ławkę Devonte Grahama i ustawiając Jaxsona Hayesa obok Jonasa Valanciunasa, co zresztą wcześniej już próbował. Ten nowy wyjściowy lineup na razie wypada zdecydowanie lepiej (NetRtg 10.7 w 47min, z Grahamem NetRtg -2.3 w 57min).

Przy okazji warto wspomnieć o dużo lepszej postawie młodego Hayesa, który jeszcze na początku sezonu był jednym z wielu rozczarowań w Nowym Orleanie. W drafcie 2019 Pelicans wzięli go z ósmym numerem, tymczasem na początku swojego trzeciego sezonu nie miał nawet pewnego miejsca w rotacji i w grudniu sporo meczów przesiedział na ławce. Teraz jednak wreszcie przypomina o swoim potencjale. W ostatnich 16 meczach zdobywał średnio 12.6 punktów latając nad obręczami na 74% z gry i zbierał 5.4 piłek.

Pelicans przesunęli się na 10. pozycję w tabeli Zachodu, umacniając się w walce o Play-In, a też nadal mają szansę nie być ostatnimi w turnieju. Do Lakers tracą tylko dwa mecze i jeszcze dwa razy spotkają się z nimi pod koniec sezonu. Ale na razie nawet udział w turnieju nie mogą być pewni, bo muszą jeszcze uważać na goniących ich San Antonio Spurs i Sacramento Kings. Dlatego ten dzisiejszy mecz będzie dla obu ekip niezwykle ważny.

Kings wygrali dwa pierwsze starcia na początku sezonu, więc kolejne zwycięstwo miałoby dodatkową wartość, zapewniając im ewentualny tie-breaker. W tym momencie tracą trzy mecze do Pels. Natomiast już jutro przed nimi kolejny kluczowy pojedynek w tym wyścigu o Play-In, w San Antonio.

(25-36) New York @ (37-23) Philadelphia 1:30

James Harden zaliczył bardzo udane pierwsze występy w barwach Sixers, natomiast dzisiaj pierwszy raz zagra przed swoimi nowymi kibicami w Filadelfii.

Póki co, dominują razem Joelem Embiidem, ale też nie mieli wymagających przeciwników. Zaraz zrobi się ciekawej i zobaczymy jak długo potrwa ten ich „miodowy okres”, ponieważ w następnych 14 meczach tylko dwa razy nie spotkają się z drużyną, która ma obecnie dodatni bilans. Póki co, dzisiaj jeszcze nie powinni się zbytnio namęczyć w kolejnym pojedynku z New York Knicks.

Knicks mają serię pięciu porażek. W sumie byli w tym czasie gorsi od rywali o 49 punktów, ale same czwarte kwarty przegrali różnicą aż 70. Ich atak przestaje wtedy zupełnie funkcjonować i kończenie meczów staje się ogromnym problemem. Łącznie w te 60 minut czwartych kwart zdobyli tylko 83 punkty przy skuteczności 29% z gry (5/42 za trzy) i popełnili 22 straty.

3w4 (30-33) Charlotte @ (36-25) Cleveland 1:00

Charlotte Hornets zaraz po ASW zrobili efektowny blowout, co miało być dla nich momentem przełamania, ale potem znowu wrócili do przegrywania. W sumie przegrali już 11 z 13 meczów i z drużyny, która mogła walczyć o pierwszą szóstkę, stali się zespołem nie mającym nawet gwarancji udziału Play-In. Tylko jeden mecz dzieli ich od 11. w tabeli Wizards.

Cały czas brakuje im kontuzjowanego Gordona Haywarda. Po oddaniu Isha Smitha przed trade deadline brakowało im też rezerwowej jedynki, dlatego teraz postanowili sprawdzić Isaiaha Thomasa. Może on wprowadzi nieco nowej energii do drużyny. Tylko czy IT jest jeszcze w stanie rozstrzelać się w NBA tak, jak to robi na zapleczu ligi? W G-League dopiero co miał występ na 9 trójek i 46 punktów. Dopiero co został wybrany graczem tygodnia zaliczając średnio 41.3 punktów przy 43% zza łuku. Ale w NBA w tym sezonie łącznie uzbierał 43 punkty w pięciu meczach, trafiając tylko 5/22 za trzy.

(21-42) Indiana @ (15-47) Orlando 1:00

Malcolm Brogdon w reprezentacji Polski?

(25-36) Portland @ (49-12) Phoenix 4:00

Cameron Payne nie zdążył wrócić zaraz po ASW i opuścił już 15 meczów z powodu kontuzji nadgarstka, ale w Phoenix mają nadzieję, że w najbliższych dniach będzie wreszcie gotowy do gry. Może już nawet dzisiaj. Monty Williams bardzo czeka na niego, ponieważ Payne ma przejąć obowiązki podstawowego rozgrywającego i pozwolić ponownie przesunąć Cama Johnsona do roli strzelca z ławki.


3w4 (30-33) Charlotte @ (36-25) Cleveland 1:00
(21-42) Indiana @ (15-47) Orlando 1:00
(25-36) New York @ (37-23) Philadelphia 1:30
(38-22) Utah @ 3w4b2b (15-46) Houston 2:00
(41-21) Miami @ (37-25) Milwaukee 2:00
(23-40) Sacramento @ (25-36) New Orleans 2:00
(19-42) Oklahoma City @ (36-25) Denver 3:00
(25-36) Portland @ (49-12) Phoenix 4:00

Poprzedni artykułWake-Up: Luka pokonał LeBrona. Kontuzja Browna. IT na 10-dniówce w Hornets
Następny artykułFlesz: Nowy stat roku? Czyli presja obrońców wg NBA Court Optix

1 KOMENTARZ