Flesz: Czekając na Lukę Doncicia

8
fot. NBA League Pass

Cholera, styczeń. Tak jak co roku o tej porze, albo coś właśnie przechodzimy, albo przechodzimy na palcach obok kogoś kto przechodzi, gdy w tym samym czasie podkurwiająco zrelaksowany Luka Doncić gra sobie w koszykówkę. My chorujemy, każde wyjście z domu to zamieć, kawę, którą jeszcze niedawno kupowaliśmy za dziewiętnaście dostajemy w promocji za 23,99, więc dlaczego on nie może grać jeszcze lepiej?

Od kiedy zaczął od pierwszego grudnia trafiać 83% rzutów wolnych wydaje się, że jedyną rzeczą, której Luka Doncić nie potrafi zrobić jest pomóc ci dogonić psa, który zerwał się ze smyczy. Ale, spokojnie, będzie przy Tobie, będzie uśmiechał się do Ciebie i opowiadał o tych wszystkich ślicznych małych pieskach, które widział latem u kuzynostwa i mówił Ci będzie, żebyś się nie denerwował. I Ty będziesz patrzył jak Twój Rodes znika za samochodami na parkingu i nie będziesz się denerwował. Będziesz tak stał szczęśliwy. Wszystko będzie dobrze.

Luka Doncic and Nick Nurse are jawing during a break in play here.

Last time down, Nurse yelled at officials to call fouls both ways and Luka told him to buzz* off.

Nie użył oczywiście słowa „buzz”, tylko przeszedł się w środę w Dallas po obronie hajpowanego Scottie’ego Barnesa i Nicka Nurse’a do melodii 41 punktów, 14 zbiórek, 7 asyst i jeszcze więcej, gdyby tylko jego bracia trafiali za trzy na czyste kosze.

Dallas Mavericks są 26-19, starając się bardziej w obronie dla Jasona Kidda (trzeci na Zachodzie), ale nadal grają tę swoją spiętą koszykówkę, pełną ostrożnych podań w wykonaniu ludzi, którym generalnie brakuje kozła czy dwóch. Jalen Brunson gra teraz w pierwszej piątce, bo był drugim najlepszym graczem, ale teraz gra przeciwko lepszym graczom, więc Kristaps Porzingis jest drugim najlepszym graczem. To oczywiście nie ma znaczenia, bo obaj są trzeci. Mark Cuban wciąż jeszcze myśli o debiucie w lidze.

Ale postawmy sprawę jasno: czekamy na Lukę Doncica od serii z Clippers. To już będzie pół roku.

Jego 37/8/10, im dalej od tego, coraz bardziej przypomina 37/9/9 LeBrona z także przegranej serii z Orlando w 09′. LeBron później już nic lepszego z tamtym teamem nie zrobił i odszedł. Luka podpisał pięcioletniego maxa i dziś ma swoje wersje Ilgauskasa i Mo Williamsa obok siebie, ale nie ma Jamisona.

Tak, nie ma, ale wszystko będzie dobrze.

Luka jest lepszy w tę całą koszykówkę, niż prawdopodobnie ktokolwiek na świecie. W kozłowanie, w podawanie, w rzucanie. Umie nawet oszukać swojego trenera, że stara się w obronie. Operuje na zupełnie innym poziomie, niż jego rówieśnicy i dwie sytuacje z ostatniego miesiąca rzuciły na to światło.

Najpierw w grudniu po przegranej 99-102 z Brooklynem, dla Nets jednym z najlepszych zwycięstw:

„Przetaczałem się po parkiecie, to fakt. Muszę zrzucić. Ludzie będą o tym mówić i mówią. Wiem, że muszę być lepszy.”

Doncić, sławetnie, po sezonie kozłowania dla Mavericks wszystkich piłek w hali, zagrał później w kwalifikacjach do Igrzysk i na samych Igrzyskach. Po tym zrobił sobie tylko trzy – szeroko telewizjonowane, legendarne już, tylko dlatego, że tyle trwały –  tygodnie przerwy i wrócił do całego tego kozłowania, podawania i rzucania. Mama już we wrześniu lajkowała jego pyzatą buzię na fanpejdżu Słoweńskiego Sportu, żeby później w październiku i listopadzie dziennikarze próbowali jak najdelikatniej podłożyć mu pod nos te pytanie o wagę, jednocześnie przecież doskonale wiedząc o tym, że jest tak bardzo lepszy w tę całą koszykówkę od nich samych, że głupio pytać, a także dziękując, że ich żony nie oglądają ich zadających pytania z laptopa córki („nie mogę znaleźć kabla”) po godzinie 22 na Zoomie w poniedziałek.

Później było to – to jeszcze przed meczem w środę z Toronto:

„Nie mogę kurka nic trafić. To wyzwanie mentalne”

I też łatwo się do tego przyznał, że trafia tylko 29% z 8 tych trójeczek, które wszystkie lecą raczej dobrze. Nie jest to wielki problem przyznać się przecież do tego, co widzimy wszyscy – nie siedzi. Ale wiemy, że kiedyś ten stepback, ten killer, by w tej lidze pokonać wszystkie inne killery, zacznie chodzić.

W rytmie sezonu NBA jeszcze lata oddzielają nas od playoffów. Nie wymieniliśmy jeszcze nawet Wayne’a Ellingtona za wolne miejsce w składzie. Istnieje sobie oczywiście alternatywna rzeczywistość, w której Luka rzuca nie 24, ale 30 punktów na mecz, Dallas jest trzecie na Zachodzie i Luka jest prawdopodobnie faworytem do MVP. Ale po co?

Spokojnie, dziś zostawi to Joelowi Embiidowi grającemu jak Joel Embiid i Ben Simmons razem wreszcie dobrze, Mike’owi Malone’owi oddającemu niemal życie, byśmy w końcu polubili Jokicia troszkę bardziej, zostawi to tym młodym herosom z dziwnymi włosami, Frankowi Vogelowi sadzającemu Westbrooka w nic nieznaczącym meczu w styczniu, młodym Timberwolves wybierającym sobie techniczne i wyrzucenia z boiska jak cukierki z pudełka. Spokojnie, Luka gra sobie w sezon NBA jak weteran.

Nasza rola w tym to tylko cierpliwie czekać.

Poprzedni artykułDniówka: Vogel (na razie) zostaje, będą wymiany w Lakers? Kings nie znaleźli dużego trade’u. Suns w Dallas
Następny artykułLonzo Ball wypada z gry na 6-8 tygodni

8 KOMENTARZE

  1. Dla mnie jest to trochę zaskoczenie, że mimo słabego (jak na jego standardy) startu Luki, przyjścia Kidda i graniu w konferencji zachodniej, Mavs mają taki a nie inny bilans. Jedna, dwie wymiany i są kontenderem przez duże Kej czy tam Si.

    Lubię to: 7
  2. Nie wiem. Ja sie boje, ze podwozie tego nie wytrzyma i bedzie powtorka z Ziona.

    Kontuzja, rehabilka, pogorszenie, powtorna rehabilka, powrot, kolejna kontuzja. 3-4 lata pod rzad w plecy i wielki powrot cienia gracza, ktory mogl atakowac GOAT-a, a zmarnowal wszystko bo jako ZAWODOWY ATLETA nie umie zrzucic kilku kilogramow.

    Lubię to: 2