Flesz: Królowie „prawdziwego” crunchtime

5
fot. apnews.com

Teza: w sezonie regularnym źle interpretujemy „clutch” lub „crunchtime” jako „5 minut do końca meczu i wynik plus/minus 5 – dalej wszystko co zadzieje się przy takiej różnicy punktów”. Na cztery minuty przed końcem graczom jeszcze trochę wisi i powiewa, w sezonie regularnym.

Chyba nigdy nie myślałem o meczu NBA w styczniu, w którym jest wynik 96-101 i 5 minut do końca, jak o meczu, który już jest w crunchtime. Nawet Kobe czekał jeszcze z półtorej minuty, żeby zacząć oddawać każdy rzut. W playoffach? Co innego. A już ostatnich pięć minut meczu nr 7 Finałów w 2016 roku to coś jeszcze innego.

W sezonie regularnym tak naprawdę wrażenie, że mecz jest w crunchtime – jakiś ścisk w gardle, rezygnowanie z rzutu, presja – pojawia się po tej stronie ekranu dopiero na jakieś 45-90 sekund przed końcem meczu. Ktoś może nawet pójść dalej i powiedzieć – nie pojawia się w ogóle. Nie żeby psuć komuś dzieciństwo, ale sezon regularny w NBA to w dużej mierze zarabianie – przepraszam za kolokwializm – kapusty i nie ma on (tu wstaw przymiotnik) znaczenia, więc stąd i zdecydowanie mniejsze nerwy, niż w playoffach.

Niech to będzie krótki wstęp do zestawienia najlepszych drużyn i najlepszych graczy w prawdziwym crunchtime na jakie sobie możemy obecnie pozwolić, czyli ostatniej minuty meczu, gdy wynik jest plusminus-3. Przeważnie są to trzy akcje. Ta z rzutem na 40 sek. przed końcem, ta z rzutem na 29 sek. przed końcem – po tym jak trener nie wziął timeoutu – i ta na 14 sek. przed końcem, raczej już po timeoucie. Jeśli niecelna, to timeout i rywal ma szansę. Cztery akcje. To tak w dużym skrócie. O rzucie na minutę i 12 sek. przed końcem nie powiedziałbym „crunchtime”, tylko „spróbuję tej trójki z 9 metrów, wóz albo przewóz”. To wszystko to tylko test oka. Udowodnić to byłoby trudno, odkąd nie mierzymy jeszcze procesów zachodzących w mózgach graczy, a przynajmniej nie mamy dostępów do tych wyników w formie statystyk na stronie nba.com, Synergy Sports i innych.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułDniówka: Nerwy w Lakers. Clippers trzymają się bez PG. Trójstronna wymiana
Następny artykułWake-Up: 50 Joela, 49 Nikoli, 41 Luki, 37 Trae

5 KOMENTARZE

  1. Ciekawa analiza. Znaczy podstawowe założenie jest bardzo dyskusyjne. 60 sekund crunchtimu to za mało, raczej przychylałbym się do rekomendacji Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego i dał 2 minuty. Przy czym najpewniej wyniki byłyby zbliżone, prowadząc do podobnej konkluzji, którą też odrzucam. Wolę Suns jako 'lidera underdoga’ niż #1 faworyta.

    Lubię to: 16
  2. Jak to się wszystko szybko zmienia… Rok temu dyskusje, że final MIL – PHX to taki finał z gwiazdką… Bo gdyby nie covid/kontuzje to te dwa teamy by przez 1 rundę nie przeszły… A dziś to nagle głowni faworyci do Finału… Mimo, że wiekszych korekt w składzie nie ma

    Lubię to: 8
  3. PHX nie jest głównym faworytem do tytułu i nigdy nie będzie, dopóki go nie wygra. Ale szanse rosną z biegiem sezonu, świetne uzupełnienia po koszem – ostatnio rezerwowi centrzy: 20/8, 17/14. GIANNIS – jak do tego dojdzie będzie musiał się namęczyć. Plus za J. Smitha można coś wyciągnąć w lutym – Dennisa Schroedera z Celtics – piszą, ze dopięte ( plus Saric i wybór ). Byłby komplecik – ma nierówno pod sufitem, ale grał z CP3 w OKC, wiec jak będzie deal to znaczy ze Paul to klepnął

    Lubię to: 5