Dniówka: Drugi weekend playoffów i jedna seria może już się skończyć

4
fot. NBA League Pass

Drugi weekend playoffów może rozpocząć się od pierwszej rozstrzygniętej serii.

Milwaukee @ Miami (0-3) 19:30

Miami Heat są na razie jedyną drużyną, która nie uratowała się po dwóch pierwszych porażkach. Zamiast odpowiedzieć, oberwali kolejnym blowoutem, dlatego dzisiaj przed własną publicznością będą już walczyć tylko o uratowanie honoru i uniknięcie sweepu. Rok temu byli w wielkim finale, a teraz mogą być pierwszą drużyną, która pożegna się z playoffami.

A przecież to miała być jedna z najciekawszych i najbardziej wyrównanych rywalizacji pierwszej rundy… Jeszcze w pierwszym meczu na to się zapowiadało, ale podobnie jak rok temu, jedna z drużyn niespodziewanie szybko zdominowała serię. W bańce to Heat zaskakująco łatwo rozbili Bucks, teraz przyszedł czas na rewanż ekipy Giannisa Antetokounmpo. I jest to bardzo efektowny rewanż, w którym dwa ostatnie mecze wygrali łączną różnicą aż 63 punktów, w sumie zatrzymują rywali na ledwie 93.2 punktów na sto posiadań, a dzisiaj mogą przypieczętować swoją dominację sweepem. Heat mieli przypomnieć im demony przeszłości, ale Bucks wyciągnęli wnioski z zeszłorocznej porażki i udowadniają, że są dużo lepszą drużyną. Zach Lowe w swoim ostatnim tekście na ESPN pisze, że na finiszu fazy zasadniczej Bucks rozmawiali o tym czy odpuścić ostatni pojedynek z Heat, żeby uniknąć spotkania z nimi w pierwszej rundzie, ale jednogłośnie uznali, że nie będą tego robić. Chcieli wejść w playoffy w dobrym rytmie i nie zamierzali okazywać strachu przed żadnym rywalem. Teraz mają już przeciwko Heat serię czterech zwycięstw.

Denver @ Portland (2-1) 22:00

Denver Nuggets przegrali otwarcie serii, ale już przy pierwszej okazji wyrwali zwycięstwo w Portland, dzięki czemu objęli prowadzenie i odzyskali przewagę własnego parkietu.

Zgodnie z oczekiwaniami oglądamy tutaj wielki pojedynek gwiazd i po trzech meczach Damian Lillard zdobywa 37.7 punktów (rozdając do tego 9.3 asyst), tylko nieznacznie wyprzedzając na liście strzelców Nikolę Jokica, który ma średnio 36 (i dokłada 11.7 zbiórek). Ale Game 3 miało innego bohatera i był nim Austin Rivers. Gracz, który w pierwszej części sezonu stracił miejsce w rotacji Knicks, potem został przehandlowany, zwolniony i miesiąc czekał na znalezienie sobie nowej drużyny. Do Denver przeniósł się dopiero na początku kwietnia, podpisując z nimi 10-dniowy kontrakt, ale kontuzje sprawiły, że szybko zaczął odgrywać ważną rolę, a teraz trafia kluczowe rzuty w playoffach.

Przez ostatnie sześć minut Game 3 zanotował cztery celne trójki i były to kluczowe rzuty, bo najpierw dał gościom prowadzenie, potem je powiększył, a na koniec praktycznie przypieczętował zwycięstwo. Były to też niezwykle ważne trafienia, ponieważ ratowały ofensywę Nuggets, która ugrzęzła po przerwie. W trzeciej kwarcie zanotowali ledwie 25% z gry. Rivers jeszcze przed czwartą kwartą też nie mógł się wstrzelić (1/5 za trzy), ale trener zachęcał go, żeby rzucał i wykorzystywał sytuacje, w których rywale zostawiają go niepilnowanego. I nagle Rivers złapał ogień, zdobywając w czwartej kwarcie 16 ze swoich 21 punktów.

Nuggets uzbierali w sumie 20 trójek, pokonując w tym elemencie Blazers, którzy byli wyraźnie lepsi na dystansie w dwóch pierwszym meczach, ale rzucając na własne kosze trafili tylko 31%. Choć na koniec jeszcze trójkami gonili rywali i tracili tylko trzy punkty, kiedy Monte Morris spudłował dwa wolne na nieco ponad trzy sekundy przed końcem. To mogło dać gospodarzom szansę rzutu na dogrywkę… gdyby tylko zebrali piłkę. Ale już od kilku minut grali wtedy bez Jusufa Nurkica, a Terry Stotts nie zdecydował się wstawić Enesa Kantera i Jokić za trzecim razem dobił piłkę nad Robertem Covingtonem. W pierwszej kwarcie po wejściu Kantera Nuggets zrobili run, uciekając Blazers, dlatego można zrozumieć, że Stotts potem nie chciał z niego korzystać, ale dlatego nie sięgnął po niego kiedy trzeba było tylko walczyć o zbiórkę?

Nurkić już drugi raz z rzędu miał kłopoty z faulami i musiał zejść z parkietu przed czasem, a to poważny problem dla Blazers, bo z nim na parkiecie są w tej serii +21, natomiast minuty z nim na ławce przegrali różnicą 31.

Philadelphia @ Washington (2-0) 1:00

Po pierwszego meczu to nie Philadelphia 76ers byli drużyną, która musiała szukać odpowiedzi, ale Ben Simmons miał coś do udowodnienia i był tym, który w Game 2 odpowiadał krytykom. Bo mimo że zanotował 15 zbiórek i 15 asyst w wygranym spotkaniu, kibice w Filadelfii głównie skupili się na jego kiepskim dorobku punktowym. Doc Rivers wziął swojego zawodnika w obronę, mówiąc, że w Philly nie doceniają skarbu jaki mają. Simmons natomiast przypomniał, że też potrafi zdobywać punkty. Od samego startu meczu był bardzo agresywny, już w pierwszej akcji wziął na plecy Russella Westbrooka w pomalowanym, a potem dalej atakował kosz wykorzystując swoją przewagę wzrostu nad guardami gości. W pierwszej kwarcie miał 12 punktów, w całym meczu 22 przy 11/15 z gry.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

26

KOMENTARZE

  1. Clippers zawiedli internet. Miliony memów i prześmiewczych komentarzy muszą poczekać ;) A miał być taki śmieszny weekend w sieci.
    Choć seria nie jest rozstrzygnięta, bo Clippers pokazali dziś dobry basket, a Dallas mimo popisów od maestro Luki mogą się szybko okazać drużyną bez planu B. A trójki to zawsze broń obusieczna. Jeżeli chcą wygrać serię, to muszą wygrać z Clippers w niedzielę.

    Lubię to: 5
  2. Adam is on fire dzisiaj, dobry wake up, teraz dnioweczka, w sumie taki sposob coverowania PO + jakies Fleszyki + analizy Sitarza i ja bym zlego slowa nie powiedzial :)

    Lubię to: 14
  3. W wieku 64 lat zmarł Mark Eaton.
    Jedna z ikon koszykówki przedsmartfonowej.
    2x DPOTY i rekordzista średniej bloków w sezonie.

    Szkoda chłopa.
    Jazz powinni dzisiaj zagrać w fioletowo – żółtych strojach.

    Lubię to: 3