Jeremy Lin (prawdopodobnie) pożegnał się z NBA

2

Jeremy Lin nie ukrywał, że jego celem na sezon 2020/21 był powrót do NBA. Zdawał sobie sprawę, że nie będzie to zadanie łatwe, ale był w stanie poświęcić gwiazdorski kontrakt w lidze chińskiej, aby trafić do „bąbla” G League i tam zrobić wrażenie na obserwatorach. Niestety dla niego – nic takiego nie nastąpiło.

Teraz mający swoje korzenie w Wietnamie Lin, prawdopodobnie pożegnał się z marzeniami o grze w najlepszej koszykarskiej lidze świata. Opublikował na portalu Facebook list, w którym żegna się z kibicami NBA.

16 maja. W mojej głowie miałem zakreśloną tę datę jako ostatni dzwonek na znalezienie się w NBA. Później już nie było możliwości.

Po sezonie spędzonym w Chinach, gdzie zmierzyłem się z dawnymi demonami natury psychicznej, wiedziałem, że nadal należę do NBA. Każdy z zespołów pytał, czy dalej mam głód, umiejętności i zdrowie, aby utrzymać się w NBA. Chcieli na własne oczy zobaczyć, jak idzie mi gra w koszykówkę.

Postanowiłem zatem zrezygnować z sezonu poza granicami USA i przeniosłem się do G League – mało który weteran zdecydowałby się na taki ruch. Przyzwyczaiłem się, że zawsze muszę robić nieco więcej, aby dostać to, co inni, więc jakoś mnie to nie zdziwiło. Jestem dumny z tego, co udało mi się osiągnąć – w G League „mordowałem” i byłem liderem we wszystkich statystykach ważnych z punktu widzenia rozgrywającego i pobiłem swoje najlepsze średnie w karierze.

Przez kilka miesięcy patrzyłem jak inni dostają szansę, podpisują kontrakty. Mówiłem sobie, że wystarczy mi jeden 10-dniowy kontrakt, jedna szansa powrotu na parkiet, aby pokazać, że wciąż potrafię grać. W końcu tak zaczęła się moja kariera – jedna szansa na pokazanie swojej wartości.

Z powodów, o których nic mi nie wiadomo, nigdy taka okazja się nie zmaterializowała. Udowodniłem jednak, że jestem lepszy niż kiedykolwiek, że jestem koszykarzem na poziomie NBA. Tak jak już mówiłem wcześniej – duże marzenia sprowadzają czasem na ciebie ogromny ból serca.

Wiem, że i tak mi się poszczęściło – miałem w NBA karierę, o której nie marzyłem nawet w najskrytszych snach. Miałem ten luksus, że mogłem pozwolić sobie na ściganie marzeń przez rok i nie martwić się o opłatę rachunków. Moja rodzina, partnerzy biznesowi, wszyscy czekali na mnie, gdy zrezygnowałem z bycia gwiazdą CBA, aby grać w G League.

Do kolejnego pokolenia Azjatycko-Amerykańskich koszykarzy – żałuję, że jako zawodnik NBA nie zrobiłem więcej, aby przełamać bariery, szczególnie teraz. Jednak wy jesteście następni. Kiedy nadarzy się okazja, NIE wahaj się. Nie martw się tym, czy ktoś uważa, że nie należysz do tego miejsca. Świat nie zrobi tego za ciebie – kiedy już otworzysz jedne drzwi, to wyważ je butem i przyprowadź ze sobą pozostałych.

Nie udało mi się tego zrobić w tym sezonie, ale nie wstydzę się tego, wciąż trzymam głowę wysoko. Przyszłość zawierzam Bogu. „Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was – wyrocznia Pana – zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie” – powiedział Pan. Dziękuję wszystkim, których spotkałem na mojej drodze. Kocham was.

Poprzedni artykułVictor Oladipo może wrócić do gry jeszcze w tym roku
Następny artykułWake-Up: Booker i Trae Young są gotowi, Grizzlies wygrali w Utah

2 KOMENTARZE