Dniówka: Nagrody za sezon 2020/21

9
fot. AP Photo

Na finiszu sezonu te wszystkie możliwe roszady w tabelach obu konferencji są tak skomplikowane, że pomyliłem się pisząc wczoraj, że sprawa trzeciego miejsca na Zachodzie jest przesądzona. LA Clippers oddali zwycięstwo w Houston, równocześnie oddając trójkę Denver Nuggets. W tej sytuacji scenariusz derbów LA w pierwszej rundzie playoffów jest już bardzo, bardzo mało prawdopodobny. Teraz, żeby pozostać na czwartej pozycji, Clippers muszą tylko przegrać ostatni mecz… Choć to wcale nie musi być takie oczywiste, bo zagrają w OKC, a Thunder nie będą chcieli stracić swojego trzeciego miejsca w odwróconej tabeli. Tak więc jeszcze zobaczymy jak to wszystko się poukłada. W każdym razie Nuggets tym bardziej nie powinni wygrywać w niedzielę w Portland, bo jeśli pomogą Los Angeles Lakers wskoczyć do szóstki, na otwarcie playoffów spotkają się właśnie z LeBronem i AD.

Czekamy na ostateczne rozstrzygnięcia, a jako że sezon dobiega końca najwyższy czas rozdać nagrody.

SIXTH MAN OF THE YEAR

Jordan Clarkson (Utah Jazz)
18.2 PKT, 4.1 ZB, 2.5 AST, 42.3/34.4/89.2%

W pierwszej części sezonu nie było wątpliwości kto jest najlepszym rezerwowym ligi. Super gorący Jordan Clarkson nie miał wtedy konkurencji, ale z czasem ten jego ogień zaczął coraz bardziej przygasać i jego strzeleckie popisy przestały być tak efektywne jak wcześniej. Zaczynał sezon ze skutecznością na poziomie 49% z gry i 44% za trzy w pierwszym miesiącu, a po przerwie na ASG jest to niespełna 40% i 32%. Nadal pozostaje zdecydowanie najlepszym strzelcem NBA wśród rezerwowych, ale te swoje rekordowe zdobycze zalicza z najniższą w karierze skutecznością z gry. To sprawia, że przestał być pewniakiem do tytułu Szóstego Gracza. Tym bardziej, że gdyby wziąć po uwagę tylko drugą część sezonu, nagrodę otrzymałby Derrick Rose. To zresztą jedna z najlepszych historii tego sezonu, bo D-Rose fantastycznie odnalazł się w Nowym Jorku i po wielu latach odbudowywania swojej kariery, udowodnił, że nadal może być ważną częścią wygrywającej drużyny. Odgrywa kluczową rolę wchodząc z ławki Knicks i z nim na parkiecie są aż o 11.7 punktów na sto posiadań lepsi. Tylko, że w całym sezonie opuścił 19 meczów, a w barwach Knicks zdążył rozegrać 33. To mimo wszystko musi mieć znacznie, bo dla porównania Clarkson w 36 meczach rzucił dla Jazz co najmniej 18 punktów. W całym sezonie to też Clarkson ma najwyższy wskaźnik +/- (4.3) wśród zmienników. Brakuje mu lepszej skuteczności, ale wykonuje swoje zdanie dostarczając punkty i ciągnie atak rezerwowych ustawień najlepszej drużyny NBA, której jej drugim strzelcem.

1. Jordan Clarkson, 2. Derrick Rose, 3. Jalen Brunson

MOST IMPROVED PLAYER

Julius Randle (New York Knicks)
24 PKT, 10.2 ZB, 5.9 AST, 45.7/41.2/81.5%

Już w zeszłym sezonie był gwiazdą New York Knicks, ale wtedy bardziej pasowało do niego określenie 'gwiazdka’, bo był tylko mało efektywnym zawodnikiem nabijającym sobie ładne cyferki w kiepskiej drużynie. Podobnie jak wcześniej w Nowym Orleanie. Było wiadomo, że potrafi grać, ale nie pomagał wygrywać. Dlatego też progres jaki wykonał w tym sezonie jest tak imponujący. Nie tylko stał się dużo lepszym koszykarzem, ale też liderem tych zaskakująco dobrych Knicks. To na nim opiera się ofensywa drużyny, to on ma piłkę w rękach, oddaje dużo rzutów i dużo podaje. Do tego spędza na parkiecie najwięcej minut w lidze, ale mimo tak ogromnego obciążenia, gra bardzo efektywnie, a też dużo bardziej niż wcześniej stara się i angażuje w obronę. Przede wszystkim poprawił swój rzut i kreowanie kolegów. Zalicza niemal dwa razy więcej asyst niż rok temu i nagle jest poważnym zagrożeniem na dystansie trafiając ponad 41% trójek. Wcześniej można było zostawiać go za łukiem, bo w karierze miał skuteczność 29.5%. Jeszcze kiedy był wybierany na All-Stara można było mieć wątpliwości czy utrzyma tak wysoki poziom i czy faktycznie jest już gwiazdą, ale w dalszej części Randle był nawet lepszy, dlatego jest poważnym kandydatem do All-NBA i pewniakiem do MIP.

1. Julius Randle, 2. Jerami Grant, 3. Jaylen Brown

DEFENSIVE PLAYER OF THE YEAR

Rudy Gobert (Utah Jazz)
14.3 PKT, 13.5 ZB, 2.7 BLK 67.4% FG

Ben Simmons wepchnął się do tej dyskusji ogłaszając, że jest lepszym obrońcą niż Rudy Gobert, ale mimo że bardzo cenię defensywne umiejętności Simmonsa w pojedynkach najlepszymi graczami z różnych pozycji, to środkowy Jazz zostawił konkurencję daleko w tyle. Od dawna pewnie zmierza po swoją trzecią statuetkę DPOY. Gobert tworzy trzecią najlepsza obronę ligi, która z nim na parkiecie traci zaledwie 101.3 punktów na sto posiadań, czyli aż o 5.5 mniej niż najlepiej broniący w sezonie Lakers, natomiast pod nieobecność Francuza spada do poziomu trzeciej dziesiątki ligi (112.5). Jak zwykle jest jednym z najlepszych rim-protectorów i po raz drugi w karierze liderem bloków (2.7), skutecznie odstraszając rywali od pomalowanego, ale nie tylko tam jego obecność robi dużą różnicę. Systematycznie poprawia się z dala od kosza, wykorzystuje długość swoich ramion, przewiduje ruchy rywali i bardzo dobrze radzi sobie broniąc pick-and-rolle. W sumie kontestuje średnio 15 rzutów na mecz (drugi wyniki w lidze), a według danych NBA.com/stats pilnowani przez niego zawodnicy trafiają ze skutecznością aż o 7.6 punktów procentowych gorszą niż normalnie (zdecydowanie najlepszy wśród starterów). Co więcej, w różnych defensywnych wskaźnikach jak chociażby Defensive Real-Plus Minus nie tylko jest zdecydowanym liderem (7.90, drugi Capela 4.92), ale ma historycznie dobre wyniki.

1. Rudy Gobert, 2. Ben Simmons, 3. Draymond Green

ROOKIE OF THE YEAR

LaMelo Ball (Charlotte Hornets)
15.8 PKT, 6 ZB, 6.2 AST, 1.6 PRZ, 44.3/36.1/75.8%

Anthony Edwards potrzebował trochę czasu, żeby odnaleźć się w NBA, dostać wsparcie od wreszcie zdrowego Karla Townsa i zacząć pokazywać swoje możliwości. Od przerwy na All-Star Game wygląda już jak gwiazda przyszłości zaliczając 23.6 punktów (45.4% z gry, 35% za trzy), 5.5 zbiórek i 3.3 asyst. Jest zdecydowanie najlepszym strzelcem wśród rookies i bardzo dobrą grą w ostatnich miesiącach mocno poprawił swoje notowania w wyścigu po ROY. Wyprzedził Tyrese’a Haliburtona i stał się poważnym zagrożeniem dla LaMelo Balla. Ale mimo że Ball opuścił 21 meczów z powodu kontuzji, to nadal on najbardziej zasłużył na tę nagrodę. Młody gwiazdor Charlotte Hornets od początku grał na wysokich obrotach, prezentował też większą wszechstronność, a przede wszystkim pomagał swojej drużynie wygrywać. Najpierw jako kluczowy rezerwowy, później już w roli podstawowego rozgrywającego wniósł nową energię do drużyny. Zachwycał swoimi podaniami, trafiał z dystansu i wyjątkowo dobrze jak na tak młodego i niedoświadczonego zawodnika prowadził grę. Sprawił, że Hornets byli jednym z objawień sezonu i zanim doznał kontuzji walczyli o bezpośredni awans do playoffów. Pod względem indywidualnych osiągnięć Ball jest najlepszym podającym i przechwytującym wśród debiutantów, liderem PER, a drugim pod względem średniej punktów i zbiórek.

1. LaMelo Ball, 2. Anthony Edwards, 3. Tyrese Haliburton

COACH OF THE YEAR

Tom Thibodeau (New York Knicks, 39-31)

Początkowo chciałem przyznać tę nagrodę Quinowi Snyderowi za to, że udało mu się wykonać ten niezwykle trudny wyczyn wprowadzenia bardzo dobrej drużyny na jeszcze wyższy poziom. Utah Jazz jako jedyni w tym sezonie znajdują się w top-5 efektywności ofensywnej i defensywnej, a także przekraczają poziom 71% zwycięstw. Nie zapominamy, że mówimy o drużynie, która w zeszłym sezonie grała poniżej oczekiwań, oddała w playoffach prowadzenie 3-1 i zmagała się z konfliktem gwiazdorów. Jeszcze w wakacje było tu dużo znaków zapytania, ale Synder nie dał się rozsypać zespołowi i stworzył rewelacyjnie funkcjonującą maszynę. Wykonał kapitalną pracę, jednak ostatecznie jeszcze bardziej imponujące jest to, co zrobił Tom Thibodeau przywracając do życia koszykówkę w Nowym Jorku. Przejmował zespół w przebudowie, który nie miał o nic walczyć, a wprowadził ich bezpośrednio do playoffów. Jeszcze w zeszłym sezonie Knicks wygrali tylko 21 meczów, a w ich składzie było już sześciu zawodników z dziesiątki, która obecnie rozegrała najwięcej minut. Na papierze nie wyglądali dobrze, ale Thibs zmusił ich do pracy, twardej gry, pomógł rozwinąć skrzydła młodym zawodnikom i ustawił świetną obronę mimo braku wybitnych defensorów. Sprawił, że ta zbieranina graczy, która jeszcze rok temu nie miała większego sensu, stworzyła dobrze zgrany kolektyw.

1. Tom Thibodeau, 2. Quin Snyder, 3. Monty Williams

MOST VALUABLE PLAYER

Nikola Jokić (Denver Nuggets)
26.4 PKT, 10.9 ZB, 8.4 AST, 1.3 PRZ, 56.7/39.3/86.7%

Gdyby nie kontuzje innych najpoważniejszych kandydatów czy to, że drużyna Stepha Curry’ego znajduje się na granicy ósemki, ten wybór nie byłby tak oczywisty, a w amerykańskich mediach argumenty za Nikolą Jokicem może nawet miałyby problem z mocnym przebiciem się. Nadal jednak musiałby być jednym z głównych faworytów i nawet gdybyśmy zupełnie nie patrzyli na liczbę rozegranych meczów, Joker miałby duże szanse skończyć z tą nagrodą, ponieważ rozgrywa fantastyczny sezon. Jego dostępność i regularność to tylko kolejne atuty. Choć w tym dziwnym, skondensowanym sezonie, rozgrywanym w czasie pandemii, może właśnie to powinno mieć jeszcze większą wartość. Do zdrowia oczywiście trzeba mieć szczęście, ale można też oszczędzać się, odpoczywając w niektórych meczach, albo nie zawsze dając z siebie wszystko. Jokić tymczasem nie tylko zawsze grał, ale też od początku grał na najwyższym poziomie. W 71 meczach za każdym razem miał dwucyfrowy dorobek punktów, zaledwie trzy razy zdarzyło mu się trafić mniej niż 40% rzutów z gry, pięć razy zanotował mniej niż 5 asyst, a tylko 11 występów zakończył bez double-double. Imponował regularnością, co było niezwykle ważne dla Denver Nuggets, bo jego koledzy przez cały sezon mieli kłopoty z kontuzjami. Najpoważniejszym ciosem była oczywiście strata Jamala Murraya, ale w sumie poza Jokicem tylko Facundo Campazzo opuścił mniej niż 10 meczów. Co więcej, nikt poza Nikolą nie rozegrał więcej niż 53 meczów w wyjściowym składzie. Ale mimo tych nieustannych problemów kadrowych skończą w pierwszej trójce/czwórce Zachodu, ponieważ zawsze mogli liczyć na swojego lidera.

Jokić potwierdził, że jest najlepiej podającym środkowym w historii NBA. Pokazał też, że potrafi dostarczać dużo punktów i to z rewelacyjną efektywnością. Nie było jeszcze w historii ligi wysokiego ze skutecznościami na poziomie 55-38-85%. Nawet Kevin Durant nigdy nie zanotował takich cyferek, a jedynym graczem, który wcześniej tak rzucał był Chris Mullin w 1997. W kończącym się sezonie Jokić jest jednym zawodnikiem znajdującym się w top-5 ligi pod względem łącznej liczby punktów, zbiórek i asyst. Jest również liderem PER (31.41) i WinShares (15.3). Warto też zwrócić uwagę jak fantastyczna jest ofensywa prowadzona przez Nikolę. Kiedy jest on na boisku, Nuggets zdobywają średnio aż 120.3 punktów na sto posiadań, czyli więcej niż najlepszy atak NBA. Tymczasem bez niego ten mechanizm zupełnie przestaje działać i Nuggets generują tylko marginalnie więcej punktów niż najgorszy atak ligi (102.7).

1. Nikola Jokić, 2. Joel Embiid, 3. Stephen Curry

EXECUTIVE OF THE YEAR

James Jones (Phoenix Suns)

Zrobił fantastyczny transfer po Chrisa Paula, przejmując lidera i All-Stara za bardzo korzystną cenę (pick w pierwszej rundzie, Rubio, którego CP zastąpił i Kelly Oubre, który nie grał w bańce). Dodał też bardzo dobrze pasującego do drużyny Jae Crowdera i zatrzymał Dario Sarica, który jest kluczowym rezerwowym. Świetnie uzupełnił młody trzon swojej drużyny, dzięki czemu z ekipy będącej rewelacją bańki, Phoenix Suns stali się zespołem, który nie tylko wreszcie wraca do playoffów, ale przebił się do ścisłej czołówki ligi. Jeszcze niedawno marzyli tylko o tym, żeby znaleźć się ponownie w ósemce, teraz myślą nawet o mistrzostwie.

1. James Jones, 2. Travis Schlenk (Hawks), 3. Sean Marks (Nets)

49
Poprzedni artykułWake-Up: Bitwa o LA zaczeka, Warriors i Grizzlies oszczędzali graczy
Następny artykułWake-Up: Wielki powrót Króla. Kobe, Duncan i KG w Hallu Sław

9 KOMENTARZE

  1. DPOY – troche ciezka sprawa, bo jednak Ben robi robote, Embid zreszta tez, a Bam tez powinien byc pewnie w top’ie, ale pewnie Rudy dostanie bo najlatwiej wytlumaczyc
    COY – no jest kilku kandydatow, ale Thibs zmiotl konkurencje, powinien dostac 100% glosow za to co zrobil
    MVP – chyba zgoda, ale ciezko pominac obrone Jokica.. jest Embid, CP3, Giannis, Joel i Antek sa mega, ciezko opisac jak bardzo dominuja, z kolei CP3 zmienil srednia druzyne w kontendera, ciezka sprawa dac jednemu
    Z najlepszych druzyn sezonu, brakuje docenienia Philly (Joel? Ben? Doc? Morey?), Nets (no tutaj zdecydowanie GM, wszyscy mowili ze lipa, pilki zabraknie itp. a kto wie, sa wg. niektorych faworytami na mistrza)

    Lubię to: 2
  2. Curry kręci jedne z najlepszych liczb w swojej karierze i jeśli GSW wyeliminowaliby LAL w play in, to kandydatura robi się jeszcze poważniejsza.

    Westbrook jak zdobywał MVP, gdzie zaliczył rekord triple-double w sezonie, OKC kończyło sezon ok. 8 pozycji.

    Kibicuje jednak Jokicovi. Super historia i niesamowity zmysł do koszykówki, połączony z efektywnością oraz wpływem na organizację DEN.

    Lubię to: 5