Kajzerek: Droga powrotna Monty’ego Williamsa

1
AP Photo

Otrzymał cios i nazwał go “testem wiary”. W niezwykły sposób pozbierał się po ogromnej tragedii i stanowi uskrzydlający przykład człowieka, który w wielkim bólu odnalazł sens i był w stanie go zaakceptować. Ingrid Williams zmarła po wypadku samochodowym spowodowanym przez kobietę, w której krwi znaleziono spore ilości metamfetaminy. Przez dwa dni walczyła w szpitalu o życie, lecz obrażenia były zbyt poważne. Zostawiła Monty’ego z piątką dzieci. Byli przykładnym małżeństwem przez 20 lat, znali się 26. Monty uchodzi za wzór trenera, męża, społecznika. Cała NBA bardzo mocno przeżyła jego tragedię. Jednak sposób w jaki na nią zareagował przerósł wszelkie wyobrażenia.

Poranek 9 lutego był kolejnym z życia państwa Williamsów. Monty wrócił z meczu w Phoenix. Pełnił wówczas obowiązki asystenta trenera Oklahomy City Thunder. Ingrid była kobietą bardzo odpowiedzialną, cały dzień dokładnie planowała. O 7:15 zabrała samochód i zaczęła od osób, którymi się opiekowała, następnie pojechała na trening koszykówki w szkole średniej i do swojego doktora. Wszystko toczyło się tak, jak toczyło się dla niej każdego kolejnego dnia. To przyjemna rutyna, czerpała z niej dużo satysfakcji i na pewno nie zaniedbywała przy tym obowiązków żony i matki. Pomagała także w centrum dla ubogich dzieci jako wolontariuszka. Była aktywną chrześcijanką, starała się uczestniczyć w życiu lokalnej społeczności.

Monty zajęty przygotowaniami do kolejnego meczu nie zwrócił uwagi na to, że zrobiło się późno, a on nie słyszy głosu Ingrid temperującego najmłodsze dzieci. O 20:30 zadzwonił telefon jego córki Laeli. Po drugiej stronie była jej siostra Faith. Monty dostrzegł pusty wzrok córki, gdy ta usłyszała wieści. Faith jechała ze swoją matką oraz siostrą Janną oraz bratem Micah. 52-letnia Susannah Donaldson wjechała prosto w ich samochód. Sprawczyni zmarła na miejscu, wraz ze swoim psem, którego trzymała na kolanach. Dzieciom nie stała się żadna krzywda, wyszli z wypadku bez większego szwanku. Ingrid nie dopisało tyle szczęścia. W szpitalu jej stan drastycznie się pogorszył. Zmarła po walce, w wieku 44 lat.

Doc Rivers zaraz po tym, gdy usłyszał wieści odwołał swoje wakacje i poleciał prosto do domu Monty’ego. Dzwonił Gregg Popovich, przyjechał Anthony Davis oraz Ryan Anderson, który sam przeżył ogromną tragedię, gdy znalazł w mieszkaniu powieszone ciało swojej narzeczonej. Pierwsze dni były szalenie trudne. Williams po kilku latach przyznał, że jedyne czego wówczas potrzebował to przestrzeni, by przetworzyć wszystko, co mu się przydarzyło. Wiele pytań, żadnych odpowiedzi. Nieskazitelna wiara Williamsa była źródłem jego siły, teraz sam nie wiedział, co ma robić i co ma myśleć. Mimo to w trakcie pogrzebu, 18 lutego, wygłosił niezwykle poruszające przemówienie, w którym przebaczył sprawczyni wypadku. Nie wszyscy byli przekonani, czy powinien tamtego dnia wychodzić na mównicę. Nie byli pewni, czy poradzi sobie z takim ciężarem.

– To bardzo trudne dla całej mojej rodziny, ale poradzimy sobie – mówił. – Moja żona prawdopodobnie by mnie spoliczkowała, gdybym teraz po prostu siedział i użala się nad tym, co się stało. To oczywiście nie odbiera bólu. Poradzimy sobie, bo Bóg na pewno nam pomoże. Nie możesz się poddać, nie możesz odpuścić – dodał. – Wszyscy modlą się za mnie i za moją rodzinę, za co dziękuję. Nie możemy jednak zapominać, że w tym wypadku ucierpiały dwie rodziny. Oni także potrzebują modlitwy. Nie obudzili się z chęcią zrobienia mojej żonie krzywdy. […] Modlimy się za nich, oni także są w żałobie. Nie zapominajmy w tym wszystkim, co jest najważniejsze – skończył.

Niewielu w takiej sytuacji byłoby stać na słowa o tak silnym przesłaniu. Monty’ego zapewne wiele to kosztowało, co nie zmienia faktu, że wszyscy byli w ogromnym szoku. “When you lose something, you can’t find it. I know exactly where my wife is.” Monty Williams był na tej mównicy człowiekiem wielkich cnót. Ludzie z niedowierzaniem kręcili głowami. “Mówił nam to, co my powinniśmy mówić mu” – skwitował R.C. Buford z San Antonio Spurs. Po wszystkim Williams wrócił do pracy, lecz w Oklahomie wiedzieli, że nie zostanie z nimi na kolejny sezon. Chciał na chwilę uciec, skupić się na swojej rodzinie i odzyskać balans, by pewnego dnia wrócić, lecz z czystą głową. Telefony dzwoniły. Nie odbierał, czekał na odpowiedni moment. Nie chciał zawieść swoich dzieci, nikt nie przygotował ich na taką traumę.

Po dwóch latach od śmierci żony dołączył do sztabu Bretta Browna w Filadelfii. Bardzo szybko zaznaczył swoją obecność w nowym środowisku. W międzyczasie poznał Lisę. Spotkali się w San Antonio, bardzo szybko zdecydowali się na ślub. Dzieci Williamsa ją uwielbiają, o to Monty obawiał się najbardziej. Lisa w bardzo delikatny sposób budowała relacje z Montym i jego pociechami. Zyskała ich zaufanie i dla kilku jest “mother figure”, bowiem Ingrid odeszła zbyt wcześnie. Dzięki niej Monty mógł bez żalu i wyrzutów sumienia wrócić do pracy. Przejęcie którejś z ekip w charakterze head-coacha było kwestią czasu. W maju 2019 roku podpisał z Phoenix Suns 5-letnią umowę. Mając u boku – dopiero poznającego uroki pracy w charakterze GM-a – Jamesa Jonesa, panowie chcieli stworzyć solidne podstawy. Bieżący sezon potwierdza, że obrali słuszny kierunek swoich działań.

W sezon 2020/21 Suns ruszyli z ósemką nowych zawodników w rotacji. Wiele puzzli dla całego sztabu, ale przez najgorszy okres Suns przebrnęli gładko. Kluczowe dla szkoleniowca było zaimplementowanie kultury, z jakiej korzyści czerpać będą wszyscy, bez względu na przeciwności losu. W wielu meczach wychodziła ona na wierzch ze wszystkich stron – grali jak zainspirowani, zamykając w obronie i konsekwentnie szukając otwartych przestrzeni w ataku. Wiele w grze Suns wygląda po prostu tak, jakby było dobrze przemyślane. Nie ma forsowania, nie ma wytykania palcami, a przede wszystkim są liderzy w odpowiednich momentach biorący ciężar na własne barki. Williams zbudował strukturę, w jakiej wszyscy znają swoje miejsce, a to zadanie w bieżących rozgrywkach, przeoranych przez COVID-19 i kontuzje kluczowych graczy, było szczególnie trudne.

Williams by osiągnąć swój cel musiał zastosować niestandardowe środki. Rzutówki zmienił w krótkie treningi, by cały czas utrwalać i nie dać nikomu zapomnieć o pryncypiach. Dla drużyny na dorobku najważniejsze jest to, by złapać regularność, a co za tym idzie powtarzalność. Fakt, że Suns są wiceliderem zachodniej konferencji jednoznacznie podpowiada, że ten cel drużyna Monty’ego realizuje bez większych zarzutów. Bardzo ważne dla zespołu okazało się wprowadzenie elementu rywalizacji w niemal każdy aspekt funkcjonowania. Jakiś czas temu opowiadał o tym Langston Galloway, który stwierdził, że intensywność jego kolegów daje o sobie znać nawet, gdy zapraszają na niezobowiązujący konkurs rzutów z linii wolnych.

– Na pierwszym miejscu jest stworzenie kultury wygrywania – mówi Galloway. – To on [Williams] za to odpowiada. Kolejna sprawa to chęć rywalizacji. […] Każde kolejne ćwiczenie to szansa dla każdego z nas, by pokazać się z jak najlepszej strony. Myślę, że to przekłada się na mecze, zawsze wychodzimy z takim samym nastawieniem, skupieni na zadaniu – dodał.

Ci Suns to wielkie świadectwo warsztatu Williamsa, zarówno tego odnoszącego się do budowania systemu, jak i zarządzania swoją drużyną od strony czysto psychologicznej. Niemal każdy gracz, który dołączył w ostatnim czasie do Suns powtarza to samo – decyzja w dużej mierze sprowadziła się do tego, że to Monty jest head-coachem. Trener regularnie dziękuje swoim zawodnikom za poświęcenie, zwłaszcza weteranom. Ci regularnie dostają od niego pokrzepiające wiadomości. HC Phoenix Suns jest jednym z kandydatów do COTY, lecz przez hype na New York Knicks prawdopodobnie przegra z Tomem Thibodeau. Należy jednak wytłuszczonym drukiem podkreślić, że wykonuje w Arizonie wzorową pracę.

Dziesięć lat temu w Nowym Orleanie nie wszystko potoczyło się dla niego tak, jakby sobie tego życzył. Tamta porażka wiele go nauczyła, bo jak na dłoni pokazała to, z czym miał największe problemy. W Phoenix nie tylko zjednoczył swój zespół i nadał mu konkretną tożsamość, ale także w popisowym stylu zarządza ego największych osobowości (czyt. Devina Bookera i Chrisa Paula). Takie rzeczy nigdy nie dzieją się przez przypadek. Jego charakter został wykuty przez wiele złych doświadczeń. Monty’emu udało się je zmienić w zdrowe relacje, przejrzystą filozofię i pozytywnie zaraźliwy sposób bycia. Jego historia jest żywa i pełna autentyczności.

35

KOMENTARZE