Jrue Holiday mówi: jak kryć najlepszych, Steph jest kosmitą, a Giannis to atletyczny świr

3

Milwaukee Bucks z meczu na mecz wyglądają coraz lepiej, przynajmniej takie wrażenie odnosiło się oglądając ich ostatnie dwa spotkania z Philadelphia 76ers. Jednak jeszcze zanim to nastąpiło, rozrywający Bucks – Jrue Holiday – był gościem w podcaście u swojego byłego kolegi z drużyny – JJ-a Redicka.

Holiday spędził w Nowym Orealnie sześć lat grając u boku Anthony’ego Davisa, ale w trakcie ostatniego off-season został wytransferowany do Milwaukee, gdzie stał się „pomagierem” Giannisa Antetokounmpo i Khrisa Middletona. Czy to w jeszcze większym stopniu pozwoliło zdjąć z niego presję i skupić się na swoich największych zaletach?

Zdecydowanie. Wydaje mi się, że dobrze się dogadujemy. Mieliśmy słaby początek, bo musiałem się nauczyć nieco funkcjonowania tego duetu, w końcu oni grają ze sobą osiem lat. Musieliśmy wdrożyć nowe rozwiązania Na początku dużo czasu spędzałem w dunker spot, a Giannis przeprowadzał piłkę. Chodziło też o selekcję rzutową. Giannis wywiera ogromną presję na przeciwnikach, chce dostawać się do obręczy – albo ty będziesz faulował albo ja dostanę ofensywnego. A to on jest dwukrotnym MVP i Najlepszym Obrońcą sezonu. Anthony [Davis] może trafić 50 punktów tylko rzutami z półdystansu. Baterie Giannisa się nie wyczerpują. On po prostu cały czas na ciebie napiera. Cieszę się, że teraz mogę być po jego stronie.

Jednak sukces Bucks to nie tylko Giannis, ale i jego dobry kumpel – Khris. Jak w opinii rozrywającego wypada Middleton?

Khris potrafi dużo lepiej podawać niż myślałem. Miałem go za rzucającego, ale to nie jest jego jedyna mocna strona. Nie będę ukrywał – gra z nimi ułatwiła mi wiele rzeczy. Wydaje mi się, że Giannis mi ufa. Khris wiedział od początku, że jestem dobry, ale Giannis potrzebował chwili, aby mi zaufać.

Dla takiego weterana jakim jest Holiday rywalizacja z najlepszymi atletami globu powinna być rzeczą normalną, i jest. Jednak w jego ekipie jest pewien koleś, który wymyka się utartym schematom. Chodzi oczywiście o Gianisa.

W każdym meczu przecieram oczy ze zdumienia. Są akcję, w których wykonuje jeden drybling od połowy, bierze piłkę w ręce i wsadza do kosza w linii rzutów osobistych. Nie mogę uwierzyć. On ma ten swój długi krok, też ten gather step i wygląda to trochę na błąd kroków, ale ja nawet z błędem kroków nie byłbym w stanie czegoś takiego zrobić. A jestem całkiem niezłym atletą. Powinien być w Space Jam, to najbardziej szalone rzeczy jakie widziałem na boisku. Co w nim uwielbiam, to fakt, że chce być najlepszy – te wszystkie dziwne rzuty, nietypowe dla niego, on je wszystkie codziennie ćwiczy. Dlatego chciałbym JJ-a u nas – on by mu pokazał jak robić to ciągle. Choć według mnie rozchodzi się tutaj o pewność siebie – musi uwierzyć w siebie, w swój rzut.

Giannis to oczywiście niesamowity atleta, który do tego nauczył się w perfekcyjny sposób panować nad swoim ciałem.

To naprawdę szalone, biorąc pod uwagę to jak chudy był, gdy pojawił się w lidze. A teraz patrzysz na szerokość jego ramion i one jakby się nie kończyły. To samo jest z ich długością. Wiesz, że lubią podnosić ciężary, a on lubi to jeszcze bardziej. Siedzi cały czas w siłowni i mówi „Ech, te nogi. Wciąż nie są wystarczająco silne”. Niedowierzam. Przecież jesteśmy w trzecim miesiącu sezonu, staramy się jedynie zarządzać ciałem, nie dokładamy ciężarów. On chce kontaktu w trakcie meczu, szuka go. Obrońca musi przewidywać, bo nigdy nie wiadomo, w którą stronę może pójść, jest tak szybki.

Jrue jest uważany przez wielu zawodników za najlepszego obrońcę w lidze bez podziału na pozycje. Mówił o tym Kevin Durant, Damian Lillard i ostatnio Stephen Curry. Jakich zatem sposobów używa Holiday, aby powstrzymać tego typu zawodników?

Staram się zrobić wszystko, dosłownie. Wszystkie sztuczki wchodzą w grę. Biegam za nimi, aby nie rzucili trójki. Kiedy chcą wejść w pomalowane staram się ich pchać, łapać za ramię – niech zaczną narzekać, rozmawiać z sędziami. Jeśli jesteś dobrym obrońcą, to arbitrzy przymykają oko na niektóre przewinienia. Kiedy wyskakujesz, próbujesz zablokować rzut, to czasem możesz uderzyć rzucającego w rękę i nikt tego nie zauważy. Jednak Dame i Steph to zupełnie inna półka. Steph jest kosmitą. Trudno mi to pojąć. Faulowałem go w trakcie rzutu z połowy. Jestem pewien, że nawet nie patrzył na obręcz, a i tak prawie trafił, a oni nie odgwizdali faulu. Zastanawiałem się wtedy: „Co bierzesz? Daj trochę, też chcę tak grać”.

Steph jest wyznacznikiem nowych trendów w koszykówce. Albo inaczej – był już od kilku lat i dalej to robi. Rzeczy, które próbuje robić są niebywałe i teraz sporo dzieciaków chce być jak Steph.

Wielu młodych graczy chce próbować tego, co on i myślą, że to w porządku. Nie – tylko on jest w stanie zrobić niektóre zagrania. On i Dame. Kiedy Dame wejdzie w swój rytm, to jest w stanie bez większego wysiłku rzucić 40 punktów. Robią to z 12. metra, po step-backu, po side-stepie.

Tutaj jeszcze wypowiedź Lillarda z maja 2020 roku, kiedy był gościem Redicka i opowiadał o serii z New Orleans Pelicans z poprzedniego roku. Blazers byli wtedy typowani na zdecydowanych faworytów – zakończyli sezon regularny na trzecim miejscu, mieli przewagę parkietu i grali naprawdę dobrze. Jednak wtedy pojawili się Pelicans, którzy wybili Lillardowi i spółce z głowy awans do drugiej rundy, i to w dość brutalny sposób.

Przeciwko Nowemu Orleanowi nie musiałem nawet grać pick&rolla. Wystarczyło, że przekroczyłem połowę boiska, a ci się na mnie rzucali. Gracz biegł z weak side tylko po to, aby odciąć pierwsze podanie. Nie spodziewałem się tego. Próbowałem to ogarnąć, ale było to trudne. W trakcie sezonu regularnego miałem przeciwko nim kilka dobrych meczów, ale w play-offach mnie zaskoczyli. Po pierwszych dwóch meczach nie wiedziałem do końca co się stało. Po odpadnięciu musiałem obejrzeć to, co się wydarzyło. Choć nie chciałem tego robić, nie było to łatwe doświadczenie. Wtedy zdałem sobie sprawę, że muszę być mądrzejszy na parkiecie. Nie uważałem, że byłem przewidywalny, ale musiałem dołożyć do swojego arsenału kilka zagrań. Jrue mnie krył i według mnie to najlepszy obrońca na pozycji guarda. To nie do końca tak, że on mnie powstrzymał. Trapowali mnie we dwóch, więc było to nieco inaczej. On wykonał świetną robotę.

Jrue to również gość, który bardzo dużo czasu i środków poświęca na sprawy społeczne – chce, aby innym ludziom żyło się lepiej i to zawsze zasługuje na uznanie. Kiedy poprzedni sezon NBA wznawiany był w „bańce” powiedział, że całą swoją wypłatę za ten okres przeznaczy na pomoc innym i słowa dotrzymał. W podcaście możemy się dowiedzieć o tym nieco więcej. Jest też trochę o tym sezonie – jak brak kibiców i napięty kalendarz wpływa na jego grę oraz o tym, jak to jest, w końcu, grać dla klubu, który wymieniany jest w gronie kandydatów do mistrzostwa.

38
Poprzedni artykułLeBron James powinien wrócić do gry w kolejnym tygodniu
Następny artykułWake-Up: Koncert Charlotte, powrót KD, Memphis znów górą w Portland

3 KOMENTARZE