Dniówka: Największe zagrożenie dla przyszłości Rockets

3
fot. houstonchronicle.com

Po odejściu Daryla Moreya dużo pojawiło się dyskusji o przyszłości Houston Rockets, ale Tilman Fertitta zapewnia, że kibice jego drużyny nie mają się o co martwić, ponieważ zmiana managera nie powoduje zmiany kursu. Rafael Stone gwarantuje kontynuację i Rockets dalej będą walczyć o tytuł. Nie ma mowy o rozbijaniu zespołu, bo mając Jamesa Hardena i Russella Westbrooka, ich okienko będzie otwarte jeszcze przez kilka następnych lat. Chcą to wykorzystać i Fertitta przekonuje, że zrobią wszystko co w ich mocy, żeby wygrać.

Tylko czy faktycznie kibice Rockets nie mają się o co martwić? Czy mogą zaufać, że właściciel ich drużyny rzeczywiście zrobi wszystko, co się da? Problem w tym, że Fertitta lubi dużo gadać i obiecywać, ale to później nie pokrywa się z działaniami jego drużyny. Ile razy w poprzednich latach mówił, że cena mistrzostwa właściwie nie gra roli i jest gotowy płacić podatek? Słyszeliśmy to przed każdym sezonem, odkąd trzy lata temu został właścicielem. Ile razy w tym czasie Rockets przekroczyli próg luxury tax? Zero.

Podczas tegorocznego trade deadline główną historią było oczywiście przejście w super smallball i oddanie Clinta Capeli za Roberta Covingtona, ale przy okazji znacząco też ograniczyli koszty. Drugi rok z rzędu wymiana w lutym pomogła Rockets uniknąć płacenia podatku. W 2019 pozbyli się kontraktów Brandona Knighta i Marquese’a Chrissa, za co zapłacili pierwszorundowym pickiem, a w innej wymianie oddali będącego w rotacji Jamesa Ennisa za wybór w drugiej rundzie draftu. Tymczasem rok 2018 był chyba jedynym w karierze Moreya, w którym przed trade deadline nie zrobił żadnej, nawet małej wymiany. Wtedy znajdowali się tuż pod kreską podatku.

Ale przecież co złego w tym, że ograniczyli niepotrzebne koszty, skoro nie były to ruchy, które istotnie osłabiły drużynę, a w tym ostatnim przypadku zamiana Capeli na Covingtona była postrzegana jako upgrade? Morey potrafił bardzo zgrabnie manewrować kontraktami i znajdować wymiany, dzięki czemu to zmniejszanie wydatków w lutym nigdy nie stało się dużym tematem i nie było powodem do krytykowania właściciela. Te ruchy przede wszystkim potwierdzają co jest priorytetem dla Tilmana, mimo że on sam nie chce się do tego przyznać. Nieustannie przekonuje, że nie miałby problemu z większymi wydatkami na swoją drużynę. To dlaczego nie płaci więcej?

Przez przypadek? Tak po prostu wyszło, że znaleźli się poniżej progu podatku.

“Last year (getting under the luxury tax) was a fluke. We were going to be in the (tax). It was an accident. I’m still trying to figure out how we got under. I was positive we were going to be in it by $11 million. But if I’m in the luxury tax, I expect us to win.”

Fertitta miał szczęście przejmując Rockets po pozyskaniu przez nich Chrisa Paula, tuż przed najlepszym sezonem w historii klubu, w którym wygrali rekordowe 65 meczów, a potem tylko jednego zwycięstwa zabrakło im, żeby znaleźć się w wielkim finale. Udowodnili, że są najpoważniejszym zagrożeniem dla dominujących Golden State Warriors i mogą realnie powalczyć o tytuł, ale w wakacje trzeba było sporo zapłacić, żeby zatrzymać skład drużyny. To był pierwszy poważny test dla nowego właściciela, zwłaszcza, że wiele było wątpliwości wobec wydawania ogromnych pieniędzy na coraz starszego Paula. Ostatecznie Rockets zapłacili mu prawie $160 milionów w 4-letnim kontrakcie i popisali też umowę z Capelą za $90mln/5.

Właściciel zainwestował w gwiazdorów. Rockets jednak uważnie liczyli wydatki, dlatego nawet nie próbowali zatrzymać startera Trevora Arizy i ważnego rezerwowego Luca Mbah a Moute. I generalnie to okazało się słuszną decyzją, bo Ariza miał potem słaby sezon w Phoenix i nie był wart $15mln jakie tam dostał, a Mbam a Moute z powodu kontuzji rozegrał tylko cztery mecze w barwach Clippers. Ale problem w Houston polegał na tym, że nie znaleźli dla nich chociażby przyzwoitego zastępstwa. Eksperyment z Carmelo Anthony’m okazał się klapą, James Ennis nie sprawdził się jako starter, a Michael Carter-Williams był poza rotacją i żaden z nich nie dotrwał w drużynie do końca sezonu. Znacznie większą wartość miałby dla Rockets nawet przepłacony Ariza. Może udałoby im się pozyskać kogoś lepszego, gdyby nie ograniczyli się do zatrudniania graczy na minimalnych kontraktach? To jednak oznaczałoby konieczność zapłacenia podatku.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

34

KOMENTARZE

  1. Rockets są w trudnej sytuacji ale nie w beznadziejnej. W sensie to jeszcze nie jest czas na totalną przebudowę. Kluczowa jest umowa Gordona, który jest dluga, zapycha salary a sam gracz gra grubo poniżej wartości. Jako że nie mają pickow będą pewnie musieli dorzucić do wymiany np. korzystną umowę Danuela. Zresztą House chyba i tak już nie zagra w koszulce Houston.

    Może tez uda im się skusić np Noela na jednoroczna umowę. Taki łapacz lobow bardzo by im się przydal. Oczywiście na czas gdy RW siedzial bedzie na ławce. Noel miałby niezla ekspozycję i za rok mógłby powalczyć o większy kontrakt gdy zespoły będą miały pieniądze do wydania.

    Lubię to: 7
  2. O jakich szansach na tytuł dla Rockets my mówimy?
    Na Zachodzie Lakers,Clippers,Denver i wracający Warriors.Na Wschodzie Bucks,Celtics,Miami,jak wypalą(wiem,bardzo problematyczne,ale jednak)Nets,nawet Raptors.Gdzie wśród tego są szanse Houston na tytuł?!
    Odpowiem sam sobie-tam gdzie szanse na 6 w totka.W sferze marzeń i mrzonek.

    Lubię to: 5