Kajzerek: Bezdomny z San Angelo

1
AP Photo

Po przenosinach do Nowego Jorku, Taurean Prince wiedział, że będzie miał rok na zbudowanie swojej pozycji w ekipie Kyriego Irvinga i Kevina Duranta. Zadanie w dużym stopniu go przerosło i Brooklyn Nets mogą zawodnika przewartościować, gdy NBA otworzy okienko. W Atlancie był wschodzącą gwiazdą. Wielokrotnie brał na swoje barki odpowiedzialność za wynik i coraz odważniej budował swoją reputację. Przenosiny w nowe środowisko mogły być przełomowym punktem w jego karierze. Oczekiwania jednak rozmyły się z rzeczywistością.

Na Brooklynie nie do końca wiedzą, co mają z Princem zrobić. Ten nie zdołał zaprezentować drużynie jakości, której ta bezgranicznie by zaufała. Brak przekonania zwiastuje dla Prince’a sporo niepewności w kontekście tego, jak ułoży się jego przyszłość w najlepszej lidze świata. Jednak o posiadaniu takich problemów Prince mógł tylko marzyć, gdy tułał się z ojcem po ulicach San Angelo.

Urodził się 22 marca 1994 w San Marcos w Teksasie, ale dorastał w San Antonio. Gdy miał 12 lat, jego rodzice – Anthony i Tamiyko zrozumieli, że to co ich połączyło już dawno nie istnieje. Po rozwodzie rodziców, młody Taurean szybko zdał sobie sprawę, że jego mama sobie poradzi, ojciec natomiast – choć nie był złym człowiekiem – często podejmował złe decyzje. Przez problemy z prawem kilkukrotnie odsiadywał krótkie wyroki, co sprawiało, że młody Prince co chwilę patrzył na świat przez zupełnie inne okno, na zupełnie inny krajobraz. Mimo to jego przywiązanie do ojca było bardzo silne, nie chciał zostawić go samego.

Razem osiedli w San Angelo, oddalonym o 250 kilometrów od San Antonio. Mieszkali z babcią Taureana. Ta jednak krótko po ich przenosinach zmarła na raka. Nie mogli zostać w jej mieszkaniu, bo mimo tego, że ojciec pracował sześć dni w tygodniu, nie było go na nie stać. W ten sposób trafili do Armii Zbawienia. To organizacja dobroczynna zorganizowana na podobieństwo organizacji militarnych, odłam protestancki chrześcijaństwa. Wyznanie jest znane ze swojej działalności charytatywnej, więc w nim kilkunastoletni Taurean i jego ojciec znaleźli przyczółek.

Dla młodego nie zwiastowało to łatwej drogi przez życie, dzięki temu jednak nauczył się doceniać podstawowe dobra i wartości. Zaczął za wszelką cenę dążyć do normalności, próbując przy tym nie iść traumatyczną ścieżką swojego ojca. Uwielbiał go i zawsze darzył ogromnym szacunkiem, ale nie mógł sobie pozwolić na to, by brnąć przez życie w podobny sposób. Dzięki wrodzonemu talentowi znalazł sposób, by nie dać się życiu zaskoczyć. To było jego pierwsze zwycięstwo.

W Armii Zbawienia czasami nie mieli czego szukać, ponieważ pokoje były przyznawane każdego kolejnego dnia dla wszystkich, którzy odpowiednio szybko się po nie ustawili w długiej na kilka przecznic kolejce. Potrzebujących było więcej niż dostępnych łóżek, więc Anthony i młody Taurean szukali jakiegokolwiek schronienia. Musieli znieść obecność kilkunastu osób na paru metrach kwadratowych, wspólne łazienki i prysznice, na których grzyb gwarantował, że prędzej czy później złapiesz paskudne choróbsko. Opuszczali budynek nad ranem, Prince’a ojciec wysyłał do szkoły, a sam szedł do pracy. W dni wolne od nauki młody Taurean sprzedawał gazetki na ulicy, z zarobionych pieniędzy kupił swój pierwszy rower.

– Gdy wchodziliśmy tam pierwszy raz, byłem przekonany, że to kawiarnia – wspominał Prince. – Mój tata podpisał jakieś papiery i zaprowadzili nas do pokoju. Cztery surowe ściany, dwa łóżka i brak jakiegokolwiek dywanu, mebli, czy telewizora. Ojciec na mnie spojrzał i powiedział: mamy szczęście, że dostaliśmy ten pokój. Mamy szczęście?! Niektóre pokoje mają sześć/osiem łóżek, a my dostaliśmy jeden tylko dla nas. Mój ojciec bez względu na sytuację starał się znaleźć pozytywne strony życia… Po dziś dzień, gdy wchodzę do pokoju hotelowego, kładę się na łóżku i przez krótką chwilę cieszę się z wygodnego materaca.

Zupełnie jak “W pogoni za szczęściem”, do którego Prince wiele razy nawiązywał, gdy opowiadał swoją skomplikowaną historię dorastania. Taurean wieczorami grał w koszykówkę, ojciec wiedział, że musi wrócić przed 22-gą, by obaj weszli i obaj mogli zasnąć z dachem nad głową. Były jednak noce, gdy nawet tego zabrakło. Ojciec chwytał za telefon i, z wylewającym się z jego głosu poczuciem wstydu, prosił o pomoc znajomych.

– Oglądanie “W pogoni za szczęściem” dawało mi poczucie ulgi – pisał na The Players Tribune. – Tak jakby ten film przemawiał wprost do mnie. […] Słyszę wielu ludzi, którzy szukają wymówek w tym, że nie mieli łatwego dorastania i nie było wokół nich wzorów do naśladowania. Nigdy nie chciałem brzmieć tak samo. Bez względu na to, w jakiej byłem sytuacji, chciałem by stała się ona częścią mojej historii i szukałem jej dobrych stron – dodał.

“I am not what happened to me. I am what I choose to become.” To cytat, do którego Prince bardzo często wracał, gdy talent do gry w koszykówkę wprowadzał go krok po kroku w dorosłe życie. Uświadamiał mu, że zmierza w odpowiednim kierunku zarówno dla siebie, jak i dla swojej rodziny.

Przewagą Prince’a było jego usposobienie. Spokój i łatwość nawiązywania kontaktów wiele mu podczas tej drogi ułatwiły. Zbudował relacje, które pozwalały mu dojrzewać w relatywnie zdrowym środowisku przyjaciół. To miało kluczowe znaczenie, bo otwierało przed nim wiele drzwi. Rodziny jego kolegów bardzo chętnie Taureanowi pomagały, zapraszając go do siebie, zapewniając mu namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Dzięki temu doświadczeniu Prince dostał przykład życia w prawidłowo funkcjonującej komórce.

Szczególnie pomocny był Bowdy Thompson, biały przyjaciel z dzieciństwa. Prince wielokrotnie podkreślał jego rolę na ścieżce do NBA, bo właśnie w jego domu nocował, by dokończyć szkołę. Równie ważną postacią był trener John Collins, który modelował grę Prince’a na kanwie “Kobe Mentality”, gdy ten występował dla jego drużyny w rozgrywkach AAU. Praktycznie wychował jego koszykarską osobowość. Skauci obserwujący Taureana podkreślali, że za jego szerokim uśmiechem i pozytywną aurą, kryje się niezwykle twardy i nieustępliwy gracz, gotowy na wszelkie poświęcenia dla swojej drużyny.

– Każdy ma swoją historię – mówi dalej Prince. – Bez względu na to, czy jest tak przewrotna jak moja, czy zupełnie spokojna. Każdy z nas dorasta w różny sposób poprzez różne doświadczenia. Cieszę się, że byłem w stanie dostrzec dobrą stronę tego wszystkiego i ułożyć dobre życie dla siebie i dla mojej rodziny – dodaje.

Przed rozpoczęciem szkoły średniej Prince wrócił do San Antonio, gdzie zamieszkał z matką. Jego ojciec w tamtym czasie radził sobie znacznie lepiej. Taurean poprowadził Earl Warren High School do półfinałów stanu w swoim ostatnim roku. Dobra gra zapewniła mu stypendium w Uniwersytecie Baylor. Wówczas rodzice podkreślali, że ewentualna kariera w NBA będzie wspaniałym spełnieniem marzeń, jednak kluczowe dla nich było zdobycie przez ich syna dyplomu. Z tego względu Prince na uczelnię uczęszczał przez pełne cztery lata.

Zgłosił się do draftu 2016 i Hawks postawili na niego z 12. pickiem. Ściskając dłoń komisarza Silvera czuł dokładnie to samo, co kilka lat wcześniej, gdy za własne pieniądze kupował pierwszy rower. W drugim roku gry jego średnie z 16 minut wzrosły do 30. Lloyd Pierce widział jego dynamiczny rozwój i więcej od niego uzależnił. Z innej perspektywy na zawodnika spoglądał GM Travis Schlenk, który mając na uwadze mozolny proces przebudowy, wykorzystał wartość zawodnika i przehandlował go do Nowego Jorku. W międzyczasie Prince poznał Shaquille’a O’Neala, postać w wielu momentach będącą dla niego niczym role-model.

– To był dla mnie naprawdę wielki moment. Shaq zawsze dawał przykład, że trzeba patrzeć ponad koszykówkę. Młody Diesel w Orlando i wielki gracz w Lakers, gdy zdobywał trzy tytułu. Pamiętam, gdy oglądałem go jako dzieciak podczas Meczu Gwiazd. Myślałem wtedy, że właśnie tam chcę się znaleźć. Nigdy bym jednak nie pomyślał, że moja droga będzie wyglądała w ten sposób – wspomina.

W tym sezonie stawił czoła zupełnie nowym wyzwaniom. Latem 2019 roku podpisał z Nets 2-letni kontrakt za 29 milionów dolarów. Po zwolnieniu Kenny’ego Atkinsona, okoliczności mogą się dla niego zmienić. Nie wiemy jeszcze, czy na lepsze.

24

KOMENTARZE