Wake-Up: Weekend DPOW Bena Simmonsa, 60 punktów Hardena w 31 minut. Czy mendedżment Atlanty zaspał?

28
fot. NBA League Pass

Mogłeś mieć już chyba tak, że James Harden do 45 punktu dobijał dla Ciebie ledwo zauważalnie. Jakby po latach spędzonych w poprzedniej erze nasz mózg nie ogarniał jeszcze tego, że celny rzut za trzy daje trzy punkty, a faul przy rzucie za trzy daje trzy rzuty wolne, w jego przypadku najczęściej celne i też trzy punkty. Powtórz to dwa razy i masz już 12. Razy pięć i masz 60.

Harden ostatniej nocy zrównał się z Mike’m w meczach na 60+ punktów. Więcej mają tylko Kobester (6) i Wilt the Stilt (eee …32).

Harden ma też 8 z 10 najlepszych punktowo występów w 2019 roku (61, 61, 60, 60, 59, 58, 58, 57, 57). Dwa pozostałe należą do Dame’a (60) i Booka (59).

Milwaukee Bucks skończyli za to listopad bilansem 15-1, a Sacramento Kings, którzy pokonali w sobotę Denver, mimo potężnego osłabienia nie przegrali w listopadzie meczu na swoim parkiecie.

Do gier:

Jeszcze tylko T.J. “Rocky” McConnell wracający do Filadelfii. Jeżeli twój stary trener całuje cię ustem w lewe ramię, to znaczy, że cię brakuje, ziomek:

 

Denver Nuggets @ Sacramento Kings 97:100 OT (57-40) G.Harris 25 – H.Barnes 30
Indiana Pacers @ Philadelphia 76ers 116:119 (65-65) T.J. Warren 29 – J.Embiid 32/11z
Atlanta Hawks @ Houston Rockets 111:158 (52-81) T.Young 37 – J.Harden 60
Charlotte Hornets @ Milwaukee Bucks 96:137 (49-68) D.Graham 24 – G.Antetokounmpo 26

1) Czyli Scott Brooks też używa zmyślonych sygnałów, żeby zmylić zespół rywali?

A myślałem, że to tylko zabawa dla nas, amatorów. Oczywiście wyżej ma chodzić o LeBrona Jamesa, ale przecież chodzi o Generała. Scottie dobrze się bawi ze swoim niespodziewanie Top-3 atakiem NBA.

2) Ostatnia akcja meczu Sixers-Pacers była trzecim w sobotę przechwytem Bena Simmonsa, który przechwytem też zamroził piątkowe zwycięstwo w Madison Square Garden.

 

Ale była też drugim przechwytem Bena Simmonsa – 15 PKT, 13 AST, 6 ZB, 4 PRZ – w ostatnich dziesięciu sekundach:

 

Teraz zobacz to wyżej raz jeszcze. Prawdziwa praca – czujny switching, małe/twarde przytrzymanie Mylesa Turnera – została wykonana, zanim Jeremy Lamb wystraszony ryzykiem pięciu sekund musiał wznowić piłkę. Mierzący 216 cm wzrostu Joel Embiid ustawiony przed Lambem zrobił swoje.

Ale ten przechwyt wyżej był niczym innym tylko trzecim stealem Bena Simmonsa w ostatnich 15 sekundach:

 

W meczu, który mógł być lepszy, ale zły też nie był 76ers grali ponownie bez Josha Richardsona, a Joel Embiid w back-2-backu pozostał na motywacyjnym szlaku, trafiał ważne rzuty w końcówce i rzucił superefektywne 32 punkty z 15 rzutów (15/15 z linii), miał 11 zbiórek, 4 asysty, 2 bloki i 2 przechwyty – a do tego 11 fauli razem Domantasa Sabonisa i Mylesa Turnera.

JoJo ma już 92 punkty w trzech meczach od ZERO z Marcem Gasolem.

Choć liczy się tak naprawdę to, co zrobi z Doktorem w kolejnym spotkaniu.

Jakoś nie mam wątpliwości co się stanie.

Już w następny poniedziałek 9 grudnia: Raptors w Filadelfii.

Czysty mecz Sixers na 12 strat, aż 55% z gry i nietypowe 50% za trzy (11/22) Indiany. 28 punktów Brogdona, aż 29 T.J’a Warrena, tylko frontcourtu wyjątkowo zabrakło.

3) Co za comeback w Sacto, cóż za zbiorowy choke Nuggies. Denver Nuggets znów zatrzymali rywala na 100 punktach lub mniej, tym razem sami jednak zdobyli tylko 97 w porażce 97:100 z Sacramento Kings. Gary Harris dziabnął aż 18 punktów sam w pierwszej kwarcie, w drugiej połowie i dogrywce Nuggets rzucili razem całe – uwaga – 40 punktów. Obrona jest szokująco dobra, atak dużym rozczarowaniem.

A jeśli chodzi o nie szokująco dobrą obronę, popatrz co robił tu Cory Joseph:

 

Harrison Barnes rzucił 30 punktów z 20 rzutów w swoim drugim w ostatnim tygodniu bardzo dobrym meczu, Buddy Hield – 21 PKT – rozhuśtał się po przerwie i Kings zaliczyli sobie kolejne świetne zwycięstwo – bez Foxa, bez Bagley’a, z limitowanymi minutami TwoBogda. Wygrali 8 z 13 meczów po starcie 0-5, choć sam poziom sobotniego spotkania pozostawiał sporo do życzenia.

Dziiiiwne były w sobotę te ostatnie akcje. Tak jakby chciano nam przypomnieć, że to jest sezon regularny, a play-offy zaczynają się dopiero w kwietniu:

 

Ciekawe czy tak rozgrywano by ostatnie akcje w Philly i Sacto, gdyby w terminarzu były 58, a nie 82 spotkania.

7 punktów z 11 rzutów Nikoli Jokica – po 8 punktach i 8 punktach w dwóch poprzednich meczach, wygranych – w porażce już nie wygląda tak intrygująco. Nuggets mieli aż dwa dni wolnego, ale trafili tylko 41% rzutów i popełnili 17 strat.

4) Nawet Atlanta Hawks w 16. sekundzie akcji potrafili wysłać obrońcę z lewego rogu boiska, żeby zostawił Russella Westbrooka i pobiegł wyżej obok na lewe skrzydło dziewięć metrów od kosza podwajać Jamesa Hardena. Jest to kolejny level podwajania Hardena, niewidziany w dwóch pierwszych tygodniach sezonu, ale w ostatnim miesiącu praktycznie regularnie. Harden nigdy wcześniej w swojej karierze nie widział tylu dramatycznych i napastliwych podwojeń.

W następnym posiadaniu to Harden zostawił swojego gracza na lewym skrzydle i pobiegł do środka podwoić Trae’a Younga. Co za mecz, co za mecz.

Oba teamy były w back-2-backu (sobota? sobota!) więc jakakolwiek wersja agresywnej obrony wkrótce miała zacząć wychodzić obu drużynom rękawami. W ramach dyskutowania potencjalnych zmian w terminarzu usłyszałem ostatnio, że grą końcową w NBA nie jest skrócenie terminarza, tylko rezygnacja z back-2-backów: mniejsza liczba rozgrywanych meczów będzie tego efektem, a sam terminarz rozciągał się będzie tak, jak rozciąga się dziś od połowy października do połowy kwietnia.

Rockets ziewali do season-high 38 punktów w pierwszej kwarcie. Cayleigh Griffin – ta, która rozbawiła kiedyś Kawhi’a do łez w San Antonio, a dziś pracuje w Houston – marszczyła ze śmiechu nosek, gdy Austin Rivers jednym zwodem przestawiał cały staw skokowy Alenna Crabbe’a. Chelsea Lane pociły się ręce. Szybko ustawieni pod ścianą i upokorzeni Hawks (25-41) zmierzali do 10 porażki z rzędu.

Pytanie: czy wszystko dobrze z przebudową Hawks? Pytanie: czy nie zostali zaskoczeni eksplozją – 45% FG, 38% 3PT, 27.9 PKT – w tym sezonie Trae’a Younga? Pytanie: czy nie powinni byli szybciej podobierać więcej doświadczonych, faktycznych role-playerów i obrońców, miast graczy typu zaginiony od Thanksgiving Jabari Parker, Allen Crabbe, Vince Carter czy nawet Chandler Parsons, któremu pozwolili w sobotę grać. Okej, fakt, że dwaj z tej czwórki to kontrakty, które zdecydowali się zjeść (Crabbe, Parsons), zyskując za nie rozliczenia w drafcie i prawdopodobnie nie o graczy w tym przede wszystkim chodziło, ale dziś to gracze grają, nie asystenci GM’ów.

Pytanie: czy Hawks nie przesypiają tego sezonu. Pytanie: czy nie sfrustrują tym swojego lidera. Pytanie: czy to są dobrze postawione pytania? Nie wiem. Ale jeżeli nie oglądasz Hawks, gubisz skalę różnicy między Youngiem a resztą składu – nawet jeśli Trae nie wygląda jak LeBron James.

Trzeba by się wrócić i raz jeszcze przenalizować co Hawks mogli zrobić nie w drafcie – bo z niego DeAndre Hunter wygląda na co najmniej solidny wybór (choć po gorących trzech tygodniach trafia tylko 30% FG w ostatnich czterech meczach), na Cama Reddisha wiadomo było, że trzeba będzie zaczekać – tylko wokół draftu. Frustrujące przy stole rodziny Younga może być uświadomienie sobie, że Hawks nie chcą żeby zespół Younga był zbyt szybko zbyt dobry. Najważniejsze dla organizacji, żeby sam lider kupował proces.

Inna rzecz, że musimy zaczekać ile zmienią powroty w grudniu playmakingu Johna Collinsa i rzutu za trzy Kevina Huertera. W Konferencji Wschodniej nawet taki upgrade jest w stanie zdziałać cuda dla szans play-offowych Hawks jeszcze w tym sezonie. Jeżeli jednak, to nie ruszy, może zrobić się interesująco. Young wydaje się być kimś, kto dokładnie zdaje sobie sprawę ze swojego statusu i może czuć się nawet dziś już ponad organizacją Atlanty Hawks. Pytanie: dlaczego Young nie powinien czuć się lepszy niż organizacja Hawks?

Było 53-33 w połowie drugiej kwarty, gdy P.J. Tucker z uśmiechem wracał się do obrony. Minutę później po hokejowej asyście podwojonego Hardena trafiał z lewego rogu za trzy na 59-33.

Mecz był w miarę łatwy dla Houston, bo tylko to poniżej zmieniło się w Rockets i dlatego Harden w ostatnich tygodniach zdobywał mniej punktów:

fot. NBA League Pass

No ale bronili go Hawks. Tu wyżej akurat Jabari Parker. Harden skozłował osiem razy w ziemię, wyszedł do góry i trafił za trzy – Parker bał się go dotknąć. To akurat się nie zmieniło.

Season-high 60 punktów – 8×3, 16/24 FG, 20/23 FT – w 31 minut: inna gra, inny gracz, prawie inna liga. A to w obrazku, to reakcja Hardena na to, że dwóch punktów zabrakło mu do career-high:

 

W czwartej kwarcie już nie grał. 158:111 Houston. Dawno nie widziałem gorzej broniącej drużyny niż Atlanta w tym meczu. Kiedy w poprzednim tygodniu w Palmie żartowałem z Hardena, że większość tych osiągów robi z “chujowymi” drużynami, chodziło mi chyba o ten mecz.

Trae dzień po rzuceniu 49 punktów rzucił 37 na TrueShooting 85%, reszta drużyny 74 na TrueShooting 47%.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

18

KOMENTARZE

    • 100 Wilta jest o tyle nierealne, że naprawdę ciężko w tych czasach mieć zawodnika, który jest w stanie rzucić te 60-70 punktów w trzy kwarty i nie pociągnąć z tym drużyny do jakiegoś +30.

      Już nie ma heroicznych stat-padderów, którzy robią mityczne 69 punktów i 18 zbiórek po dogrywce przeciwko Cleveland :) Teraz mecze rozwiązuje się szybciej, a nie łupie przez 50 minut.

      Lubię to: 15
      • Taa mecze się rozwiązuje szybciej.Pewnie dlatego 3 poprzednie mecze Hardena na +60 punktów kończyły się różnicą 2-3 posiadań a on do ostatniej chwili był na parkiecie.Zupełnie jak ci “stat padderzy” z tamtych lat.

        Lubię to: 4
        • Jezusie Nazareński, gdzieś Ty się uchował Przyjacielu :D

          MICHAEL JORDAN NAJLEPSZYM KOSZYKARZEM W HISTORII

          I daj mi tworzyć prozę życia w spokoju :)

          Na szczęście Pedro ma jeszcze kilka lat, by zbić kolegę Dobry Gwizdek w Kluczowej Akcji Finałów z tronu :)

          Lubię to: 6
          • Nie napisałem ani słowa o Jordanie a tylko polemizuje z mitem dzisiejszego koszykarza, który rzuca 60 punktów w 25 minut a w 4 kwarcie siedzi na ławce i popija Gatorade bo drużyna już ma taką przewagę.Ale widze, że boli, iż Jordan w opinii znacznej większości jest wciąż numerem jeden.

            Lubię to: 0
    • Jedynym kto mógłby powtórzyć sezon na 50+ w dzisiejszej NBA to IMO sam Wilt :D
      Ile bym dał by zobaczyć go teraz, i miny wszystkich “to kwestia czasów w jakich grał”.
      Wilt w porównaniu z Giannisem był wyższy, równie szybki, o wiele silniejszy(prawdopodobnie najsilniejszy gracz w historii), z lepszym podaniem, z lepszym instynktem do bloków, ze stabilnym jumperem(jego fadeaway).
      Nie wspominając o tym, że grał wszystkie mecze w sezonie i to po blisko 48min na mecz(helloł panie Jokić i Embiid).
      W tamtych czasach wcale nie grał tylko przeciwko malutkim białaskom (ba, raz zdobył 62pkt na Russellu, i na nim też pobił rekord 55 zbiórek), raz blokując dunk zwichnął kolesiowi ramię (a koleś napakowany dzik 6’6 koło 110kg). Tacy mighty GSW jakby go bronili? Kolesie wyżsi od Draymonda Gamonia go podwajali i potrajali, czopowali całe pomalowane, w dzisiejszych spejsing-czasach Greena by zjadał solo czy łamiąc KD przy okazji?
      Polecam Wam obejrzeć jego highlighty, jeśli MJ czy Tatuś to talenty jeden na dekadę, to Wilt był jeden na wiek.
      Zawsze się zastanawiam przy okazji Wilta, jak bardzo wpłynął na dzisiejszą NBA, i nie mówię o tym co robił na parkiecie, tylko poza (if You know what I mean ;)).

      Lubię to: 16
  1. Panowie, ja tez nie lubie wachlowania jajek przez 12sek i trojki przez rece z 10m, ALE BLAGAM, gdzie jak gdzie na tej stronie sa ludzie, ktorzy cos jednak znaja sie na koszu.

    Gosc rzuca 60pkt w 31min i jest +50. Robi to na jakis KOMIKSOWYCH skutecznosciach 16-24/8-14/20-23.
    Czy LeBron to robil? Czy Kobe to robil? Czy Wasz ukochany X to robil?

    I na koniec jeszcze przyjdziemy i bedziemy opluwac? NAPRAWDE???

    Lubię to: 15
    • Lebron traktuje koszkowke ” konserwatywnie” jako sport zespolowy . Poza tym wyglada , ze- Hardenowi w odroznieniu do lebrona , jest zupelnie obojetne kto gra obok niego. I tak sie zastanawiam jakie znaczenie maja indywidualne rekordy w grach zespolowych?

      Lubię to: 7
      • Jedni się jarają, inni nie, faktem jest, że 23 oddane rzuty wolne w 31 min. wygląda absurdalnie. Niczego nie ujmując Hardenowi, ale w dużej mierze jest po prostu beneficjentem obecnych przepisów. W dodatku brakuje mu sukcesów w PO, aby jakoś specjalnie docenić to, co robi (2 lata temu miał Warriors na wyciągnięcie ręki, ale Pringles nie ogarnął zespołu w kluczowym momencie, do tego Broda póki co jakoś ma tendencje do znikania w końcówkach). Wszystkie te kosmiczne rekordy punktowe to takie trochę odkurzanie epoki Pete’a Maravicha z czasów LSU.

        Niedawno Bill Simmons w The Ringers wyjechał z bardzo ciekawą tezą, że Harden ma szansę skończyć jako George Gevin 2.0. Fantastyczne statsy w sezonie regularnym, bez żadnego przełożenia na sukcesy zespołu. I ciężko uwierzyć, żeby ten sezon miał być jakiś przełomowy dla niego w tym względzie, mając Westbrooka u boku. Okienko dla Rockets chyba już się zamknęło, o ile Harden nie otrzyma jakiejś naprawdę sensownej pomocy.

        Lubię to: 8
        • Nastepny.
          Tylko Hardenowi przepisy pomagaja, wszystkim innym przeszkadzaja.

          “W dodatku brakuje mu sukcesów w PO”
          Ma ich wiecej niz “point-god” CP3, ktory mial DUZO lepsze sklady wokol siebie. Ze nie zdobyl misia? Od 2008 roku nikt nie zdobyl bez 3 All-Star/All-NBA graczy(wyjatek Dirk, ale tam tez byli Terry, Tyson Chandler, post-prime Marion i gromadka spot up shooterow wokol).

          Wskazcie mi prosze jednego gracza w ostatnich 10 latach(nie nazywajacego sie LBJ), ktory ma jako 1st option wiecej sukcesow niz Harden.

          KD?
          Kawhi? (mistworzstwo z SAS jako role player + mistrzostwo vs Santa Cruz Warriors)
          Steph?

          Lubię to: 3
          • Ale gdzie napisałem, że tylko jemu pomagają? Potrafi z nich najlepiej korzystać i nie mam z tym problemu. Jego atletyzm, panowanie nad piłką, rzut, kontrola własnego ciała idealnie się w takim graniu sprawdzają. Jest git. Do tego gra pod Pringlesem zapewne sprawi, że w tym roku trzaśnie śr. 40 pkt na mecz, jak przewidywał zresztą T-Mac.

            Pytanie zasadnicze, na ile warte będą te wszystkie fajne cyferki za X lat, jeżeli Harden nigdy nie zdobędzie misia? W tym systemie w jakim gra (którego te statsy są przecież efektem, bo nikt inny nie ma tylu izolacji) i z tą kadrą jaką ma obok siebie obecnie – raczej nigdy.

            Poza tym, czy Kawhi w Spurs to naprawdę był Role Player? Czy to jakaś prowokacja? :-)

            Lubię to: 2
          • Hej,

            ze starosci az musialem sprawdzic, ale odetchnalem z ulga ;)
            Tak w PO 2014 roku(misio dla SAS) Kawhi BYL ROLE PLAYEREM:
            https://www.basketball-reference.com/teams/SAS/2014.html#playoffs_advanced::16

            Mial 6-sty usage w zespole(za TP, Manu, Cory Josephem, TD i Patty Millsem, tuz nad Aronem Baynsem i Borisem Diawem) oraz byl 3-cim strzelcm druzyny, na rowni z 4-tym Manu z 14.3 ppg.

            Wiec prosze nie piszmy historii ktorych nie bylo: Kawhi w 2014 BYL role playerem.

            I tak ma MVP finalow. Iguodala tez. Derick Rose ma tez jedno za RS.

            Jesli juz to chwala mu za ostatni sezon i mistrzostwo dla Raptors

            Lubię to: 2
  2. Byłem na tej samej stronie na BB ;) Dla mnie Kawhi był w tamtym czasie raczej “rising star” niż role-player. Pamiętajmy, że cały trzon Spurs to byli już emeryci, a KL jednak prezentował potencjał na kolejną gwiazdę. Idąc dalej takim tokiem, można by powiedzieć, że tamci Spurs to właściwie już w ogóle była zbieranina “rolsów” (Parker i Duncan rzucali razem mniej punktów niż obecnie Harden). To jednak już mocno subiektywna kwestia. Nie porównywałbym osobiście tego przypadku z Iggym, choćby z różnicy wieku i potencjału.

    Nie zmienia to faktu, że Harden może pomarzyć o takim wsparciu. Co za tym idzie – w przypadku nie zdobycia mistrzostwa do końca kariery jego statsy nie będą robiły aż takiego wrażenia. Ot, “Pistol” Pete w wydaniu NBA.

    Lubię to: 1