Dniówka: Mistrzowie, których się nie spodziewaliśmy

7
fot. Armando Arorizo / Newspix.pl

To nie miało się wydarzyć. Po raz pierwszy od trzech lat zakończanie sezonu okazało się inne niż to, jakiego wszyscy spodziewali się na jego starcie. Bo przecież to miał być trzeci z rzędu rok dominacji Golden State Warriors. Three-peat wydawało się takie nie do uniknięcia, że od kilku miesięcy cała liga dyskutuje o przyszłości Kevina Duranta, trzymając kciuki za jego przeprowadzkę, ponieważ tylko to ponownie miało otworzyć furtkę do walki o tytuł dla pozostałych drużyn.

Stało się inaczej. Główną historią końca dominacji Warriors pozostaną kontuzje, bo Durant rozegrał tylko 12 minut w tych Finałach, Klay Thompson opuścił końcówkę Game 2, cały Game 3 i czwartą kwartę Game 6, do tego DeMarcus Cousins nie był w formie po długiej rehabilitacji przed Finałami i o mniejszych urazach jak ten, z którym grał Andre Iguodala, już nawet nie ma co wspominać.

Obrońcy tytułu się posypali, co niewątpliwie ułatwiło zdanie Toronto Raptors, ale niestety w każdych playoffach kontuzje odgrywają swoją istotną rolę i w większym lub mniejszym stopniu pomagają przyszłym mistrzom. Albo w samych Finałach, albo we wcześniejszych rundach. Dlatego nie ma sensu dodawać tutaj żadnej gwiazdki. Nie umniejszajmy ich osiągnięcia. Oczywiście gdyby grał Durant, ta seria wyglądałaby inaczej, ale nie zapominajmy, że wcześniej bez niego Warriors pokonali Houston Rockets i zesweepowali Portland Trail Blazers. Nadal byli trudnym przeciwnikiem, a Raptors wykorzystali swoją szansę i ograli ich. Zapracowali sobie i zasłużyli na to mistrzostwo. Przede wszystkim na boisku, ale też wcześniej podejmując ważne decyzje kadrowe budując ten skład i również poprzez load management. Lepiej udało im się zadbać, żeby ich najważniejsi zawodnicy (bo nie tylko Kawhi Leonard, Kyle Lowry też dostawał wolne w fazie zasadniczej) byli w stanie przejść przez te trudne playoffy grając swoją najlepszą koszykówkę.

Dlatego zostawmy w tym momencie Warriors i ich kontuzje, bo sama historia Raptors jest warta podkreślenia. Bo wygrywający Raptors nie mieli się wydarzyć.

Toronto Raptors mistrzami NBA? Drużyna, która od kilku lat nieudolnie próbowała być kontenderem i zawsze te marzenia pryskały wraz z nadejściem playoffów. Drużyna będąca synonimem playoffowych rozczarowań. Drużyna nazywana nie bez powodu Craptors. Drużyna, która wymiękała pod presją i regularnie obrywała od LeBrona Jamesa. Drużyna, która przez wcześniejsze pięć lat wygrała najwięcej meczów na Wschodzie w fazie zasadniczej i równocześnie w tym samym okresie zanotowała najwięcej porażek w playoffach w całej lidze (30 w 51 meczach). Drużyna z Kanady, która nie była w stanie zapracować sobie na poważne trakowanie.

To nie miało się udać, kiedy Masaji Ujiri oddał ulubieńca kibiców, lojalnego DeMara DeRozana w zamian za zawodnika, który opuścił niemal cały poprzedni sezon i według pierwszych raportów nie chciał grać w Toronto. To miał być sezon ich desperackiej walki o przekonanie Kawhia Leonarda do pozostania w Kanadzie, nie walki o mistrzowski tytuł. Przecież Kawhi dopiero co wymusił transfer z najlepszej organizacji ostatnich 20 lat w całej NBA, dlatego opuszczenie San Antonio Spurs miało być znakiem, że przestało mu zależeć na wygrywaniu i tylko chce blasku Los Angeles. Przecież w innym wypadku, kto dobrowolnie odszedł od Gregga Popovicha? Natomiast oddanie go do Toronto, miało być niczym zesłanie.

Playoffowy Kyle Lowry – ten, który nigdy nie potrafił stanąć na wysokości zadania i od połowy kwietnia nigdy nie grał jak przystało na All-Stara, nie miał być Mistrzem Kyle’m Lowry’m. Jeszcze przed chwilą to było nie do pomyślenia, chyba że tylko w kategoriach żaru. Ale teraz Lowry nie tylko sięgnął po tytuł, odegrał również kluczową rolę w tym historycznym sukcesie drużyny. Był drugim najlepszym strzelcem Raptors w dwóch ostatnich rundach i rzucił 26 punktów w decydującym o mistrzostwie meczu. W sumie, w 12 spotkaniach przeciwko Bucks i Warriors zaliczał średnio 17.7 punktów, 46% z gry, 42% za trzy, 4.8 zbiórek i 6.2 asyst.

Lowry najdłużej jest w ekipie z Toronto, przeszedł przez te wszystkie lata bolesnych porażek w playoffach, nie obraził się na zespół za oddanie jego najlepszego przyjaciela i przetrwał poważne zmiany kadrowe w tym sezonie. Ale też od razu przypomina się jak niewiele brakowało, żeby już dawno temu Ujiri go wytransferował. W sezonie 2013/14 Lowry był jedną nogą w New York Knicks. Obojętnie czy to ostatecznie James Dolan przestraszył się, że Ujiri ponownie go ogra i zrezygnował, czy to gorąca seria Imana Shumperta i obawy o charakter Lowry’ego spowodowały, że Knicks nie zdecydowali się pociągnąć za spust, wiadomo, że ten transfer był już niemal dogadany. Sam Lowry przyznawał po latach, że już szykował się do pakowania walizek. Miał dołączyć do Carmelo Anthony’ego, w Toronto został trochę przez przypadek. Choć też pomogło to, że po oddaniu Rudy’ego Gaya, Raptors zaczęli wygrywać, więc przestali myśleć o tankowaniu. Lowry pomógł im wtedy wrócić do playoffów i w ten sposób rozpoczęła się długa wędrówka aż na sam szczyt drużyny pod wodzą Ujiri’ego. Z tamtego składu został tylko Lowry.

Obecny skład Raptors to cała kolekcja zawodników, których jeszcze niedawno nie spodziewałbyś się w mistrzowskiej drużynie 2019 (i to nie tylko dlatego, że mistrzami mieli być Warriors).

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

29

KOMENTARZE

  1. Najlepsze jest to, że GM’a roku dostanie Jon Horst ;)
    Kiedy NBA się ogarnie, że nagrody trzeba rozdawać zanim staną się groteską im. Dwane Casey’a.

    Brawo Ujiri, historia Raptors podobna do historii Eagles w NFL. Mieli drużynę, zaryzykowali wzięli to co było na rynku tu i teraz. Wygrali.

    Jednak finały zapamiętam jako porażkę sportu z kontuzjami. Przykro się patrzy na raporty i rozważania co z Warriors, którzy chwilę temu mieli dynastię a teraz nie mają kim wyjść w S5 w następnym sezonie.

    Mnie tych 5-6 lat oglądania najlepszej koszykówki ever nikt nie odbierze. Łabędzi śpiew w postaci 6-minutowego monster-runu w G2, to epilog najlepszej drużyny w historii.

    Lubię to: 28
    • Ja nie kumam tego rozwiazywania Wariors, epilogow i innych podobnych komentarzy. Po takich Finalach GSW prawdopodobnie zaproponuja Durantowi maxa, a ten go wezmie. I niestety w 2021 moze byc powtorka z rozrywki, o ile nie wczesniej skoro Klay wraca w lutym.

      Lubię to: 5
  2. Poniżej mój sms wysłany do kumpla w lipcu ub. roku., zaraz po transferze.

    Kawhi w Toronto, Derozan w Spurs. Derozan czuje się zdradzony i wszyscy mu współczują, Kawhi mówi że w Kanadzie grać nie będzie I nie stawi się nawet na trening ani na badania nawet. Cokolwiek się stanie, Raptors przegrali.

    Jestem nieomylny jak Maciek Kwiatkowski, podobno mam zastąpić Stephena A. od nowego sezonu.

    Lubię to: 15
    • Jestes zbyt krytyczny wobec siebie. To byl hazard z tych najmroczniejszych i Ujiriemu weszlo. Nie sadze zeby myslal o misku juz w tym sezonie. Moze o wygranej wschodu zeby miec argument do rozmow z leonardem? Tak czy siak, nie trudno wyobrazic sobie zdrowych warriors i wyjazd kawhiego latem. Derozan za wicemistrza? Ujiri zaczynalby od nowa, gdzie indziej, i to z duza blizna.

      Lubię to: 2