Big3: Power mistrzami. Podwójny triumf Maggette’ego

3
zimbio.com
zimbio.com

Po dziesięciu długich tygodniach poznaliśmy zwycięzców drugiej edycji ligi Big3. W finale obyło się bez niespodzianek. Corey Maggette poprowadził Power do dość łatwego zwycięstwa nad 3’s Company. Wcześniej odbył się też finał pocieszenia, który przyniósł znacznie więcej emocji. Głównymi aktorami meczu o trzecie miejsce byli Amar’e Stoudemire z Tri-State i Mahmoud Abdul-Rauf z 3-Headed Monsters.

Według oficjalnych informacji finałową imprezę w brooklyńskiej Barclays Center obejrzało ponad 13 500 widzów. Jak na wchodzącą dopiero na salony ligę zawodową jest to chyba całkiem niezły wynik, który dobrze rokuje na przyszłość. Po ubiegłorocznej inauguracji, po której ciężko jeszcze było cokolwiek powiedzieć, teraz widać, że liga ma całkiem śmiałe i uzasadnione ambicje. Mimo kilku poważnych niedociągnięć (np. błędy na oficjalnej stronie czy brak nieco bardziej zaawansowanych statystyk) można śmiało zakładać, że Big3 powinna się rozwijać i za rok zobaczymy jeszcze bardziej dopracowany produkt, który przyciągnie do siebie kolejnych kibiców.

Tyle tytułem wstępu. Czas na garść ligowych wieści.

Jeszcze na kilka dni przed wielkim finałem ogłoszono pełną listę indywidualnych wyróżnień za miniony sezon.

MVP: Corey Maggette

Ciężko nie docenić determinacji blisko 40-letniego emerytowanego koszykarza NBA, który miniony rok spędził na żmudnej rehabilitacji po zerwaniu ścięgna Achillesa. Uszkodził je jeszcze w trakcie inauguracji poprzedniego sezonu Big3. Tamta pierwsza kolejka była zresztą wyjątkowo pechowa i nie wróżyła chyba najlepiej przyszłości całej ligi – oprócz Maggette’ego poważnej kontuzji nabawił się też Jason Williams, który miał odgrywać ważną rolę w 3-Headed Monsters.

Nie wiadomo czy “White Chocolate” zdecyduje się jeszcze na jakiś mały triumfalny powrót (kto wie…), ale Maggette nie zamierzał odpuszczać. Nie chciał kończyć przygody z koszykówką w taki sposób i dołożył wszelkich starań, aby wybiec na parkiet w tym roku. Udało się. Zakończył obecny sezon jako wicelider ligi w punktach i asystach, a przy okazji przyczynił się do zajęcia przez Power pierwszego miejsca w tabeli. W trzeciej kolejce ustanowił też nowy rekord ligi, rzucając 34 punkty (z 46 całego zespołu) w przegranym meczu z Tri-State. Była to zresztą jedyna porażka Power w całym sezonie.

Maggette wciąż jest w formie, a jego muskularne łapska nadal robią wrażenie. Kiedyś, w czasach gdy bicep bandy były jeszcze dozwolone w NBA, nikt nie wyglądał w nich lepiej niż on i oczywiście Ben Wallace. Poza tym do twarzy mu w niebieskim, z czym na pewno zgodzą się wszyscy fani Duke Blue Devils.

Player Captain Of The Year: Corey Maggette

Yes sir! Corey zgarnia kolejną statuetkę, choć prawdę mówiąc, ciężko mi znaleźć jakąś rozsądną definicję tej nagrody. Mimo wszystko Szósty Gracz gratuluje i życzy wszystkiego dobrego w kolejnych rozgrywkach.

Defensive Player Of The Year: Chris Andersen

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

23

KOMENTARZE

  1. Na highlightach najlepiej wypada Abdul-Rauf :) A tak poza tym to przyjemnie się ogląda nawet te skróty, ale jednak bardzo często wygląda to jak ogrywanie do znudzenia izolacji gdzie występuje przewaga szybkości lub siły. Pytanie czy da się grać w takim formacie inaczej.

    Lubię to: 4
    • A ja bym się nie zgodził, nieźle się to ogląda i akurat w off-season to fajny “zapychacz”. Na takie rozgrywki raczej każdy patrzy z przymrużeniem oka i jeżeli nie ma się ogromnych oczekiwań, to można mieć sporo fun’u z oglądania :)

      Lubię to: 11