Flesz: Detroit Pistons powinni zagrać na siebie

5
fot. USA Today Sports
fot. USA Today Sports

26 maja minie już 10 lat od kiedy Detroit Pistons wygrali ostatni mecz w play-offach. Zlali Celtics 94:75 w finale Konferencji Wschodniej, doprowadzając do remisu 2-2. Sheed dominował pole trzech sekund, Jason Maxiell był demonem wszędzie.

10 lat później Lindsey Hunter zdążył już stracić pracę jako trener. Joe Dumars słyszalny jest raz na rok, gdy odpada po pierwszej rozmowie w konkursie na GM’a, a Detroit zostają tylko dwa awanse do play-offów – ekipa z 2009 roku chciała szybko wakacji, a ta z 2015 walczyła dzielnie jak połowa z tych, które obrywają od Króla 0-4.

I Detroit zostaje bilans 70-54 w trzech ostatnich sezonach na boisku z Reggie’m Jacksonem, na pocieszenie.

Kilka godzin po zwolnieniu Stana Van Gundy’ego z funkcji trenera i prezydenta klubu Pistons są w małym bałaganie. Lubimy mówić, że drużyny odpadające z play-offów mają bałagan pod strychem, ale popatrz na Detroit. Najpierw musi zostać znaleziony Generalny Menedżer, potem coach. Tymczasem już 16. maja rusza Draft Combine, a niektóre zespoły organizują już workouty – jak Lakers, którzy jak Pistons też nie mają wyboru w najbliższej Loterii Draftu.

Z czasem zostanie wybrany GM. Zbierze ludzi, ale ruszy ten mechanizm sprawnie dopiero na początku czerwca. Zostanie mało czasu, a przecież nastąpi jeszcze proces wywiadów z trenerami. Właściciel Tom Gores i jego prawa ręka Arn Tellem przeciągnęli sprawę SVG. To trwało zbyt długo. Zegar tyka.

W kombinacji przygotowania do meczów sezonu regularnego i poziomu zaawansowania defensywnej koordynacji drużyny Stan Van Gundy błyszczy.

Jest mi trudno wymienić pięciu trenerów, którzy w ostatniej dekadzie błyszczeli bardziej. Historię o tym, że staff skautów Van Gundy’ego oglądał każdy mecz NBA w sezonie regularnym, każdej drużyny, już znasz. Przysięgam, że gdybyś oglądał każdy zespół minimum jeden raz w tygodniu, a potem oglądałbyś go przeciwko Pistons nie musiałbyś mi wierzyć na słowo.

Ale Van Gundy jest też zbyt zestresowany. Za mało w nim relaksu na to, by rezonować z graczami w szatni po pierwszym, no, drugim sezonie takiej interwencji. Dwight, Gortat mówili o tym w trakcie i po współpracy z nim, i w trakcie tego sezonu były szmery z wewnątrz o tym, jak odczuwał to ten zespół Pistons. Ta musztra mogła działać we wczesnych latach 80-tych, kiedy gracze po wyjściu z szatni ciągnęli kreski w nocnym klubie, ale nie działa teraz, w tych czasach, z tymi bardziej czułymi i wrażliwymi dzieciakami, którzy są sprawdzani po pięć razy w sezonie.

I może mogłoby zadziałać nawet z nimi… Ale podobnie jak Tom Thibodeau, Van Gundy nie był i nie jest geniuszem ofensywnych taktyk. Praktycznie są tym samym trenerem, z tą różnicą, że Stan – fakt – ma trochę tego auto-sarkazmu, który kochają u Jeffa.

Tak – powinieneś szanować przygotowanie i warsztat tego gościa. Bo nie wydaje mi się, że byłbyś w stanie rozmawiać z nim w tym samym pokoju przez 20 minut o koszykówce.

Ale też nie byłbyś pewnie w stanie słuchać go mówiącego o koszykówce przez 20 minut.

SVG jako prezydent Pistons był solidny. Pamiętaj, że pracował z Jeffem Bowerem, który zbudował w Nowym Orleanie zespół w pewnym momencie prawie elitarny. Tych dwóch pracowało razem i szanowało siebie nawzajem. Ukradli Reggie’ego Jacksona z Oklahomy, ukradli Tobiasa Harrisa z Orlando. Pomylili się przy kilku graczach w drafcie, rozdali kilka złych kontraktów, ale – i to jest powód nr 1, bo nie chodzi o graczy, których nie trafili – nie zrobili graczy ze swoich trzech pierwszorundowych wyborów: ze Stanley’a Johnsona – co wciąż jest szokujące dla mnie, z Henry’ego Ellensona i z Luke’a Kennarda, który powinien był grać więcej w zeszłym sezonie.

“Granie więcej w zeszłym sezonie” zawsze było zresztą mantrą i przekleństwem Van Gundy’ego.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

66

KOMENTARZE

  1. Opcja Billups + stackhouse może zadziałać. Nic innego nie pozostaje. Nadal: Go Pistons trzymam kciuki. Szkoda ze od dziesiecu lat ich ściskanie nie pomaga. Troche jak Hornets Panie Maćku. Pozdrawiam.

    Lubię to: 3
  2. Bez szukania w google, ale jakoś ciężko mi sobie teraz przypomnieć przypadek byłego świetnego gracza, który po zakończeniu kariery był raczej na obrzeżach NBA (praca w TV), a potem dostaje robotę jako GM głównie za nazwisko i właściwie z miejsca odnosi sukcesy na tym polu. Nawet Steve Kerr trochę wtopił w swoim epizodzie w Suns.

    Billupsowi mogłoby być bardzo ciężko bez żadnego doświadczenia i niezbędnego know how. Byłby to dość ryzykowny ruch dla obu stron. Dla Billupsa również, bo po ewentualnym niepowodzeniu w Detroit mógłby być już w sumie spalony jako GM.

    Lubię to: 3