Wake-Up: Thomas zadebiutował w Cavs. Comeback Suns i blok Chrissa

8
fot. League Pass
fot. League Pass

Po siedmiu miesiącach poza grą Isaiah Thomas wreszcie wyszedł na parkiet i zaliczył bardzo udany debiut w brawach Cleveland Cavaliers.

Portland @ Cleveland 110:127 (Lillard 25 – James 24)
San Antonio @ New York 100:91 (Aldridge 29 – Beasley 18)
Atlanta @ Phoenix 103:104 (Ilyasova 21 – Booker 34)
Charlotte @ Sacramento 131:111 (Batum 21 – Randolph 24)
Memphis @ LA Clippers 105:113 (Evans 18 – Williams 33)

Cała Q Arena przywitała Thomasa owacjami na stojąco, kiedy pojawił się na boisku w połowie pierwszej kwarty.

W pierwszej akcji zagrał ze swoim kolegą z Celtics Jae Crowderem, asystując przy jego penetracji, potem spudłował dwie próby zza łuku, a swoje pierwsze punkty zdobył trafiając pull-upa z półdystansu na nieco minutę przed końcem kwarty. Natomiast na początku czwartej kwarty IT razem z Dwyane’em Wade’em poprowadzili run 12-0 i Cavs odjechali zmęczonym Blazers, przerywając serię trzech porażek.

W sumie Thomas spędził na parkiecie 19 minut, zdobył 17 punktów trafiając 6/12 z gry, w tym 3/8 za trzy i miał 3 asysty. Był też +17.

Dużo było obaw o jego dyspozycję po tak poważnej kontuzji i długiej przerwie, ale ten występ był bardzo obiecujący. Thomas był agresywny w ataku, nie unikał kontaktu i miał przebłyski swojej dawnej gry. Choć też było widać, że będzie potrzebował czasu, żeby nauczyć się współpracować z LeBronem Jamesem (23-6-8).

Rezerwowi Cavaliers byli lepsi od zmienników gości 61-23.

W Blazers do gry po pięciu meczach nieobecności wrócił Damian Lillard. Miał 25 punktów trafiając 6/9 za trzy i 6 asyst, ale też 8 strat.

* Pod koniec trzeciej kwarty spotkania w MSG byliśmy świadkami bardzo dziwnej sytuacji, kiedy Manu Ginobili zdobył niezauważone początkowo punkty. Podawał do LaMarcusa Aldridge’a, a piłka wpadła do kosza. Ale tak czysto przeleciała przez obręcz, że Michael Beasley zebrał ją i grał dalej, a sędziowie zareagowali dopiero po dłuższej chwili, po protestach Manu i zawodników Spurs.

„It went so clean that nobody saw it and I went crazy because once you make a shot like that, you want it to count. So yeah, it was very awkward, but common sense, I guess. The refs reviewed it and we got it.” Ginobili

„He makes magic happen,” Aldridge

Gregg Popovich też początkowo się nie zorientował

„I did not, in all honestly. I did not. Then everybody started grabbing me and saying the ball went in. I said, `Yeah, the ball went in!’ I acted like I knew what was going on.”

To był najlepszy moment zwycięstwa Spurs w Nowym Jorku, które było wygraną numer 1176 dla Popovicha, co przesunęło go na piąte miejsce na liście najbardziej zwycięskich trenerów w historii.

Aldridge zdobył 29 punktów, Kawhi Leonard poprowadził swoje season-high na 25 punktów (8/20 z gry), a do tego dołożył 8 zbiórek, 4 asysty i 4 przechwyty w 31 minut gry.

Kristaps Porzingis miał kiepski występ, 5/19 z gry na 13 punktów.

Beasley był najlepszym strzelcem Knicks i w odróżnieniu od Manu trafiał tak, żeby wszyscy widzieli, że piłka wpada do kosza.

* Suns najpierw odrobili dwucyfrową stratę w pierwszej połowie, a potem zrobili to ponownie w ostatnich minutach czwartej kwarty, kiedy zdominowali finisz runem 15-4. Jeszcze na 1:37 przed końcem goście z Atlanty mieli 8 punktów przewagi, ale od tego momentu kolejne 11 punktów należało do gospodarzy. Ostatnie 8 zdobył Devin Booker, który dał Suns prowadzenie na 12.3 sekund przed końcem wykorzystując rzuty wolne, gdy został sfaulowany na dystansie.

Ale akcja meczu należała do Marquese’a Chrissa.

Dennis Schroder znalazł lobem zostawionego pod koszem Taureana Prince’a, jednak Chriss zdążył dobiec i zablokować go, czym przesądził o zwycięstwie Suns.

Booker zanotował 34 punkty (14/15 z linii), 5 zbiórek i 7 asyst. TJ Warren zdobył 31 punktów. Chriss miał 17 i 11 zbiórek.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułDniówka: Pierwszy mecz Isaiaha Thomasa w Cavs
Następny artykułFlesz: „Porzingis Rules”. Żegnamy Phoenix Suns 2017/18

8 KOMENTARZE

    • Obejrzyj dokładnie – 0:28/0:29 klipu. Prince łapie piłkę jakieś pół metra od obręczy, idzie po wsad i nagle między piłką a obręczą pojawia się dłoń niby spóźnionego, ale jednak idealnie wpasowującego się w timing tej akcji Chrissa.

      Lubię to: 1
      • Obejrzałem jeszcze kilka razy m.in. tą kluczowa 0.28 i 0.29 sekundę klipu i moim zdaniem najpierw Prince’a zderza się z obręczą (tu Chriss jest minimalnie spóźniony, ale OK w pewnym sensie absorbuje Prince’a) i dopiero wtedy Chriss zbija piłkę która odbiła się od obręczy. Podtrzymuję zdanie o bloku obręczy ;-)

        Lubię to: 2
        • Jak dla mnie 100% najpierw obręcz. Popatrzcie na trajektorię „lotu” Prince’a. Widać doskonale, że wybił się pionowo żeby w ogóle dosięgnąć piłki, przez co zabrakło mu lotu w kierunku kosza. W efekcie był za daleko od obręczy i po prostu już nie dosięgnął, stąd starczyło tylko na kontakt z obręczą. I to jest głowny powód braku kosza, a nie strach przed Chrissem. Moim zdaniem tak czy inaczej nie byłoby punktów, chociaż Chriss mimo wszystko zapobiegł ewentualnemu fartowi w postaci jakiegoś dziwnego odbicia się piłki i wpadnięcia.

          Lubię to: 1
    • Przy pierwszej powtórce, rzeczywiście wygląda jakby robił wsad w obręcz, ale nie widać w tym ujęciu, czy wcześniej piłki nie dotknął jednak Chriss. Moim zdaniem, tak na styk był pierwszy kontakt, ale gdyby go nie było to i tak piłka chyba nie wpadła by do kosza. W każdym razie sam wyskok Chrissa i uniesione ręce spowodowały, że Prince tak się zachował i tym samym nie zdobył punktów, więc chyba można uznać to za blok.

      Lubię to: 0
  1. Często mam bekę z amerykańskiego podejścia do statystyk na zasadzie „pierwszy gracz od 1976, który zdobył przynajmniej 29 pkt, 9 zbiórek i 6 asyst w 3,5 kwarty w trzecią środę miesiąca” ale jednocześnie czytam stat taki jak o Sweet Lou i mówi więcej o nim jako kandydacie na szóstegogracza niż niejedna sążnista analiza jego gry.

    Lubię to: 4