Księżarczyk: Giannis. Wyjście z kryzysu.

18
fot. AP Photo
fot. AP Photo

“Dave Knot” już publikował na Szóstym Graczu i od wielu, wielu lat możecie czytać to, co pisze o Milwaukee Bucks. Obecnie na stronie Bucks.pl i na Twitterze.


Dawid Księżarczyk

Czytam nieautoryzowaną, krótką jak sezon Haywarda, biografię Giannisa i łapię się na tym, że ze strony na stronę nabieram do niego dodatkowego szacunku. A jak wiecie, pokochałem tego dzieciaka jak tylko został wybrany w drafcie w wieku 18 lat. W 2014 roku pisałem o tym, jak biegł sprintem na mecz w środku zimy:

Był 23 listopada, na dworze zimno jak cholera (prawie -10C), a ja byłam w trakcie zakupów z moim chłopakiem na Brady Street – kilka minut od Bradley Center. Zobaczyliśmy wielkiego mężczyznę, który przebiegł sprintem koło naszego samochodu. Zrównaliśmy się z nim, opuściliśmy szyby i zapytaliśmy, czy czasem nie chciałby, żebyśmy go podrzucili na halę. Odpowiedział, że bardzo chętnie i usiadł na tylnym siedzeniu mojej skromnej Hondy Fit.

Giannis miał na sobie tylko wiatrówkę i krótkie spodenki. Powiedziałam mu, że powinien sobie kupić kurtkę na zimę, a on odpowiedział, że ma zablokowaną kartę kredytową, bo właśnie przez pomyłkę przelał wszystkie swoje pieniądze do rodziny w Grecji i teraz nie ma ani centa nawet na taksówkę na halę. Przez całą drogę bardzo nam dziękował i co chwila powtarzał, że uratowaliśmy mu życie.  Co za słodki dzieciak…

…oraz spisałem kilka rzeczy z codziennego życia, które dla Giannisa były nowością:

Gdy tylko zobaczył, że 50% jego wynagrodzenia idzie na podatki zapytał się mnie, czy znam jakiś sposób, żeby ich nie płacić. – Zaza Pachulia

Giannis po każdym wspólnym posiłku z drużyną zabierał do swojego domu sześć, czasem i więcej opakowań z resztkami. Starał się oszczędzać pieniądze na wszystkim – na ciastkach, napojach, ciepłych posiłkach. – Brandon Knight

Kiedyś popełniłem wielki błąd i przy Giannisie wyrzuciłem do kosza parę butów. Ostro zainterweniował mówiąc: „Co robisz? To dobre buty!” Po czym wyjął je ze śmietnika i zabrał do domu. – Caron Butler

Dwa dni temu, po wygranej z Blazers, zacząłem pisać podsumowanie meczu od następujących słów:

Czasami mecz kończy się nie po jego myśli i w te dni Giannis się nie przebiera i nie bierze prysznica po meczu, tylko biegnie prosto do swojego wynajmowanego Forda Escalade. Pakuje się do środka i na pełnej kur*ie jedzie do seminarium katolickiego w St. Francis, gdzie księża się modlą, a od 1986 Bucks trenują w Cousins Center. To tam Giannis przechodzi metamorfozę. W samotności daje upust swojej złości, wyniszczając się do ostatniej kropli potu do pierwszej w nocy, czasem do trzeciej. Rzuca. Biega. Skacze. Krzyczy. „Jestem taki zły, że gdybym pojechał prosto do domu bałbym się, że ta złość mi nigdy nie przejdzie. W taki sposób odreagowuję.” – powiedział kiedyś Giannis.

A teraz, po kilkunastu stronach lektury książki, już nic mnie nie dziwi. Połknąłem cały rozdział szybciej, niż wiadomo-kto połyka wiadomo-co Charlie’ego Sheena za nie-wiadomo-ile-$$$. Odłożyłem czytnik, wziąłem prysznic i starałem się jakoś ułożyć wszystko w głowie. Wyszło coś takiego:


Ameryka uwielbia historie o żebrakach, którzy stali się milionerami. O dzieciakach, które zamiast się uczyć, pracowały na ulicy, żeby zarobić na obiad dla całej rodziny. I wiesz co? Antek doskonale wpisuje się w tę narrację.

Jego rodzice byli w Grecji nielegalnymi imigrantami, którzy uciekli przed wojną w Nigerii. Oboje byli sportowcami – ojciec był piłkarzem, matka skakała wzwyż. Nie znali języka, nie mieli ani wykształcenia, ani papierów na legalną pracę, nie wspominając już o perspektywach na lepsze jutro. Ich codziennością był stres związany nie tylko z niezapowiedzianymi nalotami policji, które skończyłyby się deportowaniem z powrotem do Nigerii. Na głowie mieli wiele: częste przeprowadzki, bo nie mieli pieniędzy na czynsz za mieszkanie; wstyd przed dziećmi, że przez dwa dni z rzędu nie stać ich było na obiad; obawę, że nie znają dnia ani godziny, kiedy rząd odbierze im Thanasisa i Giannisa, bo przecież jako dzieci nielegalnych imigrantów, nie mieli żadnego obywatelstwa. Nie byli ani Nigeryjczykami, ani Grekami. Bracia byli dziwolągami o wielkich i długich kończynach i olbrzymich dłoniach. Byli dorosłymi dziećmi o pomarszczonych zmarszczkami twarzach i oczach, w których widziałeś trudy codziennej fizycznej pracy na ulicach oraz tęsknotę za normalnym, spokojnym dzieciństwem.

Historia Giannisa zaczęła się pewnego słonecznego dnia na boisku piłkarskim, kiedy poszedł pokopać piłę ze swoimi braćmi: Kostasem i Alexisem.

Antek był wtedy zakochanym w piłce nożnej 13-latkiem, który traktował futbol jako relaks i odskocznię po całym dniu spędzanym na ulicy, gdzie sprzedawał okulary, czapki i lokalne pamiątki. Potrzebował sportu, żeby dać upust złości, kiedy po kilku godzinach spędzonych na sprzedaży bezwartościowych towarów, nie udało mu się zarobić ani jednego Euro (warto tu przy okazji nadmienić, że przed świętami Bożego Narodzenia Giannis potrafił pół dnia śpiewać kolędy i zbierać pieniądze do wystawionej przed sobą czapki – nie poddawał się i nie przestawał nawet wtedy, kiedy przez trzy dni z rzędu nikt mu nic nie rzucił). Jak zawsze w tego typu historiach, wszystko przydarzyło się przypadkiem i było jednym wielkim zbiegiem okoliczności.

Przechodzący obok boiska trener lokalnej drużyny koszykarskiej Spiros Velliniatis zwrócił uwagę na dziwnie zbudowanego i absurdalnie wyrośniętego, jak na swój wiek 13-latka. Natychmiast podszedł do chłopców i zaczął zapraszać Antka na trening koszykówki. Początkowo Giannis odmówił, ponieważ bał się, że treningi koszykówki zabiorą mu cenny czas, który spędzał na ulicy i zarabiał pieniądze dla rodziny. Spiros nie ustępował i zaproponował chłopcu: “Czy jeśli znajdę pracę dla twoich rodziców, przyjdziesz do naszej drużyny na trening?”. Jak łatwo zgadnąć, Giannis po chwili namysłu przystał na propozycję nieznajomego mężczyzny i niedługo po tym, po raz pierwszy w życiu wziął do rąk piłkę do kosza.

Pierwsze treningi były tragiczne. Giannis był czystym talentem pod względem fizycznym, jednak mimo swojego wzrostu i warunków fizycznych, nie potrafił opanować dwutaktu i lay-upa. Nienawidził koszykówki, jednak każdy trening traktował jak pracę – w końcu wiedział, że gdyby przestał, jego rodzice też nagle straciliby skromne źródło dochodu.

Pieniądze jakie zarabiała rodzina Antetokounmpo dalej były niewystarczające dla wszystkich. Treningi Giannisa odbywały się w innym mieście, co wiązało się z dodatkowymi kosztami dojazdu. Co więcej, wspólne treningi na które jeździł razem z Thanassisem, kosztowały ich tyle energii, że dramatycznie wzrosło ich zapotrzebowanie na kalorie. Mając czwórkę dzieci, rodzice Giannisa nie byli w stanie zagwarantować im wszystkim jednego ciepłego posiłku dziennie, nie mówiąc o kilku, wartościowych daniach. Gdy wieść o problemach finansowych rozeszła się po osiedlu, jeden z sąsiadów – właściciel restauracji – zaproponował dwa nieodpłatne posiłki dziennie dla Giannisa i Thanassisa, jeden przed, a drugi po treningu. Rodzice Giannisa początkowo nie zgodzili się na taką bezwarunkową pomoc i w zamian zaproponowali, że mogą wieczorami lub wczesnymi rankami sprzątać restaurację. Właściciel jednak nalegał i zagwarantował, że pomoże bezwarunkowo, pod warunkiem, że chłopaki będą regularnie dawali z siebie wszystko na treningach i meczach.

W taki sposób, powoli i systematycznie, zaczynał tworzyć się łańcuch zależności między grą Giannisa w koszykówkę, a dobrobytem (albo raczej: podstawami normalnej egzystencji) jego rodziny.

Velliniatis nie był dla niego trenerem – był jego szefem. Koszykówka nie była pasją – była pracą, dającą środki do utrzymania się.

Po dwóch miesiącach treningów, gdy Giannis miał 13 lat, Spiros namówił władze klubu, aby przekazywały rodzinie Giannisa 500 Euro miesięcznie. Tak po raz pierwszy w życiu, Antek znalazł sponsora, który płacił mu za grę. Grę, której szczerze nienawidził. Nie rozumiał, jak ktoś może cenić koszykówkę wyżej od piłki nożnej. Gdyby nie to, że zarabiał pieniądze, już dawno by to wszystko rzucił, mimo olbrzymich sprzeciwów ze strony trenera.


W 2009 roku przyszedł pierwszy, poważny kryzys. Giannis zdecydował, że nie będzie kontynuował kariery koszykarskiej, bo nie czerpie przyjemności z gry i jego zdaniem, w ogóle się do tego nie nadaje. Trener był innego zdania i próbował go namówić do gry w oficjalnym ligowym meczu młodzieżowej sekcji klubu Filathlitikos. Giannis uparcie stawiał na swoim.

Jego przygoda z koszykówką dobiegła końca.

Velliniatis zagrał va banque i powiedział – nie będzie to dokładny cytat, ale parafraza nie oddałaby w tym miejscu tylu emocji, co słowa bezpośrednio skierowane do Antka – “OK. Zrobimy tak. Zagrasz w najbliższym meczu ligowym i jeśli się okaże, że odstajesz umiejętnościami i nie będziesz chciał grać dalej, przeniosę cię do sekcji piłkarskiej z zachowaniem wszystkich pozostałych warunków naszej współpracy. Ale jeśli nie będziesz odstawał od swoich rówieśników, zostaniesz w klubie i dasz z siebie wszystko. Umowa stoi?”

Dla Giannisa taki gest zaufania znaczył wiele. Nie miał nic do stracenia i nawet w razie niepowodzenia w czasie głupiego meczu durnej koszykówki, mógł zacząć chodzić na treningi piłki nożnej, o których marzył całe życie. A do tego jego rodzice nadal otrzymywaliby 500 Euro miesięcznie! “Zgoda.” – powiedział i pozwolił, aby miniaturowa dłoń jego trenera utopiła się w jego dłoni.

W swoim pierwszym oficjalnym meczu (młodzieżówki) Giannis zdominował grę rzucając 50 punktów. Miał dopiero 15 lat, ale zachowywał się jak dorosły mężczyzna, który ma do utrzymania 5-osobową rodzinę. Już wtedy był tytanem pracy, który nie tylko przychodził na treningi jako pierwszy i wychodził jako ostatni, ale sam prosił trenera o indywidualne zajęcia dwa, trzy razy dziennie. Mimo, że nadal nie kochał koszykówki, traktował ją tak, jak wielu z nas traktuje swoje znienawidzone, ale dobrze płatne prace. Tyle tylko, że Giannis nie miał nawet 16 lat.


Wieść o chłopcu z gigantycznymi dłońmi szybko rozeszła się po świecie, mimo tego, że grał w drugiej lidze greckiej. Pierwszym klubem, który zaoferował Antkowi prawdziwe pieniądze była Zaragoza, dająca mu 400,000 Euro za rok, co w porównaniu z 500€ jakie dostawał w Grecji, było gigantycznym skokiem. Oczyma wyobraźni widział życie swojej rodziny w Hiszpanii, gdzie nie musieli się wszyscy martwić o to, co będzie na obiad i niemal natychmiast podpisał kontrakt. Kontrakt, w którym Spiros nalegał, aby znalazł się jeden zapis – klub Zaragoza nie będzie robił żadnych problemów z wysłaniem go za granicę, jeśli Giannis zostanie wybrany w najbliższym drafcie NBA. Reszta jest historią…

73

KOMENTARZE

    • Tak, tylko ile jest takich rodzin, które próbują związać koniec z końcem, ale nie mają tyle szczęścia i przez lata nie mają za co kupić dzieciom jedzenia?

      Ile jest dzieciaków, które nie mają szansy zdobyć wykształcenia, bo od małego muszą pracować, żeby przeżyć?

      Na każdą jedną taką historię jak ta Giannisa przypadają dziesiątki tysięcy historii, które nie mają szczęśliwego zakończenia.

      Lubię to: 40
      • Zawsze trafią się takie rodziny, przykłady, wyjatki, ale wiekszosc nie ma takich ambicji, chęci pracy, a zasiłki wystarczają im we francji czy niemczech na dostatnie życie

        Lubię to: 0
  1. Mimo, że w tekście było tyle razy wspomniane, że trenował tylko dla kasy, widać jak obecnie czerpie przyjemność z gry, pozytywna energia i vibe aż od niego bije. Kibicuję mu, bo myślę, że po prostu zasługuje na najwyższe laury za to co robi. Bardzo dobry tekst swoją drogą, początek sezonu na szóstym graczu jak zawsze najlepszy :)

    Lubię to: 1
  2. Giannis jest niesamowity, sprawia wrażenie niesamowicie szczerej i skromnej osoby. Widać, że docenia to wszystko co udało mu się osiągnąć.

    Z drugiej strony może nie wszystko w tej historii jest takie fajne jak się wydaje: “When we first met, I had a verbal agreement with his parents to receive 7% [of the earnings] from Giannis’ first contract with the NBA. And I asked them to invite me to dinner so we could eat pepper soup, the traditional Nigerian food. I’m still waiting for both.” – wypowiedź pierwszego trenera Giannisa w wywiadzie dla Vice.

    @Dawid, świetny tekst, chętnie będę zaglądał na bucks.pl!

    Lubię to: 26
    • Oczywiście ze to jest pewna laurka. Jak dokładnie jest to my tego nie wiemy. Trzeba by podrazyc a jednak chcemy o koszykarzach myslec pozytywnie albo zwyczajnie skupiamy się tylko na ich grze a spece od PR tworzą im odpowiedni wizerunek

      Lubię to: 1
  3. Giannis jest niesamowity.W historii koszykówki nie było jeszcze gracza który dysponując takimi warunkami fizycznymi grałby w ten sposób.Mówimy o facecie wzrostu Gortata który biega jak gazela,z łatwością penetruję i kończy przy koszu(często ekwilibrystycznie),jest dobrym obrońcą zarówno na guardów jak i graczy podkoszowych,ma nienaganny kozioł i dodatkowo pełni rolę rozgrywającego.Jedyne nad czym musi popracować to rzut,mówi się,że gość ma potencjał by być mvp…moim zdaniem ma potencjał by stać się największym,najwspanialszym koszykarzem jaki po ziemi stąpał

    Lubię to: 2
        • Bo piszesz o “najwspanialszej jaka stąpała po ziemi kończącej ekwilibrystycznie penetrującej gazeli” – to jego styl, a właściwie jego brak. Miałam nadzieję, że już sobie poszedł, ale jak widzę nie da się go tak łatwo zabić ;)

          Lubię to: 10
          • Nie użyłem takiego sformułowania.Wyjmujesz słowa z kontekstu i układasz je w całość która rzeczywiście brzmi zabawnie.Faktycznie mam kwiecisty czasem może lekko patetyczny styl ale nie wiem dlaczego ci to tak przeszkadza.Poza tym takie wypominanie komuś,że nie tak piszę,nie ma stylu plus mieszanie do tego osób trzecich świadczy raczej o braku kultury.

            Lubię to: 7