Bilet w jedną stronę

18
fot. nba.com
fot. nba.com

Jak ważna jest dla Ciebie pasja? Czy kiedykolwiek z niej zrezygnowałeś? Czy wygasła w Tobie naturalnie? Na każde z tych pytań mógłbym odpowiadać w różny sposób, na trzeźwo, pod wpływem wiśniowego Jim Beama, bez emocji, z emocjami, wybieraj. Pasja…

Pasją może być koszykówka, nagrywanie rapowych płyt, jezioro, rodzina. Kolejność dla niektórych w kontekście zainteresowań i pasji jest ważna, dla innych wydaje się być obojętną, jednak odpowiedzialny facet (chcąc nie chcąc) zaczyna szufladkować swoje priorytety wg ich wartości.

W 1995 roku nie miałem pojęcia o żadnych męskich wartościach, ale na przekór wszystkim moim ulubionym koszykarzem nie był Michael Jordan. Był nim Scottie Pippen, mój Scottie, którego wujek Jacek nazywał Metysem, bo że niby Scottie miał być pół-Indianinem. Wujek Jacek przez kolejne lata pił, a Scottie drążył moje serce i był kozacki w Playoffs dla Portland Trail Blazers. Gdzieś obok niego swoje ślady stawiały wielkie stopy Shaquille’a O’Neala, Grant Hill miał być nowym typem gracza w opcji all-around, jednak to Pippen był tym, który wprowadził mnie w świat pasji, magii, tego wszystkiego co staram się pielęgnować. Jeszcze, coraz rzadziej, ponieważ brakuje czasu, czasami sił i ochoty na cokolwiek.

Podczas sezonu 1995/96 spokojnie można było dostać karty Upper Decka, królował Magic Basketball, potem Pro-Basket. To solidna podstawa naszej historii – nas, 30-latków, nie wspominając o starszych Birdowo-Magicowo-Jordanowskich weteranach. I nagle z nieba spadła klasa Draftu ’95. Joe Smith, Jerry Stackhouse, Rasheed Wallace, Antonio McDyess i… Kevin Garnett. Ta piątka nagle dołączyła do Pippena, była taka świeża, orzeźwiająca, polana karmelowym talentem. Na stałe z tej fenomenalnej piątki w moim sercu pozostał tylko chudy dzieciak z Południowej Karoliny mimo, że to także Stackhouse długo trzymał się w mojej podświadomości.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

60

KOMENTARZE

  1. Fajnie, że nadal można spotkać ludzi, którzy w tak emocjonalny sposób podchodzą do sportu, do graczy, do wspomnień i nie porzucili młodzieńczych pasji ‘na stare lata’. Bardzo fajnie.

    Lubię to: 2
  2. zajebiste jest to, że tak dużo osób tutaj, łącznie z redakcja, są z tych samych lat/roczników co ja (’85). mega fajnie się zawsze czyta te wspomnienia, bo tak dużo podobieństw, bez kitu czasem jakby własne wspomnienia.. gra skarpetkami czy czymkolwiek w kosza w pokoju, polowanie na różne buty KG, Granty, Kobasy czy koszulki itp MEGA !!!

    Lubię to: 5
    • Rocznik 93, a gra skarpetkami rzucanymi w moim przypadku do lekko uchylonej szuflady to klasyk nad klasyki, do dziś pamiętam jak rozgrywałem mecz 76ers – Hawks i Iversonem rzuciłem 50 punktów, ale Mutombo “zablokował” ostatni rzut i Atlanta wygrała, aż się łezka w oku kręci, chłopaki kiedyś zrobili przezajebisty artykuł o nerf basketball. Żeby nie było off – topu mogę dodać, że nie pamiętam jak u mnie “grał Garnett”, pamiętam tylko, że jako Shaq wszytskie piłki pakowałem bezpośrednio do szuflady, jako Carter starałem się o rozmaite wsady od tablicy (czyli szafki przy szufladzie), a jako Dirk i Duncan ładowałem z półdystansu, a teraz to pokolenie, do którego mam przez to taki sentyment sie faktycznie kończy…
      w sumie nie wiem czemu to piszę xD

      Lubię to: 19
    • też, z 85, z nba na dobre i złe, od TheDreama w ’94. Choć nie mitologizuję lat ’90 i wtedy półboga MJa, jak i ‘Olimpu’ NBA, wspomnienia tej dakady basketu są zawsze spoko. Dzieciństwo, lata nastolatka :)

      Lubię to: 2
  3. A ja uwielbialem Muggsy Boguesa, ktory wtedy gral w Charlotte razem z Larrym Johnsonem. Lubilem go po prostu za to, ze byl najnizszym koszykarzem w NBA wtedy. Pamietam jak sie podjaralem kiedy w styczniowym numerze “Magic Basketball” z ’95 roku zobaczylem artykul o nim na 4 strony. Na 4 strony! To bylo cos niesamowitego.

    Lubię to: 3