Gorący Ekspres (14.07): Bobby czy Timmah?

6
fot. AP Photo
fot. AP Photo

Pod sam koniec czerwca Kevin Arnovitz opublikował na ESPN swój drugi w ostatnim półroczu quiz – “Which NBA team should you sign with in free agency? – i pamiętam, że spędziłem 30-40 sekund patrząc się w monitor i próbując odpowiedzieć na pytanie nr 5 “Are you a Kobe or a Timmy?“. W końcu kliknąłem. Wybrałem Kobiego. Duncan nigdy nie został zawieszony na jeden mecz i nie myślał, że było warto.

Zakończenie kariery przez Tima Duncana, do którego na dniach powrócimy jeszcze co najmniej nie raz – i nie tylko w Ekspresie – przypomniało mi o tym pytaniu, bo w końcu dopiero co w kwietniu karierę zakończył też ten jokester Bobby.

Dlatego dzisiejszy Ekspres jest poświęcony porównaniu tych dwóch z Top(X) w historii gry. Minie jeszcze duuużo czasu, zanim pojawią się w Top-100 najlepszych koszykarzy w historii. Zdążycie już wysłać dzieci do szkoły, lub, kto wie, wrócić na studia.

Dwa punkty za wczorajszy Ekspres. Jeden dla Olka, drugi dla Maćka Staszewskiego. Za co? Zmieniłem zasady i przyznawane są na żywo onomatopeją przyringowych dzwoneczków.

Odpowiadający:

1. Przemek Kujawiński (14,5)
2. Maciek Staszewski (12)
3. Piotr Sitarz (11)
4. Bartek Bielecki (10,5)
5. Przemek Napierzyński (10)
6. Olek Żerelik (9,5)
7. Ola (8,5)
8. Krzysiek Ograbek (8)
9. Sebastian (7)
10. Bartek Tomczak (6)
11. Marcin Chydziński (4)
12. Jędrzej Mirowski (4)

Na czele pytających awansował wcześniejszy spadkowicz Michał Tomaszewski (7,5). Za nim Łukasz Sosnowski (7). mac.kwiatkowski@gmail.com na który możecie podsyłać pytania.

Gramy:


1. Kto był lepszym koszykarzem NBA – Tim Duncan czy Kobe Bryant?

Ola: A może by tak Shaq na pierwsze miejsce? hmm:)

[dynnnggg]

Jędrzej Mirowski: Tim Duncan. Zabawne, bo gdybyś spytał mnie o to tydzień po ogłoszeniu końca kariery przez Mambę to powiedziałbym pewnie, że Kobe. Cholernie ciężko powiedzieć, kto był lepszym graczem. Niech zrobi to za nas ESPN. Albo Maciek w swoim rankingu TOP100.

Bartek Bielecki: Kobe. Patrząc na osiągnięcia, na regularność występów w Playoff, liczbę MVP i MVP Finałów, faworytem jest Duncan. Kolejną przewagą Duncana nad Kobem jest też to, że Kobe na pewno nie był najlepszym graczem na swojej pozycji w historii NBA, a Timmy (raczej) tak. Mój głos na Kobego jest więc skrajnie subiektywny. Kobe był dla mnie po prostu bardziej wyrazistą postacią, zdolną do większych wyczynów indywidualnych od Duncana. Kobe, jak przystało na gwiazdę NBA, ma też status celebryty, nie można powiedzieć tego o Duncanie i to absolutnie nie jest zarzut do TD, ale to sprawia, że lepiej zapamiętujemy danego zawodnika. Pomyślcie, ile highlightów, czy kultowych zdjęć Kobiego pamiętacie, a ile Duncana? To dlatego, minimalnie, ale stawiam na Bryanta.

Sitarz: Kobe Bryant. Tima Duncana nie obchodzą klasyfikacje i rankingi, więc Kobe.

Przemek Napierzyński: Tim Duncan. Jak porównać nieporównywalne? Jak ocenić, który z tych dwóch zupełnie różnych zawodników był lepszy? To jakby wybierać: pizza czy schabowy, punk czy rap, Bentley czy Ferrari. Obiektywna ocena jest niemożliwa. Ale że obiektywizm w przyrodzie nie istnieje i zawsze na koniec dnia pod skórą czujesz, co masz ochotę zjeść na obiad, jakiej muzyki posłuchać i jakim samochodem chciałbyś jeździć, czujesz też, którego z tych zawodników cenisz bardziej i uważasz za lepszego. Ja czuję, że tym gościem jest Duncan. 19 lat kariery, 19 lat bycia jednym z najważniejszych ogniw San Antonio, 19 lat bycia plusowym zawodnikiem, 19 lat solidnej obrony, 19 sezonów zakończonych PO, 19 sezonów z min. 50 zwycięstwami, 19 lat całkowitego poświęcenia dla drużyny. Że nie rzucał tyle punktów co Kobe? Nie szkodzi, nie musiał. Wiedział, że są inne drogi do tego, żeby jego drużyna zwyciężała. Oddajmy głos LeBronowi: Tim Duncan don’t kill like Michael Jordan and Kobe Bryant, but I’ve played against Tim Duncan twice in the Finals and I know for sure he’s got a killer instinct. So there are different ways to kill.

[Tim Duncan to rap?]

Marcin Chydziński: Tim Duncan. Jest w mojej Top-5 ever, więc to prosta odpowiedź. Stabilnością i solidnością ociera się o bycie robotem. W sumie z taką mimiką mógłby zastąpić Arnolda w Terminatorze 6. Byłby to terminator po krótkim spięciu w obwodach, stąd na wieki przestraszona mina. Bryanta szanuję, ale przegrywa również z tego powodu, że Duncan nigdy nie miał złego wpływu na drużynę. Nie obrażał się, nie żądał wymian, nie płakał z powodu pozycji w zespole. Nie podpisał kontraktu blokującego zespół. Nie zrobił ze swojego ostatniego sezonu brazylijskiej telenoweli. Pożegnania Bryanta prawie przebiły ilość zdjęć/filmów/artykułów z Anią Lewandowską, przez której wszechobecność bałem się przez ostatnie pół roku włączyć pornosa.

Olek Żerelik: Kobe. Choć nie wiem czy moja ocena nie jest podyktowana narracją, jaką tworzyli wokół siebie obaj gracze. Kobe’mu zależało, żeby być lepszym. Tim ma to gdzieś. Kobe robił rzeczy, żeby ludzi myśleli, że jest lepszy. Tim ma to gdzieś. Kobe chciał zarabiać najwięcej w drużynie i być jej główną (najlepiej jedyną gwiazdą). Tim ma to gdzieś. Wynik końcowy: 5 pierścieni u jednego i drugiego. Ale bilans drużyny zdecydowanie po stronie Tima.

Maciek Staszewski: Tim Duncan. Każde porównanie poza zdobytymi punktami wypada miażdżąco na jego korzyść. RingZ? Daj spokój. Tim ma wirtualnie 8 pierścieni. 3 fartowne rzuty odebrały mu 3 pierścienie. Dlatego ta statystyka nie ma sensu, kiedy patrzysz na nią samą, nie pamiętając w jakich okolicznościach się wydarzyła. Możesz spokojnie ustawić Duncana na 2 miejscu w historii ligi i to obronić. Nie krzycząc. Żeby zrobić to samo w przypadku Kobego będziesz potrzebował naprawdę mocnego gardła.

[zawieszenie Diawa/Amar’e na G5 WCSF 2007 + kontuzja Ibaki w WCF 2014]


2. Z jaką postacią bardziej się identyfikujesz – Tim Duncan czy Kobe Bryant?

Ola: Kobek Brajan! Timmy jest na pewno bardziej romantyczny, ale to Kobe był zawsze butny, nieustępliwy i zdeterminowany.

Jędrzej Mirowski: Z żadną. Zrobiłem dwa podejścia do tej odpowiedzi. Najpierw chciałem przyrównać ich do pracowników korporacji, w której każdy pracuje na swój unikalny sposób. Nie udało się. Później poszedłem głębiej – wyrzuciłem Bryantowi niewierność i zdradę w małżeństwie, a Ducanowi to, że pozwolił żonie zrobić z siebie biseksualistę. Ta odpowiedź też nie trzymała się kupy. Na trzecie podejście nie mam już pomysłu, dlatego ograniczę się do odpowiedzi – nie identyfikuję się z żadną nich. A to dlatego, że postacie te są o wiele głębsze niż tylko zero-jedynkowe: “Jestem cichym i spokojnym gościem? Zatem mów mi Timmy” lub “Lubię rywalizację z innymi i dążenie do bycia nr 1? No to jestem Kobe”.

Bartek Bielecki: Z żadną z nich. Nigdy nie przepadałem za Lakers, ani za Spurs, nie byłem fanem Bryanta, ani Duncana. Osobowościowo bardziej przypominam TD, zaś Kobe prezentuje styl gry, który bardziej preferuję. Nazwisko Bryant na pewno wywołuje więcej emocji, ale nie powiedziałbym, że z którymś z nich się identyfikuję.

Sitarz: Z żadną. Byli tylko sportowcami, z którymi nie spędziłem dzieciństwa.

Przemek Napierzyński: Tim Duncan. Kiedyś, kiedy postanowiłem zostać gwiazdą rocka, zdecydowałem, że instrumentem, na którym będę grał, będzie gitara basowa. Instrument, którego prawie w ogóle nie słychać, na którego brzmienie niewielu zwraca uwagę, który akustyk na koncercie potrafi wyciszyć według własnego widzimisię i nikt się nawet nie zorientuje, ale bez którego zespół nie brzmi tak, jak powinien. Instrument, który odzwierciedla moją osobowość, bowiem właśnie taki jestem – nigdy nie ma mnie w pierwszym szeregu, ale z tylnego rzędu staram się rzetelnie wykonywać swoją pracę. I gdybym miał wybrać koszykarza, na którym chciałbym się wzorować, byłby nim Tim Duncan. Zawsze robił na parkiecie to co do niego należało, najlepiej jak potrafił, ale mając na pierwszym miejscu dobro drużyny, a nie pompowanie własnego ego. Nie marnował energii na jakieś przepychanki z rywalami, trash-talking, groźne miny czy inne tego typu małostkowe bzdety. Ktoś powie, że był graczem nudnym i pewnie będzie miał rację. Gdyby NBA składała się z samych Duncanów, pewnie byłaby nie do oglądania. Ale ta konsekwentna postawa na boisku, prezentowana przez całe 19 lat kariery, to jest coś co mi niesamowicie imponuje i sprawia, że w moim prywatnym rankingu graczy, z którymi identyfikuję się najmocniej, Duncan jest bezapelacyjnie na pierwszym miejscu. (PS wygrałem też gitarę basową dlatego, bo ma tylko 4 struny i kiedy się pomylisz, to nikt się nawet nie zorientuje).

[dynnng]

Marcin Chydziński: Z Kobem. Ale tylko w jego ostatnim sezonie. Rzucam przez ręce, seriami nie trafiam, w obronie bywam jak drzwi obrotowe. Z Duncana mam wyłącznie wyraz twarzy kiedy dostaję piłkę.

[dennnnnnng dennnnng dennnng]

Olek: Tim. Jestem ciekaw ilu z nas postawi na egocentrycznego, choć dążącego do perfekcji i bardzo pracowitego Kobe’go. TD mimo, że go z tym nie kojarzono wielokrotnie potrafił pokazać charakter na boisku zdobywając decydujące punkty, czy motywując kolegów do walki. Do tego nie chciał nigdy być w świetle reflektorów, a swoją wartość i tak potrafił udowodnić.

Maciek Staszewski: Tim Duncan. To nawet nie chodzi o to, że gram pod koszem i rzucam o deskę. Duncan znalazł się najbliżej ideału koszykarza jak może znaleźć się człowiek. Cała reszta z Top10 All Time, poza Birdem, bazowała na nieludzkim atletyzmie i możliwościach fizycznych. Maskowali nim niedoskonałości swojej gry. Kobe też. Timmy w przeciwieństwie do nich był człowiekiem, dużym, ale człowiekiem. Trudno się identyfikować z atletyzmem. Z ludźmi, którzy się otarli o perfekcję już łatwiej.


3. W przyszłym sezonie – Bulls czy Knicks?

Ola: Party Mix:) ! Z dwojga złego New York Knicks. Bulls są najwolniejsza i najnudniejsza drużyna na świecie.

Jędrzej Mirowski: Knicks. Obie ekipy na papierze mają teoretycznie bardzo mocny skład. Różnica jest taka, że skład Knicks zdecydowanie bardziej do siebie pasuje. Rose- Lee-Melo- Porzingis-Noah. Jest spacing i jest wcale-nie–taka-zła obrona. Dużo się mówi o Knicks w kontekście kontuzji, ale…czy Bulls to na pewno taki zdrowy team? O kolanach Wade’a powiedziano już wszystko, Butler upuścił w trakcie 3 ostatnich sezonów prawie 50 spotkań, Rondo od 6 lat nie rozegrał 75+ meczów w sezonie. Taj Gibson do najzdrowszych też nie należy. W dodatku ten problem spacingu w S5, gdzie trzech graczy powinno grać z piłką, aby być graczami efektywnymi, a żaden z nich nie jest dobrym shooterem za 3. To nie może się udać… Knicks 45-37, Bulls 41-41.

Bartek Bielecki: Bulls. Obie drużyny znajdą się w przedziale 6-10 na wschodzie. Bulls mają lepszego rozgrywającego, zdrowszego centra, lepszą młodą gwiazdę (Butler>Porzingis) i lepszego lidera (Wade>Anthony). Oba zespoły mają trenerów, których na razie uważam za słabych, oba będą miały problemy z systemem ofensywnym (brak spacingu vs przestarzałe trójkąty). To będzie wyrównany pojedynek, ale życie nauczyło mnie stawiać na zespół Dwyane’a Wade’a.

Sitarz: Knicks. Mają lepszą pierwszą piątkę, która pasuje do koncepcji Jeffa Hornacka – systemu jaki wprowadził w Phoenix. Głębia składu nie wygląda najgorzej, mogą mieć straszne problemy w obronie na pozycji numer jeden, ale w dużej tabeli wschodu typuję Knicks przed Bulls. I nie tylko dlatego, że grają na lepszym parkiecie, ale zostali zbudowani z głową i pod grę w koszykówkę, a nie sprzedaż koszulek.

Przemek Napierzyński: Knicks. To ryzykowna teoria i trzeźwo patrząc, Bulls mają jednak większe szanse być wyżej w tabeli na koniec przyszłego sezonu. Ja jednak patrząc na drużynę z Chicago widzę potencjalną katastrofę, widzę starcie trzech guardów, którzy nie pasują do siebie zarówno koszykarskimi umiejętnościami jak i osobowościami, widzę też trenera, który absolutnie nie sprawia wrażenia, że będzie w stanie wszystko to opanować (aczkolwiek bardzo go lubię i tym bardziej mi szkoda, że trafił do takiej stajni Augiasza, jaką powoli stają się Bulls). W Nowym Jorku z kolei jest nowy trener, jest kilku ciekawych zawodników, jest Carmelo, który jeszcze nie skończył, więc wcale się nie zdziwię, jeśli w przyszłym sezonie to właśnie Knicks będą lepszą drużyną. Tylko na co im ten Rose… (odpowiadam sam sobie: żeby można było kupić jego koszulkę).

Marcin Chydziński: Knicks. W Knicks nie jest dobrze, ale przynajmniej wiadomo kto ma kozłować, kto zdobywać punkty, kto zbierać itd. Piszę to z bólem, ale w Chicago chyba nie wiedzą czego chcą. Free Jimmy!

Olek: Knicks. Mają lepszego trenera. Dysponują lepiej zbilansowanym składem. Jeśli kontuzje ich ominą, to powinni być lepsi od Bulls. Nie wierzę w Hoiberga… ale życzę im dobrze. Może uda się wybudować dobry spacing wokół Rondo, Butlera i Wade’a… może… w równoległej rzeczywistości podobno wszystko jest możliwe.

Maciek Staszewski: Kogo przed sezonem obchodzi rozstawienie w loterii draftu? Nawet w najlepszym przypadku oba teamy będą co najwyżej bić się o ostatnie miejsca w playoffs. Jeśli jednak mam odpowiadać: W best case scenario – Knicks. Oni chociaż mają szansę być zdrowi. Bulls natomiast nie mają szans grać takim składem, z takim spacingiem we współczesnej NBA. W worst case scenario… haha. W Nowym Jorku będzie szpital, a w Chicago implozja szatni i obie drużyny będą poza Top10 Wschodu. Mimo, że nie lubię obstawiać kontuzji, worst case scenario jest dużo bardziej prawdopodobne.

[dynkkk]

0

KOMENTARZE