Flesz: 53 punkty Jimmy’ego Butlera w MVP formie, szalone końcówki w Memphis i Salt Lake City, Spurs pokonali Cavs

13
fot. Chris Szagola / Newspix.pl
fot. Chris Szagola / Newspix.pl

W poprzednich sezonach kiedy Derrick Rose leczył kontuzje kolan, to Nate Robinson, DJ Augustin, a potem Aaron Brooks dostawali piłkę i wypadali w roli rozgrywającego nie gorzej, jeśli nie lepiej. Najlepszą dotychczas decyzją w krótkiej karierze Freda Hoiberga stało się oddanie jej w ręce Jimmy’ego Butlera. Ten rozwijał się i rozwijał przez ostatnie lata, aż w tym sezonie stał się graczem pick-and-roll pełną gębą. Dziś wygląda jak spokojnie jeden z Top-10 graczy NBA. W ostatnich tygodniach jeszcze lepiej.

Dwa tygodnie temu Słaby Lider pobił rekord Michaela Jordana, rzucił 40 punktów w drugiej połowie w Toronto i wygrał Chicago praktycznie już przegrany mecz. Ostatniej nocy 40 punktów miał już po 40 minutach gry i skończył na career-high 53 punktach, praktycznie samemu odrabiając aż 24 punkty straty Bulls w Filadelfii.

W ostatnich 9 meczach Butler zalicza najlepsze w NBA 30.3 punktów, 6.2 asyst, 5.4 zbiórek, trafiając 49 proc. rzutów z gry, 40 proc. za trzy, dostając się na linię 11.9 razy w meczu (nr 1), robiąc praktycznie wszystko co w jego mocy by ciągnąć ten przeciętny, trochę rozbitny w szatni team Chicago. Przypomina mi LeBrona Jamesa z lat 2005-2010 w Cleveland. Robi to grając z mikrourazami, aktualnie kostki, wcześniej stopy. Wszystko to dzieje się od czasu, gdy w chicagowskich mediach zaczęły pojawiać się doniesienia z zarzutami o jego liderowanie.

Że zmienił się od czasu, gdy dostał wysoki kontrakt.

Faktycznie się zmienił. Teraz przydałoby się, aby Bulls wokół niego w końcu się zmienili.

Szalona noc w NBA, w której pozostałe mecze przyćmiły wizytę Cavaliers w San Antonio. Był Gordon Ramsay na trybunach w Londynie, oglądając jak Raptors przetrwali słaby mecz swojego All-Star duetu. W Salt Lake City – dwa wielkie rzuty w ostatnich 4 sekundach, w tym game-winner Rudy’ego Gaya.

I po raz drugi w tym sezonie Memphis Grizzlies superszalonym gamewinnerem w ostatniej sekundzie wkurzyli Detroit Pistons.

Do gier!

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

0

KOMENTARZE

  1. Ten gamewinner Chalmersa to chyba fuks sezonu :) A tak z innej beczki, to Kevin Love w Cleveland zdecydowanie nie wygląda jak max-player. Albo nie potrafią go wykorzystać albo cholera wie.

    Lubię to: 0
    • Właśnie chciałem wspomnieć o Kevinie Love, nie wiem czy wszyscy mieliście takie wrażenie, ale aż razi jego nieogar w obronie. Brakuje u niego przede wszystkim tego zaangażowania, bo jak ktoś kiedyś próbował grać dobrą obronę przez kilka akcji z rzędu wie ile kosztuje to pracy fizycznej oraz psychicznej. W pewnym momencie wszystkie akcje, które szły przez zawodnika krytego przez Love’a, nawet jak był jakiś breakdown w ataku i zagrywka poszła w piach, były smażone przez graczy Spurs.

      W trakcie meczu przeszła mi przez głowę myśl, że z tak grającym Lovem, a jakoś mam wątpliwości na ile on jest w stanie to poprawić, Cavs w kluczowych minutach sezonu zmuszeni będą sadzać go na ławce. Czym on się w tym momencie różni od Ryana Andersona? Outlet passami? Które robi raz na 2-3 mecze? Możnaby dodać zbiórki, ale przy Tristanie i tak niczym nie imponował, a w kilku akcjach też nie najlepiej się popisał na tablicy. Coś średnio to dla mnie wygląda.

      Lubię to: 0
    • Jak ten kontrakt Love’a moglbym zrozumieć to zarobki Thompsona który czasem rzuci te 12-15pkt i zbierze to przegiecie. Gość w obronie coś tam potrafi ale atak to tylko wsady lub rzuty wolne (:). Facet bierze chyba 12 czy 14 baniek.

      No i oczywiście jak juz jesteśmy przy kontraktach to rozpierdala mnie dawanie 9mln siedzącemu na końcu ławki kręconemu brazylijczykowi.

      Kto tam daje te umowy…. Tusk, czy Palikot?

      Lubię to: 0
  2. To jest naprawdę niesamowite, jak bardzo można ssać mając Cuza, Gaya, Rondo w formie bliskiej życiowej, świetnego Casspiego, bardzo dobre minuty z ławki Belinellego i Collisona, niezły wybór w drafcie WCS i jeszcze paru role-playerów. Z takim składem powinni być gdzieś w okolicach 4.-5. miejsca na Zachodzie, a tymczasem these motherfuckers are still the Sacramento Kings

    Lubię to: 0