Zanim nastały trójkąty

20
John Swart/Associated Press
John Swart/Associated Press

Znanych jest kilka opisów tego momentu. Prawdopodobnie wyglądało to w ten sposób:

Phil Jackson podszedł do Michaela Jordana i zapytał

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułLekcja wojny i koszykówki
Następny artykułFlesz: Czy Warriors kiedykolwiek przegrają jakiś mecz? To już 21-0. Dziś nowym nr 1 Wschodu są Heat

20 KOMENTARZE

  1. Phil Jackson jest dla mnie jedną z najbardziej fascynujących postaci w historii koszykówki. Jeszcze ciekawsze jest to, że w tym samym momencie po prostu i po ludzku nie lubię Michaela. Kim byłby Michael bez Phila?

    Lubię to: 0
        • Uuuu kogoś zabolało.Za chwilę dowiemy się, że Jordan na dobrą sprawę to był w sumie taki Clyde Drexler i gdyby nie Pippen, Jackson, Horace Grant, Steve Kerr a nawet Randy Brown to pewnie skończyłby jako atletyczny freak który nigdy nic nie wygrał.

          Lubię to: 0
          • Przeczytaj wnikliwie trzy ostatnie posty, poluzuj zwieracz i złap ten 'szalenie trudny’ dowcip, który w zasadzie nawet niedokładnie bije w samego MJa. W jednym masz rację, kogoś tu zabolało (Uuuuuu, czy jak to tam ująłeś). Ale skoro z mojego posta wypływa niby jakiś wyimaginowany ból to pobaw się dalej Panie „Śmiertelnie-poważny-pędzący-na-białym-koniu-obrońco-MJa” i obal tezę, że MJ (uwaga hint: I Kobe) byli największymi freakami w historii NBA, którzy mimo to nie zdobyliby pierścienia bez Phila. Masz coś? Tak myślałem. Nie deprecjonuj roli dobrego coacha, który poza świetnym warsztatem umie radzić sobie z charakterami gwiazd NBA. Spurs z całą pewnością nie byliby tam gdzie są bez Popa. Thank you and good night…

            Lubię to: 0
  2. Ciekawe, nie znalem tej historii…

    Osobiscie nie lubie Jaxa, przede wszystkim za te wszystkie jego ezoteryczne odloty.
    ALE! trzeba mu oddac, ze jak nikt potrafil poprowadzic NAJLEPSZYCH do mistrzostw. Co by nie mowic, trzeba miec BALLS, zeby tym wszystkim MJ-om, Pippenom, Rodmanom, Shaqom i innym Kobasom narzucic swoja wizje i ja egzekwowac na parkiecie. Tacy goscie na lawce to jednak rzadkosc.

    Tekst i autor (za red. Kwiatkowskim) – en fuego

    Lubię to: 0
    • Polecam jak ktoś wyżej „11 Pierścieni”, fajna książka. Ja niedawno skończyłem także „Michael Jordan. Życie.” Tam jest ta historia praktycznie tak samo opisana. Jak masz ochotę porozkminiać Zen Mastera to te dwie pozycje fajnie się uzupełniają :)

      Lubię to: 0
      • W Życiu Lazenby ten rozdział z kolei oparł bardzo mocno na „The Jordan Rules” Sama Smitha i to jest właściwie oryginalne źródło tej historii. Niestety książka nigdy nie została przetłumaczona na polski, ale absolutny must read – jedna z najważniejszych książek o koszykówce w historii.

        Lubię to: 0
          • I tak jest lepiej niż kiedykolwiek, od kiedy wydawnictwo SQN zaczęło wydawać książki o NBA po polsku. Wcześniej właściwie ich nie było. Niestety oni też muszą na tym zarabiać, więc tłumaczą raczej tytuły, które da się w Polsce sprzedać. Dlatego niestety nie doczekamy się pewnie Breaks of the Game The City Game, czy właśnie The Jordan Rules w naszym języku. No chyba, że ktoś się zgodzi to wydać, to ja to przetłumaczę nawet za darmo. Słowo.

            Lubię to: 0
  3. „Nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że gwiazdor Lakers jest koszykarskim geniuszem. Jednoosobową armią po obu stronach parkietu, która miała przyćmić indywidualne dokonania swoich poprzedników. W tym samym czasie wskazywano jednak, że ci poprzednicy mieli coś, czego mu brakowało – potrafili wygrywać.
    Dziś brzmi to jak świętokradztwo, ale w okolicach 2005. opinia o tym, że Kobe Bryant już nigdy więcej nie zdobędzie tytułu, nie była niczym szokującym. Nikt nie kwestionował jego umiejętności i zdolności atletycznych. Wątpiono jednak, by kiedykolwiek był w stanie wznosić innych graczy na wyższy poziom.”
    „Bryant nie był najmilszym z ludzi. Złośliwości kierowane w stronę kolegów z drużyny były dla niego codziennością. Z jednej strony był przeświadczony o tym, że nikt nie jest w stanie grać na tak wysokim poziomie jak on, z drugiej… tego właśnie oczekiwał od innych. I wcale nie był skłonny do pomocy. Musiałeś żyć i grać według jego wysokich standardów lub stawałeś się jego ofiarą. Miało to poważne konsekwencje, jak podczas treningów, które regularnie dezorganizował, zawsze chcąc wygrać i upokorzyć swoich kolegów.” – aż tak wiele ich jednak nie dzieli.

    Lubię to: 0
  4. „Nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że gwiazdor Lakers jest koszykarskim geniuszem. Jednoosobową armią po obu stronach parkietu, która miała przyćmić indywidualne dokonania swoich poprzedników. W tym samym czasie wskazywano jednak, że ci poprzednicy mieli coś, czego mu brakowało – potrafili wygrywać.
    Dziś brzmi to jak świętokradztwo, ale w okolicach 2005. opinia o tym, że Kobe Bryant już nigdy więcej nie zdobędzie tytułu, nie była niczym szokującym. Nikt nie kwestionował jego umiejętności i zdolności atletycznych. Wątpiono jednak, by kiedykolwiek był w stanie wznosić innych graczy na wyższy poziom.”
    „Bryant nie był najmilszym z ludzi. Złośliwości kierowane w stronę kolegów z drużyny były dla niego codziennością. Z jednej strony był przeświadczony o tym, że nikt nie jest w stanie grać na tak wysokim poziomie jak on, z drugiej… tego właśnie oczekiwał od innych. I wcale nie był skłonny do pomocy. Musiałeś żyć i grać według jego wysokich standardów lub stawałeś się jego ofiarą. Miało to poważne konsekwencje, jak podczas treningów, które regularnie dezorganizował, zawsze chcąc wygrać i upokorzyć swoich kolegów.” – całkiem podobna historia, choć ten w moim tekście do końca chyba jednak nie opanował sztuki czynienia innych lepszymi.

    Lubię to: 0