Shaq i Kobe, koniec beefu

11
fot. NBA TV

Na tę chwilę czekał cały świat. Shaquille O’Neal i Kobe Bryant w  internetowym podcaście (znak naszych czasów) oficjalnie zakończyli swój trwający kilkanaście lat konflikt. Oczywiście obie legendy już od kilku lat powtarzały, że wszelkie niesnaski mają za sobą. Oczywiście mamy też koniec sierpnia, zaczynamy pisać o grach komputerowych i nawet Russell Westbrook zaczął ubierać się całkiem normalnie. Nie zmienia to faktu, że posłuchalibyśmy tego nawet, gdyby pojawiło się w czasie finałów.

To historia, na której w redakcjach kalifornijskich gazet wytarto klawiatury z literek. Dwaj wybitnie utalentowani gracze. Dwa różne charaktery. Starcie ego z ego. Brzydkie słowa. Groźby karalne. Szatnia zbyt mała dla nich dwóch. Miasto zbyt małe dla nich dwóch. Oskarżenia. Żale. Książki. Piosenki. Zostawione bez odpowiedzi pytanie, jak smakuje dupa…

To była szalona jazda. I dziś wreszcie dobiegła końca. No dobrze, właściwie to tydzień temu… Ale dziś dopiero pozwolono nam z bliska przyjrzeć się temu zakończeniu, więc musicie zadowolić się relacją nie do końca na żywo.

Shaq i Kobe porozmawiali w podcaście tego pierwszego. Oczekiwania są ogromne. Kilka cytatów, które przedarły się wcześniej do sieci, dają nadzieję na soczyste pół godziny.

01:00: Zaczynamy od krótkiej podróży w czasie do epoki, gdy koszykarze nie mieli jeszcze Twittera, by mówić o sobie nawzajem przykre rzeczy.

01:53: Shaq twierdzi, że nie pamięta wielu rzeczy, które mówił w tamtych czasach.

02:41: Jest letnio i przyjemnie. Shaq mówi do siebie per „Szaki”.

03:20: Shaq:

„Teraz, kiedy jestem starszy, mogę powiedzieć, że nie byłem politycznie poprawny w wielu kwestiach”.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułPracowite wakacje Anthony’ego Davisa
Następny artykułRaport: Tristan Thompson nie zgodzi się na mniej niż max, za rok może wrócić do Toronto

11 KOMENTARZE

    • A ja sądzę, że świat jest ciągle najtwardszy, ale ludzie zmiękli i już nie chcą ginąć w beefach, za to baseballiści pozostali oldschoolowi, taki ostatni bastion krzemu, dlatego na meczu basaballa ciągle giną ludzie.

      Lubię to: 0
        • Pytanie było o tzw. prime, czyli najlepszy okres w karierze, który u koszykarzy przeważnie zaczyna się w wieku 27/28 lat, a kończy po trzydziestce. U Shaqa przypadł on na lata spędzone w Lakers i w tym czasie był 1 x MVP, zdobył 3 mistrzostwa z rzędu, będąc 3 x MVP Finałów i najbardziej dominującym graczem w lidze. Później w 2004 przegrywa Finały z Pistons, jednak ciągle notuje bardzo dobre 26,6p i przenosi się do Heat. W Miami Shaq ma dobry statystyczne pierwszy sezon, jest drugi w głosowaniu na MVP i Heat z miejsca stają się głównym kandydatem do mistrzostwa na wschodzie. W 2005 odpadają w finale wschodu z Pistons, ale w 2006 wygrywają ligę.
          A później? Starość nie radość, kontuzje, wędrówka po klubach i rozmienianie kariery na drobne, z krótkim okresem powrotu do formy w Phoenix, gdzie potrafił rzucić likeabosh 45 punktów…
          Shaq ma na koncie tle samo tytułów, co Olajuwon, Robinson i Ewing razem wzięci…

          Lubię to: 1
          • Wspominanie Olajuwona w tej dyskusji, którego Houston orżnęło Orlando Shaqa do zera jest nietaktem. (Robinsona i Ewinga zresztą też, całą trójkę niesamowicie szanuję, ale nie to jest tematem dyskusji) Zwłaszcza, że Shaq od początku był Bestią, na starcie jeszcze trochę surową głównie w sferze mentalnej, ale zawsze Bestią. Liczba pierścieni liczbą pierścieni, ale ja uważam, że Shaq mógł osiągnąć jeszcze więcej, gdyby nie kwestie personalne, trochę większa etyka pracy nad swoim ciałem? dbanie o siebie? żeby ten prime przedłużyć? Sądzę, że byłoby to możliwe. Ale ja się nie znam.

            Lubię to: 0