Stanley Johnson Jr stracił matkę, Andre Drummond proponuje mu mieszkanie razem

6
fot. worldnow.com
fot. worldnow.com

Będzie dużo Detroit Pistons we Fleszach w przyszłym sezonie NBA. Będzie też dużo Utah Jazz, a nuż ktoś wyłoni się jako gorący team listopada, tak jak przed rokiem zrobili to Sacramento Kings. I tego teamu też będzie dużo.

Pistons to intrygująca drużyna. Stan Van Gundy to fascynująca postać, Andre Drummond to prawdopodobnie przyszły Top3 center ligi, Reggie Jackson to mój cichy typ na Mecz Gwiazd, a Stanley Johnson Jr to ulubiony gracz spośród tych, którzy przychodzą do NBA.

Dla tych oczu Johnson Jr jest po prostu magnetyzujący. Nie mogę oderwać wzroku, bo gra agresywnie po obu stronach boiska, a nie tylko po jednej (Dlatego trudno mi zachwycać się minusowymi obrońcami na 25-30 punktów, którzy przesypiają posiadania w obronie, wink wink. Jest w tym logika. Lubię oglądać ludzi harujących po obu stronach, nawet jeśli popełniają głupie błędy jak Russell Westbrook) 

Będzie dużo Pistons we Fleszach. W końcu. Bo ledwo jestem w stanie sobie przypomnieć kiedy po raz ostatni Pistons wydawali mi się ekscytujący.

Johnson Jr był prawdopodobnie najlepszym debiutantem w Lidze Letniej. Scott Howard Cooper z nba.com ma go na miejscu nr 1 w tzw. Summer League Ladder, czyli pre-rankingu Rookie Race, który prowadzony jest na oficjalnej stronie ligi.  Ja od lutego czy marca wciąż nie widziałem lepszego gracza w tej bardzo dobrej klasie draftu, ale nie jestem chyba nawet kierowcą tego wózka fanów – jest nim inny Maciek.

Pisałem o Johnsonie Jr jeszcze w trakcie Ligi Letniej. Pisałeś kiedyś o tym jak ciasteczkowy potwór zjada ciasteczka? Wtedy jednak nie przedstawiłem drogi jaką Johnson przeszedł i ludzi, którzy stali za nim.

Offseason niestety przyniósł tragiczną informację dla 19-latka z Anaheim. Nowotwór zabrał z tego świata jego mamę. Karen Taylor była koszykarką, członkinią Hall Of Fame uczelni Jackson State, która potem grała przez pięć lat w Danii, we Włoszech i w Szwecji. Dziennik Tucson News napisał dzień po jej śmierci 2. sierpnia:

„Ostatni raz gdy Stanley Johnson i jego mama grali jeden na jednego, Stanley miał 14 lat i mierzył 186 cm wzrostu. I jego mama wygrała.

(…)

Mama Johnsona nazywana była przez przyjaciół Stanleya „Coach K”. Od samego początku jego mama wiedziała, że będzie wyjątkowy. Od kiedy zaczął chodzić, dała mu do ręki piłkę. Taylor zbudowała także wokół niego program treningowy, gdy dorastał grając w drużynie AAU So Cal Tigers. Młodzi koszykarze trenowali nawet wówczas relacje z mediami.

– Przygotowałam go na to wszystko. Trenowałam go od czasu, gdy miał 5 lat. Trenowałam i modliłam się za to by, kiedyś został lepszym graczem niż ja byłam i żeby kiedyś dostał się do NBA.

(…)

– We loved playing basketball. That’s all we ever did.”

David Mayo z Michigan Live ma świeżą wypowiedź Johnsona, trzy tygodnie po śmierci jego mamy:

„To ciężkie. Dzieje się dużo niedobrego w mojej rodzinie. Ale jestem profesjonalistą. Mam pracę. Więc muszę radzić sobie ze sprawami rodzinnymi. Otrzymuję też dużo pomocy. To coś co pozostanie ze mną przez resztę mojego życia. Ale mam teraz moją pracę i muszą ją wykonywać. Trenuję cały czas. Ale jest jak jest, wiesz o czym mówię?”

Johnson powiedział też, że Andre Drummond zaproponował mu zamieszkanie razem w przyszłym sezonie:

„Chce żebym mieszkał z nim w tym sezonie, więc to powinno być interesujące. Zobaczymy co się wydarzy”

Kibicuję mu. Nie tylko za to jak gra w koszykówkę, ale też za sferę mentalną. W wieku 19 lat jest po prostu twardy i wydaje mi się, że zbudowany tak, by zostać gwiazdą w tej lidze.

To była droga życia – poświęcenie się dla jednej rzeczy. Można dyskutować, czy wpajanie komuś, niemal narzucanie w tak młodym wieku sportu – mówimy o wieku 3-5 lat – to właściwe rozwiązanie . W końcu tyle się słyszy o tym by dać dziecku wybór. Ale gdybym miał dziecko, to rzuciłbym je w wir sportu od lat najmłodszych. Myślę, że wychowanie przez sport, przez wyjazdy na obozy sportowe, udział w turniejach, to dobra forma, aby zaszczepić w dziecku pracowitość, ambicję, działanie w grupie i nie narazić go na informatyczny autyzm, zwłaszcza w tym świecie teraz. I nie wiem co będzie za 5 lat. Będziesz czytał Szóstego Gracza w zegarku.

Swoją drogą – teraz możesz robić to także w Warszawie, tzn zaprowadzić na trening swoje 3-letnie dziecko. Apple Watch nie jest jeszcze dostępny w Polsce.

Wróćmy do Johnsona.

Teraz stracił kogoś kto prawdopodobnie wywarł na jego życie największy wpływ. Co w pewnym stopniu sprawia, że będę kibicował mu jeszcze mocniej. I myślę, że ma już trochę kibiców, więc jeśli jesteś jednym z nich i ominąłeś – poniżej 27-minutowy dokument z 2014 roku, wyprodukowany przez „Ball Is Life”. O Johsonie, jego korzeniach i drodze jaką przebył by trafić przed rokiem na Uniwersytet Arizona. Wypowiada się m.in. jego mama.

Czuję, że jesteśmy na starcie czegoś wielkiego.

Poprzedni artykułLos Angeles Lakers rozmawiają z Metta World Peacem, potrzebują trójki
Następny artykułZ bagien Louisiany

6 KOMENTARZE

  1. Kilka refleksji:

    1.Kiedy czytam coś takiego o Stanley’u czuję się jakby ktoś mi mówił komplement. To zaczyna robić się niebezpieczne.
    2. Złapałem się na tym że już trzeci raz ostatnio zastanawiałem się jak dać 6 gwiazdek, super kciuk w górę, coś co by powiedziało „Wow, jesteście kozaccy, ale to było coś”. Dwa pozostałe to oczywiście Przemek. Mogę nie być obiektywny.
    3. Johnson jest nieprawdopodobnie twardy i dojrzały. Jak na gracza NBA, nie dziewiętnastolatka. W sensie naprawdę nieprawdopodobnie. Z takim nastawieniem wydaje się być skazany na sukces.
    4. Stanley już teraz działa świetnie na kolegów. Dookoła niego, rookie, który nie zagrał jeszcze ani jednego meczu w NBA, formuje się grupa ciężko pracujących latem zawodników Pistons. Zaczęło się od kolegów z Summer League, potem w trakcie Drew League dołączył do niego Drummond, a do końca sierpnia właściwie cała drużyna ma się zebrać na wspólne treningi.
    5. Spójrz na gest Drummonda. Przepiękny. Spodziewałeś się tego po tej 12 latce? Może nawet przeniesie domek dla swoich lalek barbie do innego pokoju, żeby Stanley miał więcej miejsca do życia. Może i Dre zmężnieje. To by dopiero było coś.
    6. Ta historia może się skończyć jako ESPN 30 for 30. Jeśli Johnson stanie się gwiazdą, a Pistons się odbiją – tym bardziej. Nawet jeśli pójdzie gorzej i nie zrobi tego ESPN, tu będzie na pewno ładny, wzruszający dokument. Potencjał jest.
    7. Naprawdę długo czekałem na pojawienie się ekscytujących Pistons. Nigdy też nie byłem fanbojem: ani zespołu ani gracza. Byłem blisko przy Benie Wallace i Detroit ’04, ale to nie ten poziom. Co za czasy :)

    Lubię to: 0
  2. Dla mnie ten dokument jest kozacki. Obejrzałem go pierwszy raz jakoś w styczniu… Stanley Johnson – powtarzam to od startu sezonu NCAA 2014/2015. Zdania nie zmienię… Dałbym gwiazdki, ale nie mogę – za to wyślę kurierem list w butelce Cytrynówki :)

    Lubię to: 0