Niesamowity Westbrook. 49 punktów i czwarte z rzędu triple-double

24
fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

Russell Westbrook założył maskę i wrócił do gry po meczu nieobecności spowodowanej operacją złamanej kości policzka. Mamy kolejny dowód, że Russ nie jest zwykłym śmiertelnikiem, to cyborg. Kilka dni temu miał dziurę w twarzy, a teraz wrócił do punktu, w którym skończył, jakby nic nie stało. Znowu był na innym poziomie niż pozostali zawodnicy na parkiecie i robił niesamowite rzeczy, jak chociażby ta jednoosobowa kontra, kiedy przebiegł całe boisko wyprzedzając wszystkich i zakończył akcję efektownym wsadem.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułRzutówka: Nie tylko wygrane + PnŻ Extra
Następny artykułWściekły Chris Paul, DeAndre Jordan stał zamiast dobić piłkę i wygrać mecz

24 KOMENTARZE

    • Statystyka +/- jest jak rzut kostką, tyle, że 10-boczną a nie 6-boczną, bo 10 graczy naraz pracuje na ten śmieszny wskaźnik.

      Wystarczy wejść w kilka z brzegu boxscore’ów, by zobaczyć, jak absurdalne wyniki daje ta statystyka:

      Anthony Davis – 39 pkt, 17/30 z gry, 13 rebs, 8 blk, 3 stl – doskonały mecz, wskaźnik: +9

      Norris Cole: 4 pkt, 2/8 z gry, 1 reb, 3 ast, 2 TO, 1 blk – wskaźnik: +13…

      I po słabiutkim meczu Cole’a i wybitnym Davisa ten pierwszy poprawia sobie kosztem drugiego wskaźnik +/-

      Nicolas Batum, ojciec wygranej nad Clippers, doskonałe cyferki, 20 pkt przy 6/11 z gry, 8 ast, 7 reb. 1 stl 1blk 1 TO. – wskaźnik -1.

      Damian Lillard 5 pkt, 1/13 z gry 4 ast przy 5 TO, 18 reb(17 def) – +14, najwyższy wskaźnik w drużynie :D Drugi najwyższy, +13 miał Afflalo i jego 2/7 przy 3 stratach z ławki.

      Takich przykładów jest codziennie na kopy, pamiętam, jak raz w tym sezonie James ze swoim standardowym 30/7/7 czy czymś podobnym miał gorszy +/- od J.R Smitha, który rzucił kilka cegieł i tyle go widzieli.

      I nie, nie chodzi o obronę czy jakiś magiczny x-factor – ta statystyka jest po prostu loteryjna i zupełnie bezwartościowa, niestety naszym dziennikarzom wciąż zdarza się, nie wiedzieć czemu, wspomnieć czasem kto miał jaki +/-.

      Lubię to: 0
      • Statystyka ma coś pokazać i to robi. W tym wypadku pokazuje czy drużyna z tobą na parkiecie jest na + czy nie. Z Russellem nie byli.
        Nie sądzę żeby była bezwartościowa, po prostu nie należy tego traktować jako całkowitą wyrocznię i zawsze trzeba dopowiedzieć kontekst.

        Lubię to: 0
        • Ze względu na wpływ niezależnych od nas zmiennych powiedziałbym bym, że ta statystyka pokazuje, czy ja z losową czwórką chłopaków z drużyny, przeciw losowej piątce drużyny przeciwnej, przy losowym wyniku, byłem akurat w stanie wyjść na + czy -.
          Worthless piece of crap, gdzie gość z trzeciego garnituru, wchodzący na garbage time ma, realne szanse wykręcać niebotyczne i nic nie warte wartości.
          O ile +/- kalkulowane w dużej próbie, czyli w długim okresie, dla kilku graczy równocześnie, być może jest w stanie powiedzieć coś o drużynie/kombinacji graczy, to w przypadku pojedynczego zawodnika i w dodatku z jednego meczu jest g**** warte

          Pzdr

          Lubię to: 0
          • Dlatego mówię o kontekście. Takie długoterminowe statystyki +- piątek też są przecież prowadzone. Gówno warte jest wyciąganie zbyt daleko idących wniosków po 1 meczu, ale sama statystyka nie jest. Może być podstawą do dalszej dyskusji i np. zastanowieniem się dlaczego nie licząc dogrywki przez 37 min z RW robiącym w tym czasie 39/9/14 byli -17. Ja nie mówie, że to wina RW bo przecież może gdyby nie on to byliby -35 ale ewidentnie coś nie pykło tak jak trzeba.

            Lubię to: 0
          • No i z tego powodu pojawiają się dwa problemy. 1. Ludzie traktują poważnie ten stat w kontekście pojedynczych spotkań – co nie ma prawa powiedzieć nam niczego użytecznego. 2. Ludzie nie akceptujący analityki i krytykujący używanie statów argumentują przeciwko nim, używając przykładu ludzi z punktu pierwszego.

            To tylko statystyka. Bez kontekstu i interpretacji nie znaczy absolutnie nic.

            Lubię to: 0
          • No skoro byli -12 z PHI to oczywiście, że coś było nie jak trzeba, ale kwestia leży w tym, że Russell mógł mieć praktycznie zerowy udział w tym bilansie, a w papierach stoi jak byk -12, czyli niby statystyki mówią cienki bolek z niego :)

            Patrząc w ten sposób, to w 10 minut bez Westbrooka byli +17, czyli gdyby go nie wypuścić na parkiet to OKC w 48 minut byliby +80.
            Ba jest lepszy motyw. Morrow, miał w 15 minut +34 (przy 3 z 8 z gry i praktycznie zerowym innym wkładzie w boxscore!). Jakby wypuścić 5 „Morrowów”, na pełne 48 minut, to wyszłoby prawie +110.

            Tyle w kwestii +/- zależnych od dwóch całych teamów liczonych na jednego gracza :)

            Ale skoro w USA tak się tym lubują, to niech kalkulują…

            Pzdr!

            Lubię to: 0
          • Przede wszystkim powinno się zbadać, czy szereg czasowy był stacjonarny.. (no sorry, skrzywienie zawodowe ;))

            Lubię to: 0
          • Łatwo rzucać takiego ogólnikowe hasła: „trzeba spojrzeć szerzej, w kontekście” itp. itd., ale chętnie zobaczę konkrety,np w jakim kontekście należy umieścić fakt, ż Anthony Davis grając mecz nieosiągalny dla większości zawodników NBA, po obu stronach parkietu, notuje gorszy bilans od pierwszego lepszego ceglarza. Albo w jaki sposób Jeremi Grant mając 2/7 i 4 straty w 28 minut gry miał lepszy o 10 +/- od Canaana, który zagrał mecz życia, 31 pkt na świetnym procencie przy 7 zbiórkach i 6 asystach.

            Choć to chyba w takim przypadkach pytanie retoryczne, bo widać na tych przykładach, że ta statystyka często po prostu nie działa. Pytanie dlaczego i czy mimo tylu złych wyników powinniśmy brać ją pod uwagę, skoro tyle jest bardziej miarodajnych wskaźników. I tak jak piszę to nie są odosobnione przypadki, wejdziecie w 5,10 czy 100 boxscore’ów i prawie zawsze ktoś kto zagrał po prostu słaby mecz będzie miał lepszy +/- od kogoś, kto zagrał świetny.

            Ja osobiście nie zaufałbym planom samolotu, który na 10 lotów w 8 dociera do celu, a w 2 spada do oceanu bez sensownego wytłumaczenia tego faktu.

            U kogoś w USA coś zadzwoniło jeśli chodzi o tę statystykę, tylko nie wiadomo w którym kościele.

            Z resztą na chłopski rozum, spójrzcie na to tak:

            -wchodzicie na parkiet, bronicie jak buldog, zaliczacie 5/5 z gry, kilka zbiórek itp. itd.

            -kolega z pozycji obok zalicza 1/5, i to jeszcze po naszych dobrych podaniach

            -kolejny kolega traci piłkę 5 razy

            -Rywale trafiają trójkę za trójką, do tego na pozycjach, za których obronę nie jesteśmy odpowiedzialni

            itp., itd.

            10 graczy naraz wypracowuje wskaźnik, który później jest widoczny dla jednego. A ten jeden nie może odpowiadać za poczynania wszystkich dookoła. Ma swój matchup, swoje zadania i tyle.

            Za dużo zmiennych, tak ja uważam i chętnie zapoznam się z logiczną analizą, dlaczego i jeśli tak to w jaki sposób mamy wspomagać się tym wskaźnikiem i kiedy.

            Lubię to: 0