39% z gry wystarczyło Clippers, by wygrać z Warriors

5
LP
LP

GOLDEN STATE 86 @ LA CLIPPERS 100

83 punkty w pierwszej połowie rzuciły ofensywy numer 3 i 5 w NBA. To było jak jazda sportowym samochodem po polnej drodze. Wiesz co masz pod maską, od czasu do czasu próbujesz wcisnąć pedał gazu, ale wtedy zaczynasz czuć kamienie ocierające się o twoje podwozie. A od czas do czasu po prostu wpadasz w dziurę. Dość powiedzieć, że najjaśniejszym punktem pierwszych 24 minut był garnitur Spencera Hawesa. W jednej bolesnej akcji:

Clippers rozpoczęli od 1 na 17 z gry i w pierwszej połowie trafili zaledwie 28% swoich rzutów. Przegrywali jednak zaledwie jednym punktem, bo bronili i dostawali się na linię. Nie przeszkodziło kilka typowych-trudnych trójek Jamala Crawforda.

Nic tego nie jest jednak historią tego meczu. Historia tego meczu dzieje się od 10 grudnia, odkąd Warriors muszą radzić sobie bez Andrew Boguta. Najlepsza obrona w lidze, która ze swoim centrem na parkiecie traci raptem 91,3 punktu na 100 posiadań, bez niego oddaje 102,8 punktów, co wystarcza do 15 miejsca w NBA. To poziom 76ers (tak, tak Philadelphia broni tak dobrze).

Warriors są 5-3 bez Boguta. Warriors bez niego nie są najlepszym zespołem w lidze. Nie są, bo Chris Paul i Jamal Crawford mogą robić swoje hesitation moves, a pod obręczą nie czeka na nich nikt. Golden State nie pomogło oczywiście to, że musieli radzić sobie bez Festusa Ezeliego.

Blake Griffin i Doc Rivers mają o czym myśleć, mając w perspektywie potencjalną serię w playoffach. Warriors wiedzą, jak zachodzić Griffinowi za skórę, robiąc tłok w trumnie i przychodząc z mądrymi podwojeniami. Blake wciaż potrafi mieć zaskakująco duże problemy z niższymi od siebie zawodnikami. Mam wrażenie, że wynika to z tego, że kiedy już zdecyduje się na konkretne zagranie, bardzo trudno dostosować mu się „w locie” do zmieniających się okoliczności. Po prostu opuszcza głowę i próbuje robić rzeczy na siłę. Dopiero w trzeciej kwarcie miał kilka posiadań, w których zareagował na ruchy obrony. Wiem, że trudno to mówić to o graczu, który zrobił linijkę 18/15/6/2/1, ale był to bardzo słaby występ w jego wykonaniu.

Clippers, poza Crawfordem, znów grali właściwie bez ławki rezerwowych, ale pozwolili rywalom zaledwie na 88 punktów na 100 posiadań. Ich defensywa to nadal wielka niewiadoma. Są mecze, gdy zachowują się, jakby dopiero się poznali. Są takie jak dziś w drugiej połowie, gdy nagle przestają gubić rotacje i dochodzą z rękę do każdego rzutu.

Warriors nie przeszkadzali w reperowaniu statów defensywnych Clippers. Jak po meczu powiedział Draymond Green byli „zbyt mili” tak, jakby zbytnio udzielił im się świąteczny nastrój. Ja miałem wrażenie, że byli po prostu zmęczeni. Druga połowa w ich wykonaniu była kompletnie pozbawiona energii. Jak określił to Green, to był po prostu „nudny” mecz.

Nawet jeśli swój piąty faul techniczny w tym sezonie dostał Steve Kerr, który lideruje trenerom pod tym względem i wyrównał właśnie swoje osiągnięcie z całej kariery w roli zawodnika. Od sezonu 2012/13 w starciach obu zespołów odgwizdano już 31 techników i 9 fauli niesportowych. Dzisiaj faktycznie zabrakło tej intensywności.

Żadna z gwiazd obu drużyn nie trafiła nawet 42% swoich rzutów. Steph Curry miał momenty, ale poza tym przechodził gdzieś koło meczu. Klay Thompson miał dobre momenty obrony na CP3, ale pudłował. Paul znów miał problemy z „dłuższymi” obrońcami (1 na 5 przeciwko Thompsonowi, 4 na 8 przeciwko Curry’emu).

Trudno wyciągać jakieś wnioski z meczu, w którym Warriors grali bez Andrew Boguta. Clippers pomimo zwycięstwa wciąż są jeszcze daleko od formy, która postawiłaby ich w miejscu, w którym widzieliśmy ich przed sezonem. Każdy ma swoje problemy na tym szalonym zachodzie.

Mecz-zawód, więc mam nadzieję, że nie zrywaliście się o 4 rano. Kilka ładnych highlightów zawsze można zobaczyć na You Tube’ie:

0
Poprzedni artykułZły Russ i Dobry Russell zdominowali Spurs w San Antonio
Następny artykułJosh Smith zadebiutował w Rockets, którzy pokonali Grizzlies

5 KOMENTARZE

  1. wszystkie te mecze zachodu pokazują, jak blado mogą wypaść Cavs w starciach, gdzie pod koszem naprzeciwko będą czekali Griffin+Jordan, Gasol+Z-bo, Dirk+Chandler, rotacja SAS czy nawet nieokiełznany na te kilka zbiórek w ataku i punktów z ponowień Steven Adams. Już chyba prędzej widzę realne zagrożenie dla zachodu ze strony Chicago i Toronto niż Cleveland.

    Lubię to: 0