5-na-5: Pierwszy miesiąc sezonu

7
fot. David Blair / Newspix.pl
fot. David Blair / Newspix.pl

1. Który trener ma pod sobą najgorętsze krzesło?

Mateusz Celer: Chyba żaden. Jeszcze kilka meczów temu najmocniejszym kandydatem byłby Brian Shaw, ale Denver w końcu się odnalazło i wydaje się, że Shaw kupił sobie trochę czasu. Drużyny, które do tej pory rozczarowują w tym sezonie (m.in. Pistons, Knicks, Hornets), mają na ławce ludzi o mocnych pozycjach. Nie spodziewam się żadnej zmiany trenerskiej w najbliższym czasie (chyba że Nuggets wpadną w jakiś potężny dół).

Michał Górny: Steve Clifford. Seria porażek Hornets, oczywiście, o ile się przedłuży po odejściu od stołów dziękczynienia, może być gwoździem do trumny Coacha Clifforda. Okolicznością łagodzącą jest brak kontuzjowanego MKG, jednak jak długo MJ będzie czekał?

Paweł Kapuściński: Steve Clifford. Jeszcze do niedawna typowałbym Briana Shawa, ale to chyba nie ta droga. Nie jestem pewien czy Clifford sam nie posadził się na gorącym krześle, skoro podważył w pewnym stopniu wybór Michaela Jordana. Nie wkomponował Lance’a Stephensona w drużynę, a restart organizacji przebiega nieciekawie. Większość z gorących krzeseł pouciekała, a Clifford właśnie dał swojemu właścicielowi powód, by zostać zwolnionym.

Przemek Kujawiński: Steve Clifford. W zeszłym sezonie Hornets-jeszcze-wtedy-Bobcats zbudowali swój sukces na jednej z najlepszych defensyw w lidze. W tym roku nie ma ich nawet w Top-20. Ich atak natomiast jest w tym samym miejscu w jakim był. Wynikiem tego równania są kolejne porażki i Steve Clifford tej chwili wygląda na jednego z tych trenerów, którzy skorzystali na “efekcie nowego trenera”, by teraz nie radzić sobie w starciu ze ścianą, jaką jest utrzymanie swojej drużyny w ryzach. Ewentualnie po prostu cierpi na “efekt Lance’a”. W każdym wypadku, jeśli zwycięstwa nie przyjdą szybko jego pozycja będzie zagrożona.

Łukasz Łysikowski: Ciężko powiedzieć. Derek Fisher i jego Knicks zawodzą, ale Fish jest człowiekiem Phila Jacksona. Brian Shaw i Denver Nuggets fatalnie wystartowali, ale wygrali pięć z ostatnich sześciu meczów, a Stan Van Gundy ma za dużą rolę w Detoit Pistons. Hornets przegrali siedem meczów z rzędu i Steve Clifford mógłby być niezłym kandydatem, ale w poprzednim sezonie zyskał duży kredyt zaufania, więc w Charlotte raczej nie będą podejmować pochopnych decyzji.

2. Która drużyna najbardziej potrzebuje jakiejś wymiany?

Celer: Los Angeles Clippers. Łatwy typ to oczywiście Cleveland, ale wydaje się, że trzeba dać im jeszcze trochę czasu. A Clippersi muszą coś zrobić z pozycją nr 3. Sami chyba niespecjalnie wierzą w Matta Barnesa, ale kończenie meczów tercetem Paul-Redick-Crawford to też nie jest najlepszy pomysł. Barnes wydaje się lepszy niż na samym początku sezonu, ale obawiam się, że w playoffach może być jak w zeszłym roku, gdzie wszyscy zostawiali go na dystansie, a on nie trafiał czystych trójek.

Górny: Detroit Pistons. Co jak, co, ale nie da się patrzeć na to, co dzieje się w Detroit. Już nie tyle w kontekście całego miasta, które leży w totalnej d***ie i najniższa frekwencja w lidze (średnio niecałe 13 tysięcy 800 widzów) nie powinna dziwić. Przetransferowanie Josha Smitha i/lub Grega Monroe nie powinno zmienić sytuacji o 180 stopni, jednak przy dobrym rozejrzeniu się na rynku można znaleźć kilka niezłych możliwości, by przynajmniej zbliżyć się o kilka spotkań do progu 50%

Kapuściński: Houston Rockets. Może nie potrzebują jakiś desperackich ruchów, ale wobec tajemniczej kontuzji Terrence’a Jonesa mają duży problem na pozycji nr 4 i kilka kolejnych na ławce. Corey Brewer nie jest żadnym rozwiązaniem, a przesypianie sezonu nie ma tu sensu. Rok straconego prime’u najwazniejszych graczy?

Kujawiński: Detroit Pistons. Prosty wybór to Cleveland Cavaliers, ale gdzieś tam zakopani pod ich dołkiem leżą jeszcze Pistons, gdzie Josh Smith i Andre Drummond wciąż trafiają poniżej 40% swoich rzutów. Ktoś z dwójki Monroe – Smith musi odejść, by wszyscy wreszcie mogli wrócić na swoje pozycje, a Drummond miał miejsce pod koszem. Biorąc pod uwagę, że Monroe podpisał ofertę kwalifikacyjną i raczej nie podpisze po sezonie nowej umowy w Detroit, wybór wydaje się prosty. Szczególnie, że z trójki wysokich to on rozgrywa najlepszy sezon i jego wartość transferowa może nie być już wyższa.

Łysikowski: Cleveland Cavaliers. To chyba będzie popularna odpowiedź. Jeszcze przed sezonem dobrze wiedzieliśmy, że w Cleveland bardzo widoczny będzie brak zawodnika potrafiącego bronić przy obręczy – wysokiego, dobrze blokującego centra z dużym zasięgiem ramion. Tristan Thompson, a tym bardziej Anderson Varejao takimi zawodnikami nie są i Cavaliers muszą tę dziurę załatać. W plotkach pojawiało się już nazwisko Timofieja Mozgova, ale z pewnością będziemy słyszeć o większej ilości zawodników, którzy będą łączeni z Cavs.

3. MIP pierwszego miesiąca rozgrywek to…

Celer: Jimmy Butler. Jimmy Buckets doprowadza w tym sezonie Staceya Kinga do ekstazy. Ciągnie porozbijanych kontuzjami Bulls, przynosząc w każdym meczu nie tylko obronę, ale też atak. Ciekawe, czy po sezonie odejdzie. Na razie wygląda na to, że dostanie od kogoś maksa, a Jerry Reinsdorf może starym zwyczajem posępić. Tylko że tym razem Thibodeau mógłby naprawdę go rozszarpać.

Górny: Jimmy Butler/Donald Sloan/Solomon Hill. Nie potrafię w żaden sposób podzielić tej trójki. Sloan i Hill korzystają na tym co dzieje się w rotacji Pacers (o, ile to tak można nazwać) i możemy to zauważyć w znacznych skokach ich statystyk w porównaniu z poprzednimi sezonami. Jimmy Butler sprawia, że Chicago Bulls korzystają z jego gry podczas „wańki wstańki” w wykonaniu Derricka Rose’a

Kapuściński: Mózg Cousinsa. To że Boogie może dominować rywali wiedzieliśmy, ale sposób w jaki stał się liderem tej dziurawej drużyny budzi respekt. Lato z Krzyzewskim dało mu wiele dobrego. Uspokaja trenera, a techniki (niesłuszne aż smutno) dostaje już tylko za reputację, nie wyskoki.

Kujawiński: Jimmy Butler. Gra o swój nowy kontrakt i póki co sprawia, że Bulls mogą żałować, że nie podpisali z nim tej jesieni przedłużenia na jego warunkach, bo po sezonie ktoś śmiało może zaproponować mu maksymalną umowę. Jego postęp w większości kategorii statystycznych nie jest spowodowany większą ilością minut. Po prostu z defensywnego specjalisty przerodził się w zawodnika grającego po obu stronach parkietu. Wciąż lubię też kandydaturę Anthony’ego Davisa.

Łysikowski: Jimmy Butler. Rzucający obrońca Bulls rozegrał przez swoje trzy pierwsze sezony 191 meczów, dziewięciokrotnie zdobywając minimum 20 punktów. W tym sezonie osiągnął tę barierę dokładnie taką samą ilość razy, ale potrzebował do tego tylko 13 spotkań. Jego średnie to 21,6 punktu, 6,1 zbiórki, 3,2 asysty, 1,6 przechwytu, 50%FG i 82%FT. Z nim na parkiecie Bulls są lepsi od rywali o 6,2 punktu na 100 posiadań, a bez niego gorsi o 0,7 punktu. Wielokrotnie bywał też ich go-to-guy’em oraz oczywiście stoperem w obronie. Latem 2015 roku w Chicago będą musieli dać mu maxa.

4. Niespodzianka rozgrywek (in plus) – wymień inną drużynę niż Sacramento Kings.

Celer: Milwaukee Bucks. Co prawda nie mieli do tej pory jakiegoś trudnego terminarza, ale mówimy o najgorszej drużynie zeszłego sezonu (nawet Philadelphia Tankers byli lepsi). Mają na razie piątą obronę ligi, a Jason Kidd robi tam fajne rzeczy. Miło patrzeć, jak Giannis się rozwija, Sanders trzyma obronę, Zaza Pachulia buduje swoją gruzińską legendę, a Jabari Parker staje się coraz lepszy. Fajny team.

Górny: Memphis Grizzlies. Bilans graczy trenera posiadającego jak dla mnie najciekawiej brzmiące nazwisko w NBA pluje w twarz wszystkim niedowiarkom (w tym moją również), którzy stawiali Grizzlies „gdzieś tam w środku stawki” na mocnym Zachodzie. Tymczasem D Grizzlies i postawa Marca Gasola dają Grizzlies bilans 13-2 z pół meczu przewagi nad GSW. Ktoś powie, że działa efekt łatwego terminarza, dlatego z przesadnym hype’owaniem zaczekam do końca grudnia.

Kapuściński: Milwaukee Bucks. Jason Kidd zrobi wielką karierę na kolejnej płaszczyźnie. Ten bardzo wyrównany Wschód ma swoją niespodziankę z dwoma nastolatkami w piątce. Drużyna okazała sie za dobra na tankowanie i bardzo możliwe że Jabari Parker – tak jak Melo w pierwszym sezonie – przywróci swoj team do playoffs. Choć wpływ obu graczy jest raczej nieporownywalny

Kujawiński: Milwaukee Bucks. Są ekscytujący? Są dziwaczni i w tej swojej dziwaczności są ekscytujący. Jason Kidd gra szeroką rotacją i w pilnowaniu minut swoich graczy jest prawie jak Gregg Popovich. Z tym, że najstarszy gracz w jego drużynie ma 30 lat, choć mógłbym się upierać, że Jabari Parker gra jako 32-latek. Bucks bronią, Jason Kidd nie boi się eksperymentować, są wyniki (na wschodzie). Zaczynam myśleć, że nie zdziwię się, jeśli ta drużyna awansuje do playoffów.

Łysikowski: Milwaukee Bucks. Jedna z najlepszych defensyw w lidze, Jason Kidd, Giannis Antetokounmpo, Jabari Parker, Mallory Edens. Mało? Bucks są na dzień dzisiejszy czwartą najlepszą drużyną w Konferencji Wschodniej i nie znaleźli się tam przypadkowo. Gdyby rok temu ktoś powiedział, że będę oglądał mecze Bucks z własnej woli, to rzucił bym mu tylko krzywe spojrzenie. To może być czarny koń tego sezonu. Co z tego, że Bucks grają na Wschodzie? Przeciwko drużynom z zachodu mają bilans 3-0.

5. LeBron James czy Kobe Bryant, kto bardziej rozczarowuje swój zespół?

Celer: LeBron James. Kobe oddaje pierdyliard rzutów przez recę i cegli tak, że nawet Mateusz Birkut nie nadążyłby z budowaniem. Ale przecież wszyscy się tego spodziewali (oprócz Carlosa Boozera) – Lakers mieli być beznadziejni, a Bryant miał rzucać, jakby nikogo innego nie było na boisku. Więc ciężko mówić o rozczarowaniu. Z kolei LeBron potwornie się opieprza w obronie, gdzie powinien dawać przykład w teamie pełnym minusowych defensorów. A przecież przez lata był jednym z najlepszych obrońców NBA zarówno na piłce, jak i z pomocy. I jeszcze te jego przedziwne wypowiedzi do mediów. Ale spokojnie – będzie się rozkręcał w trakcie sezonu i za parę miesięcy może to inaczej wyglądać.

Górny: Żaden. LeBron James skwitował mocnymi słowami początek sezonu w wykonaniu Cavs. Słowo ‘fragile’ zawładnęło przez jeden dzień mój czytnik RSS Jednak czy podobnie nie było podczas przybycia jego królewskiej mości do Miami? Dzisiejsi Cavs i „tamci” Heat to mimo wszystko podobne ekipy. Wtedy brakowało kogoś solidnego pod koszem nawet na 15-20 minut w meczu, teraz brakuje kogoś, kto będzie w stanie skutecznie bronić na pozycji 2 i 3, jednocześnie dobrze czującego się w post-up. Kobe Bryant to zupełnie inna historia. Lakers to od kilku sezonów tak naprawdę drużyna jednego gracza nie tylko na parkiecie i nawet najróżniejsze sytuacje nie są w stanie zmienić tego wrażenia. Aż chce się zażartować, że Lakers to Kobe, Kobe to Lakers, więc idąc tym tropem Kobe nie może sam siebie rozczarować. No chyba że nie uda mu się dogonić Kareema.

Kapuściński: Who cares? Pieniądze płyną na konto ligi.

Kujawiński: Nikt. James miota się pomiędzy rolami dominującego koszykarza i grającego trenera, ale akurat jego zespół nie może mu mieć tego za złe. Jeśli Cavaliers mają walczyć o mistrzostwo, to ich lider musi znaleźć swoją niszę, a nie próbować wygrywać mecze w pojedynkę. Bryant robi dokładnie to, czego od niego oczekiwaliśmy i nie sądzę, żeby ktokolwiek w organizacji Lakers odważył się myśleć, że jest to rozczarowujące. Nic czego byśmy się nie spodziewali.

Łysikowski: Można mieć pretensje do obu. James w kilku meczach zniknał, obijał się w obronie, był pasywny i zupełnie nie wyglądał jak najlepszy gracz na świecie. Bryant miał noce, w których odpalał niezliczoną ilość rzutów i można było łapać się za głowę widząc jego kontestowane trójki z 9-10 metrów z pięcioma sekundami na zegarze. Jednak sytuacja w jakiej obaj się znaleźli nie jest w 100% zależna od nich. Cavaliers, jak i sam James, ciągle szukają tożsamości, a Los Angeles Lakers są po prostu bardzo słabi. LeBron z pewnością ustabilizuje forme, a Bryant… no cóż… tak będzie wyglądał jego sezon, w LA żaden cud się nie wydarzy.


__________________________________

Chciałbyś mieć dostęp do większej ilości takich artykułów?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, przeczytaj więcej darmowych artykułów, a przekonasz się, że naprawdę warto.

__________________________________

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

0

KOMENTARZE

  1. 1. Steve Clifford.
    2. Phoenix Suns – potrzeba kogoś dobrego na pozycji centra, kogoś kto potrafi chronić obręcz, dominujący Jonas obnażył to aż nadto.
    3. Jimmy Butler.
    4. Milwaukee Bucks.
    5. Jeśli na siłę kogoś wskazywać, to LeBron za postawę w obronie.

    Lubię to: 0