Tim Duncan poprowadził Spurs do zwycięstwa w dogrywce. Zakończyli serię i ponownie zagrają z Heat w Finale

28
fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

Ostatnie sekundy meczu numer sześć Finałów 2013, już prawie byli mistrzami…. to ciągnęło się za San Antonio Spurs przez cały rok. Ale demony tej bardzo bolesnej porażki nie załamały ich. Wręcz przeciwnie, dało im to dodatkową motywację, żeby w tym sezonie wrócić jeszcze silniejsi, ponownie dostać się do Finałów i zrobić to, czego nie udało im się poprzednio. Pierwszą część planu właśnie wykonali, zakończyli serię z Thunder i już mogą zacząć przygotowywać się do kolejnego pojedynku z Heat.

„Cieszymy się, że to znowu Heat… Cały czas mamy ten niesmak w naszych ustach.” Tim Duncan

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułTlen i azot szóstego tygodnia PO
Następny artykułMiędzy Rondem a Palmą (96): 5 błędów, które popełniamy biorąc prysznic

28 KOMENTARZE

  1. Mimo, że nie jestem kibicem Spurs, życzę im mistrzostwa w tym sezonie. Należy im się, tak jak psu należy się buda.
    Już rok temu powinni wygrać, mieli pecha, pamiętam przeżywałem tamte finały, tak było mi ich szkoda, a powtarzam, nie jestem ich kibicem, choć oczywiście lubię tą drużynę. Teraz jednak wezmą wielki rewanż na Heat. Są lepszym zespołem, to nie ulega wątpliwości. Parker ma jakieś problemy z kostką, ale do czwartku jeszcze sporo czasu, więc się wyleczy.

    No i najważniejsza wypowiedź po tym meczu.
    Tim Duncan: „We will do it this time”
    Spurs in 6.

    Lubię to: 0
          • Mój błąd. Faktycznie zapomniałem, że pudło Leonarda z osobistego i 2 zbiórki ofensywne po cegłach Lebrona wygrały dla Miami cztery mecze :) Pzdr.

            Lubię to: 0
          • Wygrały 2 mecze, bo gdyby nie to, to nie mieliby możliwości nawet wygrać 4.

            Lubię to: 0
          • Jak czytam takie głupoty jak piszesz kolego matt, to zęby aż bolą. Jeżeli cały mecz nr 6 sprowadzasz do tego, że Heat mogli go wygrać przez pudło jednego osobistego Leonarda i trójkę Allena, obśmiewając taktyczny majstersztyk, tzn. że z kolei geniusz taktyczny Popa i Spurs, średnio odcisnął piętno przez pozostałe 47 minut i 40 sekund meczu. A po drugie ja nie widzę, żeby ktoś zabronił San Antonio wygrać dogrywkę, a tym bardziej mecz 7.
            No ale co nastoletni fanboy może napisać :)
            A co do finałów, to niech wygra lepszy, a nie np. sędziowie i tyle mam do powiedzenia.

            Pozdrawiam

            Lubię to: 0
          • Czyli nie mieli pecha, nawet nie przegrali na własne życzenie, ale Miami ich pokonało? Ja tu pokazuję, że Spurs miało WSZYSTKO we własnych rękach i faktycznie przegrało na własne życzenie. Była w tym większa zasługa Spurs niż geniusz Heat.
            A btw. chciałbym być z powrotem nastolatkiem :)

            Lubię to: 0
          • No pokonało ich Miami, bo z tego co wiem z nikim innym nie grali w zeszłorocznym finale :)
            Rzucanie osobistych, walka na deskach i obrona przed rzutami przeciwnika, to takie elementy, wpływają na wynik i mają miejsce od 1 gwizdka do końca meczu. Zdefiniuj mi pecha w tym meczu?
            Leonard spudłował osobisty i co, ma z kariery 100% i nigdy nie spudłował? Bosh nie miał prawa wywalczyć zbiórki w ataku? A może Allen nigdy nie trafi trójki z rogu, kiedy broni Parker przyklejony w rozkroku do parkietu? Ale jak chcesz możesz spróbować mi wytłumaczyć w jaki sposób to było szczęście i dlaczego to liczy się inaczej od tych samych sytuacji w trakcie meczu… Może punkty zdobywane w końcówce, to jak mówi red. Michałowicz 'ważne punkty’ i liczą się jakoś inaczej? Jak rozumiem kiedy SA wygrywa, to jest taktyczne mistrzostwo świata, a jak nie wygrywa, to przeciwnikowi się pofarciło, a nie ich pokonuje?
            Grasz jak przeciwnik pozwala. Cały mecz trzeba było rzucać lepiej niż 43% z pola i 28% za trzy, to może by wygrali. A tak był mecz na styku i nerwową końcówkę wygrało Miami po dogrywce.

            Lubię to: 0
    • Gadka bez sensu, której plebs przyklaskuje. Jak by Parker w game 1 nie trafił rzutu życia to Miami moglo by tk zakończyć w max. 5 meczach. Także nie pieprzyc tu glupot tylko do książek marsz.

      Lubię to: 0
  2. Patrząc na OKC w dogrywce wiem jedno – nie mogli tego wygrać. Zero zagrywek, Westbrook grający jak wolny strzelec wynajęty na dogrywkę i KD, ktory wreszcie na koniec dostaje rzut za trzy wcześniej podpierając ścianę jak najbrzydsza dupa na dyskotece… W takich chwilach gdy każda sekunda jest potrójnie cenna widać najbardziej rękę trenera. Timi wiedział co robić, tak samo dogrywający mu piłkę. Chce OKC z innym trenerem zanim wkurwieni rozejdą się po innych drużynach…

    Lubię to: 0
    • Fakt! Dziwne, że całą dogrywkę Westbrook wali cegły a Durant gdzieś schowany oddaje jeden rzut za 3. To chyba nie powinno tak wyglądać. Facet (Westbrook) ma mecz na 8-23 (1-6 za 3), połowę pkt. zdobył na linii osobistych i to on ma być zbawcą. Brooks jest cienki jak dupa węża. Mam jakieś dziwne wrażenie, że OKC się rozejdą w różne strony. Czas „Thunderkidz” już minął a sukcesów jakoś nie widać.

      Lubię to: 0
      • Wystarczą dwa ruchy i zostaną oni razem: wymiana trenera na kogoś kto ogarnie Westbrooka i będzie ta gra wyglądała poukładanie, a nie zabijemy was atletyzmem i talentem oraz wymiana Perkinsa na kogoś pod kosz/strech czwórkę nawet za cenę picku z przyszłego sezonu lub dwóch picków.

        Lubię to: 0